Archiwa tagu: delegowany członek rady nadzorczej

Głos, który nie jest głosem

Skoro papier wartościowy nie jest papierem, akcji na okaziciela nie można okazać, spółka jednoosobowa nie jest spółką osobową itd., nie powinno już dziwić, że głos doradczy, o którym wspomina Ksh, nie jest głosem w rozumieniu Ksh. Niemniej głos doradczy budzi u Czytelników tego blogu tyle wątpliwości, tyle pytań, że uznałem za wskazane poświęcić mu kolejny wpis w rozdziale PYTAQ (czyli odpowiedzi na pytania dotyczące corporate governance).

I. CO TO JEST GŁOS DORADCZY? JAKA JEST DEFINICJA TEGO POJĘCIA?
Prawo nie zawiera definicji terminu „głos doradczy”, a Ksh używa go raz tylko, w art. 390 § 2: „Jeżeli rada nadzorcza została wybrana w drodze głosowania odrębnymi grupami, każda grupa ma prawo delegować jednego spośród wybranych przez siebie członków rady nadzorczej do stałego indywidualnego wykonywania czynności nadzorczych. Członkowie ci maja prawo uczestniczenia w posiedzeniach zarządu z głosem doradczym. Zarząd obowiązany jest zawiadomić ich uprzednio o każdym swoim posiedzeniu”. Ksh używa zatem pojęcia, którego nie objaśnia. W komentarzu do Ksh autorstwa „4 panów S” prof. Janusz Szwaja trafnie objaśnia, że głos doradczy nie upoważnia do bezpośredniego udziału w podejmowaniu decyzji przez zarząd i do głosowania nad jego uchwałami, ani do czynności, dla których wymagana jest uchwała rady nadzorczej.

Niemniej, w moim przekonaniu, cytowany przepis zasługuje na krytykę z innego powodu: nie wyjaśnia pojęcia „grupa”. Czy chodzi o grupę akcjonariuszy utworzoną na podstawie art. 385 Ksh? Jestem zdania, że tak, inna interpretacja byłaby wbrew naturze spółki akcyjnej. Lecz wyrażane bywają poglądy, że może chodzić o pracowników spółki jako grupę uprawnionych do wyboru członków rady nadzorczej. Źródłem wątpliwości jest niedopatrzenie ustawodawcy: cytowany przepis został, w ogólnym zarysie, przejęty z Kodeksu handlowego z 1934 r., lecz przed uchwaleniem Ksh weszły w życie przepisy o przedstawicielstwie pracowników w radzie nadzorczej.

II. KOMU PRZYSŁUGUJE GŁOS DORADCZY?
Głos doradczy, który – jak już wiadomo – nie upoważnia do udziału w głosowaniu, przysługuje na posiedzeniu zarządu spółki akcyjnej członkowi rady nadzorczej wybranemu w głosowaniu oddzielnymi grupami akcjonariuszy i delegowanemu przez grupę, która go wybrała, do stałego indywidualnego wykonywania czynności nadzorczych (nie mylić z innymi postaciami delegowania członka rady nadzorczej!). Głos doradczy, który nie jest głosem w rozumieniu art. 4 § 1 pkt 9) Ksh, nie jest oddawany w toku głosowania, a wygłaszany w toku dyskusji. Mamy więc do czynienia z niepodważalnym uprawnieniem do przedstawiania głosu doradczego, który – jako głos mniejszości – zarządu nie wiąże i na niczym nie waży. Przy czym jeżeli zarząd jest jednoosobowy, może on nie odbywać formalnych posiedzeń, a wtedy uprawniony członek rady nadzorczej nie będzie miał gdzie i kiedy korzystać z głosu doradczego. Ponadto zarząd może zaprosić na posiedzenie wszystkich członków rady nadzorczej, zaprosić ich do dyskusji, wygaszając w ten sposób szczególny charakter uprawnienia delegowanego /delegowanych do stałego indywidualnego wykonywania czynności nadzorczych.

III. CZEMU SŁUŻY GŁOS DORADCZY?
Delegowanie wybranego przez grupę akcjonariuszy członka rady nadzorczej do stałego indywidualnego wykonywania czynności nadzorczych jest instrumentem kontroli zarządu przez mniejszość, która powołała grupę, a pośrednio – przez radę nadzorczą, skoro delegowany powinien składać radzie sprawozdania ze swojej pracy. Natomiast głos doradczy służy zapoznaniu zarządu ze stanowiskiem mniejszości (nie grupy, która uległa rozwiązaniu po zakończeniu procedury wyboru grupami). Zarząd nie jest zobowiązany do brania tego stanowiska pod uwagę.

IV. CZY GŁOS DORADCZY MOŻE BYĆ NEGATYWNY?
Jak najbardziej. Gdyby miał wspierać zarząd, nie byłby potrzebny; najczęściej służy on przeciwstawieniu się planom lub działaniom zarządu.

V. CZY NALEŻY PROTOKOŁOWAĆ GŁOS DORADCZY?
Ksh tego nie wymaga. Protokołuje się wyniki glosowania i zdania odrębne; głos doradczy nie jest brany pod uwagę w toku głosowania, nie jest też zdaniem odrębnym. Często protokołuje się dyskusję lub jej streszczenie, ale nie wiem, po co: liczą się uchwały, nie wystąpienia, choćby płomienne. Piastuni spółki ponoszą odpowiedzialność za swoje działania (czyli uchwały) lub zaniechania, nie za przemówienia. Zdarza się, że ktoś w toku dyskusji daje się przekonać i przed głosowaniem zmienia zdanie, zaprotokołowany przebieg dyskusji tego nie odzwierciedli. Lecz skoro przebieg dyskusji nie musi, a moim zdaniem nawet nie powinien, być protokołowany, przeto jeżeli nie jest – po owym głosie doradczym nie pozostanie nawet ślad.

VI. CZY GŁOS DORADCZY LICZY SIĘ DO KWORUM?
Nieporozumienie, nawet piętrowe. Po pierwsze, do kworum liczy się uprawnionych do udziału w głosowaniu, nie do udziału w dyskusji. Po drugie, na posiedzeniach zarządu spółki akcyjnej (a tylko tam głos doradczy ma zastosowanie) kworum nie jest wymagane przez ustawę.

Czytaj także:
2002.09.02 Głos doradczy
2003.09.15 Kodeks do poprawki

Głos doradczy [2002]

Jeżeli kodeks zawiera mętne pojęcie, ktoś kiedyś użyje go w celu niezamierzonym, ale też mętnym. W gąszczu przepisów prawa spółek błąka się pojęcie osobliwe, budzące wątpliwości co też naprawdę oznacza. Chodzi o „głos doradczy”. Dysponują nim na posiedzeniach zarządu członkowie rady nadzorczej spółki akcyjnej delegowani do stałego indywidualnego wykonywania nadzoru. Kodeks spółek handlowych stanowi, że jeżeli rada nadzorcza została wybrana w drodze głosowania oddzielnymi grupami, wówczas każda grupa ma prawo delegować jednego spośród wybranych przez siebie członków rady do stałego indywidualnego wykonywania czynności nadzorczych. Należy do nich prawo uczestniczenia w posiedzeniach zarządu z głosem doradczym. Aby owo prawo nie pozostało na papierze, zarząd obowiązany jest uprzednio zawiadamiać delegowanych o każdym swoim posiedzeniu.

Co to jest głos doradczy? Z pewnością chodzi o głos, który nie jest głosem w rozumieniu kodeksu spółek handlowych. Kodeks bowiem definiuje głosy. W jego rozumieniu są nimi głosy „za”, „przeciw” lub „wstrzymujące się” oddane podczas głosowania w sposób zgodny z ustawą, umową albo statutem spółki. Głos doradczy nie jest oddawany podczas głosowania, przeto nie może być głosem ani „za”, ani „przeciw”, ani „wstrzymującym się”. Lecz nie należy czepiać się słówek. W wielu ustawach współistnieją z sobą przepisy pochodzące z różnych epok. Są one wyrażone słownictwem swoich czasów, które współcześnie znaczy co innego. Stąd papier wartościowy nie jest papierem, akcji na okaziciela nie można okazać, spółka jednoosobowa jest wbrew zdrowemu rozsądkowi spółką, za to wbrew logice nie jest spółką osobową. Nic przeto nadzwyczajnego, że i głos doradczy nie jest głosem. Tylko w wojsku obowiązuje rozumowanie, że nazwa jest adekwatna do wskazanego przez nią desygnatu: „Jak sama nazwa wskazuje, chlebak służy do noszenia granatów. Bo jak się niesie granaty, to one chlebocą”.

