Archiwa tagu: głos rozstrzygający

Wiceprzewodniczący rady nadzorczej: zastępca, dubler czy konkurent?

Statuty i regulaminy rad nadzorczych często zawierają nonsensy na temat wiceprzewodniczącego rady, a ich autorzy nie znają prawa ani techniki prac rady.

W świetle polskiego prawa wiceprzewodniczący rady nadzorczej w spółce akcyjnej jest bladym cieniem przewodniczącego. Kłopot z nim taki, iż po stwierdzeniu, że jest to funkcja pozorna, pojawiają się rozliczne wątpliwości. Zastępca przewodniczącego rady ma do roboty niewiele, albo nawet nic, ale może przecież wiele napsuć. Wspomniano o nim, zgoła mimochodem, zaledwie w dwóch przepisach Ksh: jeden zakazuje radzie wyboru (m.in.) wiceprzewodniczącego rady, oraz odwołania go i zawieszenia, inaczej niż na posiedzeniu; drugi pozwala mu otworzyć walne zgromadzenie w zastępstwie przewodniczącego rady nadzorczej.

Nic w tym dziwnego. Ramy prawne przewodniczącego rady nadzorczej są wprawdzie ciasne, ale elastyczne, pozwalają piastunowi tej funkcji przydać jej znaczenia dzięki jego aktywności, osobowości, kwalifikacjom, co w praktyce może znaczyć, że na aktywność jego zastępcy zabraknie już miejsca. Rada jest ciałem kilku–, z rzadka tylko kilkunastoosobowym, zatem przewodniczący może nią sprawnie kierować bez pomocy zastępcy. Lecz nawet trzyosobowe rady wybierają wiceprzewodniczącego. Z drugiej strony – nie zdziwiłbym się, gdyby jakaś rada nie wybrała wiceprzewodniczącego stwierdziwszy brak takiej potrzeby, albo przez zapomnienie.

Można dorozumiewać, że wiceprzewodniczący rady nadzorczej zastępuje przewodniczącego na jego polecenie, ale nie we wszystkim. Nawet kiedy funkcja przewodniczącego wakuje, wiceprzewodniczący nie wstępuję w nią automatycznie, pozostając przy skromniejszych uprawnieniach. O ornamentacyjnym charakterze tej funkcji niech świadczy, że w niektórych radach wybiera się więcej niż jednego wiceprzewodniczącego. Oraz, że w spółkach, które nie przewidziały obsady takiej funkcji, tytułem wiceprzewodniczącego wyróżnia się grzecznościowo kogoś ze składu rady. Bywając przewodniczącym rad nadzorczych rzadko korzystałem z pomocy zastępcy; jeżeli zlecałem mu (lub jej) zadanie, to nie z racji funkcji, a pokładanego w nim (niej) zaufania. Bywając wiceprzewodniczącym nie miałem więcej pracy, niż inni członkowie rady, jedynie z rzadka przypadało mi otwarcie posiedzenia rady, gdy przewodniczący nie dojechał w porę, lub prowadzenie obrad, gdy przewodniczący musiał je opuścić. Lecz nie brak głosów, że wiceprzewodniczący to funkcja pożyteczna, zwłaszcza gdy statut (względnie regulamin rady nadzorczej) wyposaża go w prawo zwołania rady w sytuacji, gdy przewodniczący nie może tego uczynić z powodów obiektywnych – ponieważ na wypadek gdyby uczynić tego nie chciał, Ksh przewiduje szczegółowy tok postępowania, w którym dla wiceprzewodniczącego nie ma miejsca.

Pora sięgnąć do dokumentów ustrojowych spółek publicznych. Legislacyjne niedomówienia dają pożywkę rozlicznym fantazjom. Statuty i regulaminy rad nadzorczych często zawierają nonsensy na temat wiceprzewodniczącego rady, a ich autorzy nie znają prawa ani techniki prac rady. Ksh dopuszcza przyznanie przewodniczącemu rady prerogatywy głosu rozstrzygającego (casting vote) w razie równości głosów. Statuty i /lub regulaminy rad nadzorczych rozciągają tę prerogatywę na wiceprzewodniczącego, bądź na członka rady prowadzącego obrady. Otóż w świetle prawa przeważyć wynik głosowania w przypadku równości głosów (przy wyłączeniu wymogu bezwzględnej większości głosów) może jedynie przewodniczący rady, nikt inny.

