Archiwa tagu: Francja

Piąte koło [2001]

Francja jest ojczyzną praw człowieka, ale wcale nie ceni wysoko praw akcjonariusza.

Porządek korporacyjny (corporate governance) napełnia treścią stosunki pomiędzy kapitałem, spółkami, ich otoczeniem, oraz pomiędzy organami spółek, czyli – w istocie rzeczy – nadaje sens gospodarce. Dlatego gospodarki bywają coraz częściej oceniane miarą porządku korporacyjnego, podobnie jak miarą oceny postępowania państw jest przestrzeganie przez nie praw człowieka. W obu przypadkach chodzi o to samo, mianowicie o ochronę praw mniejszości.

„W wielu aspektach corporate governance Francja daleko odstaje od zasad najlepszej praktyki” – ocenia The Economist. Opiniotwórczy tygodnik wskazuje znamienny przykład: firmę oponiarską Michelin. Jest ona w branży światowym liderem, sprzedaje w wielu krajach, lecz chociaż francuski rynek wchłania zaledwie 15–20% produkcji potentata – w radzie nadzorczej nie ma żadnego obcokrajowca. Oczywiście, kobiety też nie ma! Jeżeli w ogóle warto wspominać o radzie nadzorczej, skoro w praktyce koncernem trzęsie triumwirat tzw. partnerów zarządzających, złożony głównie z członków dynastii Michelin. Tygodnik konkluduje: „nic dziwnego przeto, że Michelin zajmuje w klasie corporate governance jedną z najgorszych lokat we Francji, a może w Europie”.

Z badań firmy doradczej Korn/Ferry wynika, że w koszyku CAC40 (czyli wśród 40 największych spółek paryskiej giełdy) Michelin jest czarną owcą, bowiem nie czyni postępu w kierunku przestrzegania standardów corporate governance. Zostały one skodyfikowane przez francuskie koła gospodarcze w tzw. raportach Viénot (1995 i 1999). O wiele wyższą ocenę otrzymał bank Crédit Lyonnais (m.in. za jawność polityki płacowej). Wartość takich ocen poddaje jednak w wątpliwość czytelnik ze stanu Maryland, który zwraca redakcji uwagę, że Michelin, chociaż „be”, regularnie płaci dywidendy, a Crédit Lyonnais, chociaż „cacy”, utrzymał się na powierzchni tylko dzięki pieniądzom podatników, zaś w USA prowadził nieczyste operacje.

To prawda. Michelin przynosi zyski i płaci dywidendy. Spółka potrafi niemal jednym tchem ogłosić świetne wyniki i zapowiedzieć bolesne redukcje zatrudnienia. To na tym tle wybuchł we wrześniu 1999 r. skandal nazwany „l’affaire Michelin”. Natomiast Crédit Lyonnais od lat systematycznie pracuje na obu półkulach na zasłużoną opinię banku marnotrawnego, wspieranego z kieszeni podatników. Lecz biada temu, kto zadrze z francuskim podatnikiem!

We Francji znacznie łatwiej wykiwać akcjonariuszy, skoro tamtejsze prawo nie gwarantuje im równego traktowania. Praktykowane są ograniczenia w wykonywaniu przez nich prawa głosu. Uzasadnienia są różne, a skutek zawsze ten sam – umocnienie pozycji zarządu kosztem akcjonariatu. Crédit Lyonnais przyjął rozwiązania zmierzające do ograniczenia prawa głosu tych inwestorów, którzy przekroczyli niski skądinąd próg 0,5% udziałów. Inny bank, Société Generale, ustanowił ograniczenie wykonywania prawa głosu na pułapie 15%. Za tymi przykładami poszedł znany w Polsce koncern Vivendi, inwestor w Elektrimie. Prezes Jean–Marie Messier zdołał wyjednać u akcjonariuszy zgodę na samoograniczenie siły ich głosów, niby dla ochrony przed utratą kontroli nad spółką, do czego niby mogłoby dojść w następstwie niskiej frekwencji na walnym zgromadzeniu. W istocie chodzi o to, by to zarząd nie stracił kontroli. Wszak nie zachęca on akcjonariuszy do uczestnictwa w walnych zgromadzeniach!

