Archiwa tagu: COVID-19

Regulaminy rad nadzorczych nie odpowiadają potrzebom pandemii

  • Po ponad dwudziestu latach wracam do tematu rady nadzorczej zastępującej tradycyjne zasiadane posiedzenia pracą w internecie;
  • Oraz do regulaminu przyjmowanego przez niemal wszystkie rady nadzorcze, lecz często będącego jedynie dekoracją;
  • Bywa to zazwyczaj dokument niskiej jakości, do którego spływają odnoszące się do rady przepisy Ksh i statutu spółki (efekt kaskady);
  • Co najważniejsze: Postanowienia regulaminów rad nadzorczych wciąż nie są przystosowane do realiów pracy w warunkach pandemii.

Jeszcze na gruncie starego Kodeksu handlowego dopuszczałem możliwość pracy rady nadzorczej przy wykorzystaniu internetu. W latach trzydziestych XX w. o internecie wprawdzie nie słyszano, lecz formy pracy rady potraktowano bardzo elastycznie. Kodeks spółek handlowych z 2000 r. poszedł tym tropem mówiąc o „zwoływaniu rady”, lecz wcale nie precyzując, czy chodzi o zwołanie jej na posiedzenie, czy do podjęcia uchwały poza posiedzeniem. Zresztą o posiedzeniu rady ów kodeks wspomina rzadko, zgoła incydentalnie. Od lat głoszę, że rada nadzorcza jest w stanie należycie wykonywać większość swoich zadań poza posiedzeniami.

Pandemia COVID-19 dowiodła moich racji. Rady nadzorcze przeszły w tryb online, prócz odbywania zdalnych posiedzeń często podejmują uchwały poza posiedzeniami. Aktualny projekt zmian w Ksh wyraża niestety kult posiedzeń, rozmijając się z rzeczywistością. Natomiast regulaminy rad nadzorczych nie spełniają swoich zadań. Regulamin rady nie jest aktem obligatoryjnym, może jednak określić organizację rady i sposób wykonywania przez nią czynności. Większość regulaminów niczego w te kwestie nie wnosi, jedynie powtarzając przepisy wyższego rzędu: kodeksu i /lub statutu. Dopuszczają one możliwość powzięcia przez radę uchwały poza posiedzeniem, lub nawet zwołania posiedzenie online, ale nie precyzują, jak należy to zrobić. Zresztą powagę regulaminów rad nadzorczych osłabiają spotykane w nich postanowienia sprzeczne z kodeksem i /lub statutem.

W dobie pandemii COVID-19 regulaminy rad powinny przede wszystkim dążyć do ułatwienia prac w trybie zdalnym. Głosowanie obiegowe będzie tu nieprzydatne, lecz można wykorzystać głosowania korespondencyjne przy wykorzystaniu poczty elektronicznej lub komunikatorów – dokładnie określając sposoby postępowania związane z zarządzeniem takiego głosowania (po uzyskaniu na nie zgody członków rady), wnoszeniem przez członków rady propozycji poprawek lub zmian przekazanego im projektu, oddawania przez nich głosu (forma, termin), oraz ogłaszania o wynikach głosowania. Protokół takiego głosowania powinien zawierać datę i tekst przyjętej uchwały, imiona i nazwiska członków rady uczestniczących w głosowaniu (co pozwoli stwierdzić kworum!), liczbę głosów oddanych na uchwałę (za, wstrzymujących się, przeciw), zdania odrębne, oraz informacje o trybie głosowania. W takich okolicznościach rada może zarzucić praktykowane może do tej pory głosowania tajne. Protokół głosowania w trybie zdalnym jest odrębnym dokumentem, nie dokleja się go do protokołu uchwał podjętych przez radę na poprzednim lub następnym posiedzeniu.

Więcej uwagi wymaga należyte przygotowanie i przeprowadzenie posiedzenia online. Realia są tu inne niż na posiedzeniu zasiadanym, trudniej o uwagę uczestników, łatwiej o zmęczenie (efekt zoom  fatigue), więc porządek obrad powinien być zwarty, dyskusja zwięzła, pozbawiona gadulstwa i „rakiet woda-woda”. Kiedy na posiedzenie jeździłem wiele godzin, byłem zainteresowany, by pozałatwiać na nim możliwie wiele spraw. Lecz posiedzenia online lepiej zwoływać częściej, za to krótsze, nie przeciągać je poza rozsądek.

Regulamin rady powinien określać tryb zwołania posiedzenia online, wskazać uprawnionych do zwołania (nie wyręczać przewodniczącego – poza przypadkami z art. 389 Ksh!), uregulować proces uzgadniania terminu spotkania i porządku obrad z udziałem członków rady i zarządu, określać wybór i zastosowanie środków bezpośredniego komunikowania się na odległość, zapewnić uprawnionym techniczne ułatwienia udziału w posiedzeniu, uregulować proces przedstawiania – najlepiej na portalu rady – projektów uchwał i zgłaszania propozycji uzupełnień i poprawek, określić technikę głosowania i protokołowania uchwał, itd. W każdym przypadku chodzi o zapewnienie członkom rady możliwości uczestnictwa w procesie formułowania treści i tekstu uchwały, nie o pozyskiwanie ich głosów oddawanych na projekt sformułowany bez ich udziału – przy czym zarazem pożyteczne jest unikanie zwłok w toku głosowania.

Wiele regulaminów rad nadzorczych spółek publicznych pochodzi sprzed lat, kiedy jeszcze wspomniane tu kwestie nie były brane pod uwagę. Niezależnie od rozstrzygnięć i wskazówek regulaminowych, przydatne byłyby dobre praktyki procedowania przez radę online. Uważam, że mogą być one plonem zgromadzonych już doświadczeń spółek giełdowych.

Czytaj także:

2000.09.18 Internetowa rada

2001.11.12 Znak drogowy

 

 

Wpływ #COVID-19 na prawo spółek – wybrane zagadnienia

  • Pandemia COVID-19 wywarła znaczny wpływ na polskie prawo i wyzwoliła ciekawe rozwiązania legislacyjne;
  • Przyniosły one przepisy zasługujące na jednoznacznie pozytywną ocenę, lecz i takie, które zapewne spowodują szkody na rynku;
  • Motywacja wprowadzenia niektórych regulacji jest niejasna, co może budzić przypuszczenia, że mają one służyć niecnym celom.

Ogólna ocena omawianych tu wybranych zagadnień wpływu COVID-19 na prawo spółek nie jest jednoznaczna: należało zrobić to lepiej.

I. Dodane w art. 208 Ksh przepisy §§ 51 i 52 kreują zdolność zarządu spółki z o.o., a w art. 371 przepisy §§ 31 i 32  – zarządu spółki akcyjnej do podejmowania uchwał poza posiedzeniami, w trybie pisemnym (cokolwiek to oznacza) lub przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, a także możliwość zdalnego uczestniczenia w posiedzeniu (cokolwiek to oznacza) zarządu również przy wykorzystaniu środków porozumiewania się na odległość – chyba, że umowa spółki / statut stanowi inaczej. To bardzo istotne rozwiązanie, w praktyce było już wcześniej powszechnie stosowane mimo milczenia ustawy. Pominięcie tych możliwości w Ksh było błędem, a środowisko prawnicze od początku wskazywało na konieczność jego naprawy.

Niemniej można było dać tej nowelizacji bardziej przejrzystą redakcję. Spotykam przypadki, że spółka ma wątpliwości, czy podejmowanie uchwały przy wykorzystaniu poczty elektronicznej to tryb pisemny, bądź czy prowadzona przy wykorzystaniu najnowszych technik bezpośredniego porozumiewania się na odległość telekonferencja z porządkiem obrad i przy uczestnictwie należytego kworum, bądź nawet wszystkich członków zarządu lub rady nadzorczej, jest posiedzeniem w rozumieniu Ksh

II. Za wartościowe rozwiązanie należy także uznać odwrócenie zasady: organy spółki mogą podejmować określone działania, jeżeli dopuszcza to umowa /statut spółki. Dzisiaj mogą podejmować te działania z mocy ustawy, chyba że umowa spółki / statut stanowi inaczej. Tak przewidują przepisy art. 208 § 51 i 52, art. 222 § 11 i § 4, art. 2341 §, art. 371 § 31, § 32 i 33, art. 388 §§ 11 i 3 oraz art. 4065§ 1 Ksh. Wprawdzie spółki mogą wprowadzić do umów / statutów postanowienia przeciwne, niemniej usiłowania zmierzające ku temu mogą spotkać się z oporem zgromadzenia wspólników / walnego zgromadzenia, zwłaszcza w przypadku próby uchylenia prawa akcjonariuszy do udziału w walnym zgromadzeniu przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej (co, moim zdaniem, byłoby niezgodne z interesem akcjonariatu stanowiąc zarazem obrazę dobrych obyczajów).

