Archiwa tagu: e-WZ

Prawo spółek w trendzie bocznym

  • Prawo zazwyczaj nie nadąża za dynamiką rynku, rzadko twórczo ją kształtuje, wyprzedza rzeczywistość, pobudza przeobrażenia;
  • Wiele zależy od sztuki stanowienia prawa, umiejętności harmonizowania nowych przepisów ze starymi, umiaru w nowelizacjach;
  • Pandemia COVID-19 postawiła przed prawem nieoczekiwane i ważne zadania – nie ominęły one prawa spółek;
  • Pod ciśnieniem pilnych potrzeb pośpiesznie wzbogacono prawo spółek przepisami niedoskonałymi, których interpretacje grożą rynkowi zamętem.

Polskie prawo spółek wymaga delikatnego traktowania. Jest ono częścią korpusu prawa cywilnego wywodzącego się z prawa rzymskiego wzmocnionego pierwiastkiem Kodeksu Napoleona. Niemniej przepisy o spółkach noszą wyraźne piętno rozwiązań niemieckich, których zrąb został ukształtowany w XIX stuleciu i odbiega od tradycji romańskiej. W miarę rozwoju rynków uwydatniają się w nim coraz silniejsze wpływy anglosaskie. Kodeks spółek handlowych z 2000 roku powielił model niemiecki, jest niczym ufortyfikowana twierdza prawa (Festung Recht) oblegana przez rozpowszechnione na wielu rynkach instytucje wywodzące się z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Tego, co dzisiaj w spółce akcyjnej najważniejsze, zwłaszcza w spółce publicznej: komitetu audytu i innych komitetów rady nadzorczej, audytora wewnętrznego, niezależności członków rady nadzorczej, odpowiedzialności członków rady, na równi z „kierownikiem jednostki”, za sprawozdawczość spółki – w Ksh próżno szukać.

Do niedawna nie umożliwiano zarządom spółek kapitałowych podejmowania uchwał poza posiedzeniami. W czasach, kiedy Niemczech formowano zręby prawa spółek, czyli głęboko w XIX wieku, nie widziano potrzeby takiej regulacji, bowiem nie wyobrażano sobie jeszcze, by członkowie zarządu mogli pracować inaczej, niż przebywając stale w jednym miejscu. Trzeba było dopiero dramatu COVID-19, by w pośpiesznie kleconej doraźnej regulacji z 31 marca 2020 r. nareszcie umożliwić członkom zarządów spółek z o. o. i akcyjnych uczestniczenie w posiedzeniach przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, a także podejmowania w tym trybie uchwał. Należało wprowadzić te przepisy już przed laty, przy okazji którejś z niezliczonych – i koniecznych – nowelizacji Ksh, a nie zmieniać kodeks na chybcika w związku z potrzebą pilnej reakcji na pandemię.

Przy okazji: przyznając członkom zarządów możliwość korzystania z nowoczesnych środków łączności, jednym tchem wprowadzono przepis umożliwiający członkom zarządu oddawanie głosu na piśmie za pośrednictwem innego członka zarządu, co może miało sens zanim wynaleziono telegraf, telefon, internet z pocztą elektroniczną, a możliwość komunikowania się na odległość zapewniała tylko zawodna jeszcze poczta. Ustawodawca nie potrafił zdecydować, czy zmierzać ku współczesności, czy cofać czas o stulecia.

Jeszcze dziwniej uregulowano zgromadzenie w spółkach. Akcjonariuszom i udziałowcom spółek kapitałowych  przyznano prawo do uczestniczenia w zgromadzeniach przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej – lecz jednocześnie odebrano je, pozostawiając decyzję o użyciu tych środków zwołującemu zgromadzenia. Stworzono też możliwość odstąpienia od wykonywania przez akcjonariuszy tego prawa poprzez wprowadzenie stosownego postanowienia w statucie lub umowie spółki. Gdyby walne zgromadzenie lub zgromadzenie wspólników wprowadziło taką zmianę do statutu lub umowy spółki, nietrudno byłoby ją zaskarżyć jako sprzeczną z dobrymi obyczajami i mającą na celu pokrzywdzenie akcjonariusza / wspólnika poprzez odebranie mu prawa uczestnictwa w zgromadzeniu przy wykorzystaniu powszechnie stosowanych instrumentów współczesnej komunikacji elektronicznej.

Inny przepis ustawy z 31 marca 2020 r. głosi, że spółka publiczna zapewnia transmisję walnego zgromadzenia  w czasie rzeczywistym – kropka. Urząd Komitetu Nadzoru Finansowego twierdzi, moim zdaniem bezpodstawnie, że spółka ma zapewnić transmisję tylko w przypadku zgromadzenia umożliwiającego akcjonariuszom uczestnictwo przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Czyli, akcjonariuszu, masz prawo uczestniczyć w walnych zgromadzeniach przy wykorzystaniu tych środków, albo nie. Masz prawo korzystać z transmisji obrad zgromadzenia, ale tylko wtedy, gdy są one transmitowane. Jeżeli tak ma wyglądać współczesne prawo spółek, jeżeli urzędy mają pokrętnie interpretować przepisy tak klarowne, że interpretacji nie wymagają – można oczekiwać, że następnym krokiem będzie utrudnienie zwoływania walnych przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Polskie prawo spółek tkwi od lat w trendzie bocznym.

Tekst ogłoszony 19 maja 2020 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET

 

 

 

Ucywilizować walne zgromadzenie może przewodniczący. Jak ucywilizować jego?

Pora zmienić formułę wyboru przewodniczącego walnego zgromadzenia przez uczestników zgromadzenia. Ani to bowiem wybór autentyczny, ani demokratyczny.

  • Powodzenie walnego zgromadzenia w ogromnej mierze zależy od przewodniczącego prowadzącego obrady i kontrolującego nastroje;
  • Przewodniczącym nie powinien być, wyciągnięty jak królik z cylindra, kandydat nieoczekiwany, nieznany, niekoniecznie odpowiedzialny;
  • Ksh wymaga wyboru przewodniczącego spośród osób uprawnionych do uczestnictwa w walnym zgromadzeniu;
  • Najlepiej, by kandydata wskazał zarząd, przedstawił zawczasu, uzasadnił kandydaturę, poręczył za jego kwalifikacje i znajomość spraw spółki.

Skoro tak wiele zależy od przewodniczącego walnego zgromadzenia, warto poświęcić uwagę, kim on bywa i skąd się go bierze. Najczęściej przed walnym zgromadzeniem spółka ustala, kto będzie prowadził zgromadzenie. W niewielkiej spółce będzie to pan Marian, szef biura zarządu, bądź obsługujący spółkę radca prawny, jeżeli jest akcjonariuszem lub udzielono mu pełnomocnictwa. Duża spółka zatrudni doświadczonego prawnika, umówi się z nim zawczasu, ale nie ujawni kandydata przed przystąpieniem przez zgromadzenie do wyboru przewodniczącego.

Przed blisko dwudziestu laty próbowałem uporządkować tę materię. Z inicjatywy Krzysztofa Lisa, dobrego ducha corporate governance w Polsce, przygotowałem i przedstawiłem rynkowi projekt dobrych praktyk walnego zgromadzenia. Poświęciłem w nim wiele uwagi wyborowi przewodniczącego walnego zgromadzenia i sposobowi sprawowania przezeń funkcji. Jedna z propozycji zakładała, że otwierający walne zgromadzenie (art. 409 § 1 Ksh) dąży do niezwłocznego wyboru przewodniczącego i czuwa nad sprawnym przeprowadzeniem wyboru, powstrzymując się od jakichkolwiek innych rozstrzygnięć merytorycznych i formalnych. Takie postanowienie zostało z czasem przyjęte przez niezliczone statuty i regulaminy walnego zgromadzenia. Zdarzało się bowiem, że dokonujący otwarcia zgromadzenia – czynności błahej, formalnej, usiłował jeszcze przed wyborem przewodniczącego wymusić przyjęcie przez zgromadzenie uchwał przesądzających przebieg obrad.