Z nazwy wynika, że głosem doradczym można doradzać, lecz owe dorady w żadnym wypadku nie wiążą zarządu. Z natury spółki akcyjnej wynika zresztą, że delegowany jest uprawniony do uczestniczenia w posiedzeniach zarządu dla uzyskania tą drogą pełnego obrazu spółki, a nie dla doradzania. Gdyby więc zarząd pokierował się udzieloną mu w tym trybie radą, a sprawy spółki poszły w złym kierunku, odpowiedzialność za to poniesie tylko zarząd, a nie dysponent głosu doradczego. Reprezentuje on zresztą wcale nie radę nadzorczą, a interesy grupy, która go wybrała i delegowała, przeto i głos doradczy nie jest głosem rady, a ułamka akcjonariatu.

Prawo delegowanego do uczestniczenia w posiedzeniach zarządu daje mu wstęp na terytorium, gdzie z zasady nadzór nie wstępuje. To wystarczy! Uczestnicząc w posiedzeniach zarządu, delegowany ma dostęp do informacji i możliwość prezentowania swojego stanowiska. Podczas zapowiedzianej nowelizacji kodeksu, można śmiało skreślić „głos doradczy”. Jeżeli bowiem kodeks zawiera mętne pojęcie, bywa ono wykorzystywane w celach odwrotnych od zamierzonego, zresztą także niewątpliwie mętnych. Oto w statutach spółek buduje się więc odwrotne konstrukcje, przyznające członkom zarządu prawo uczestniczenia w posiedzeniach rady nadzorczej z głosem doradczym. Albo prawo i obowiązek uczestniczenia w posiedzeniach rady z głosem doradczym. Nawet najbardziej zagorzali zwolennicy systemu one–tier board (czyli praktykowanego zwłaszcza przez Anglosasów wspólnego organu zarządczo–nadzorczego) przyznają, iż członkowie takiego organu zajmujący się nadzorem coraz powszechniej przyjmują zasadę, by chociaż raz do roku, jeżeli nie częściej, obradować we własnym, ścisłym gronie, bez udziału kolegów zajmujących się bieżącym zarządzaniem spółką.

Przyznanie zarządowi bezwzględnego prawa uczestniczenia w posiedzeniach rady to nazbyt daleka ingerencja zarządu w nadzór. A skoro nie wiadomo, co to jest głos doradczy, grozi on w takiej sytuacji zdominowaniem nadzoru przez zarząd. Stąd wychodzę z założenia, że rada nadzorcza powinna systematycznie zapraszać zarząd na swoje posiedzenia, prosić go o opinie i wysłuchiwać je, ale przyznawanie zarządowi prawa uczestniczenia w posiedzeniach rady, w dodatku z owym głosem doradczym, to przecież gruba przesada.

W konkursie na najbardziej mętny przepis statutu wysoką pozycję rokuję takiemu oto: „Organizacje związkowe działające w Spółce, które zrzeszają co najmniej 25 procent członków załogi, są uprawnione do delegowania jednego przedstawiciela do składu rady nadzorczej w charakterze członka obserwatora, z głosem doradczym we wszystkich sprawach, które dotyczą pozycji pracownika, jego praw i obowiązków w zakładzie pracy”. Przedstawiciel związku delegowany do składu rady jako członek – obserwator nie jest wcale członkiem rady! Gdyby z kodeksu skreślić głos doradczy, może w statutach byłoby mniej głupot.

2002.09.02 tekst został ogłoszony w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.

Czytaj także:
2013.07.28 Za, a nawet przeciw
2001.04.09 Wyjście z pata