Przyjęte rozwiązania należy uznać za śmiałe w obliczu niechęci wielu spółek do odstępstw od XIX-wiecznej rutyny pracy organów spółki. Nawet sformułowana w uchylonym przepisie art. 388 § 3 Ksh możliwość podjęcia, jeżeli statut tak stanowi, uchwały poza posiedzeniem, bywała przez statutu ograniczana do „nadzwyczajnych okoliczności” lub „wyjątkowych przypadków”.

III. Z poważnym ułatwieniem prac rady nadzorczej poza posiedzeniami poszło w parze uchylenie przepisu art. 388 § 4 Ksh, wyłączającego podjęcie takiej uchwały w sprawach dotyczących m.in. powołania, odwołania i zawieszania członka zarządu. Racją uchylonego przepisu było dążenie do zapewnienia, że uchwały w niektórych sprawach mogą być podejmowane przez radę tylko na posiedzeniu, przeto w sytuacji dającej możliwość wnikliwego przedyskutowania sprawy i uniknięcia pochopnych rozstrzygnięć. Z praktyki wiemy, że uchwały podejmowane przez rady nadzorcze w trybie pisemnym, lub nawet przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, bywały (z ostrożności dopiszę: niekiedy) podejmowane bez pogłębionej dyskusji w gronie członków rady, jednomyślnie, nawet mechanicznie.

Z drugiej strony, niewątpliwie dzisiaj podejmowanie uchwał w takim trybie wejdzie do powszechnej praktyki. Właściwości współczesnej techniki stwarzają możliwość odbywania – przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość – posiedzeń rady z bogatym porządkiem obrad i podejmowaniem uchwał na podstawie wszechstronnie przedyskutowanych projektów. Ustawodawca miał możliwość uznania, że wspomniane tu okoliczności kreują pełnoprawne posiedzenie rady nadzorczej – niestety, zatrzymał się na rozdrożu, dopuszczając zbędne wątpliwości.

Niemniej uchylony przepis art. 388 § 4 Ksh miał tę zaletę, że utrudniał radzie natychmiastowe odwoływanie członków zarządu na komendę najbardziej wpływowego akcjonariusza. Chodzi o budowaną przez Skarb Państwa już w czasach min. Dawida Jackiewicza psychozę strachu prezesów, którym uświadamiano, że nie mogą być pewni dnia lub godziny. Mogli zażywać spokoju, kiedy rada nie obradowała. Teraz już nie mogą.

IV. Instytucja oddawania przez członków rady nadzorczej spółki akcyjnej głosu na piśmie za pośrednictwem innego członka rady została lekko zmodyfikowana i rozszerzona na zarząd i radę nadzorczą spółki z o.o. (art. 208 § 51, art. 222 §§ 3 Ksh), ale już nie na zarząd spółki akcyjnej, nad czym nie ubolewam, ponieważ nie widzę w tym sensu.

V. Odwrócenie zasady „statut może dopuszczać” na korzystniejsze dla rynku brzmienie „chyba że statut stanowi inaczej” dotknęło także organizacji walnego zgromadzenia (art. 4065 Ksh). Żałuję, że ustawodawca zatrzymał się w pół kroku i nie wprowadził obowiązku organizowania walnych zgromadzeń przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej przez wszystkie spółki publiczne. Większy żal mam zresztą do spółek unikających szansy zwiększenia udziału akcjonariuszy w zgromadzeniach. Niechęć do internetu wykazują nawet spółki podszywające się pod miano wirtualnych.

Niemniej ustawodawca rozproszył wątpliwości w kwestii, czy o sposobie organizacji walnego zgromadzenia decydować ma powszechny interes akcjonariuszy i rynku, czy zwołującego zgromadzenie (art. 4065 § 1 in fine). Za to należy pozytywnie ocenić wartość przepisu o niezwłocznym potwierdzaniu przez spółkę głosu otrzymanego w formie elektronicznej (tamże, § 5).

VI. Dobrze się stało, że wprowadzono obowiązek zapewnienia przez spółki publiczne transmisji walnego zgromadzenia w czasie rzeczywistym (art. 4065 § 4). Stało się jednak fatalnie, że Komisja Nadzoru Finansowego usiłowała narzucić rynkowi fałszywe ograniczenie tego obowiązku do sytuacji, w których spółka odbywa walne zgromadzenie przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Z jednej strony przyganiam KNF: nie należy interpretować tego, co interpretacji nie wymaga (Emerich de Vattel, XVIII w.), z drugiej – przyganiam ustawodawcy: trzy elementy niezbędne dla „elektronicznego” walnego zgromadzenia, umiejętnie zestawione w dawnym (uchylonym) brzmieniu art. 4065 § 1, zostały niepotrzebnie rozdzielone między dwa różne paragrafy nowego brzmienia tego artykułu.

Czytaj także wpisy (najlepiej wszystkie) wyświetlone po wpisaniu w wyszukiwarkę blogu hasła COVID-19

#COVID-19, czyli pułapka jednomyślności

Uchwała powzięta jednomyślnie pod żadnym względem nie jest warta więcej od uchwały zapadłej wymaganą większością głosów, nawet przy zdaniach odrębnych zgłoszonych przez dysydentów. Rada nadzorcza dlatego jest ciałem kolegialnym, by jej członkowie mogli różnić się.

  • W obliczu pandemii przyjmujemy rozwiązania dopuszczające podejmowanie uchwał przez organy spółek w trybach zdalnych;
  • Podejmowanie uchwał poza posiedzeniami ma wiele bezspornych zalet, lecz uproszczenie procedur ma też poważną wadę;
  • Jest nią brak pogłębionej refleksji nad projektami głosowanych umów, co owocuje mechaniczną jednomyślnością;
  • Jednomyślność, która nie powstaje w wyniku twórczej wymiany poglądów, ucierania się stanowisk, nie jest wartością.

Niekiedy wartość uchwały zawarta jest już w projekcie, ale często bywa wzbogacana lub kreowana później, pomiędzy wniesieniem projektu a głosowaniem na niego, w toku dyskusji, sporów, w procesie zbliżania stanowisk. Racją posiedzeń zarządu lub rady jest możliwość wspólnej i wnikliwej analizy przedstawionych informacji, oraz redagowanie przez ogół obecnych uchwał, które zostaną przyjęte przez wymaganą większość.

Posiedzenie ma więc wiele zalet i charakter obligatoryjny, ale ma także wady. Powstaje bowiem konieczność zebrania członków rady nie tylko w tym samym czasie, także w tym samym miejscu, często odległym od miejsc ich pracy i zamieszkania, co wiąże się z dojazdami, nierzadko czasochłonnymi. Dlatego posiedzenia są zazwyczaj zwoływane z wyprzedzeniem, a wobec tego rada nie zawsze bywa zdolna do pilnego zareagowania na nagłą sytuację w spółce. Obecnie, w obliczu pandemii, zebranie członków rady w jednym miejscu i związane z tym podróże przynamniej części z nich, to zagrożenie ich zdrowia i życia.

Powtarzam od lat do znudzenia, ze dobrze zorganizowana rada nadzorcza może wykonać znaczną część swojej pracy poza posiedzeniami. Zbiera się ona kilka razy w roku, a ciąży na niej powinność wykonywania stałego nadzoru nad działalnością spółki we wszystkich dziedzinach tej działalności, zaś przedsiębiorstwo spółki jest coraz bardziej złożone, trudniejsze do ogarnięcia. Współczesna rada nadzorcza wyłania przeto z siebie komitety złożone z części jej członków i powierza im ważne zadania. Rada może delegować swoich członków do samodzielnego pełnienia określonych czynności nadzorczych. Może także podejmować uchwały poza posiedzeniami.

Powzięcie takiej uchwały wiąże się z koniecznością spełnienia kilku wymogów. Wszyscy członkowie rady powinni zostać powiadomieni o treści projektu uchwały. Należy także spełnić wymóg kworum, czyli udziału w głosowaniu przewidzianej statutem wystarczającej liczby członków rady. Głosowanie poza posiedzeniem stawia członka rady pod silną presją psychiczną: skoro zarządzono głosowanie – znaczy, że sprawa jest pilna; skoro gotowy jest projekt uchwały – znaczy, że nie ma warunków do zgłoszenia wniosków lub poprawek, bądź nawet kontrprojektu, należy bez zwłoki oddać głos; skoro zaś należy bez zwłoki oddać głos – trzeba powstrzymać wszelkie wątpliwości,  po prostu głosując za. Tak rodzi się fałszywa jednomyślność. 

Statut, względnie regulamin rady, powinien przewidywać, że w głosowaniu poza posiedzeniem uprawniony do oddania głosu po otrzymaniu projektu uchwały ma czas na namysł albo konsultacje, ale nie jest to praktykowane. Nawet jeżeli głosowanie członków rady nadzorczej, względnie zarządu spółki, odbywa się przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, służą one najczęściej jedynie, by za ich pośrednictwem oddać głos. Może ktoś kiedyś wstrzymał się od głosu, może nawet ktoś glosował przeciw, ale czy w głosowaniu poza posiedzeniem rady albo zarządu ktoś złożył zdanie odrębne? Przeważa nałogowa jednomyślność.

Podobnie w głosowaniu korespondencyjnym i w głosowaniu w trybie obiegowym: zjawia się posłaniec z dokumentem, na którym oddają głosy wszyscy członkowie rady, albo nadchodzi pismo, fax, względnie email z tekstem projektu uchwały, na którą należy oddać głos. Wręcz nie wypada zastanawiać się, wszyscy głosują za. Tak utrwala się fałszywa jednomyślność. Czytam sprawozdania rad nadzorczych chełpliwie informujących, że wszystkie uchwały rady zostały powzięte jednomyślnie. Pandemia COVID-19 wpędza nas mechanicznie w pułapkę jednomyślności. Lecz pamiętajmy: uchwała powzięta jednomyślnie pod żadnym względem nie jest warta więcej od uchwały zapadłej wymaganą większością głosów, nawet przy zdaniach odrębnych zgłoszonych przez dysydentów. Rada nadzorcza dlatego jest ciałem kolegialnym, by jej członkowie mogli różnić się.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów Parkiet 17 IV 2020 r.

 

 

 

 

 

 

 

Jak wepchnięto spółki na rozdroże między nowymi i dawnymi czasy

  • Jedną ustawą legislator wprowadza spółki w cyfrową współczesność i cofa je w epokę sprzed wynalezienia telefonu;
  • Krok naprzód to zdalne podejmowanie uchwał przez organy spółek kapitałowych przy wykorzystaniu internetu;
  • Krok wstecz to upowszechnienie osobliwej praktyki oddawania głosu na piśmie za pośrednictwem innego członka zarządu lub rady nadzorczej;
  • Możliwości praktycznego wykorzystania osiągnięć XXI wieku są wprowadzane równocześnie z praktyką godną połowy XIX wieku.

Chodzą po świecie osóbki wygłaszające opinie o potrzebie „napisania całego prawa od nowa”. Nie rozumieją one, że prawo nie jest produktem chwili, że odzwierciedla ono sprzeczne prądy, bowiem współistnieją w nim normy pochodzące z różnych okresów rozwoju, wywodzące się z różnych tradycji, wyrażające ducha różnych kultur. W polskim prawie spółek wkroczyliśmy właśnie w etap upowszechniania możliwości wykorzystania nowoczesnych środków porozumiewania się na odległość w procesie podejmowania uchwał przez zarządy, rady nadzorcze, walne zgromadzenia i zgromadzenia wspólników. Zarazem ustawodawca wyposażył członków zarządów i rad nadzorczych spółek kapitałowych w niepraktyczną, niedzisiejszą instytucję głosu oddanego na piśmie za pośrednictwem innego członka organu podejmującego uchwałę.

Instytucja ta został wprowadzona do Kodeksu spółek handlowych pierwotnie wyłącznie na użytek członków rad nadzorczych spółek akcyjnych. Komentator Ksh widział w mniej rozwiązanie „ważne i ułatwiające funkcjonowanie rad nadzorczych”. Jak przedstawiało się ono w praktyce?

  1. Uprawnienie do oddania głosu na piśmie przysługiwało członkowi rady nadzorczej nieobecnemu na jej posiedzeniu. Zatem wprowadzono służącą nieobecnym instytucję niespójną z obowiązkiem uczestniczenia w posiedzeniach rady, wykreowanym poprzez wprowadzenie wymogu kworum.
  2. Nieobecny mógł wykonywać to uprawnienie, jeżeli przewidziano je w statucie (ostatnio przyjęto formułę, że statut/ umowa spółki może je wykluczyć. Niech wykluczy!)
  3. Niemniej w niektórych sprawach nieobecny nie mógł głosować zaocznie (co zostało teraz uchylone).
  4. Nieobecny składa na piśmie oświadczenie o oddaniu głosu na uchwałę. Ponieważ często nie zna projektu uchwały, oświadcza: „Głosuję jak większość / jak Mietek / jak przewodniczący”. To oczywiście parodia, ale jeżeli jego głos będzie radzie potrzebny, może zostanie uwzględniony.
  5. Głos dotyczy konkretnej uchwały. Nie można jednym głosem objąć wielu uchwał.
  6. Nieobecny nie przekazuje oświadczenia o treści swojego głosu bezpośrednio do spółki (faksem, pocztą elektroniczną, usługą pocztową, kurierem), może przekazać pismo jedynie za pośrednictwem innego członka rady, który weźmie udział w posiedzeniu i dostarczy pismo nieobecnego. Pośrednik nie jest pełnomocnikiem, lecz niemym doręczycielem. Nieobecny może mieć trudności z dotarciem do niego.
  7. Oddanie głosu na piśmie nie może dotyczyć spraw wprowadzonych do porządku obrad na posiedzeniu rady nadzorczej. Nieobecny nie może oddać głosu, jeżeli porządek obrad zostanie ustalony dopiero na posiedzeniu. Rzecz w tym, że tak dzieje się najczęściej. W „zaproszeniu” na posiedzenie podaje się najwyżej projekt porządku obrad (ujmuję „zaproszenie” w cudzysłów, by podkreślić archaiczny charakter tego sformułowania). „Zaproszenie” kierowane jest do członków rady z koniecznym wyprzedzeniem; w tym czasie w spółce mogła zajść sytuacja skłaniająca radę do poszerzenia porządku obrad o tematy, których projekt porządku nie przewidział.
  8. Nawet jeżeli sprawa została zawczasu wprowadzona do porządku obrad, nieobecny nie zna dokładnego brzmienia uchwały w tej sprawie, która zazwyczaj jest redagowana dopiero na posiedzeniu.
  9. Nawet jeżeli „zaproszenie” na posiedzenie zawiera szczegółowy projekt porządku obrad i projekty uchwał – projekt uchwały, na którą nieobecny oddał głos na piśmie, może ulec daleko idącym modyfikacjom. Posiedzenie to nie mechaniczne zaklepywanie projektów, ale dyskusja nad nimi, często wnikliwa, burzliwa i twórcza. Może okazać się, że nieobecny głosował na uchwałę inną od tej, jaką rada przyjęła.
  10. Jeżeli wszystko ułoży się po myśli nieobecnego i głos przezeń oddany zostanie przez radę przyjęty, zaliczy się go do większości, niemniej nieobecnego nie należy zaliczać do kworum, ponieważ uczestniczy on wyłącznie w głosowaniu nad jedną lub kilkoma uchwałami, lecz nie w pełnym posiedzeniu rady, w dyskusji nad porządkiem obrad, nad informacjami przekazanymi bieżąco przez zarząd, nad sytuacją spółki, itd. Dziwi mnie zdanie niektórych komentatorów, że nieobecnego można uznać za obecnego i do kworum zaliczyć. Sprzeciwiam się temu stanowczo.
  11. Wszelako widzę w tej niedorzecznej procedurze pewną zaletę: utrudni ona głosowanie tajne.

Uważam, że instytucja oddawania przez nieobecnego głosu na piśmie za pośrednictwem innego członka organu została źle pomyślana. Przejęta z prawa niemieckiego, nie została uwspółcześniona, jeszcze ją skomplikowano. Nie koresponduje ona z technikami głosowania przy wykorzystaniu nowoczesnych środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość wszystkich uczestników posiedzenia online ze wszystkimi.

W następstwie niedawnej, kleconej na chybcika, niedostatecznie chyba przemyślanej, nowelizacji Ksh (zmiany weszły w życie 31 marca 2020 r.), zarządy i rady nadzorcze spółek akcyjnych i spółek z o.o. znalazły się na rozdrożu: technika podejmowania uchwał w trybie zdalnym wiedzie je w XXI wiek, natomiast możliwość oddawania głosu przez piastuna spółki głosu na piśmie za pośrednictwem koleżanki lub kolegi cofa je w epokę sprzed wynalezienia środków porozumiewania się na odległość jak internet z pocztą elektroniczną, faks, nawet historyczny już teleks. Uchylono przy tym wyłączenie możliwości dokonywania w tym trybie „wyborów przewodniczącego i wiceprzewodniczącego rady nadzorczej, powołania członka zarządu oraz odwołania i zawieszania w czynnościach tych osób”. Wprawdzie przyjęto założenie, że statut / umowa spółki może wyłączyć instytucję oddawania głosu na odległość, czyli posprzątać spółkę, lecz czy należało ją zaśmiecać?

POST SCRIPTUM: Szczególnie polecam ten wpis uczestnikom webinaru o głosowaniach w spółce akcyjnej i z o.o., zaplanowanego na 29 kwietnia o godz. 10:00 (szczegóły na stronie www.Personalities.pl ). Dowiaduję się, że – wobec znacznego zainteresowania wydarzeniem – wpisy zostały już zamknięte, lecz deklaruję gotowość poprowadzenia wkrótce drugiej edycji wydarzenia, na którą z góry zaprasz

 

Umożliwiając zdalne głosowanie w spółkach, ospałe prawo wyrusza w pogoń za techniką

  • Głosowanie w spółce akcyjnej i sp. z o. o. | webinar personalities.plW obliczu pandemii COVID-19 następuje przebudzenie przestarzałego prawa spółek, które ledwie dostrzegało możliwość zdalnego podejmowania uchwał;
  • Do tej pory tylko rada nadzorcza, za przyzwoleniem statutu, mogła podejmować uchwały w procesie bezpośredniego porozumiewania się na odległość;
  • Akcjonariusze mogliby zdalnie uczestniczyć w walnych zgromadzeniach, gdyby tylko spółki zechciały im to umożliwić;
  • Zarządom takiego prawa dotąd nie przyznawano. Obecnie prawo zmienia się gwałtownie, ale spółki wpadają w pułapki braku doświadczenia.

O sztuce głosowania w spółkach kapitałowych pisuję często i dużo. Przed pięciu laty nawet wszcząłem alarm: Nie umiemy głosować! Głosem oddawanym w głosowaniu nie potrafimy wspierać poglądów lub przekonań, interesów, spraw, nawet wartości. Nie jesteśmy biegli w procedurach związanych z głosowaniem. Nie znamy wielu związanych z nim pojęć.

Ostatnio temat powrócił. Świat ogarnęła pandemia COVID-19, wywiera ona znaczny wpływ na spółki, jedne tracą, inne zyskują, a ogromna większość przechodzi na podejmowanie przez ich organy uchwał w trybie zdalnym. W Polsce zmienia się prawo, by spółkom to ułatwić. Nie tylko rady nadzorcze mogą podejmować uchwały przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, nie tylko można w tym trybie uczestniczyć w walnych zgromadzeniach lub zgromadzeniach wspólników, możliwość podejmowania uchwał na odległość przyznano także zarządom, co dotąd ustawodawcy nie mogło zmieścić się w głowie. Następuje przebudzenie prawa, które próbuje ruszyć w pogoń za zdobyczami współczesnej techniki.

Lecz nie odbywa się to bezboleśnie. Wprowadzenie do spółek procedur zdalnego głosowania to wprowadzenie ich do labiryntu, w którym nie potrafią się poruszać. Zderzają się z problemami, o których nie mają pojęcia. Wykorzystanie procedur zdalnego głosowania daje bezsporne korzyści, ale rodzi też niebezpieczeństwa. O jednym z nich napisałem kilka dni temu w Gazecie Giełdy i Inwestorów Parkiet. Nazwałem je pułapką jednomyślności. Brak pogłębionej refleksji nad projektami głosowanych uchwał, brak autentycznej dyskusji nad nimi, owocuje mechaniczną – fałszywą! – jednomyślnością. Nie powstaje ona w wyniku twórczej wymiany poglądów, ucierania się stanowisk, nie jest wartością. Ktoś przygotował projekt uchwały, udostępniono go uprawnionym do głosowania, a oni głosują „ZA” – uznając, że nie ma warunków do wnoszenie poprawek, szlifowania sformułowań, itd.

Artykuł wywołał żywe reakcje środowiska rynku kapitałowego. Zwrócono mi uwagę, że owa fałszywa jednomyślność nie jest jedynym problemem. Proceduralnych pułapek jest wiele, nie tylko w głosowaniach walnych, także w stacjonarnych. Wątpliwości budzi arytmetyka głosów, rozmaite wymogi dotyczące większości, rozbieżności między większością a kworum, uprzywilejowanie głosów, uprawnienia osobiste i prerogatywy przypisane do funkcji, jawność i tajność głosowań, granice autonomii głosu piastuna spółki… A kiedy członek rady nadzorczej oddaje głos na piśmie za pośrednictwem innego członka rady, to ów pośrednik jest pełnomocnikiem, czy tylko doręczycielem?

Jakoś żyliśmy dotąd z tymi wątpliwościami, skumulowały się one obecnie w obliczu nagłych, radykalnych zmian prawa. Spotkałem się z uwagami: skoro ostatnio tak często piszę o procedurach służących zdalnym głosowaniom w organach spółek, dlaczego nie pozbieram wszystkich problemów głosowania w spółce, by wyjaśnić je „za jednym zamachem”?

Opowiedziałem o tym Katarzynie Łasak, z którą od dawna współpracuję, ostatnio wyłącznie zdalnie, bo ona w Warszawie, ja w Krakowie. Pani Kasia jest moim Osobistym Ministrem Cyfryzacji, to ona skłoniła mnie do prowadzenia blogu o corporate governance, otwarła mi konta LinkedIn i Twittera, a teraz zaproponowała przeprowadzenie w Sieci webinaru o sztuce głosowania w spółce akcyjnej i spółce z o.o. Poszło szybko: artykuł w Parkiecie ukazał się w piątek 17 kwietnia, piątek i sobota upłynęły na dyskusjach z zainteresowanymi, a w niedzielę ukazała się zapowiedź webinaru zaplanowanego na 29 kwietnia. Szczegóły na stronie www.personalities.pl Zapraszam!

#COVID-19, czyli o zakaźnych walnych zgromadzeniach

  • Nigdy znaczenie walnego zgromadzenia dla spółki i dla jej akcjonariuszy nie było tak doniosłe, jak obecnie;
  • Pandemia COVID-19 sprawiła, że wzrosło zainteresowanie możliwością zdalnego uczestniczenia w walnych zgromadzeniach;
  • Lecz spółki notowane na GPW nie lubią akcjonariuszy, nie potrzebują ich obecności na walnych zgromadzeniach, potrzebują tylko ich pieniędzy;
  • Praktykowane są różne sposoby służące skutecznemu zniechęcaniu akcjonariuszy do uczestniczenia w walnych zgromadzeniach;
  • Do listy tych sposobów przybył ostatnio nowy: zwoływanie zgromadzeń podczas pandemii bez możliwości zdalnego udziału w obradach i głosowania.

W obliczu pandemii COVID-19 prawnicy wrócili do tematu uczestnictwa w walnych zgromadzeniach za pomocą środków porozumiewania się na odległość. Temat ma swoją historię. Możliwość pełnoprawnego zdalnego uczestnictwa w walnym zgromadzeniu, co obejmuje transmisję obrad w czasie rzeczywistym, możliwość zdalnego wypowiadania się w toku obrad oraz zdalnego wykonywania prawa głosu osobiście lub przez pełnomocnika – istnieje w polskim prawie od sierpnia 2009 r. Inspirację do zmian Ksh dała ustawodawcy w tej materii Dyrektywa 2007/36/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 11 lipca 2007 r. w sprawie wykonywania niektórych praw akcjonariuszy spółek notowanych na rynku regulowanym. Ksh uzależnił jednak udział w walnym zgromadzeniu przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej od dopuszczenia takiej możliwości przez statut spółki.