W sprawie wyboru przewodniczącego proponowałem, by walne zgromadzenie wzięło pod uwagę fachowe kwalifikacje kandydata. Jeżeli zarząd zgłasza kandydaturę na przewodniczącego – daje tym rękojmię, iż kandydat reprezentuje nie tylko wysokie kwalifikacje, lecz także znajomość statutu i spraw spółki, w tym spraw objętych porządkiem obrad, oraz projektów uchwał. W rzeczywistości bywało z tym różnie. Zarząd umawiał kandydata na przewodniczącego, ale nie przyznawał się do niego, zgłaszał go ktoś z sali, więc zarząd wypierał się odpowiedzialności za jego ekscesy. Opisywałem wiele nieprawidłowości dokonywanych przez przewodniczących walnych zgromadzeń, nie szczędząc gorzkich słów: “Podręcznikowym przykładem poniewierania akcjonariuszami było zwołane na 13 września b.r., (2012 r.) i odbywane a jakże!, na raty, walne zgromadzenie IDM. Wystarczyło, że ktoś z sali zgłosił niedorzeczne pytanie, by przewodniczący zawnioskował o kilkudniową przerwę, rzekomo w celu przeprowadzenia konsultacji prawnych nad oczywistą kwestią. Zwyrodniałych kibiców piłkarskim traktuje się zakazem stadionowym. Niestety, prawo nie przewiduje możliwości objęcia takiego przewodniczącego zakazem zgromadzeniowym. Szkoda”.

Do wielu ekscesów na walnych zgromadzeniach dochodziło na tle prób odwołania przewodniczącego, niekiedy uzasadnionych. Walnym zgromadzeniom nawet poważnych spółek, w tym wielkich banków, przewodniczyli nawet osobnicy bez żadnych kwalifikacji, wykształcenia, obycia na rynku. Proponowałem układ: niech spółki wezmą odpowiedzialność za przewodniczących walnych zgromadzeń, wszak są ich pracodawcami, w zamian niech rynek przyjmie zasadę niewzruszalności przewodniczącego: nie będzie się go odwoływać, a on nie będzie składać rezygnacji przed zakończeniem obrad i podpisaniem protokołu.

Sprawa wymaga rozstrzygnięcia. Walne zgromadzenia, w których uczestniczy się za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej, odbierając transmisje obrad online, korzystając z możliwości dwustronnej komunikacji w czasie rzeczywistym i głosując zdalnie – wymaga od przewodniczącego szczególnych kwalifikacji i cech charakteru. Zgodnie z Ksh przewodniczącego wybiera walne zgromadzenie, lecz niechaj zarząd spółki przedstawi w jej imieniu kandydata i ogłosi na stronie internetowej spółki (przynajmniej w spółce publicznej) najpóźniej na 48 godzin przez terminem zgromadzenia:

  • imię i nazwisko kandydata,
  • reprezentowane przezeń kwalifikacje do przewodniczenia walnemu zgromadzeniu,
  • liczbę reprezentowanych przezeń (także w charakterze pełnomocnika) akcji spółki;
  • oraz jego oświadczenie o związkach ze spółką bądź posiadanym przezeń przymiocie niezależności.

Ponieważ zarząd, zgłaszając kandydata na przewodniczącego walnego zgromadzenia, bierze odpowiedzialność za jego kwalifikacje i zachowanie, utrudni to wybór kandydata przypadkowego, wyciągniętego podczas zgromadzenia niczym królik z cylindra. Skoro walne zgromadzenie należy w końcu ucywilizować, niech dokonuje tego cywilizowany przewodniczący korzystający z poręki zarządu.

POST SCRIPTUM:WALNE ZGROMADZENIE W CZASACH PANDEMII: nowe sytuacje, nowe regulacje, stałe problemy” to temat webinarium, jakie poprowadzę już 12 maja – szczegóły prezentuje zamieszczony powyżej baner. Zapraszam do udziału!

Czytaj także:

2000.10.30 Czarne chmury
2001.06.15 Zasady dobrej praktyki walnego zgromadzenia
2012.11.10 Do przerwy 1:0
2017.12.18 O niewzruszalność przewodniczącego walnego zgromadzenia

 

 

#COVID-19, czyli o zakaźnych walnych zgromadzeniach

  • Nigdy znaczenie walnego zgromadzenia dla spółki i dla jej akcjonariuszy nie było tak doniosłe, jak obecnie;
  • Pandemia COVID-19 sprawiła, że wzrosło zainteresowanie możliwością zdalnego uczestniczenia w walnych zgromadzeniach;
  • Lecz spółki notowane na GPW nie lubią akcjonariuszy, nie potrzebują ich obecności na walnych zgromadzeniach, potrzebują tylko ich pieniędzy;
  • Praktykowane są różne sposoby służące skutecznemu zniechęcaniu akcjonariuszy do uczestniczenia w walnych zgromadzeniach;
  • Do listy tych sposobów przybył ostatnio nowy: zwoływanie zgromadzeń podczas pandemii bez możliwości zdalnego udziału w obradach i głosowania.

W obliczu pandemii COVID-19 prawnicy wrócili do tematu uczestnictwa w walnych zgromadzeniach za pomocą środków porozumiewania się na odległość. Temat ma swoją historię. Możliwość pełnoprawnego zdalnego uczestnictwa w walnym zgromadzeniu, co obejmuje transmisję obrad w czasie rzeczywistym, możliwość zdalnego wypowiadania się w toku obrad oraz zdalnego wykonywania prawa głosu osobiście lub przez pełnomocnika – istnieje w polskim prawie od sierpnia 2009 r. Inspirację do zmian Ksh dała ustawodawcy w tej materii Dyrektywa 2007/36/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 11 lipca 2007 r. w sprawie wykonywania niektórych praw akcjonariuszy spółek notowanych na rynku regulowanym. Ksh uzależnił jednak udział w walnym zgromadzeniu przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej od dopuszczenia takiej możliwości przez statut spółki.

Z czasem możliwość ta została wprowadzona do statutów wielu spółek notowanych na GPW (nie bez oczywistych zachęt za strony warszawskiej giełdy), niemniej niewiele spółek zechciało z niej skorzystać. Netia, pierwotnie nastawiona do tej innowacji najbardziej entuzjastycznie, z czasem zarzuciła tę praktykę. Ostatnio sytuacja prawna zmieniła się zasadniczo: ustawa z 31 marca 2020 r. (zawierająca szczególne regulacje związane z COVID-19 – weszła w życie w dniu jej uchwalenia!) odwróciła wcześniejszą regulację w ten sposób, że organizacja walnego zgromadzenia przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej jest już możliwa nawet jeżeli statut nie przewiduje takiej możliwości, jeżeli jej nie wyklucza. Spółka nie może obecnie powołać się na statut jako przeszkodę do organizacji „elektronicznego” walnego zgromadzenia – chyba, że statut je wyłącza taką możliwość (a żaden statut spółki notowanej na GPW takiego przepisu nie zawiera).

Walne zgromadzenie prowadzone w formule mieszanej, to znaczy dopuszczającej zarówno fizyczną obecność akcjonariuszy w miejscu obrad, jak ich udział przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej, to rozwiązanie bardzo przyjazne inwestorom, a doraźnie – w obliczu pandemii – szczególnie przecież przydatne. Z jednej strony daje ono akcjonariuszom możliwość uniknięcia ryzyka zakażenia w następstwie fizycznego udziału w walnym zgromadzeniu. Z drugiej – daje ono akcjonariuszom możliwość zadawania piastunom spółki pytań dotyczących sytuacji i perspektyw spółki w obliczu kryzysu, kontynuacji działalności, płynności, wypłacalności… Daje ono wreszcie spółce szansę nawiązania i rozwijania bliższych kontaktów z akcjonariuszami, którzy już niebawem mogą być jej nadzwyczaj potrzebni. Ileż spółek notowanych na GPW nie dostrzega już szans na przeprowadzenie wtórnych emisji publicznych!