Wiele spółek zrównuje przewodniczącego rady nadzorczej z jego zastępcą. Przykładem częsta regulacja, że „radę nadzorczą zwołuje przewodniczący lub wiceprzewodniczący”. Otwiera to wiceprzewodniczącemu możliwość działania wbrew przewodniczącemu, daje pożywkę dla ich rywalizacji. Dopóki obaj grają w jednej drużynie, kłopotów da się uniknąć, ale w przypadku ich antagonizmu działalność rady nadzorczej może zostać poważnie zakłócona. Innym przykładem jest przepis, iż wiceprzewodniczący wstępuje w prawa przewodniczącego „pod jego nieobecność”. Zdarzają się przypadki, że przewodniczący rady przebywa przez dłuższy czas poza krajem, albo za kratami, co powodowałoby konieczność podjęcia działań przez jego zastępcę. W przypadku konfliktu w spółce za „nieobecność” można poczytać fakt, że przewodniczący nie przebywa w spółce stale, bądź chwilowo nie odbiera telefonu.
Konkludując: póki przewodniczący rady nadzorczej spełnia swoje obowiązki, jego zastępca jest niedostrzegalny, wręcz niepotrzebny. Ile on naprawdę może, pokaże wtedy, gdy obróci się w stronę destrukcji.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 16 listopada 2016 r.
Czytaj także: 2001.08.13 Między prymatem a zastępcą

Prerogatywa na szali

Prerogatyw prezesa zarządu lub przewodniczącego rady nadzorczej nie można przenosić na inne osoby. Istota prerogatywy polega właśnie na tym, że jest ona nierozdzielnie związana z określoną funkcją, czyli przysługuje wyłącznie piastunowi tej funkcji w czasie jej pełnienia. Przykładem uprawnienie przewodniczącego rady nadzorczej – a także prezesa zarządu – do rozstrzygnięcia głosowania w razie równości głosów. Z tą różnicą, że w takiej sytuacji głos przewodniczącego rady „rozstrzyga” wynik głosowania (art. 391 § 1, zdanie drugie Ksh), natomiast głos prezesa zarządu „decyduje” o wyniku głosowania (art. 371 § 2 zdanie drugie Ksh). Nie widzę tu różnicy, chociaż zapewne można na ten temat napisać habilitację. Powodzenia!

W przypadku obu organów ustawa przewiduje, jako zasadę, podejmowanie uchwał bezwzględną większością głosów (nie dotyczy to z natury rzeczy zarządu w składzie jednoosobowym). Statut może wprowadzić wyjątki od tej zasady. Wyjątki rozmaite. Może więc sformułować wymóg większości kwalifikowanej co do liczby głosów (na przykład warunkować przyjęcie uchwały od oddania na nią ¾ głosów). Może warunkować ważność uchwały od udziału w głosowaniu prezesa zarządu lub przewodniczącego rady nadzorczej, a nawet od oddania przezeń głosu za. Może też zawierać inne postanowienia podwyższające lub obniżające warunki przyjmowania uchwał, w tym znieść wymóg bezwzględnej większości głosów, a wtedy przyznać prezesowi zarządu i/lub przewodniczącemu rady nadzorczej prawo przeważenia szali w razie równości głosów. Anglosasi nie odróżniają głosu „decydującego” od „rozstrzygającego”, używają terminu casting vote. Radzę nie mylić go z terminem casting couch, znaczeniowo bliskiemu prawu pierwszej nocy. Ksh nie wyposaża przewodniczących rad w taki przywilej (może szkoda?), niemniej prezesi jakoś sobie radzą.

Utarło się, że większość polskich rad nadzorczych podejmuje większość uchwał jednomyślnie, bo któż śmiałby wychylić się ze swoim zdaniem, jeżeli go nie ma? Utarło się, że wiele (może nie większość, ale – na oko – blisko połowy) statutów spółek publicznych uznaje, że w razie równości głosów można głosem rozstrzygającym wykreować większość bezwzględną, z czym się nie zgadzam (o tym obszerniej kiedy indziej!). Utarło się wreszcie, że prerogatywą przewodniczącego rady nadzorczej pod jego nieobecność statuty obdzielają wiceprzewodniczącego, bądź nawet członka rady prowadzącego, pod nieobecność obu, głosowanie. Jest to nieporozumienie.

Fantazji bywało więcej. W jednej ze spółek przewodniczącemu rady nadzorczej przysługiwał, w razie równości głosów, głos podwójny (!). W innej, niegdyś dość głośnej, doszło do sytuacji osobliwej. Statut nie przewidywał głosu rozstrzygającego prezesa zarządu, w skład dwuosobowego zarządu wchodzili: członek zarządu i członek rady nadzorczej oddelegowany do czasowego pełnienia obowiązków prezesa. Doszło do głosowania w sprawie niebagatelnej, bo dotyczącej zmiany terminu walnego zgromadzenia. W obliczu równego rozkładu głosów p.o. prezesa uparł się, że jego głos przeważa. Obu tych spółek nie ma już na giełdzie.

W niektórych spółkach kwestię głosu rozstrzygającego uregulowano nie w statucie, a w regulaminie zarządu i/lub rady nadzorczej. Regulamin nie może dotykać spraw zastrzeżonych dla statutu spółki, ponieważ statut leży w gestii walnego zgromadzenia, a regulamin – niekoniecznie. Nawet nie o to chodzi, że regulacja płynie z niewłaściwego źródła, ani o to, że często jest ona niezgodna z prawem – lecz przede wszystkim o to, że nikomu to jakby nie przeszkadza. Sorry, taki mamy rynek.

Czytaj także:
2013.07.28 Za, a nawet przeciw
2001.04.09 Wyjście z pata

Głosowanie nie jest wartoscią

Są w polskim prawie spółek rozwiązania zakuwające spółkę w dyby wymogów formalnych. Przykładem są procedury związane z głosowaniem. Nie ułatwiają one dochodzenia do porozumienia, za to służą pewności obrotu zagrożonej ignorancją prawa wśród jego uczestników. Na tym przykładzie widać, że prawo odzwierciedla kulturę społeczeństwa, w którym nurt koncyliacji wciąż przeplata się z żywiołem konfrontacji. Głosowanie nie jest wszak wartością – jest nią zgoda.

Rozważmy dwa scenariusze podejmowania decyzji. Pierwszy polega na tym, by uniknąć formalnego głosowania, w którym zwycięży większość, zaś mniejszość poniesie porażkę. Chodzi o uniknięcie podziału negocjatorów na tryumfatorów i upokorzonych. Projekt uchwały będzie tak długo dyskutowany, aż usunięte zostaną przeszkody skłaniające choćby nieliczną mniejszość do głosowania przeciw. Wprawdzie wymowa uchwały zapewne zostanie stępiona, porozumienie będzie okupione rezygnacją z radykalnych tonów, za to opozycja wobec niego zostanie rozbrojona. Owszem, niektórzy – może nawet większość! – nie poparliby uchwały w kompromisowym brzmieniu, w formalnym głosowaniu chętnie wstrzymaliby się od głosu, lecz do głosowania nie dochodzi. Przewodniczący wyczuwa, kiedy nadejdzie chwila, w której będzie mógł zadać pytanie, czy ktoś sprzeciwia się kompromisowi w tym kształcie, jaki właśnie został wypracowany. Jeżeli sprzeciwu nie będzie, przewodniczący ogłosi, ze uchwała została powzięta – powzięta bez sprzeciwu. Głosy nie będą liczone, by nie okazało się przypadkiem, że tych wstrzymujących się jest więcej niż tych oddanych za.

Taki scenariusz bywa powszechnie stosowany w organizacjach międzynarodowych lub w trudnych rokowaniach w toku wielostronnych konferencji. Zamiast ogłaszać formalne wyniki głosowania (do którego w istocie nie doszło), stosuje się klauzulę, że uchwała została przyjęta nemine contradicente – co nie oznacza, że wszyscy zgodnie udzielili jej poparcia, ale że nikt nie zgłosił sprzeciwu, czyli że osiągnięto w omawianej sprawie consensus.

Tu ciekawostka: na naszym rynku kapitałowym pod pojęciem consensusu rozumie się… średnią prognoz analityków w kwestii wyników spółki. Prawdziwy consensus to porozumienie, choćby tylko ciche, domniemane; natomiast nasz „consensus” to głośne uśrednienie rozbieżności.

Consensus osiągany w negocjacjach na konferencjach międzynarodowych można zbyć stwierdzeniem, że to tylko polityka, chodzi przecież o głaskanie słów, dyplomatyczne żonglowanie znaczeniami – natomiast w spółce chodzi o pieniądze. Niemniej stanowczo przestrzegam przed takim uproszczeniem! Consensus bywa metodą podejmowania decyzji przez doroczne walne zgromadzenia niejednej zachodniej korporacji, bywa także często stosowany w radzie dyrektorów.

Drugi scenariusz wynika z przepisów Ksh. Brane są pod uwagę wyłącznie głosy oddane, czyli oddane formalnie w formalnym głosowaniu, czy to w zarządzie lub radzie nadzorczej, czy podczas walnego zgromadzenia. Nie podejmuje się uchwał przez aklamację nawet w sprawach budzących oczywistą jednomyślność. Byłoby to nawet w porządku, gdyby nie pewien narodowy szkopuł: otóż NIE UMIEMY LICZYĆ GŁOSÓW. Nie mam na myśli skompromitowanej Państwowej Komisji Wyborczej, ani żałośnie nieporadnego Krajowego Biura Wyborczego. Chodzi o zarządy i rady nadzorcze spółek akcyjnych, zwłaszcza tych notowanych. Spółki nie rozumieją, co to jest bezwzględna większość głosów, kto i kiedy może użyć głosu rozstrzygającego, za to powszechnie nadużywają tajności głosowania. Będę tu o tym pisać. Często i dużo.

Czytaj także:
2013.07.28 Za, a nawet przeciw

Fantazje statutowe [2002]

W statutach spółek publicznych tkwią niezgodności z prawem, nieporozumienia i cudactwa.                                     

Z końcem przyszłego (2003) roku upływie termin, w którym spółki akcyjne istniejące w dniu 1 stycznia 2000 r. powinny dostosować postanowienia swoich statutów do przepisów Kodeksu spółek handlowych. Niektóre spółki czynią to na raty, wprawdzie wprowadzając różne zmiany, lecz mocno niekompletne, więc mimo nowelizacji statut wciąż nie jest zharmonizowany z Ksh.

Niedawno wspominałem o MCI Management. Przy okazji przeczytałem statut spółki. Ma on zalety: jest oryginalny, zawiera kilka ciekawych rozwiązań, wyraża tożsamość spółki i odzwierciedla szczególną pozycję, jaką zajmuje w spółce jeden z akcjonariuszy. Ma też wady, gdyż odbiega od przepisów Ksh i kreuje osobliwe formy, które niczemu nie służą. W statutach spółek publicznych bywa wiele błędów o tak znacznym ciężarze gatunkowym, że w porównaniu z innymi można zaliczyć statut MCI nawet do górnej warstwy stanów średnich. O spółce dobrze świadczy, że po nowelizacji ogłosiła jednolity tekst statutu. Wciąż jeszcze nie wszystkie spółki publiczne ogłaszają na użytek inwestorów, prócz samych zmian w statucie, jego tekst jednolity. Trzeba stanowczo domagać się tego.

Przykładem niezgodności z prawem jest przewidziany w statucie MCI wymóg dołączania do protokołu posiedzenia rady ‘sprzeciwów’ nieobecnych na posiedzeniu członków rady. Prawo nie przewiduje takiego cudactwa. Sprzeciw jest bez znaczenia. Członek rady nadzorczej nieobecny na jej posiedzeniu nie jest wyzuty z praw, ponieważ statut może dopuścić oddanie przez nieobecnego głosu na piśmie za pośrednictwem innego członka rady. Statut MCI dopuszcza zresztą taką procedurę; wprawdzie nie wspomniano, że chodzi o ‘głos na piśmie’ ale wynika to wprost z ustawy.