Z czasem możliwość ta została wprowadzona do statutów wielu spółek notowanych na GPW (nie bez oczywistych zachęt za strony warszawskiej giełdy), niemniej niewiele spółek zechciało z niej skorzystać. Netia, pierwotnie nastawiona do tej innowacji najbardziej entuzjastycznie, z czasem zarzuciła tę praktykę. Ostatnio sytuacja prawna zmieniła się zasadniczo: ustawa z 31 marca 2020 r. (zawierająca szczególne regulacje związane z COVID-19 – weszła w życie w dniu jej uchwalenia!) odwróciła wcześniejszą regulację w ten sposób, że organizacja walnego zgromadzenia przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej jest już możliwa nawet jeżeli statut nie przewiduje takiej możliwości, jeżeli jej nie wyklucza. Spółka nie może obecnie powołać się na statut jako przeszkodę do organizacji „elektronicznego” walnego zgromadzenia – chyba, że statut je wyłącza taką możliwość (a żaden statut spółki notowanej na GPW takiego przepisu nie zawiera).

Walne zgromadzenie prowadzone w formule mieszanej, to znaczy dopuszczającej zarówno fizyczną obecność akcjonariuszy w miejscu obrad, jak ich udział przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej, to rozwiązanie bardzo przyjazne inwestorom, a doraźnie – w obliczu pandemii – szczególnie przecież przydatne. Z jednej strony daje ono akcjonariuszom możliwość uniknięcia ryzyka zakażenia w następstwie fizycznego udziału w walnym zgromadzeniu. Z drugiej – daje ono akcjonariuszom możliwość zadawania piastunom spółki pytań dotyczących sytuacji i perspektyw spółki w obliczu kryzysu, kontynuacji działalności, płynności, wypłacalności… Daje ono wreszcie spółce szansę nawiązania i rozwijania bliższych kontaktów z akcjonariuszami, którzy już niebawem mogą być jej nadzwyczaj potrzebni. Ileż spółek notowanych na GPW nie dostrzega już szans na przeprowadzenie wtórnych emisji publicznych!

Argument, że organizacja „elektronicznego” walnego zgromadzenia będzie bardziej kosztowna od zgromadzenia w tradycyjnej postaci, jest niewątpliwie prawdziwy, ale nie do przyjęcia w świetle przyjętej przez Polskę i wiele innych państwa dotkniętych pandemią polityki zdecydowanego prymatu zdrowia publicznego nad interesami gospodarki.

Już po wejściu w życie zmian w Ksh niektóre spółki odbyły walne zgromadzenia w formie tradycyjnej, dopuszczając wyłącznie fizyczne uczestnictwo akcjonariuszy lub ich pełnomocników. Wspomniana ustawa z 31 marca b.r. dopuszcza taką możliwość względem walnych zgromadzeń zwołanych przed jej wejściem w życie, zarazem pozwalając na wprowadzenie udziału przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej, jeżeli spółka poinformuje o tym w trybie przewidzianym dla zwołania walnego zgromadzenia i nie później niż na 4 dni przed dniem jego otwarcia. Natomiast spółki zwołujące walne zgromadzenia po 31 marca b.r. są z mocy wspomnianej ustawy zobowiązane do umożliwienia udziału w walnym zgromadzeniu przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej – chyba, ze statut stanowi inaczej.

Wspomniana regulacja klecona była w pośpiechu, byle jak, pod presją pandemii. Lecz ta kiedyś przeminie, a przepisy zostaną. Nie można ich oceniać jednoznacznie. Pozytywem jest próba przełamania wstrętu spółek do dwupostaciowych walnych zgromadzeń, w których można uczestniczyć, na takich samych prawach, zarówno fizycznie, w miejscu wyznaczonym na obrady, i zdalnie, poza tym miejscem. Spółka może uniknąć obowiązku organizowania takiego walnego zgromadzenia wprowadzając do statutu przepis, że jej zgromadzenia nie dają uczestnikom możliwości zdalnego wypowiadania się w toku obrad i zdalnego wykonywania prawa głosu. Z brzmienia przepisu art. 406-5 § 4 wynika, że spółka publiczna ma obecnie obowiązek przeprowadzania transmisji obrad walnego zgromadzenia w czasie rzeczywistym.

Spółki nie lubią swoich inwestorów. Nie lubią ich uczestnictwa w walnych zgromadzeniach. Zniechęcają do tego wyznaczając osobliwe pory zgromadzeń: jak wigilię Bożego Narodzenia w godzinach popołudniowych, lub Sylwestra w godzinach popołudniowych, względnie w dni powszednie, ale o ósmej rano. Dezorganizując obrady odraczając je o wiele godzin, bądź przerywając je, nawet kilkakroć, w ramach ustawowego limitu 30 dni. Zwołując zbędne nadzwyczajne walne w sprawach bez znaczenia, co zniechęci inwestorów do udziału, by owo zniechęcenie weszło im w stały nawyk. Dlaczegóż wobec tego spółki oporne względem zdalnego udziału w walnych zgromadzeniach nie miałyby zmienić statutów, wyłączając taką możliwość? Zapewne wiele spółek tak postąpi.

Legislacja zna pojęcie vacatio legis, co oznacza czas między uchwaleniem przepisu a wprowadzeniem do w życie. Wprowadzenie obowiązku organizacji elektronicznych walnych zgromadzeń nastąpiło na łapu capu. Żadna spółka planująca swoje walne zgromadzenie w maju nie jest w stanie zapewnić mu formy dwupostaciowej. Owszem, Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych oferuje wygodną procedurę #eVoting. Owszem, jest na rynku firma doświadczona w organizacji walnych zgromadzeń prowadzonych przy wykorzystani środków komunikacji elektronicznej, lecz trzeba z nią (lub z jej konkurencją) negocjować nie tylko terminy, także warunki techniczne, nawet wybór miejsca zapewniający dostęp do łącz o wymaganej przepustowości. Ci, którzy wymyślili rozwiązanie przyjęte w ustawie, wykazali się brakiem doświadczenia i wyobraźni.

Spośród kilkunastu spółek zwołujących walne zgromadzenia po 31 marca możliwość udziału w nich przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej przewidziały Getin Holding i Elektrobudowa w upadłości, oraz Getback (zgromadzenie zwołane jeszcze 11 marca, formuła uczestnictwa rozszerzona 3 kwietnia). Warto odnotować, że kilka spółek z uwagi na pandemię odwołało zwołane już walne zgromadzenia. To Odlewnie Polskie, 4 Mass i Novaturas AB. Natomiast Fast Finance z uwagi na pandemię odmawia zwołania w najbliższym czasie walnego zgromadzenia na żądanie uprawnionych, a Pozbud informuje, że walne odbędzie się z zachowaniem środków ostrożności (duża sala, maseczki).

Spółki publiczne zwołujące po 31 marca walne zgromadzenia w postaci wyłącznie fizycznej nie zapewnią swoim inwestorom ochrony przed pandemią. Osiągną mizerną frekwencję i będą zadowolone. Zastrzegają, że ich statut nie przewiduje takiej możliwości (co w świetle nowej regulacji jest bez znaczenia), niekiedy dodając, że ryzyko elektronicznej formy komunikacji ze spółką leży po stronie akcjonariusza. Do spółek idących na zderzenie czołowe z pandemią należą: Prymus, Bit Evil, Cambridge Chocolate Technologies, AB Inter RAO Lietuva (zachęca do głosowania korespondencyjnego), Ergis, Larq, Ulma, Neuca, BSC Drukarnia Opakowań, APS Energy, Moonlit i Asbis Enterprises.

Akcjonariuszom tych spółek wyrażam szczere współczucie. 

Czytaj także:

2020.03.16 COVID-19 a organizacja walnego zgromadzenia

2020.02.13 Zalety i wady walnego zgromadzenia w formie virtual-only

#COVID-19 w obliczu katastrofy Zaufania Krajowego Netto

  • W Polsce pandemia COVID-19 obnaża powszechny deficyt zaufania: nie ufa się państwu, rządowi, politykom; nie ufamy też sobie nawzajem;
  • I pandemia, i polityka – siła sprawcza widzialnej ręki rynku – dotkliwie szkodzą jakże potrzebnemu Zaufaniu Krajowemu Netto;
  • Wymyśliłem ten wskaźnik jako przeciwstawienie Produktu Krajowego Brutto, ale teraz oba, zgodnie, spadają w przepaść;
  • Za to biznes wykazuje zdrowe objawy społecznej odpowiedzialności, tylko brakuje mu zdecydowania w obcinaniu wynagrodzeń tłustych kotów.