Takie praktyki moszczą zarządom wygodne gniazdka, lecz godzą w prawa mniejszości. Dlatego najpoważniejsze ze stowarzyszeń inwestorów indywidualnych, ADAM, podjęło przeciwdziałania. Przy okazji wzmogły się naciski zagranicznych inwestorów instytucjonalnych na dopuszczenie ich do rad nadzorczych, a także na większą przejrzystość spółek. Zagraniczni inwestorzy posiadają dwie piąte akcji spółek z koszyka CAC40, lecz wciąż rzadko zasiadają w radach.

Zarzut naruszenia praw mniejszości został także podniesiony przez grupę posiadaczy uprzywilejowanych akcji spółki Legrand, przejmowanej przez innego potentata energetyki, spółkę Schneider. 3 kwietnia spodziewane jest w tej sprawie orzeczenie paryskiego Sądu Apelacyjnego. Nie ma przy tym znaczenia, że ilekroć mniejszość wznosi lament, iż naruszono jej prawa – w tle znajdują się spore pieniądze. Na rynkach finansowych zawsze przecież chodzi o pieniądze. Jedynie kabotyni usiłują demaskować mniejszość: jakaż ona chytra, zakłamana, niby domaga się praw, niby chodzi jej o wzniosłe ideały, a w gruncie rzeczy, tfu, zabiega o cel nikczemny, o godną pogardy mamonę. Mniejszości, puchu marny, ty wietrzna istoto!

Mniejszość często bywa traktowana jak piąte koło u wozu. Jak koło z łysą oponą. W Polsce nie trzeba o tym nikogo przekonywać. Francuscy inwestorzy już tu są. Dalszych wyjaśnień udzielą akcjonariusze Agrosu, albo Stomilu Olsztyn.

Tekst ogłoszony 2 kwietnia 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.
Czytaj także:
2001.03.26 We dwa kije
2000.04.17 Racja stanu

Kuracja odmładzająca [2001]

W Polsce członkowie rad starzeją się w próżni prawnej. Statuty spółek mogą uregulować tę sprawę.

Polski rynek dopiero dojrzewa, co ma tę dobrą stronę, że działają na nim młode spółki, zarządzane i nadzorowane przez ludzi w pełni sił twórczych. Nie dotknął nas jeszcze problem kostnienia rad nadzorczych. Trapi on wiele rozwiniętych rynków. Często im nadzór starszy, tym mniej podatny na innowacyjność i twórczą różnorodność, za to bardziej przywiązany do tradycji. Z niepokojącym zjawiskiem starzenia się nadzoru zmaga się także satyra – zwierciadło obyczaju. W klasycznym brytyjskim dowcipie przewodniczący rady oświadcza, że już pora, by ten młody George awansował do rady nadzorczej. Doradca prostuje: – Sir, ależ George ma 67 lat! Przewodniczący: – Wiem, przecież trzymałem go do chrztu.

Starzenie się nadzoru ma fatalny wpływ na jego jakość. Wywiera także zły wpływ na jakość zarządzania, przede wszystkim w spółce anglosaskiej, gdzie zamiast zarządu i rady jako odrębnych organów występuje jednolite ciało, cechujące się dwoistą tożsamością, czyli board of directors. Składa się ono z osób zarządzających spółką (ang. executive directors, ameryk. inside directors), oraz z osób zajmujących się wyłącznie czynnościami nadzorczymi, nie mającymi wpływu na prowadzenie spraw spółki (ang. non-executive directors, amer. outside directors). Pierwsi w swoim gronie tworzą zarząd, a wespół z drugimi – nadzór. Drudzy, jak dowodzi statystyka, są znacznie starsi od pierwszych. Ale obecnie są młodsi, niż byli dwadzieścia lat temu. Korpus non-executive directors, w skrócie NEDs, został poddany bardzo intensywnym zabiegom odmładzającym.