Nieobecny na posiedzeniu nie ma natomiast prawa zgłaszania sprzeciwów wobec uchwał podjętych pod jego nieobecność. Z równym skutkiem mógłby słać sprzeciwy w sprawie Księcia Walii i Kamilli lub względem plam na słońcu. Natomiast zdania odrębne nie mogą być (jak chce statut) ‘dołączone’ do protokołów, tylko (jak chce kodeks) uwzględniane w samych protokołach. Wiadomo bowiem, że wszelkie załączniki do protokołu mają złośliwy nawyk znikania, kiedy tylko są potrzebne. Dlatego kodeks wymaga, by w protokole, a nie w załącznikach, znalazły się uchwały podejmowane przez radę, a także porządek obrad, imiona i nazwiska obecnych członków rady, liczba głosów oddanych na poszczególne uchwały oraz właśnie zdania odrębne.

Inna niezgodność z prawem dotyczy głosu rozstrzygającego w radzie nadzorczej. Statut przyznaje głos rozstrzygający przewodniczącemu rady, co jest dopuszczalne. Zarazem statut stanowi, że uchwały zapadają bezwzględną większością głosów. Brak tu logiki. Wszak z głosu rozstrzygającego można korzystać tylko w przypadku równości głosów, a skoro obowiązuje wymóg większości bezwzględnej, rzecz jest bezprzedmiotowa. Gdyby statut dopuścił względną większość głosów, to co innego: taką większość można wykreować głosem rozstrzygającym. Ponadto statut przewiduje, że pod nieobecność przewodniczącego głos rozstrzygający przysługuje wiceprzewodniczącemu. Jest to niedopuszczalne. Wiele spółek powiela ten błąd, o czym wspominałem kilkakrotnie.

W statucie MCI poplątano dwie sprawy: delegowanie przez radę jej członka do samodzielnego pełnienia określonych czynności nadzorczych i delegowanie członka rady wybranego w drodze głosowania oddzielnymi grupami (nie rada dokonuje delegowania, a macierzysta grupa) do stałego indywidualnego wykonywania nadzoru. Wbrew temu, co twierdzi statut MCI Management, tego pierwszego nie obowiązuje zakaz konkurencji, jakiemu podlegają członkowie zarządu spółki. Przemawia za tym argument, że ten pierwszy, w odróżnieniu od drugiego, nie uczestniczy w posiedzeniach zarządu.

Nieporozumieniem jest podział posiedzeń rady nadzorczej na zwyczajne i nadzwyczajne, ponieważ nie ma tu żadnej różnicy. Zbędną fantazją jest przepis ustalający miejsce odbycia posiedzenia odbywanego nie w konkretnym miejscu, a za pośrednictwem telefonu. Nie ma przecież żadnego znaczenia, w jakim miejscu powzięto uchwałę, w lokalu spółki, czy w cyberprzestrzeni.

Statut głosi, że uchwały walnego zgromadzenia wymaga ‘określenie zakresu zwykłych czynności zarządu spółki’. Statut głosi także, że sprawy przekraczające zwykły zarząd spółką wymagają uchwały zarządu. Lecz sprawy wymagające uchwały zarządu najlepiej zdefiniować w regulaminie zarządu, uchwalanym przez zarząd i zatwierdzanym przez radę nadzorczą, zamiast poświęcać im uchwałę walnego zgromadzenia. Zapewne chodzi o to, że walne zgromadzenie określa pułap wysokości zobowiązań, jakie zarządowi wolno zaciągać samodzielnie. Widziałem już statuty jaśniej kształtujące ustrój spółki.

Tekst ogłoszony 28 stycznia 2002 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Między prymatem a zastępcą [2001]

Domena wiceprzewodniczącego rady jest maleńka, ale w razie konfliktu może on wiele napsuć.