Niedawno nazwałem ten blog kapsułą czasu: czas pędzi, świat zmienia się, a ja wciąż piszę to samo. O roli zaufania będącego fundamentem stosunków gospodarczych; o państwie będącym – w obecnych polskich realiach – widzialną ręką rynku szkodzącą gospodarce; o odpowiedzialności biznesu wobec społeczeństwa, oraz o odpowiedzialności społeczeństwa wobec biznesu.

Nadciągającej katastrofy gospodarczej nie należy wiązać wyłącznie z pandemią COVID-19. Kryzys, w jakim Polska właśnie się zanurza, ma wiele wymiarów: moralny, gospodarczy, finansowy, polityczny, społeczny… W znacznej mierze zawdzięczamy go obłudzie i zakłamaniu niemoralnych, nieudolnych polityków. Niedawno wydałem książeczkę ETYKIETA WARTOŚCI. Ubolewam w niej: „Żyjemy w okresie odwrócenia standardów. Praktykowane jest postępowanie wcześniej niedopuszczalne, wymóg kwalifikacji zostaje zastąpiony posłuszeństwem, kłamstwo staje się oficjalną prawdą stanu, przepełnia politykę, wdziera się między ludzi, dotkliwie szkodzi zaufaniu”.

Już przed kilkunastu laty zwracałem uwagę na potrzebę wypracowania umowy biznesu ze społeczeństwem. Chodzi o to, by biznes w całej pełni uświadamiał sobie, iż działa w społeczeństwie, w oparciu o jego pracę, zasoby, zaufanie. Zarazem, by społeczeństwo uświadamiało sobie powinności wobec biznesu, konieczność stwarzania mu otoczenia sprzyjającego działalności gospodarczej, przedsiębiorczości, zyskom.

Dzisiaj trudno nie dostrzec szlachetnych inicjatyw biznesu na rzecz dobra powszechnego poprzez wspieranie służby zdrowia, zdradzonej przez rządzących na rzecz wspierania propagandy sączącej kłamstwa i obłudę, pozbawianej pieniędzy i wyposażenia, fatalnie zarządzanej. Czytam, że ludzie biznesu, od Dominiki Kulczyk po Elżbietę Filipiak, nie szczędzą prywatnego grosza na wspieranie społecznych potrzeb. Czytam o wspaniałej akcji prywatnych przedsiębiorców pod przewodnictwem Leszka Gierszewskiego, energicznie koordynowanej przez Radosława Kwaśnickiego. Czytam o CCC, spółce obecnie pogrążonej w niewyobrażalnych kłopotach, przecież śpieszącej z pomocą innym.

Czytam o LPP, której menedżerowie radykalnie ograniczyli swoje wynagrodzenia do kwoty 1 zł. Powinni znaleźć wielu naśladowców, wszak płace menedżerów na świecie, lecz i w Polsce, znacznie wyrosły ponad przyzwoitość. Co więcej: niektóre spółki z udziałem Skarbu Państwa tracą zdolność emisyjną, notują ogromne straty (nie wirus wszystkiemu winien, także nieudolne zarządzanie!), lecz ich zarządcy nadal pobierają kwoty ogromne i niezasłużone. Dzieje się to w obliczu realnego zagrożenia utraty pracy i środków utrzymania przez miliony osób. Jeżeli biznes sam nie podejmie wyzwania związanego z koniecznością radykalnego ograniczenia wynagrodzeń tłustych kotów, zaleje nas fala populistycznej demagogii, wyklęty powstanie lud ziemi. Nie straszę gilotyną na Placu Zgody – zresztą w Polsce na zgodę niestety się nie zanosi.

Nie wystarczy odstąpić od wypłacania dywidend, przerzucając ciężar strat na akcjonariuszy. Należy dążyć do odbudowy wolnego rynku, zrezygnować z wielu regulacji ograniczających przedsiębiorczość, zdjąć z udręczonych kryzysem przedsiębiorców niektóre z ciążących na nich zobowiązań, spełnienie innych odroczyć na lata. Bez gospodarki państwo się zawali, za co obwinimy pandemię będącą raczej świadectwem, niż źródłem, ogólnej nieporadności.

Jeszcze jeden cytat z Etykiety Wartości: „Boję się widzialnej, wszędobylskiej, ręki państwa. Widzialna ręka dzierży kij bejsbolowy i bije nim w godność rynku i zaufanie do niego. Towarzyszy jej zatruta mowa. Niektórzy politycy za wzór cnót obywatelskich uważali posiadanie akcji lub obligacji, nawet czegokolwiek. Okazało się, że sami posiadają nieprzebrane zasoby. Jeden nawet głosił swoistą etykietę ubóstwa: nie mam rachunku bankowego, bo nie jestem aferzystą. Okazało się, że jest, a jakże! Politycy głoszą wartość państwa i krzewią awersję do rynku, w szczególności kapitałowego. Ukuli prostą receptę na niedomagania państwa i rynku: Wystarczy nie kraść! Okazało się, że sami kradną. Nie jestem zwolennikiem prostych recept na skomplikowane choroby, niemniej na pytanie, czym etykieta może wzbogacić Zaufanie Krajowe, odpowiem: najlepiej nie kłamać. To z pewnością nie wystarczy. Lecz pomoże. Prawda może nie wyzwoli, za to mowa zatruta, nasączona kłamstwem, zaszkodzi”.

Nieodległy kataklizm gospodarki wymaga nadzwyczajnych środków ratunkowych. Fiskus musi włączyć zaufanie do podatników, rząd musi zaufać przedsiębiorcom, społeczeństwo powinno okazać zaufanie inicjatywie, wolnemu rynkowi, prywatnej własności. Zaufanie do rynku sprzyja napływowi kapitału, koniunkturze.  

Czytaj także:

2003.10.20 W Alei Akcjonariuszy
2005.01.03 Zaufać niezależnym
2015.12.12 Owoce zatrutej aury
2019.09.24 Smutny powrót w Aleję Akcjonariuszy

 

 

Zarząd spółki w areszcie firmowym

  • Należy mocą ustawy przyznać zarządom spółek akcyjnych możliwość podejmowania uchwał poza posiedzeniami;
  • Ustawa pozwala, by statut spółki dopuścił taką możliwość w przypadku rady nadzorczej, ale przemilcza zarząd;
  • Ze względów praktycznych statuty licznych spółek wyposażają zarząd w takie uprawnienie, co jednak bywa niekiedy kwestionowane przez sąd;
  • Niemożność podejmowania uchwał poza posiedzeniem oznaczałaby internowanie zarządu w spółce dla zapewnienia jego stałej gotowości do posiedzeń.

Opisana tu spółka nie istnieje, została wymyślona na użytek niniejszego tekstu, ale reprezentuje wiele cech spotykanych w innych spółkach notowanych na GPW. Jej siedziba mieści poza stolicą – przyjmijmy, że na Podkarpaciu, w miejscowości Niż. Spółka zajmuje się wydobyciem rud metali w okolicy oraz zagranicą. Jej zarząd jest z konieczności wieloosobowy. Jeden z jego członków przebywa stale w siedzibie spółki, by mieć baczenie na eksploatację pobliskich złóż. Prezes zarządu urzęduje w Warszawie, gdzie krzyżują się liczne interesy spółki. Trzeci z członków zarządu najczęściej przebywa w Londynie i pozyskuje tam finansowanie dla ambitnych zamierzeń inwestycyjnych; nie bez znaczenia jest, że spółka rozważa dual listing na LSE, a jej pomyślność zależy w znacznym stopniu od notowań na tamtejszej giełdzie metali. Czwarty z członków zarządu przebywa stale w Singapurze doglądając zakładów spółki w Malezji i na Filipinach. Piąty urządza właśnie biuro w Luandzie, ponieważ spółka nabywa przedsiębiorstwa w Angoli i w państwach ościennych.

Zarząd spółki odbywa systematyczne, najczęściej raz w tygodniu, posiedzenia online, a nadto, w sytuacjach nadzwyczajnych, podejmuje uchwały poza posiedzeniami, oczywiście przy użyciu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość. Natura interesów prowadzonych przez spółkę wymaga stałej obecności członków zarządu we wspomnianych miejscach.  Dla podkreślenia ich pozycji w firmie ci zamiejscowi noszą tytuły Executive Vice-President & CCO; gdyż lokalne obyczaje wymagają od zagranicznych menedżerów pozycji wysokiej i stabilnej, czego nie zapewnia stanowisko prokurenta. Fizyczne spotkania zarządu w komplecie udaje się zorganizować najwyżej dwakroć do roku. Nikomu nie wpadło do głowy preparować wówczas protokoły zawierające powzięte na łączach uchwały i przedkładać je członkom zarządu do podpisu (podpisywanie hurtem zaległych przez wiele miesięcy protokołów rady nadzorczej praktykowano w znanej spółce windykacyjnej, co jej nie wyszło na dobre…).