Argument, że organizacja „elektronicznego” walnego zgromadzenia będzie bardziej kosztowna od zgromadzenia w tradycyjnej postaci, jest niewątpliwie prawdziwy, ale nie do przyjęcia w świetle przyjętej przez Polskę i wiele innych państwa dotkniętych pandemią polityki zdecydowanego prymatu zdrowia publicznego nad interesami gospodarki.

Już po wejściu w życie zmian w Ksh niektóre spółki odbyły walne zgromadzenia w formie tradycyjnej, dopuszczając wyłącznie fizyczne uczestnictwo akcjonariuszy lub ich pełnomocników. Wspomniana ustawa z 31 marca b.r. dopuszcza taką możliwość względem walnych zgromadzeń zwołanych przed jej wejściem w życie, zarazem pozwalając na wprowadzenie udziału przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej, jeżeli spółka poinformuje o tym w trybie przewidzianym dla zwołania walnego zgromadzenia i nie później niż na 4 dni przed dniem jego otwarcia. Natomiast spółki zwołujące walne zgromadzenia po 31 marca b.r. są z mocy wspomnianej ustawy zobowiązane do umożliwienia udziału w walnym zgromadzeniu przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej – chyba, ze statut stanowi inaczej.

Wspomniana regulacja klecona była w pośpiechu, byle jak, pod presją pandemii. Lecz ta kiedyś przeminie, a przepisy zostaną. Nie można ich oceniać jednoznacznie. Pozytywem jest próba przełamania wstrętu spółek do dwupostaciowych walnych zgromadzeń, w których można uczestniczyć, na takich samych prawach, zarówno fizycznie, w miejscu wyznaczonym na obrady, i zdalnie, poza tym miejscem. Spółka może uniknąć obowiązku organizowania takiego walnego zgromadzenia wprowadzając do statutu przepis, że jej zgromadzenia nie dają uczestnikom możliwości zdalnego wypowiadania się w toku obrad i zdalnego wykonywania prawa głosu. Z brzmienia przepisu art. 406-5 § 4 wynika, że spółka publiczna ma obecnie obowiązek przeprowadzania transmisji obrad walnego zgromadzenia w czasie rzeczywistym.

Spółki nie lubią swoich inwestorów. Nie lubią ich uczestnictwa w walnych zgromadzeniach. Zniechęcają do tego wyznaczając osobliwe pory zgromadzeń: jak wigilię Bożego Narodzenia w godzinach popołudniowych, lub Sylwestra w godzinach popołudniowych, względnie w dni powszednie, ale o ósmej rano. Dezorganizując obrady odraczając je o wiele godzin, bądź przerywając je, nawet kilkakroć, w ramach ustawowego limitu 30 dni. Zwołując zbędne nadzwyczajne walne w sprawach bez znaczenia, co zniechęci inwestorów do udziału, by owo zniechęcenie weszło im w stały nawyk. Dlaczegóż wobec tego spółki oporne względem zdalnego udziału w walnych zgromadzeniach nie miałyby zmienić statutów, wyłączając taką możliwość? Zapewne wiele spółek tak postąpi.

Legislacja zna pojęcie vacatio legis, co oznacza czas między uchwaleniem przepisu a wprowadzeniem do w życie. Wprowadzenie obowiązku organizacji elektronicznych walnych zgromadzeń nastąpiło na łapu capu. Żadna spółka planująca swoje walne zgromadzenie w maju nie jest w stanie zapewnić mu formy dwupostaciowej. Owszem, Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych oferuje wygodną procedurę #eVoting. Owszem, jest na rynku firma doświadczona w organizacji walnych zgromadzeń prowadzonych przy wykorzystani środków komunikacji elektronicznej, lecz trzeba z nią (lub z jej konkurencją) negocjować nie tylko terminy, także warunki techniczne, nawet wybór miejsca zapewniający dostęp do łącz o wymaganej przepustowości. Ci, którzy wymyślili rozwiązanie przyjęte w ustawie, wykazali się brakiem doświadczenia i wyobraźni.

Spośród kilkunastu spółek zwołujących walne zgromadzenia po 31 marca możliwość udziału w nich przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej przewidziały Getin Holding i Elektrobudowa w upadłości, oraz Getback (zgromadzenie zwołane jeszcze 11 marca, formuła uczestnictwa rozszerzona 3 kwietnia). Warto odnotować, że kilka spółek z uwagi na pandemię odwołało zwołane już walne zgromadzenia. To Odlewnie Polskie, 4 Mass i Novaturas AB. Natomiast Fast Finance z uwagi na pandemię odmawia zwołania w najbliższym czasie walnego zgromadzenia na żądanie uprawnionych, a Pozbud informuje, że walne odbędzie się z zachowaniem środków ostrożności (duża sala, maseczki).

Spółki publiczne zwołujące po 31 marca walne zgromadzenia w postaci wyłącznie fizycznej nie zapewnią swoim inwestorom ochrony przed pandemią. Osiągną mizerną frekwencję i będą zadowolone. Zastrzegają, że ich statut nie przewiduje takiej możliwości (co w świetle nowej regulacji jest bez znaczenia), niekiedy dodając, że ryzyko elektronicznej formy komunikacji ze spółką leży po stronie akcjonariusza. Do spółek idących na zderzenie czołowe z pandemią należą: Prymus, Bit Evil, Cambridge Chocolate Technologies, AB Inter RAO Lietuva (zachęca do głosowania korespondencyjnego), Ergis, Larq, Ulma, Neuca, BSC Drukarnia Opakowań, APS Energy, Moonlit i Asbis Enterprises.

Akcjonariuszom tych spółek wyrażam szczere współczucie. 

Czytaj także:

2020.03.16 COVID-19 a organizacja walnego zgromadzenia

2020.02.13 Zalety i wady walnego zgromadzenia w formie virtual-only

#COVID-19 a organizacja walnego zgromadzenia

  • W obliczu pandemii COVID-19 walne zgromadzenie jest źródłem zagrożenia, które jednak można znacznie ograniczyć;
  • W tym celu należy zapewnić akcjonariuszom możliwość zdalnego uczestniczenia w walnym zgromadzeniu;
  • Należy ograniczyć zwoływanie nadzwyczajnych walnych zgromadzeń do przypadków rzeczywiście koniecznych;
  • Należyte przygotowanie walnego zgromadzenia pozwoli zrezygnować z przerw powodujących odraczanie obrad.

Sezon walnych zgromadzeń trwa w Polsce cały rok. Doznaje on wzmożenia w „spoconym czerwcu”, zwłaszcza w jego ostatnich dniach roboczych, niemniej wiele spółek zwołuje ponadto nadzwyczajne walne zgromadzenia, nieraz po kilkakroć w ciągu roku. Zbieg zwyczajnych – dorocznych – zgromadzeń zostałby rozładowany, gdyby spółki nie zwlekały z ich zwołaniem do ostatniej chwili. Krytyczne właściwości polskiego rynku to późne ogłaszanie przez spółki raportu rocznego i odraczanie zwołania walnego zgromadzenia jeszcze przez kilka tygodni po ogłoszeniu raportu. Do spółek nie dociera, że rok obrotowy nie musi – a dla niektórych branż wręcz nie powinien – pokrywać się z rokiem kalendarzowym. Już teraz niektórzy prawnicy nie przyjmują propozycji prowadzenia walnych zgromadzeń w czerwcu: kalendarz najbardziej wziętych został całkowicie wypełniony. Na domiar złego, pandemia kreuje niebezpieczeństwo pozarażania akcjonariatu…

Walne zgromadzenia rzadko bywają tłumne. Spółki uczyniły bardzo wiele, by zrazić uprawnionych do uczestnictwa w walnych. Wiele walnych zgromadzeń zasłużyło na ukute przeze mnie przed laty szydercze miano „walnego zwyrodnienia”. Lecz nawet pokojowe spotkanie kilkunastu osób może prowadzić do zarażeń. Spółka nie może odmówić osobie uprawnionej (akcjonariuszowi lub jego pełnomocnikowi) wstępu na walne, niemniej powinna zaoferować im możliwość zdalnego (pełnoprawnego!) uczestnictwa w obradach i głosowaniu uchwał. W ten sposób grono obecnych na zgromadzeniu można zredukować do osób obowiązanych, czyli przewodniczącego, notariusza, przedstawicieli zarządu i rady nadzorczej, oraz tych uprawnionych, którzy zdecydują się na fizyczny udział w wydarzeniu.