Radykalną, lecz najskuteczniejszą kuracją odmładzającą jest rygor wieku emerytalnego. Można stosować ten środek trojako. Zakaz piastowania pewnych funkcji przez osoby w określonym wieku może wynikać z ustawy, bądź ze statutu spółki, bądź z wymogów stawianych przez giełdę. Brytyjczycy rozwiązali problem w sposób elastyczny i życiowy. Prawo spółek z 1985 r. ustala, że jeżeli statut nie przewiduje inaczej, do rady (board of directors) spółki publicznej i spółki zależnej od spółki publicznej nie może wejść osoba w wieku od 70 lat. Natomiast członek rady, który osiągnie 70 lat, ustępuje na najbliższym walnym zgromadzeniu. Poza przypadkami przewidzianymi w statucie spółki, osoba w wieku 70 lat może zostać powołana do rady, lub zwolniona z obowiązku ustąpienia z rady, uchwałą walnego zgromadzenia, lecz odpowiednia uchwała (dokonująca wyboru, zatwierdzająca wybór, albo uchylająca obowiązek ustąpienia) powinna precyzować wiek osoby, której dotyczy. Członkowie rad, a także kandydaci do rad spółek objętych rygorem wieku emerytalnego, winni ujawniać, czy osiągnęli 70 lat, lub wiek przewidziany w statucie.

We Francji statut spółki może dowolnie ustalić wiek emerytalny, jeżeli zaś nie zawiera odmiennych postanowień – obowiązuje zasada, by rada w przynajmniej dwóch trzecich składała się z osób poniżej siedemdziesiątki. Holandia wyznacza wiek emerytalny członków nadzoru na 72 lata. Belgia odsyła na emeryturę członków zarządu banku z osiągnięciem 65 lat, ale kwestię wieku emerytalnego członków rady nadzorczej pozostawia w gestii statutów.

Zamiast wieku emerytalnego statut spółki może zdefiniować maksymalny okres zasiadania w radzie. W pierwszym przypadku zwycięży założenie, że z osiągnięciem określonego wieku przydatność do pracy w nadzorze słabnie, lub zgoła zanika. W drugim – że im dłużej pełni się obowiązki, tym mniejszy z tego pożytek. Czy 10 lat wystarczy? Czy chodzi o nieprzerwaną pracę w radzie, czy sumę wszystkich okresów tej pracy? Trzeba kierować się rozwagą, wyobraźnią i umiarem.

W polskim prawie do członków zarządu można stosować ogólne przepisy o wieku emerytalnym, ale członkowie rady starzeją się w próżni prawnej. Sprawę można rozwiązać w statucie spółki. Warto pomyśleć o tym już obecnie, póki życie tego nie wymusza. Kiedy nadzór postarzeje się, będzie sprzeciwiał się próbom wprowadzenia ograniczenia wiekowych. Za to jestem przeciw ustanawianiu limitu lat przepracowanych w jednej radzie. W nadzorze spółek publicznych jest coraz więcej osób przed trzydziestką, a nawet przed dyplomem studiów wyższych. Wiele z nich reprezentuje wysokie kwalifikacje. Oczywiście, brak im doświadczenia, lecz czasy zmieniają się, więc doświadczenie nabyte w całkiem odmiennej epoce systematycznie traci na znaczeniu. Liczy się głównie wiedza i otwartość na coraz nowe wyzwania.

O starszych można powiedzieć, że rzadziej robią głupstwa, gdyż rzadziej robią cokolwiek. Bywają jednak osoby aktywne nawet w sędziwym wieku. Philip Lord Carret (1897 – 1998) do setnych urodzin pracował w radzie The Pioneer Group. Po ustąpieniu założyciela, sprawy przybrały mniej korzystny obrót. Lecz to już inna historia.

Tekst ogłoszony 15 stycznia 2001 r. w magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka