Archiwa tagu: globalizacja

Glory, glory Man United [2005]

Nie chodzi o piłkę, a o globalizację, napędzane nią zyski i wrogie przejęcie lukratywnej spółki.

Z rąk do rąk przeszedł właśnie najsłynniejszy klub piłkarski świata. Dla rzesz lojalnych kibiców wrogie przejęcie Manchester United – na domiar złego przez Amerykanina, właściciela Tampa Bay Buccaneers, drużyny uprawiającej nudny, jakże prostacki futbol amerykański – jest bardzo dotkliwym ciosem. Jakaż byłaby reakcja katolików na wieść, że venture capital z Bahrainu porwał się na wrogie przejęcie Watykanu? Wprawdzie Watykan nie jest na sprzedaż, lecz wśród bywalców z Old Trafford – legendarnego stadionu, archikatedry piłki – panowało błędne przekonanie, że Man U wzniesie się ponad doczesne prawa rynku.

Nabywcą jest Malcolm Glazer, który od lat budował swoje udziały w spółce, a w maju b.r., w następstwie serii transakcji kupna, osiągnął 70 proc. głosów na walnym zgromadzeniu. Ostatnio płacił on za akcję po 300 pensów, co daje spółce Manchester United kapitalizację w wysokości 790 milionów funtów szterlingów, czyli ok. 1200 milionów eur. Spółka miewała już wyższe notowania, a w 1999 roku magnat medialny Rupert Murdoch oferował bajeczną cenę 400 pensów za akcję. Wówczas jego oferta została zablokowana przez dynamiczną kontrakcję doraźnie zawiązanej koalicji akcjonariuszy, Shareholders United Against Murdoch (SUAM). Udało się jej zjednać brytyjski urząd antymonopolowy do poglądu, że skupienie w jednym ręku własności klubu i satelitarnej telewizji BSkyB, dysponującej prawami do transmisji spotkań Premiership – rodzi konflikt interesów. Na kontynencie panuje bardziej wyrozumiałe podejście do przejmowania klubów piłkarskich przez media, kecz to już inna historia.

Dla Brytyjczyków, szczególnie kibiców, Man U jest świętością. To wielokrotny mistrz Anglii, weteran pucharów europejskich, drużyna z charakterem. To jedna z najbardziej znanych, najwyżej cenionych marek świata. Drużyna ma setki milionów fanów; w samej Azji jest ich znacznie więcej, niż wynosi liczba mieszkańców Wysp Brytyjskich. Klubowe akcesoria nabywane są na całym świecie, za pośrednictwem witryny internetowej, jednej z najbardziej popularnych w sieci, oraz sklepów z pamiątkami Czerwonych Diabłów rozsianych od Europy, poprzez Dubaj, po Hong Kong i Singapur. W Chinach działają liczne szkółki piłkarskie pod wezwaniem Man U, a pewien Bułgar procesował się przez kilkanaście lat by uzyskać zgodę na zmianę imienia i nazwiska – na Manchester United, a jakże. Kasę wspierają bogaci sponsorzy.

W tym miejscu objawia się natura paradoksu. Kibice palą przed klubem formularze zamówień na karnety (ale karnety jednak zamawiają) w geście protestu przeciwko inwazji obcego kapitału w ich lokalność. Lecz klub nie ma nic wspólnego z lokalnością! Jest pierwszym w dziejach megaprzedsięwzięciem – tylko w połowie sportowym, bo w połowie na wskroś komercyjnym. Kto z własnej woli, dla własnych korzyści, kreował z powodzeniem prawdziwie globalny byt, na całym globie zarabiał pieniądze – już nie uchroni się przed skutkami globalizacji. Przejęcie Manchester United jest konsekwencją sukcesów, nie tyle klubu, co spółki występującej pod tą samą nazwą i notowanej na giełdzie. Jest to jedyna spółka sportowa zasługująca na to, by rozważać ją w kategoriach biznesowych.

Przejęcie ma charakter wrogi. Rada Man U oponowała ofercie Glazera wychodząc z założenia, że jest ona wsparta spekulacyjnym długiem w kwocie 300 milionów funtów, który przyjdzie spłacać klubowi, co może zagrozić stabilności jego finansów. Glazer nie jest wymarzonym inwestorem: zamiast wkładać pieniądze do klubu i nie patrzeć, co się z nimi dzieje (jak postępuje Abramowicz w Chelsea i wielu innych snobów) – on pragnie, by klub zarobił na zaciągnięte przezeń zadłużenie. Tak postąpił z Piratami z Tampa Bay: podniósł ceny biletów, wynegocjował korzystny kontrakt na sprzedaż praw do transmisji telewizyjnych, a w rezultacie klub, nabyty przezeń przed dziesięciu laty za 192 miliony USD, dzisiaj wart jest ponad czterokrotnie więcej.

Kibice – akcjonariusze skupieni w Shareholders United zgłaszają gotowość skupienia przynajmniej 25 proc. głosów na walnym zgromadzeniu, by uniemożliwić Glaserowi wyprowadzenie spółki z notowań. Ich szanse są mizerne. Pora przyjąć do powszechnej wiadomości, iż własność ma taką naturę, że lubi przechodzić z rąk do rąk. Wobec czego każdą spółkę można przejąć. Zwłaszcza, kiedy strony dysponują kompetentnym doradztwem (Glasera wspierał NM Rotschild, klub korzystał z pomocy Cazenove).

Przed laty Mohamed Al Fayed kupił sobie klub piłkarski Fulham, by zyskać społeczną akceptację (a skądże znowu, nadal jest pariasem!). Roman Abramowicz kupił Chelsea dla kaprysu. Malcolm Glazer kupił Man U dla zarobku, przeto nie stało się nic złego. Jeszcze wielekroć Old Trafford usłyszy tryumfalny ryk z dziesiątek tysięcy gardeł: Glory, glory, Man United!

Tekst ogłoszony 23 maja 2005 r. w tygodniku Gazeta Bankowa