PO PIERWSZE: ZDALNE UCZESTNICWO W WZ. Prawo dopuszcza udział w walnym zgromadzeniu spółki akcyjnej (publicznej i niepublicznej) przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Obejmuje on (1) transmisję obrad w czasie rzeczywistym, (2) dwustronną komunikację w czasie rzeczywistym między zgromadzeniem a jego uczestnikiem przebywającym poza miejscem obrad, oraz (3) wykonywanie osobiście lub przez pełnomocnika prawa głosu przed lub w toku walnego zgromadzenia. Regulacja ta weszła w życie przed kilkunastu laty, niemniej spółki odniosły się do niej ze wstrętem, chociaż Dobre praktyki spółek notowanych na GPW początkowo obligowały spółki publiczne do organizowania e-WZ. Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych i Polski Instytut Dyrektorów organizowały symulacje elektronicznych walnych, by przekonać spółki, iż jest to wykonalne i nie rodzi ryzyka. Kilka spółek nawet takie walne organizowało, z symbolicznym udziałem zdalnych uczestników. Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych opracował nowoczesną technikę głosowań (e-Voting), redukującą ryzyko zakłóceń transmisji, komunikacji i głosowań. Może pandemia COVID-19 może nareszcie odmieni formę walnych zgromadzeń?

PO DRUGIE, NADZWYCZAJNE WZ. Często są one zwoływane w sprawach błahych, jak uzupełnienie składu rady nadzorczej lub podjęcie uchwały o nikłym znaczeniu. Jedna ze spółek z GPW zwołała nadzwyczajne walne, by nieco zredukować wynagrodzenie prezesa, zarazem głównego udziałowca. Spółka chwaliła się, że koszty zgromadzenia zwrócą się bardzo szybko. Chodziło o koszty spółki, nie akcjonariuszy uczestniczących w walnym – z nimi nikt się nie liczy. Wielu nadzwyczajnych walnych można uniknąć, gdyby statuty spółek redagował ktoś bardziej rozgarnięty od pomagiera w kancelarii prawnej. Może pandemia COVID-19 nareszcie uświadomi spółkom bezsens, zgoła szkodliwość, zwoływania nadzwyczajnych walnych?

PO TRZECIE, PRZERWY. Obyczaj ogłaszania przerw w obradach walnych zgromadzeń spółek publicznych wypłoszył z nich akcjonariuszy indywidualnych. Odraczanie obrad o kilka lub kilkanaście dni oznacza ponowne spotkanie w – być może – zmienionej sytuacji epidemiologicznej. Rzecz w tym, że owe przerwy spowodowane są zazwyczaj brakiem przygotowania do udziału w obradach pełnomocników Skarbu Państwa i / lub inwestorów instytucjonalnych. Podmioty te przysyłają na walne zgromadzenia osoby niedecyzyjne, które wolą wnioskować o przerwę na konsultację z przełożonymi, niż ryzykować głosowanie w sprawie, o której nie mają pojęcia. Może pandemia COVID-19 ograniczy lekceważenie przez wspomniane podmioty powagi walnego zgromadzenia?

NA MARGINESIE. Informacja ta zapewne nie zachęci spółek do organizowania zdalnych – czyli zdrowych! – walnych zgromadzeń, ale może zniechęci akcjonariuszy do fizycznego udziału w zgromadzeniach. Niegdyś uczestnicy walnych bywali podejmowani przez spółkę obiadem, bądź przynamniej poczęstunkiem. W Niemczech nawet można było rozliczyć podatkowo koszty dojazdu na walne. Teraz trzeba obejść się smakiem. Przed kilku laty na walnym Daimlera doszło do awantury o tradycyjne kiełbaski. Jeden z akcjonariuszy chciał zabrać je sobie do domu, co spowodowało kontrakcję innych, dla których mogło zabraknąć. Obyczaj poczęstunku dla uczestników walnego zgromadzenia dziwił Amerykanów, którzy zwracali uwagę, że koszt na osobę nie powinien przekraczać wartości jednej akcji. U nas spółek groszowych nie stać byłoby nawet na wodę mineralną.

WNIOSEK: ZOSTAŃCIE W DOMU BIORĄC ZDALNY UDZIAŁ W WALNYCH ZGROMADZENIACH!

Czytaj także, między innymi:

2020.03.13 COVID-19 a technika pracy zarządu i rady nadzorczej w spółce publicznej

2020.02.13: Zalety i wady walnego zgromadzenia w formie virtual-only

 

 

 

Wirtualne walne zgromadzenie, czyli opcja nuklearna

WIRTUALNE WALNE ZGROMADZENIE (Virtual-only Annual General Meeting) to zgromadzenie odbywane wyłącznie w sieci, bez możliwości wzięcia przez akcjonariuszy lub ich pełnomocników fizycznego udziału w obradach. Miejsce przebywania przewodniczącego / przewodniczącej zgromadzenia (najczęściej stosowany jest neutralny genderowo termin Chairperson) nie jest ogłoszone; niekoniecznie będzie nim spółka owo zgromadzenie odbywająca. Akcjonariusz / pełnomocnik najczęściej może śledzić obrady w sieci, zgłaszać – z różnym skutkiem – wnioski, zabierać głos (jeżeli zostanie mu on udzielony), może głosować, ale nie może stanąć oko w oko, twarzą w twarz, z osobą przewodniczącą walnemu zgromadzeniu i de facto decydującą o jego przebiegu.

Należy odróżnić wirtualne walne zgromadzenie od zgromadzenia o charakterze dwoistym, w którym jedni akcjonariusze lub ich pełnomocnicy fizycznie (in-person) przebywają w miejscu obrad i uczestniczą w nich, natomiast inni biorą udział zdalnie, korzystając ze środków komunikacji elektronicznej, dających im możliwość (1) odbioru w czasie rzeczywistym transmisji obrad zgromadzenia, (2) dwustronnej komunikacji ze zgromadzeniem w czasie rzeczywistym, w ramach której można wypowiadać się w toku obrad, oraz (3) wykonywania prawa głosu. Taka postać walnego zgromadzenia, najczęściej nazywana hybrydową (hybrid AGM) jest dopuszczona także przez prawo polskie (art. 406 za znaczkiem 5 § 1 Ksh) i szeroko praktykowana na wielu rynkach. W polskiej praktyce rynkowej nosi ona potoczną nazwę e-WZ.

Walne zgromadzenie może przybierać także postać konwencjonalną (akcjonariusze / pełnomocnicy mogą w zgromadzeniu uczestniczyć fizycznie wyłącznie w wyznaczonej sali obrad), a spotykane w polskiej praktyce formy zwyrodniałe to zgromadzenie parkingowe (odbywane na parkingu przed budynkiem, w którym obraduje zgromadzenie) lub autobusowe (odbywane w autobusie zaparkowanym przed owym budynkiem) przez akcjonariuszy / pełnomocników, którzy nie zostali dopuszczeni do obrad. Zgromadzenia w formie konwencjonalnej (in-person) i ich zwyrodniałe mutacje nie są przedmiotem dzisiejszych rozważań.

Wirtualne walne zgromadzenia odbywane są głównie w Stanach Zjednoczonych. Zezwala na nie prawo niektórych stanów, w tym stanu Delaware, gdzie zarejestrowanych jest najwięcej spółek. Nie są one natomiast dopuszczone w innych stanach, jak Nowy Jork i Massachusetts. Ze względu na poważne ograniczanie możliwości wykonywania praw przez akcjonariat są one nazywane opcją nuklearną – chodzi o to, że obrona przed taką formą obrad polega na zmasowanym głosowaniu przeciwko wszystkim członkom rady dyrektorów opowiadającym się za wirtualną postacią AGM. Prawo stanu Delaware wymaga bowiem jedynie, by umożliwić akcjonariuszowi nadążanie za obrazem, dźwiękiem lub tekstem obrazującym przebieg zgromadzenia. Nie ma wymogu umożliwienia akcjonariuszowi zgłaszania wniosków proceduralnych, zadawania pytań, komunikowania się podczas zgromadzenia z innymi jego uczestnikami. Nie ma także wymogu umożliwienia akcjonariuszowi dokonywania splitu jego głosów.

Spółki tłumaczą, że zwołują wirtualne walne zgromadzenia kierując się trzema powodami. Pierwszy to umożliwienie „udziału” w zgromadzeniu możliwie największej liczbie akcjonariuszy. Drugi to dążenie do usprawnienia przebiegu zgromadzenia, wprawdzie mocno okaleczonego, ale konwencjonalne walne zgromadzenia popadły w rytuał, większość z nich od dawna nie wnosi do spółki, ani na rynek, wartości, więc po co je celebrować? Trzeci to oszczędności. Virtual-only meeting kosztuje mniej, nie trzeba wynajmować sali, lub udostępniać własnej. Jest nadzieja, że poważni inwestorzy, analitycy, komentatorzy rynku, zniechęcą się do udziału w takim wydarzeniu.

W rzeczywistości chodzi o to, by uniemożliwić akcjonariuszom działalność określaną jako investor activism: zadawanie niewygodnych pytań, uzgadnianie stanowisk, jednolite głosowanie, utrącanie kandydatur do rady dyrektorów, krytykowanie płac dyrektorów, pociąganie piastunów spółki do odpowiedzialności. Praktyka dowodzi, że najlepszym sposobem obrony stanowisk i wynagrodzeń dyrektorów spółki jest uniemożliwienie interakcji z akcjonariuszami.

Pisze się dużo o spółkach, które praktykowały virtual-only meetings, ale uległy naciskowi ich akcjonariatu i powróciły na drogę cnoty. Tegoroczne przykłady do operator transportowy Union Pacific Corp., Conoco Phillips, Comcast Corp. Niemniej liczba spółek obradujących po ciemnej stronie mocy stale rośnie. W 2016 r. było ich 122, w 2017 r. już 163; istnieje niebezpieczeństwo, że w tym sezonie walnych zgromadzeń grzesznicy rozplenią się. Zaiste, opcja nuklearna, czyli wymiecenie z rad dyrektorów zwolenników zgromadzeń wirtualnych, byłaby najlepszym rozwiązaniem.

Czytaj także:
2017.05.09 Kłopoty z technologią na walnym zgromadzeniu

Blockchain receptą dla walnych zgromadzeń?

Nie tylko my mamy kłopoty z walnymi zgromadzeniami spółek notowanych na giełdzie. Ma je cały świat. Zrazu wydarzenie to straciło przymiot „walnego”, obecnie traci przymiot „zgromadzenia”. Tradycyjne, stacjonarne walne zgromadzenia budzą coraz to mniejsze zainteresowanie inwestorów. Obumierająca frekwencja na walnych przyczynia się do rozwoju zgromadzeń wirtualnych, w których można uczestniczyć wyłącznie przez internet, a inwestorom nawet nie wiadomo, gdzie przebywa przewodnicząca/y zgromadzenia; ta postać walnych zgromadzeń została już dopuszczona przez niektóre stany USA, niemniej budzi liczne zastrzeżenia. Rozwiązaniem pośrednim jest hybrydowe walne zgromadzenie, w którym jedni uczestniczą fizycznie, w sali obrad, inni zaś zdalnie, za pośrednictwem internetu. Przed kilku laty wydawało się, że hybrydowa forma zgromadzenia przyjmie się powszechnie, i to szybko, lecz następuje jej regres, zapewne pod wpływem obaw przed zawodnością łączności.
Właśnie ze Sztokholmu i Johannesburgu napłynęły krzepiące informacje: sposobem na kłopoty związane z walnymi zgromadzeniami może okazać się technologia łańcucha bloków, a konkretnie – oparty na niej standard Blockchain e-Voting Solution. Nasdaq i Strate (Pty) Ltd, południowoafrykański centralny depozyt papierów wartościowych zawarły porozumienie w sprawie wprowadzenia na rynek kapitałowy RPA sprawnego, bezpiecznego i przyjaznego dla inwestorów dla systemu zdalnych głosowań na walnych zgromadzeniach. Blockchain e-Voting Solution zostało już z powodzeniem zastosowane przez Nasdaq na rynku w Estonii.

Zwolennicy tego rozwiązania wskazują na wszechstronne korzyści płynące z jego stosowania przez (1) akcjonariuszy, ich pełnomocników, emitentów, oraz (2) depozyt, giełdę i instytucje infrastruktury rynku. Inwestorzy zyskują możliwość zdalnego uczestniczenia w walnym zgromadzeniu bądź zdalnego ustanowienia pełnomocnika/ów. Spółka może niezawodnie i bezpiecznie ustalić tożsamość akcjonariuszy i pełnomocników. Rynek uzyskuje pełny dostęp do informacji o walnym, porządku obrad, propozycjach uchwał. Głosy oddane online zostają zliczane w czasie rzeczywistym. Dane są bezpiecznie i trwale zachowane. Proces głosowania jest przejrzysty. System sprawnie obsługuje proces walnego zgromadzenia od jego zwołania do zamknięcia obrad.

Udogodnienia służą także drugiej stronie rynku. Cały proces administrowania walnym zgromadzeniem jest objęty jednym rozwiązaniem: od notyfikacji i dystrybucji materiałów do obsługi głosowania i sprawozdawania o wynikach walnego zgromadzenia. Obejmuje on także dostęp w czasie rzeczywistym do danych dotyczących posiadaczy akcji, głosowania oraz pełnej historii rachunków. Technologia jest bezpieczna, niezawodna, szybka, zgromadzone dane są trwale zarejestrowane i dostępne dla uprawnionych.

Wszystko to brzmi obiecująco, lecz rodzi się refleksja, że kłopoty walnych zgromadzeń przecież nie płyną wcale z niedostatku technologii. Płyną one z niedostatku zaufania. Na gruncie polskiego prawa możliwe jest organizowanie hybrydowych walnych zgromadzeń z użyciem nowoczesnych technologii umożliwiających zdalne uczestnictwo w obradach i udział w głosowaniach. Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych energicznie prowadziło symulacje takich zgromadzeń dowodząc, że są one możliwe i bezpieczne. Symulacje organizował także istniejący jeszcze w tamtych latach Polski Instytut Dyrektorów. Niektóre spółki podjęły wyzwanie i zorganizowały e-WZ. Kłopotów właściwie nie było, poza jednym: inwestorzy nie kwapili się do korzystania z udogodnień. Rezygnowali z wykonania swoich praw korporacyjnych.
Być może zawinił brak zaufania do technologii. W tej sytuacji blockchain byłby rozwiązaniem. Być może jednak (nie znam wyników badań, nie wiem nawet, czy były podejmowane) zawinił brak zaufania do lokalnej rzeczywistości rynkowej. Przekonanie, że głos inwestora indywidualnego w istocie nic nie znaczy (jak niebawem miało się okazać, głos obywatela, nawet posła – także). Przekonanie, że dane podawane są przez spółki ze znacznym opóźnieniem i w sposób nie w pełni zrozumiały dla inwestora (o czym świadczy, że nie rozumieją ich także analitycy). Nękanie inwestorów zwoływanymi w nadmiarze i bez istotnej potrzeby nadzwyczajnymi walnymi zgromadzeniami. Narastająca niechęć polityków do rynku kapitałowego. Dlatego z krajów geograficznie nam bliskich, Szwecji i Estonii, technologia Blockchain e-Voting Solution powędrowała hen, na skraj świata, do Afryki Południowej. Nawet nie o to idzie, że nasz znakomity krajowy depozyt pozostaje bez przywództwa, lecz o to, że nie wiadomo, dlaczego tak się dzieje.

Tekst ogłoszony 8 grudnia 2017 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET

Czytaj także: 2017.05.09 Kłopoty z technologią na walnym zgromadzeniu

Kłopoty z technologią na walnym zgromadzeniu

Podczas wirtualnych walnych zgromadzeń menedżerowie spółki potrafią lekceważyć akcjonariat, prześlizgują się nad trudnymi sprawami, ignorują niewygodne dla nich pytania. Technologia daje im osłonę przed dociekliwością inwestorów.

Wprowadzenie nowoczesnej technologii na walne zgromadzenie przynosi różne efekty. Może przysłużyć się spółce i jej akcjonariuszom, usprawnić komunikację spółki z inwestorami oraz jej otoczeniem społecznym i biznesowym, poprawić jej przejrzystość i wzmocnić reputację, zwiększyć zaufanie pokładane w spółce, podnieść jej pozycję rynkową. Może też przynieść odwrotne następstwa: otulić spółkę mgławicą, posłużyć jej za tarczę przed przejrzystością i przewidywalnością, zamazać czytelność wyników oraz sytuacji i perspektyw spółki. Takie przypadki dotyczą niektórych spółek amerykańskich.

Na polskim rynku zastosowanie technologii na walnym zgromadzeniu sprowadza się najczęściej do użycia elektronicznych czytników do głosowania za pomocą kart z zakodowaną na nich liczbą głosów. Prawo pozwala na więcej. Od 2009 r. statuty spółek akcyjnych, publicznych i niepublicznych, mogą dopuszczać udział w walnym zgromadzeniu przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. W świetle Ksh e-WZ obejmuje trzy komponenty: (1) transmisję obrad zgromadzenia w czasie rzeczywistym, (2) dwustronną komunikację w czasie rzeczywistym, w ramach której akcjonariusze mogą wypowiadać się w toku obrad WZ przebywając poza miejscem obrad, oraz (3) wykonywanie (osobiście lub przez pełnomocnika) prawa głosu przed lub w toku walnego zgromadzenia. Wobec tego e-WZ nie jest wydarzeniem wirtualnym: akcjonariusz może uczestniczyć w nim zdalnie, ale walne odbywa się rzeczywiście w oznaczonym miejscu, w którym przebywa przynajmniej notariusz protokołujący uchwały oraz przewodniczący walnego zgromadzenia, zapewne z obsługą techniczną i organizacyjną.

Przed kilku laty Giełda Papierów Wartościowych wykazała śmieszną nadgorliwość obejmując Dobrymi praktykami notowanych na niej spółek wymóg organizowania przez nie elektronicznych walnych zgromadzeń. Był to strzał kulą w płot: ani spółki nie miały ochoty stosować tej zasady, ani akcjonariusze nie wykazali zainteresowania zdalnym uczestnictwem w walnych zgromadzeniach. Wyzwanie podjęło kilka spółek, ale kaliber i liczba zdalnych uczestników e-WZ nie uzasadniały podjętej fatygi. Giełda wydatnie zaszkodziła autorytetowi Dobrych praktyk (a przy okazji swojemu), ponieważ nowej zasady powszechnie nie stosowano; po kilku latach wycofała się z niej chyłkiem. Obecnie zasada dotycząca e-WZ obwarowana jest kilkoma warunkami: nie ma już przymusu, spółka podejmuje takie przedsięwzięcie jeżeli jest ono uzasadnione z uwagi na strukturę akcjonariatu lub zgłaszane spółce oczekiwania akcjonariuszy, oraz o ile spółka jest w stanie zapewnić (po swojej stronie) infrastrukturę techniczną niezbędną dla sprawnego przeprowadzenia e-WZ. Współczesne oczekiwania są więc mocno ograniczone, lecz wiele spółek nie stosuje nawet innej zasady, minimalistycznej, dotyczącej zapewnienia powszechnie dostępnej transmisji obrad WZ w czasie rzeczywistym. Mimo nacisków na innowacyjność, wiele walnych zgromadzeń, także spółek publicznych, przebiega podobnie do tych sprzed 150 lat. Różnicę słychać wtedy, gdy w sali obrad działają mikrofony.

Polskie prawo daje więc możliwość organizowania hybrydowych walnych zgromadzeń: akcjonariusz swobodnie decyduje, czy weźmie w nich udział fizycznie lub obeśle je pełnomocnikiem, czy też wykona swoje prawa zdalnie, wykorzystując internet. Hybrydowe walne zgromadzenia są dopuszczone i rozpowszechnione na wielu rynkach. Inna postać walnych to zgromadzenie w postaci wirtualnej: akcjonariusze nie mają wyboru formy komunikowania się między sobą i ze zgromadzeniem, w obradach mogą wziąć wyłącznie zdalny udział, bez fizycznego kontaktu ze spółką i pozostałymi uczestnikami walnego zgromadzenia. Taką możliwość dopuszcza od 2000 r. stan Delaware w USA. Stan jest niewielki, słynie z liberalnych przepisów prawa spółek, zatem jest w nim inkorporowana większość amerykańskich spółek, w tym dwie trzecie z indeksu Fortune 500.

Wirtualne walne zgromadzenia bywają coraz liczniejsze i coraz mocniej są krytykowane. Ponieważ w USA nie jest praktykowany nasz idiotyczny nawyk zwoływania po kilka nadzwyczajnych walnych w roku, doroczne zgromadzenie (dosłownie Annual General Meeting) dawałoby jedyną okazję do spotkania menedżerów spółki z jej akcjonariuszami. Wprawdzie i tam „fizyczne” walne zgromadzenia przebiegają według utartego rytuału, lecz dają akcjonariuszom sposobność zadania pytań i żądania odpowiedzi na nie, a przed menedżerami stawiają obowiązek spojrzenia inwestorom prosto w oczy. Natomiast podczas wirtualnych walnych menedżerowie spółki potrafią lekceważyć akcjonariat, prześlizgują się nad trudnymi sprawami, ignorują niewygodne dla nich pytania. Technologia daje im osłonę przed dociekliwością inwestorów, protestami, głosami krytyki, gniewnymi reakcjami.

Wirtualny charakter wydarzenia sprzyja manipulacjom informacjami i działaniom na niekorzyść spółki. Sprzyja kontrolowaniu, cenzurowaniu i ograniczaniu inwestorów. Dlatego w niektórych stanach, jak New York i Massachusetts, prawo nie dopuszcza takich fanaberii. Niemniej liczba spółek korzystających z krytykowanej możliwości rośnie. W 2015 r. było ich 21, w 2016 r. już 154, nie tylko małych, także 14 z indeksu Standard & Poor’s 500. Na obecny rok wirtualne walne zapowiedziały już m.in., Ford Motor, ConocoPhillpis, Alaska Air, Duke Energy. Inwestorzy finansowi nieprzychylnie oceniają tę praktykę, która zaciera różnice między pozycją wielkich i drobnych akcjonariuszy. Paradoks polega na tym, że w Polsce zachęca się spółki do korzystania z technologii, natomiast w USA zniechęca się je do tego, ponieważ często poszły za daleko.

Tekst ogłoszony 28 kwietnia 2017 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET
Czytaj także:
2010.06.10 e-Zgromadzenie da się lubić
2012.05.14 e-WZ bez przymusu!
2016.06.03 Spółka aktywna, akcjonariat bierny (casus e-WZ Netii)

Spółka aktywna, akcjonariat bierny (casus e-WZ Netii)

Netia, najdłużej z polskich spółek przychylna elektronicznym walnym zgromadzeniom, zerwała z dobrą tradycją umożliwiania jej akcjonariuszom zdalnego udziału w e-WZ. Może szkoda, lecz w świetle okoliczności nie należy winić za to spółki. Sprawa ma długą historię, którą warto pokrótce przypomnieć.

Unijne dyrektywy bywają implementowane do polskiego porządku prawnego nierzadko z opóźnieniem, które może zostać poczytane za przejaw lekceważenia aquis communautaire. Tym razem było inaczej. Uchwalona 11 lipca 2007 r. Dyrektywa 2007/36/WE w sprawie wykonywania niektórych praw akcjonariuszy spółek notowanych na rynku regulowanym (Shareholders’ Rights Directive) spotkała się w Polsce z życzliwym przyjęciem. Inkorporacja postanowień dyrektywy do prawa wewnętrznego została przeprowadzona ustawą z 5 grudnia 2008 r. z mocą od 3 sierpnia 2009 r., zanim zdążyły tego dokonać inne państwa członkowskie. O dyrektywie wiele dyskutowano i pisano, syntezę tego procesu dała monografia dr. Krzysztofa Grabowskiego „Dyrektywa o prawach akcjonariuszy. Studium tworzenia prawa i przewodnik po dyrektywie” wydana w 2014 r. przez zasłużoną Fundację Allerhanda. Ponieważ dyrektywa wprowadziła nowy ustrój prawny walnego zgromadzenia spółki publicznej, w tym możliwość odbywania tzw. elektronicznych walnych zgromadzeń, ważną rolę w edukacji rynku odegrały symulacje e-WZ organizowane niezależnie od siebie przez Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych i Polski Instytut Dyrektorów.

Symulacje ukazały, że istnieją techniczne możliwości przeprowadzania e-zgromadzeń, a pierwszą spółką notowaną na GPW, która odważyła się skorzystać z tej innowacji, była Netia. Nie ma znaczenia, co wytykali złośliwi, że podczas pierwszego e-WZ Netii liczba akcjonariuszy korzystających z elektronicznej komunikacji i głosowania była znikoma, a ich uczestnictwo nie było w pełni zdalne (ktoś siedział za drzwiami i mógł na żywo kontrolować przebieg zgromadzenia). Ważne, że stworzono wartościowy precedens na rynku i dla rynku. Inne spółki nadzwyczaj ostrożnie podeszły do możliwości odbywania e-zgromadzeń. Prezesi kilku spółek zwierzali się w poufności, że wcale im nie zależy na ułatwianiu akcjonariuszom udziału w walnych zgromadzeniach. Jeżeli – mówili – akcjonariusz chce wziąć udział w walnym, niech się pofatyguje, dojedzie, poniesie koszty i poświęci czas. Gdyby zerwała się komunikacja ze zdalnym uczestnikiem e-WZ, miałby on o to pretensje do spółki, choćby akurat nie ona była temu winna. Innymi słowy: zdalne uczestnictwo w e-WZ rodzi dla spółek ryzyko, którego wiele z nich woli unikać. Dopiero na tym tle można w pełni docenić pionierską działalność Netii i Banku Zachodniego WBK, który także podjął – i kontynuuje – trud organizacji e-WZ.

Mając spółkę-córkę transmitująca przebieg walnych zgromadzeń, GPW postanowiła wesprzeć e-zgromadzenia, lecz zrobiła to nadzwyczaj nieudolnie. Po prostu wprowadziła do Dobrych praktyk zasadę, że od 1 stycznia 2012 r. wszystkie spółki mają przeprowadzać elektroniczne WZ, czyli prowadzić transmisję obrad w czasie rzeczywistym, zapewnić uczestnikom zgromadzenia dwustronną komunikację w czasie rzeczywistym, w ramach której mogą oni wypowiadać się w toku WZ przebywając w miejscu innym niż miejsce obrad, oraz zapewnić im możliwość zdalnego głosowania. Spółki nie były do takiej zasady ani przygotowane, ani życzliwie usposobione, zanosiło się kompromitację i giełdy, i idei Dobrych praktyk, na szczęście ktoś giełdzie zdołał wmówić, że z uwagi na rozgrywki Euro 2012 w piłce nożnej należy obowiązek organizowania e-zgromadzeń odroczyć o rok – a później entuzjazm ostygł, być może za sprawą niepowodzeń polskiej reprezentacji. Proszę mnie nie pytać o związek piłki i Dobrych praktyk, bo nie zrozumiem pytań.

W Dobrych praktykach 2016 zasada dotycząca e-WZ (IV.R.2) została tak wymodelowana przez zatwierdzającą projekt Radę Giełdy, że jest odczytywana jako zniechęcająca spółki do ich organizacji takiego przedsięwzięcia. Chodzi o sformułowanie o zapewnieniu przez spółkę infrastruktury technicznej niezbędnej dla sprawnego przeprowadzenia takiego walnego zgromadzenia, aczkolwiek to nie spółka odpowiada za jakość połączeń konfigurowanych przez akcjonariuszy. Nie dziwi przeto, że nawet Netia, zwołując na WZ na 9 czerwca, odstąpiła od możliwości zdalnego udziału w nim przez jej akcjonariuszy. Spółka zwróciła uwagę na nikłe w poprzednich latach zainteresowanie tą formą uczestnictwa akcjonariuszy w jej zwyczajnych walnych zgromadzeniach, oraz na koszty związane z zapewnieniem takiego przedsięwzięcia. Nie wątpię, że kiedy akcjonariusze dojrzeją do zdalnego uczestnictwa w e-zgromadzeniach, Netia zapewni im taka możliwość. Lecz nie wiem, czy i kiedy dojrzeją, ani czy tego doczekam… Na szczęście, BZ WBK nie daje się zniechęcić do e-WZ. Jeszcze.

Czytaj także:
2010.06.10 e-Zgromadzenie da się lubić
2012.05.14 e-WZ bez przymusu

e-WZ bez przymusu! [2012]

Elektroniczne WZ jeszcze nie wszystkim jest potrzebne. Jest to przywilej akcjonariuszy, lecz nie w każdej spółce są oni skłonni z niego korzystać.

Nie jestem przeciwnikiem elektronicznych walnych zgromadzeń. Dostrzegam ich zalety. Dawałem temu wyraz także na łamach Parkietu. Zalecam wszakże ostrożność. Dla przypomnienia: e-WZ to wydarzenie, które spełnia trzy warunki. Pierwszym jest transmisja obrad WZ w czasie rzeczywistym. Drugi to zapewnienie dwustronnej komunikacji, w ramach której akcjonariusze lub ich pełnomocnicy mogą wypowiadać się w toku obrad WZ (zgłaszać pytania, uwagi, wnioski, poprawki) przebywając w miejscu innym niż miejsce obrad WZ. Warunek trzeci to zapewnienie akcjonariuszom lub ich pełnomocnikom wykonywania prawa głosu w toku walnego zgromadzenia..

Na gruncie prawa europejskiego możliwość odbywania walnego zgromadzenia z pełnoprawnym udziałem akcjonariuszy lub ich pełnomocników przebywających poza miejscem odbywania walnego zgromadzenia wprowadziła dyrektywa 2007/36/WE w sprawie wykonywania niektórych praw akcjonariuszy spółek notowanych na rynku regulowanym. Jej celem jest ułatwienie inwestorom decyzji o uczestnictwie w WZ, ułatwienie tego uczestnictwa i uproszczenie procedur.