Większość prawników obsługujących interesy spółki przymyka oko na fakt, że Kodeks spółek handlowych owszem, otwiera możliwość podejmowania uchwał poza posiedzeniami, acz tylko przez radę nadzorczą. Regulacje dotyczące zarządu przemilczają tę kwestię. Jeden z radców prawnych wyszperał nawet w piśmiennictwie, że współautor Ksh, ceniony profesor, uważa, iż wystarczy dopuścić takie rozwiązanie w… regulaminie zarządu (!). Istnieje jednak ryzyko, że sąd zająłby inne stanowisko. Znane są przecież takie orzeczenia.

Niedawno snułem przypuszczenie, skąd wzięła się różnica w ustroju zarządu i rady nadzorczej. Moja teza: współczesne polskie prawo spółek jest silnie zakorzenione w tradycji regulacji wykuwanych w Niemczech gdzieś w połowie XIX wieku. Spółki akcyjne prowadziły wtedy przedsiębiorstwa w niewielkim rozmiarze, członkowie zarządu przebywali stale w siedzibie firmy, skrupulatnie przestrzegając godzin pracy. Wyjątek należało zrobić dla rady nadzorczej, gdyż jej członkowie zazwyczaj bywali rozproszeni terytorialnie. Nie było wówczas środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, praktykowano głosowanie per curendam (składanie podpisów na krążącym między członkami rady egzemplarzu uchwały) lub przez pocztę. Dzisiaj członkowie zarządów wielu spółek wykonują posługę w różnych miejscach, miejscowościach, krajach.

Postulat uprawnienia zarządu do zdalnego podejmowania uchwał sformułowałem niedawno przy okazji omawiania możliwych reakcji spółek na pandemię COVID-19. Do żywych reakcji na ten wpis dołączył, podzielając mój pogląd, dr Radosław Kwaśnicki, członek zespołu pracującego nad uwspółcześnieniem Ksh – z zapewnieniem, że zespół zmierza ku takiemu rozwiązaniu. To dobrze, uwspółcześni ono Ksh. Zarządom spółek akcyjnych doraźnie może grozić kwarantanna, lecz gdyby przyjęto stanowisko, że jednak nie mogą one podejmować uchwał poza posiedzeniami – należałoby je skoszarować, internować, zamknąć bezterminowo w aresztach firmowych.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 17 marca 2020 r.

CZYTAJ TAKŻE:

2020.03.13 COVID-19 a technika pracy rady nadzorczej i zarządu spółki publicznej

2020.03.16 COVID-19 a organizacja walnego zgromadzenia

 

 

#COVID-19 a organizacja walnego zgromadzenia

  • W obliczu pandemii COVID-19 walne zgromadzenie jest źródłem zagrożenia, które jednak można znacznie ograniczyć;
  • W tym celu należy zapewnić akcjonariuszom możliwość zdalnego uczestniczenia w walnym zgromadzeniu;
  • Należy ograniczyć zwoływanie nadzwyczajnych walnych zgromadzeń do przypadków rzeczywiście koniecznych;
  • Należyte przygotowanie walnego zgromadzenia pozwoli zrezygnować z przerw powodujących odraczanie obrad.

Sezon walnych zgromadzeń trwa w Polsce cały rok. Doznaje on wzmożenia w „spoconym czerwcu”, zwłaszcza w jego ostatnich dniach roboczych, niemniej wiele spółek zwołuje ponadto nadzwyczajne walne zgromadzenia, nieraz po kilkakroć w ciągu roku. Zbieg zwyczajnych – dorocznych – zgromadzeń zostałby rozładowany, gdyby spółki nie zwlekały z ich zwołaniem do ostatniej chwili. Krytyczne właściwości polskiego rynku to późne ogłaszanie przez spółki raportu rocznego i odraczanie zwołania walnego zgromadzenia jeszcze przez kilka tygodni po ogłoszeniu raportu. Do spółek nie dociera, że rok obrotowy nie musi – a dla niektórych branż wręcz nie powinien – pokrywać się z rokiem kalendarzowym. Już teraz niektórzy prawnicy nie przyjmują propozycji prowadzenia walnych zgromadzeń w czerwcu: kalendarz najbardziej wziętych został całkowicie wypełniony. Na domiar złego, pandemia kreuje niebezpieczeństwo pozarażania akcjonariatu…

Walne zgromadzenia rzadko bywają tłumne. Spółki uczyniły bardzo wiele, by zrazić uprawnionych do uczestnictwa w walnych. Wiele walnych zgromadzeń zasłużyło na ukute przeze mnie przed laty szydercze miano „walnego zwyrodnienia”. Lecz nawet pokojowe spotkanie kilkunastu osób może prowadzić do zarażeń. Spółka nie może odmówić osobie uprawnionej (akcjonariuszowi lub jego pełnomocnikowi) wstępu na walne, niemniej powinna zaoferować im możliwość zdalnego (pełnoprawnego!) uczestnictwa w obradach i głosowaniu uchwał. W ten sposób grono obecnych na zgromadzeniu można zredukować do osób obowiązanych, czyli przewodniczącego, notariusza, przedstawicieli zarządu i rady nadzorczej, oraz tych uprawnionych, którzy zdecydują się na fizyczny udział w wydarzeniu.

PO PIERWSZE: ZDALNE UCZESTNICWO W WZ. Prawo dopuszcza udział w walnym zgromadzeniu spółki akcyjnej (publicznej i niepublicznej) przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Obejmuje on (1) transmisję obrad w czasie rzeczywistym, (2) dwustronną komunikację w czasie rzeczywistym między zgromadzeniem a jego uczestnikiem przebywającym poza miejscem obrad, oraz (3) wykonywanie osobiście lub przez pełnomocnika prawa głosu przed lub w toku walnego zgromadzenia. Regulacja ta weszła w życie przed kilkunastu laty, niemniej spółki odniosły się do niej ze wstrętem, chociaż Dobre praktyki spółek notowanych na GPW początkowo obligowały spółki publiczne do organizowania e-WZ. Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych i Polski Instytut Dyrektorów organizowały symulacje elektronicznych walnych, by przekonać spółki, iż jest to wykonalne i nie rodzi ryzyka. Kilka spółek nawet takie walne organizowało, z symbolicznym udziałem zdalnych uczestników. Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych opracował nowoczesną technikę głosowań (e-Voting), redukującą ryzyko zakłóceń transmisji, komunikacji i głosowań. Może pandemia COVID-19 może nareszcie odmieni formę walnych zgromadzeń?

PO DRUGIE, NADZWYCZAJNE WZ. Często są one zwoływane w sprawach błahych, jak uzupełnienie składu rady nadzorczej lub podjęcie uchwały o nikłym znaczeniu. Jedna ze spółek z GPW zwołała nadzwyczajne walne, by nieco zredukować wynagrodzenie prezesa, zarazem głównego udziałowca. Spółka chwaliła się, że koszty zgromadzenia zwrócą się bardzo szybko. Chodziło o koszty spółki, nie akcjonariuszy uczestniczących w walnym – z nimi nikt się nie liczy. Wielu nadzwyczajnych walnych można uniknąć, gdyby statuty spółek redagował ktoś bardziej rozgarnięty od pomagiera w kancelarii prawnej. Może pandemia COVID-19 nareszcie uświadomi spółkom bezsens, zgoła szkodliwość, zwoływania nadzwyczajnych walnych?

PO TRZECIE, PRZERWY. Obyczaj ogłaszania przerw w obradach walnych zgromadzeń spółek publicznych wypłoszył z nich akcjonariuszy indywidualnych. Odraczanie obrad o kilka lub kilkanaście dni oznacza ponowne spotkanie w – być może – zmienionej sytuacji epidemiologicznej. Rzecz w tym, że owe przerwy spowodowane są zazwyczaj brakiem przygotowania do udziału w obradach pełnomocników Skarbu Państwa i / lub inwestorów instytucjonalnych. Podmioty te przysyłają na walne zgromadzenia osoby niedecyzyjne, które wolą wnioskować o przerwę na konsultację z przełożonymi, niż ryzykować głosowanie w sprawie, o której nie mają pojęcia. Może pandemia COVID-19 ograniczy lekceważenie przez wspomniane podmioty powagi walnego zgromadzenia?

NA MARGINESIE. Informacja ta zapewne nie zachęci spółek do organizowania zdalnych – czyli zdrowych! – walnych zgromadzeń, ale może zniechęci akcjonariuszy do fizycznego udziału w zgromadzeniach. Niegdyś uczestnicy walnych bywali podejmowani przez spółkę obiadem, bądź przynamniej poczęstunkiem. W Niemczech nawet można było rozliczyć podatkowo koszty dojazdu na walne. Teraz trzeba obejść się smakiem. Przed kilku laty na walnym Daimlera doszło do awantury o tradycyjne kiełbaski. Jeden z akcjonariuszy chciał zabrać je sobie do domu, co spowodowało kontrakcję innych, dla których mogło zabraknąć. Obyczaj poczęstunku dla uczestników walnego zgromadzenia dziwił Amerykanów, którzy zwracali uwagę, że koszt na osobę nie powinien przekraczać wartości jednej akcji. U nas spółek groszowych nie stać byłoby nawet na wodę mineralną.

WNIOSEK: ZOSTAŃCIE W DOMU BIORĄC ZDALNY UDZIAŁ W WALNYCH ZGROMADZENIACH!

Czytaj także, między innymi:

2020.03.13 COVID-19 a technika pracy zarządu i rady nadzorczej w spółce publicznej

2020.02.13: Zalety i wady walnego zgromadzenia w formie virtual-only

 

 

 

#COVID-19 a technika pracy rady nadzorczej i zarządu spółki publicznej

  • W obliczu pandemii COVID-19 rada nadzorcza i zarząd powinny wykorzystać niedoceniane dotąd możliwości pracy poza formalnymi posiedzeniami;
  • Rada nadzorcza może wykonać znaczną część swoich obowiązków poza posiedzeniami, a statut nie powinien jej w tym ograniczać;
  • Ksh jest wierny duchowi połowy XIX wieku, zatem przemilcza możliwość podejmowania przez zarząd uchwał poza posiedzeniami;
  • Niemniej praktyka powszechnie wykorzystuje taką możliwość, ponieważ wymagają tego realia współczesnego obrotu.

RADA NADZORCZA. Posiedzenie jest obligatoryjną formą pracy rady nadzorczej spółki akcyjnej. Ksh wymaga, by rada odbywała posiedzenia „w miarę potrzeb”, ale nie rzadziej niż trzy razy w roku. Statuty spółek publicznych bywają w tej materii bardziej rygorystyczne i nierzadko wymagają, by rada odbywała posiedzenie częściej niż trzy razy w roku, na przykład przynajmniej jedno w każdym kwartale. Kwestia, jaka jest „miara potrzeb” została pozostawiona do uznania samej rady oraz upoważnionych do żądania zwołania rady. Są nimi zarząd spółki i każdy z członków rady.

Zalety posiedzenia są bezsporne. Tylko na posiedzeniu rada może podejmować uchwały w niektórych ważnych kwestiach. W toku posiedzenia rada ma sposobność wnikliwego przedyskutowania sytuacji i perspektyw spółki, oceny swojej pracy, a także pracy zarządu. Rada może przygotować uchwały w toku swobodnej wymiany poglądów i przy udziale wszystkich członków w procesie redagowania ich treści. Posiedzenia tworzą właściwe ramy do spotkań rady i zarządu, a także do spotkań rady z zapleczem kadrowym zarządu i pracownikami. Posiedzenia odbywane – co zalecam! – w siedzibie spółki dają sposobność poznania realiów jej przedsiębiorstwa i kontaktu z załogą.

Niemniej rada nadzorcza może wykonać znaczną część swoich zadań poza posiedzeniem. Ksh dopuszcza podejmowanie przez radę uchwał poza posiedzeniem, w trybie pisemnym lub przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, ale tylko w przypadku, gdy statut tak stanowi. Statuty większości spółek publicznych dopuszczają takie procedury, ale często z ograniczeniami, dotyczącymi „szczególnych” lub „uzasadnionych” przypadków, bądź „koniecznością”; niejasności dotyczące znaczenia tych terminów poniekąd zniechęcają rady do wychodzenia poza rutynę posiedzeń. Statuty nie wchodzą w szczegóły, jak powinno wyglądać wymagane przez Ksh bezpośrednie porozumiewanie się na odległość. Z jednej strony słusznie, ponieważ technika oferuje nam coraz bardziej wyrafinowane możliwości; z innej – niesłusznie, ponieważ w praktyce prowadzi to do nadużyć. Za wszelkie niedoróbki statutowe winiłbym jednak nie spółki, a bezmyślnie klecące ich statuty kancelarie prawne.

Stojąc na gruncie kolegialności prac rady, Ksh dopuszcza możliwość delegowania przez nią członków do samodzielnego pełnienia określonych czynności nadzorczych. Wykorzystanie tej możliwości może w ogromnym stopniu usprawnić prace rady. Ważne, by rada przytomnie określała merytoryczny zakres i terminy delegacji udzielanych członkom, a także egzekwowała od nich szczegółowe sprawozdania o wykonanych czynnościach nadzorczych i wykorzystywała efekty tych czynności.

Najważniejszym instrumentem pracy rady poza posiedzeniami są jej stałe komitety problemowe. Ksh, produkt praktyki dziewiętnastowiecznej, nie dostrzega komitetów rady, temat jest incydentalnie regulowany innymi przepisami, niekiedy fatalnie (jak kryteria niezależności w obligatoryjnym komitecie audytu). Daje to jednak radzie swobodę powołania takich fakultatywnych komitetów, jakie uzna ona za potrzebne, na przykład zajmujących się strategią, corporate governance, odpowiedzialnością klimatyczną itd. Komitety nie podejmują uchwał, nie zastępują rady, ale mogą wspomagać jej pracę. Ważne, by rada przytomnie określała zadania komitetów i przyjęła mechanizm koordynacji ich działalności.

Konkludując: Rada nadzorcza jest zobowiązana do odbywania posiedzeń, niemniej posiedzenie rady nie jest samo w sobie wartością. Jest nią stały i efektywny nadzór nad działalnością spółki we wszystkich dziedzinach jej działalności. Wartość płynie ze skuteczności stałego nadzoru, który może być wykonywany przez radę także poza jej posiedzeniami. Co więcej: same posiedzenia nie dają możliwości sprawowania stałego nadzoru nad działalnością spółki. Im lepsza jest organizacja pracy rady, tym więcej czynności może ona wykonać poza posiedzeniami. Im lepsza jest organizacja posiedzeń, tym rzadziej zachodzi potrzeba ich zwoływania.

ZARZĄD. Ksh przemilcza możliwość podejmowania przez zarząd uchwał poza posiedzeniami. Wynika to z powodów historycznych: współcześnie obowiązujący model spółki akcyjnej rodził się w Niemczech w II połowie XIX wieku. Wówczas nie zachodziła potrzeba wyposażenia zarządu w takie uprawnienia, ponieważ spółki akcyjne prowadziły swoje przedsiębiorstwa na niewielką jeszcze skalę, a członkowie zarządu pełnili swoje obowiązki na miejscu, w siedzibie spółki, w dniach i godzinach pracy (chociaż zapewne przynajmniej raz w tygodniu jeden z nich wychodził do banku). Od tego czasu zmieniło się wiele. Spółka publiczna często prowadzi zakłady w różnych miejscowościach, nawet w różnych krajach. Członkowie zarządu nie urzędują w jednym miejscu w stałych dniach i godzinach. Bywa, że pracują stale poza siedzibą spółki lub przebywają w delegacji, w kraju i poza nim. Uprawnienie do podejmowania uchwał poza posiedzeniami jest zarządowi spółki publicznej potrzebne tak samo, jak radzie nadzorczej. Najbliższa – któraż z kolei?! – nowelizacja Ksh powinna usunąć wszelkie wątpliwości w tej kwestii. Przed dwudziestu laty miałem je i ja, do dzisiaj mają je niektórzy.

Nie zamierzam rozpędzać posiedzeń rady nadzorczej lub zarządu. Pragnę jednak wskazać, że oba organy mogą skutecznie pracować poza posiedzeniami, co w sytuacjach nadzwyczajnych, jak obecna pandemia COVID-19, nabiera szczególnego znaczenia.

O WALNYM ZGROMADZENIU NAPISZĘ TU NIEBAWEM.