W przeciwieństwie do przewodniczącego rady nadzorczej spółki akcyjnej, któremu poświęciłem cykl felietonów, wiceprzewodniczącemu warto poświęcić zaledwie ten jeden. Jest to funkcja tak mało istotna, że do poprzedniego zdania niewiele można dodać. O wiceprzewodniczącym rady nadzorczej kodeks spółek handlowych wspomina mimochodem, za to dwakroć. Raz w kontekście niedopuszczalności wyboru na tę funkcję i odwołania z niej przez samą radę w innym trybie, niż na jej posiedzeniu (dla zapewnienia możliwości odbycia tajnego głosowania). Drugi raz w kontekście dopuszczalności otwarcia przez piastuna tej funkcji walnego zgromadzenia, jeżeli sam kodeks lub statut nie stanowi inaczej. W pierwszym przypadku kodeks wymienia wiceprzewodniczącego rady, ponieważ taka jest właściwa nazwa tej funkcji, w drugim przypadku – zastępcę przewodniczącego rady, ponieważ taki jest charakter tej funkcji.

Domena wiceprzewodniczącego rady nadzorczej nie jest okazała. Najczęściej obejmuje ona tylko zastępowanie przewodniczącego, na jego polecenie lub pod jego nieobecność, lecz wcale nie we wszystkim. Kodeks dopuszcza więc, by statut przewidywał, że w razie równości głosów w radzie nadzorczej rozstrzyga głos przewodniczącego. Pod nieobecność przewodniczącego, jego zastępca nie może korzystać z głosu rozstrzygającego, nawet gdyby statut przez pomyłkę przyznał mu takie prawo. Niestety, taką szkaradną pomyłkę zawiera wiele statutów. Są wśród nich statuty spółek publicznych. Wynika z tego, że często statutów nie czytają nawet sędziowie sądów rejestrowych. Ciekawe, kto odpowiada za wpuszczenie szkaradków na parkiet?

Nierzadko statut uzależnia możliwość odbycia posiedzenia rady od udziału w nim przewodniczącego lub wiceprzewodniczącego. Kiedy natomiast zwolni się stanowisko przewodniczącego, co następuje wskutek jego rezygnacji z rady nadzorczej albo z funkcji w radzie, śmierci albo odwołania z rady, wiceprzewodniczący nie wstępuje automatycznie w szersze uprawnienia przewodniczącego, lecz pozostaje przy swoich. Zadania wiceprzewodniczącego sprowadzają się przeto do tego, by pod nieobecność przewodniczącego, bądź na jego polecenie, zwoływał posiedzenia rady i przewodniczył im. Często polega to na tym, że wiceprzewodniczący przejściowo obejmuje przewodnictwo obradom, kiedy przewodniczący opuszcza na chwilę salę, wywołany do pilnego telefonu. Gdyby akurat ważyły się doniosłe sprawy, taktowny wiceprzewodniczący ogłosi krótką przerwę.

Gdyby jednak w takiej sytuacji rada powzięła uchwałę, będzie ona ważna, chyba że statut zawiera osobliwy przepis, iż do ważności uchwały konieczny jest udział przewodniczącego, a wiceprzewodniczący nie wystarcza. Tym różni się rada nadzorcza od walnego zgromadzenie, które nie może podjąć uchwały pod nieobecność przewodniczącego, wobec czego nie powinno ono w ogóle dokonywać wyboru wiceprzewodniczącego. Podobnie jak przewodniczący rady, jego zastępca bywa wybierany na swoją funkcję przez walne zgromadzenie, albo przez samą radę, bądź wyznaczany przez inwestora albo grupę inwestorów. Niekiedy statut przewiduje ‘wiceprzewodniczących’. Ich liczba nie zawsze bywa określana. Najzupełniej wystarcza jeden. I tak najczęściej nie ma nic do roboty.

O tym, jak ważna jest funkcja przewodniczącego rady, najlepiej świadczy dystans dzielący go od zastępcy. Przewodniczący często sprawuje prymat w radzie, a nawet w spółce. Jest widoczny, animuje pracę rady. Jego zastępca wkracza na scenę jedynie w sytuacjach wyjątkowych. Najczęściej dyskretnie tkwi w tle, nie wyróżniając się niczym spośród pozostałych członków rady. Najwyżej symbolicznie wyższym wynagrodzeniem…

W niektórych spółkach tworzy się ‘prezydium’ rady nadzorczej albo jej ‘komitet wykonawczy’. Są to organy nie mające umocowania w kodeksie, a często i w statucie. Zazwyczaj wiceprzewodniczący rady wchodzi w skład takiego ciała. Czasem sprawuje pieczę nad pracą komisji rady. Organizacja rady i sposób wykonywania przez nią czynności jest sprawą samej spółki, więc prezydium, komitet wykonawczy lub komisja może porządkować lub usprawniać pracę rady, ale nie może wstępować w jej prawa, lub podejmować uchwał w jej imieniu.
Póki przewodniczący należycie spełnia obowiązki, wiceprzewodniczący jest niezauważalny.