Dyrektywa została przyjęta 11 lipca 2007 r., ale prace nad nią trwały długo, a ich przebieg był powszechnie znany. Nie czekając na ich wynik, warszawska giełda przyjęła tydzień wcześniej, 4 lipca 2007 r., dobre praktyki spółek notowanych na GPW. Nie poruszały one jeszcze kwestii związanych ze zdalnym uczestnictwem w walnym zgromadzeniu. Dyrektywa została implementowana do polskiego porządku prawnego ustawą z dnia 5 grudnia 2008 r. Zburzyła ona konstrukcję niektórych z przyjętych przez giełdę zasad dobrych praktyk. Giełda zareagowała na to ze znamiennym opóźnieniem: dostosowanie raptem kilku zasad do obowiązującego prawa zabrało jej… półtora roku. Na koniec giełda zarekomendowała notowanym na niej spółkom wprowadzenie elektronicznych walnych zgromadzeń począwszy od 1 stycznia 2012 r. Termin ten później przesunięto na 1 stycznia 2013 r., jak się wydaje – z uwagi na tegoroczne mistrzostwa Europy w piłce nożnej odbywane akurat w toku sezonu walnych zgromadzeń.

Na takie rozwiązanie spółki nie były przygotowane. Elektroniczne WZ jeszcze nie wszystkim jest potrzebne. Jedne spółki obawiają się go, inne po prostu go nie chcą. Wprawdzie e-WZ to ważny przywilej akcjonariuszy, lecz nie w każdej spółce są oni gotowi skłonni z niego korzystać. Przeto nie chodzi o to, by przesuwać termin wprowadzenia w życie rekomendacji o zdalnym WZ, a o to, by pozostawić spółkom swobodę wyboru formy walnego zgromadzenia. Przebieg symulacji prowadzonych przez Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych, a także przez Polski Instytut Dyrektorów wespół z kancelarią White & Case wykazał, że e-WZ jest przedsięwzięciem technicznie wykonalnym, lecz obarczonym poważnym ryzykiem: organizacyjnym, prawnym, reputacyjnym. Płynie stąd wniosek, że to, co jest dozwolone wszystkim spółkom, wcale nie przez wszystkie powinno być od razu stosowane. Cechą rynku kapitałowego jest różnorodność jego uczestników. Jedne spółki szybciej dorosną do wprowadzenia e-WZ, inne nie dorosną może nigdy. Nie stawiajmy ich za to do kąta!

Rozumiem obawy zarządów spółek przed elektronicznym walnym zgromadzeniem. W razie konfliktu w akcjonariacie, e-WZ może ulec łatwo obstrukcji, co grozi nawet paraliżem spółki. Dlatego z przywileju zdalnego uczestniczenia w walnym zgromadzeniu zapewne nigdy nie będzie korzystał inwestor strategiczny. Prawo umożliwia prowadzenie elektronicznych walnych zgromadzeń, ale nie narzuca tego spółkom. Decyzja o wyborze formy walnego zgromadzenia należy do zarządu. Szkopuł nie w tym, że giełda zaleca spółkom to, co dozwolone – ponieważ na mocy takiego zalecenia elektroniczne walne zgromadzenia przecież nie stają się obowiązkowe. Szkopuł w tym, że giełda określa termin wprowadzenia tego zalecenia w życie przez wszystkie notowane na niej spółki, co jest moim zdaniem niepotrzebne.

1 stycznia 2012 spółki (z chwalebnymi, acz nielicznymi wyjątkami) nie były przygotowane do organizowania elektronicznych walnych zgromadzeń, a ich akcjonariusze najczęściej nie byli zainteresowani uczestniczeniem w takich zgromadzeniach. Zapewne tak samo będzie 1 stycznia 2013 r., a być może i 1 stycznia 2015 r. Kiedy jednak rynek dojrzeje do uznania, że organizowanie przez spółkę elektronicznych walnych zgromadzeń daje jej przewagę konkurencyjną nad innymi – wiele spółek energicznie podejmie to wyzwanie. Dobrze, że giełda zachęca je do tego, lecz niepotrzebnie wyznacza termin. Mało realny, co przecież osłabia i wizerunek rynku, i autorytet giełdy.

Artykuł ukazał się 14 maja 2012 r. w Gazecie Giełdy PARKIET
Czytaj także: 2010.06.10 e-Zgromadzenie da się lubić

e-Zgromadzenie da się lubić [2010]

O zbliżaniu się polskiego rynku ku światowym standardom świadczy ewolucja walnych zgromadzeń. Jeszcze dziesięć lat temu był to najbardziej palący i wstydliwy aspekt rodzimego corporate governance. Nic dziwnego, że pierwszy polski projekt zasad dobrej praktyki dotyczył właśnie walnego zgromadzenia i usiłował zaprowadzić na nim dobre obyczaje. Określałem je wówczas terminem „walne zwyrodnienie”, a cudzoziemcom wyjaśniałem, że zamiast „general meeting of shareholders” (walnego zgromadzenia akcjonariuszy) zdarzają się u nas przypadki „general beating of shareholders” (ogólnego obijania akcjonariuszy), wszak najważniejszym organem spółki bywała wówczas firma ochroniarska, która jednych wpuszczała na obrady, innych odprawiała kuksańcem.

Wiele zmieniło się na dobre. W „Parkiecie” czytam o walnym zgromadzeniu Netii, przeprowadzonym z wykorzystaniem środków bezpośredniego porozumiewania się uczestników, w czasie „rzeczywistym”, za pomocą komunikacji elektronicznej. Spółka dwakroć zasłużyła na pochwałę. Jako pierwsza przeprowadziła w Polsce takież elektroniczne walne zgromadzenie (e-WZ). I przebiegło ono bez zakłóceń, czyli zarówno technika, jak akcjonariat, stanęły na wysokości zadania. Nikt nie sięgał po środki lub metody służące obstrukcji. Co dawniej było niewyobrażalne – staje się oczywiste.

Elektronicznemu walnemu zgromadzeniu poświęcono ocean atramentu. Przeprowadzono liczne symulacje jego przebiegu. Wyrażono wielorakie opinie, od nasyconych przestrogami, poprzez ostrożne, po umiarkowanie pozytywne. Jedni uważają, że ta forma walnych zgromadzeń zaktywizuje inwestorów indywidualnych (w co wątpię). Inni wskazują, że ułatwi ona inwestorom instytucjonalnych, zwłaszcza zagranicznym, wykonywanie praw z akcji, co z czasem może zwiększyć atrakcyjność polskiego rynku.

Przepisy umożliwiające spółkom publicznym odbywanie elektronicznych walnych zgromadzeń weszły w życie w sierpniu 2009 r. Nowelizacja prawa spółek umożliwiła także głosowanie korespondencyjne (przed czym stanowczo przestrzegam, przyjęte rozwiązania rodzą dla spółki nadmierne ryzyko uwikłania jej w spory z akcjonariuszami, nawet działającymi w dobrej wierze). Przyjęto także nowe rozwiązania dotyczące instytucji pełnomocnika na WZ, w tym pełnomocnika ustanawianego elektronicznie i tak działającego. Z praktycznych symulacji wynika, że najbardziej skomplikowanym zjawiskiem jest właśnie e-pełnomocnik na WZ i na e-WZ. Lecz i w tym wypadku można przezwyciężyć trudności. Najważniejsze to zaangażować biura maklerskie w ustalanie tożsamości akcjonariuszy.

Walne zgromadzenie w polskich spółkach nie jest wolne od rutyny, klepania wyuczonych formułek – i nudy. Za to przestaje być matecznikiem złych obyczajów. Dojrzewa rynek, dojrzewają akcjonariusze. Rośnie zaufanie.

Tekst został ogłoszony 10 czerwca 2010 r. w Gazecie Giełdy PARKIET
Czytaj także: 2012.05.14 e-WZ bez przymusu