Archiwa tagu: domeny organów spółki

Bez prymatu

Organy spółki akcyjnej nie są zbudowane hierarchicznie. Żaden nie sprawuje prymatu nad pozostałymi. W szczególności walne zgromadzenie nie jest organem nadrzędnym względem rady nadzorczej, a rada nie jest nadrzędna względem zarządu. Uczeni autorzy książek na temat corporate governance miewają w tej materii inne zdanie. Rysują pionowe wykresy, na szczycie lokują walne zgromadzenie, spod niego płynie strzałka do umieszczonej poniżej rady nadzorczej, spod rady – strzałka do znajdującego się na dnie zarządu. Dzięki strzałkom sprawia to wrażenie, jakby władztwo spływało w spółce akcyjnej kaskadą, z walnego zgromadzenia, poprzez radę nadzorczą, do zarządu. W istocie jest inaczej. Wspomniane trzy organy spółki akcyjnej (lub dwa, jeżeli miejsce zarządu i rady nadzorczej zajmie rada dyrektorów) są względem siebie równe, żaden nie może wydawać innemu wiążących poleceń dotyczących prowadzenia spraw spółki.

Spółki akcyjnej nie można przyrównywać do państwa, ponieważ ma ona inne cele i funkcje. Niemniej czasem wyrwie się komuś spod pióra myśl odmienna. Zacytuję przykład, ale autora nie ujawnię, wstydu mu oszczędzę: „Wzajemne relacje pomiędzy organami spółki akcyjnej możemy przyrównać per analogiam do konstytucyjnej zasady podziału władz w państwie, co doskonale oddaje istotę corporate governance. W tym znaczeniu, walne zgromadzenie, czyli organ właścicielski, jest ‘władzą ustawodawczą’, która uchwala konstytucje spółki (statut), określa główne kierunki jej działania, powołuje i odwołuje jej organy zarządzające oraz podejmuje decyzje w sprawie zagospodarowania wyniku finansowego (budżetu) spółki, a zarząd i rada nadzorcza (lub łącznie board of directors) są ‘władzą wykonawczą’ spółki”. Zaiste, wielkiej trzeba wyobraźni, by w relacjach między organami spółki akcyjnej doszukać się podobieństwa do konstytucyjnego podziału władz w państwie, a do tego upatrywać w tym podziale istoty corporate governance!

Skąd ludzie czerpią takie pomysły? Z moich obserwacji płynie wniosek, że większość bzdur, z jakimi się spotykam, pochodzi z internetu. Wyguglałem hasło „walne zgromadzenie”. Ciekawość została ukarana. W 0,16 sek. wyszukiwarka znalazła ok. 1 060 000 wyników. Życia nie wystarczy, by je przejrzeć. Lecz te, które przejrzałem, konsekwentnie utrwalają dwa błędy. Po pierwsze, zakładają gradację organów spółki akcyjnej i nadrzędność walnego zgromadzenia nad innymi. Po drugie, krzewią mylne przekonanie, że prawidłowa nazwa tego organu to walne zgromadzenie „akcjonariuszy”. Dodam jeszcze, że autorzy internetowych informatorów często nie aktualizują swoich stron, nie biorą pod uwagę zmian obowiązującego prawa.

Na pierwszym miejscu wyszukiwarka uplasowała Wikipedię: „Walne zgromadzenie – najwyższy z organów spółki akcyjnej albo spółdzielni…” Opis funkcji walnego zgromadzenia budzi wątpliwości: czy poprawne jest twierdzenie, że to WZ „emituje obligacje zamienne, obligacje z prawem pierwszeństwa i warranty subskrypcyjne”? Oraz „posiada prawo nabywania własnych akcji”? Informacje o trybie zwoływania walnego zgromadzenia także są bałamutne, zresztą – nie tylko tam.