Dlatego nie ma potrzeby rozwijania jego uprawnień w statucie spółki i regulaminie rady nadzorczej. Przyznanie mu rozbudowanych kompetencji niczemu nie służy, a może prowadzić do szkodliwej rywalizacji między przewodniczącym a jego zastępcą. Nadużywanie funkcji przez wiceprzewodniczącego wywoła konflikt w radzie, zaszkodzi spółce. Ile może wiceprzewodniczący, najczęściej okazuje się w sytuacjach, kiedy piastun tej funkcji obraca się ku destrukcji.

Czytaj także:
2001.04.09 Wyjście z pata
2001.06.25 Arytmetyka rady

Arytmetyka rady [2001]

W radzie nadzorczej niekiedy dochodzi do kryzysu. Jego manifestacją jest niemożność podjęcia uchwały z powodu braku większości, kiedy różnice stanowisk symetrycznie dzielą członków rady. Ponieważ uchwała bywa jedynym owocem prac rady, niemożność jej podjęcia paraliżuje radę. Paraliż rady nadzorczej może udzielić się spółce. Dlatego ustrój spółki powinien usprawniać dochodzenie przez radę do uchwał.

Kodeks spółek handlowych przewiduje, iż uchwały rady nadzorczej zapadają bezwzględną większością głosów, lecz statut spółki może ustanowić odmienne rozwiązania. Może on przeto zaostrzyć rygory wymagając, by uchwały rady (najczęściej tylko w określonych sprawach) zapadały większością kwalifikowaną. Praktyka dowodzi jednak, że obliczanie większości przychodzi spółkom z trudem. Anegdotyczny jest przykład Agory, której statut posługuje się pojęciem ‘bezwzględnej większości ¾ głosów’. Stąd już tylko krok do dopuszczenia głosów ‘za, a nawet przeciw’…

Według kodeksu spółek handlowych bezwzględna większość głosów to więcej niż połowa głosów oddanych. Uwzględnia się głosy ‘za’, ‘przeciw’ i ‘wstrzymujące się’, oddane podczas głosowania w sposób zgodny z ustawą lub statutem spółki. Uprawniony do udziału w głosowaniu, który wstrzymuje się, niby wcale nie oddaje głosu, ponieważ nie zajmuje stanowiska ani ‘za’, ani ‘przeciw’, niemniej oddaje on głos w tym znaczeniu, że ów głos zostanie policzony i wpłynie na wynik głosowania. Bezwzględną większość głosów uzyskuje się przeto w sytuacji, gdy liczba głosów ‘za’ przewyższa sumę liczby głosów ‘przeciw’ i liczby głosów ‘wstrzymujących się’.

Głos wstrzymujący się zostanie zatem dodany do sumy głosów przeciwko uchwale. W radzie nadzorczej głos wstrzymujący się jest więc w praktyce głosem oddanym przeciw uchwale.
Jeżeli w głosowaniu uczestniczy 9 lub 8 członków rady, bezwzględna większość wyniesie 5 głosów ‘za’. Jeżeli w głosowaniu uczestniczy 7 lub 6 członków rady, bezwzględna większość wyniesie 4 głosy ‘za’. Jeżeli w głosowaniu uczestniczy 5 lub 4 członków rady, bezwzględna większość wyniesie 3 głosy ‘za’. Jeżeli w głosowaniu uczestniczy 3 lub 2 członków rady (a dopuszczalne jest podjęcie przez radę uchwały), bezwzględna większość wyniesie 2 głosy ‘za’.
Odpowiednio: jeżeli statut przewiduje większość ¾ głosów, a w głosowaniu uczestniczy 9 członków rady – wymagana większość wyniesie 7 głosów ‘za’; gdy uczestniczy 8 członków rady – wymaga większość wyniesie 6 głosów ‘za’, gdy 6 – wyniesie 5, gdy 5 – wyniesie 4, gdy 4 – wyniesie 3, natomiast gdy w głosowaniu uczestniczy 3 lub 2 członków rady (a dopuszczalne jest podjęcie przez radę uchwały), wymagana większość głosów ‘za’ równa się liczbie członków rady uczestniczących w głosowaniu.