Drugie z kolei odesłanie zawiodło mnie do finansopedii forsal.pl. Także tutaj walne zgromadzenie (z dodatkiem „akcjonariuszy”) zostało nazwane najwyższym organem spółki akcyjnej. „Przedmiot obrad walnego zgromadzenia” został potraktowany zdawkowo. Natomiast zdaniem Encyklopedii Zarządzania „Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy (WZA) to naczelny organ spółki akcyjnej…”. Różnicę między organem najwyższym a naczelnym wyjaśniano mi na studiach przed pięćdziesięciu laty: najwyższym organem jest Sejm, a jego „emanacja”, Rada Państwa, jest z kolei organem naczelnym. Także serwis e-prawnik.pl pisze o walnym zgromadzeniu „akcjonariuszy” jako naczelnym organie spółki. Takiej terminologii używa zresztą wiele spółek w swoich dokumentach ustrojowych (statutach, regulaminach).

Jeszcze przed kilku laty uważałem, że do najważniejszych zadań corporate governance należy krzewienie wiedzy o odrębności i ochronie domen zarządu i rady nadzorczej, a to ze względu na różnice dotyczące odpowiedzialności członków tych organów. Dzisiaj widzę to inaczej. Wspomniane różnice zwolna ulegają zatarciu. Zresztą najchętniej połączyłbym zarząd i radę nadzorczą w radę dyrektorów. Walne zgromadzenie zostało „doregulowane” licznymi przepisami, w kilku przypadkach nieprzemyślanymi (jak wprowadzenie tylnymi drzwiami głosowania korespondencyjnego lub nadmierne ułatwienia dla zwołania nadzwyczajnego walnego). Wiele z nich wzmocniło pozycję członków zarządu na walnym. Relację między organami spółki akcyjnej warto przemyśleć na nowo.

Czytaj także: 2005.03.14 Dwie domeny 

Dwie domeny [2005]

Współpraca zarządu i rady nadzorczej nie może skutkować wkraczaniem przez jeden organ w domenę drugiego. W jednym z paneli podczas konferencji Corporate Governance XIX (marzec 2005) Maria Wiśniewska przedstawiła kilka wymownych „scen z życia” rad nadzorczych. Oto jedna z nich. Zbiera się rada, wysłuchuje (lub nie) bieżącej informacji zarządu, po czym przewodniczący rady wygłasza zwyczajową formułę: „To my już zarządowi pięknie dziękujemy, chcemy pozostać sami…”. Kiedy zamkną się drzwi za zarządem, rada przystępuje do debaty na temat sytuacji spółki. A skąd rada zna ową sytuację? Z urzędu.

Tak bywa! Relacje pomiędzy nadzorem i zarządem pozostawiają wiele do życzenia. Rada nadzorcza i zarząd to odrębne organy; mają one odmienne zadania, inne kompetencje, specyficzne procedury, własne regulaminy, pracują w różnych rytmach, ale działają dla dobra tej samej spółki, tych samych akcjonariuszy. Stosunki między nimi wywierają wpływ na wartość spółki. Dlatego ważne, by rada współpracowała z zarządem, nie poprzestając na lekturze dokumentów dostarczanych jej przez zarząd, na zamówienie rady lub z własnej inicjatywy.

Sprawa ma trzy aspekty. Pierwszy dotyczy potrzeby krzewienia obyczaju zapraszania zarządu do systematycznego udziału w pracach rady nadzorczej. Drugi to potrzeba ochrony domeny rady nadzorczej przed ingerencją zarządu. Trzeci to potrzeba ochrony domeny zarządu przed ingerencją nadzoru. Tylko pierwszy z tych aspektów wynika z przyjętego w polskim prawie ustroju spółki akcyjnej, opartego na zasadzie odrębności zarządu i rady nadzorczej. Dwa pozostałe mają zastosowanie także, aczkolwiek w innym zakresie, do jednolitej rady dyrektorów, skupiającej funkcje zarządcze i nadzorcze.

W Polsce utarł się już pogląd, że rada nadzorcza powinna zapraszać zarząd do udziału w swoich posiedzeniach, to znaczy – do udziału w tych punktach porządku obrad, które nie dotyczą wewnętrznych spraw rady, oceny zarządu, ustalania jego wynagrodzeń, itp. Często zaprasza się zarząd w pełnym składzie, niekiedy także osoby spoza zarządu, ale pełniące ważne stanowiska.

Obecnie w radach nadzorczych kształtuje się praktyka korzystania z komisji problemowych, przeto wyłania się kwestia współpracy komisji z zarządem. Zapewne komisje audytu będą, w miarę potrzeby, dopraszać do swoich prac prezesa zarządu (CEO), i/lub członka zarządu odpowiadającego za finanse (CFO), pracowników pionów finansów, audytu wewnętrznego itd., a także – w miarę potrzeb – specjalistów spoza spółki. Z kolei komisje do spraw nominacji i wynagrodzeń zapewne będą na niektóre posiedzenia dopraszać prezesa spółki, szefa kadr, specjalistów z firmy doradczej. Im bardziej upowszechnią się komisje, im więcej zbiorą doświadczeń, tym lepiej ułoży się współpraca rad z zarządami.

Przed laty rada nadzorcza jednego z dużych banków uzasadniała nieoczekiwane odwołanie prezesa zarządu zarzutem, iż nie udostępniał on zarządowi opinii i zaleceń rady. Co stało na przeszkodzie, by rada sama czytelnie wyjaśniała swoje stanowisko zarządowi in pleno? Zresztą ów prezes miał ponoć znać stanowisko rady głównie dzięki zainstalowanemu w sali jej posiedzeń podsłuchowi.

Za mało mówi się w Polsce o potrzebie ochrony domeny rad nadzorczych przed ingerencją zarządów. Prawo poniekąd wynosi radę nadzorczą ponad zarząd, więc nie dostrzega niebezpieczeństwa uzależnienia rady od zarządu. W praktyce bywa różnie. Niekiedy zarząd miarkuje radzie nadzorczej dostęp do informacji o spółce. Jeżeli rada pogodzi się z tym, nie będzie ona w stanie wywiązać się ze swoich obowiązków (rady godzą się z taką praktyką, jeżeli nie są świadome, że zarząd selekcjonuje dostarczane im informacje).

W statutach niektórych spółek straszy nadto osobliwy przepis, iż członkowie zarządu mogą uczestniczyć, z głosem doradczym, w posiedzeniach rady nadzorczej. Owszem, mogą, acz tylko jeżeli zostaną zaproszeni; bez zaproszenia – wara im od rady! Pojęcie „głos doradczy” nie oznacza niczego mądrego. Zasady dobrej praktyki wymagają, by rada nadzorcza przedstawiała akcjonariatowi własną, niezależną od zarządu, ocenę sytuacji spółki. Aby ją wypracować, rada nadzorcza powinna przynajmniej co pewien czas spotkać się w swoim gronie, nawet poza siedzibą spółki.

Prawo dostrzega natomiast potrzebę ochrony domeny zarządu przed ingerencją rady. Stąd rada nie może wydawać zarządowi wiążących poleceń dotyczących prowadzenia spraw spółki. Stąd w posiedzeniach zarządu mogą bez zaproszenia stale uczestniczyć (też ze wspomnianym już „głosem doradczym”) tylko członkowie rady wybrani do niej w drodze głosowania oddzielnymi grupami i delegowani przez macierzyste grupy do stałego indywidualnego wykonywania czynności nadzorczych. Innych członków rady zarząd może zapraszać na swoje posiedzenia tylko pod warunkiem, że zaprosi wszystkich. Rada może więc wybierać zapraszanych, zarząd – nie.
Tekst został ogłoszony 14 III 2005 r. w tygodniku Gazeta Bankowa