Statut spółki może uchylić ustawowy wymóg podejmowania uchwał przez radę nadzorczą bezwzględną większością głosów. Mianowicie może on dopuścić, że w przypadku równości głosów rozstrzyga głos przewodniczącego rady nadzorczej. Takie rozwiązanie zapobiega paraliżowi nadzoru, a nawet całej spółki, gdy w podzielonej radzie brak większości. W podzielonej radzie przewodniczący może być arbitrem, więc o to stanowisko niekiedy toczy się walka. Ostatnio rada nadzorcza Ireny ponoć wybrała dwóch różnych przewodniczących. Stanowczo należy unikać rozpowszechnionego w polskich spółkach dualizmu rad nadzorczych, bądź ich przewodniczących. Takie praktyki negatywnie ciążą nie tylko na wycenie samych spółek. Są one fatalnym świadectwem sytuacji polskiego rynku.

Statut może jednak wyposażyć w rozstrzygający głos w radzie tylko jej przewodniczącego! W żadnym wypadku – jego zastępcę, nawet jeżeli wiceprzewodniczący prowadzi posiedzenie pod nieobecność przewodniczącego. Ani szarą eminencję w radzie. Ani panią Basię. Wiele spółek uważa inaczej i wyposaża w głos rozstrzygający ‘osobę prowadzącą posiedzenie rady nadzorczej’, bądź tylko wiceprzewodniczącego rady, w przypadku nieobecności przewodniczącego. Ostatnio taką zmianę do statutu wprowadził Bank Ochrony Środowiska. Moim zdaniem jest to rozwiązanie niezgodne z kodeksem spółek handlowych. Pisałem już o tym niedawno. Niestety, coraz częściej przychodzi mi pisać o tym, że w Polsce prawo jest lekceważone.

Tekst ukazał się 25 czerwca 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.
Czytaj także:
2014.06.17 Głos kulawy i szkodliwy
2013.07.28 Za, a nawet przeciw

Wyjście z pata [2001]

Każdy z członków rady ma jeden głos, ale nie wszystkie głosy ważą tyle samo. O wyniku głosowania w radzie nadzorczej spółki akcyjnej może rozstrzygać – w przypadku równości głosów – głos przewodniczącego rady. Warunkiem jest dopuszczenie takiego rozwiązania przez statut spółki. Jeżeli statut milczy na ten temat, przewodniczący rady nie może korzystać z głosu rozstrzygającego (ang. casting vote).

Statut nie może przyznać głosu rozstrzygającego osobie innej niż przewodniczący rady nadzorczej, na przykład jego zastępcy, nawet jeżeli wiceprzewodniczący prowadzi posiedzenie pod nieobecność przewodniczącego. Podobnie, na mocy przepisu statutu, z głosu rozstrzygającego na posiedzeniach zarządu może korzystać prezes, ale nie wiceprezes lub inny członek zarządu. Pod rządami starego kodeksu handlowego sprawa była wybitnie niejasna. Żaden jego przepis w żadnym stopniu nie wyróżniał głosu przewodniczącego rady nadzorczej, zwanego „prezesem”, ani głosu jego zastępcy (żaden przepis nie wyróżniał także głosu prezesa zarządu, ponieważ takiej funkcji kodeks handlowy nawet nie dostrzegał). Tym niemniej statuty spółek nierzadko przyznawały przewodniczącemu rady głos rozstrzygający. Przyznawały go nierzadko także, pod nieobecność przewodniczącego – wiceprzewodniczącemu, bądź członkowi rady prowadzącego jej posiedzenie.

Nawet jeżeli statut nie przyznawał przewodniczącemu prawa głosu rozstrzygającego, niekiedy taki przywilej bywał mu nadawany w regulaminie rady. Zapewne prawem kaduka, aczkolwiek autorytet, prof. Janusz Szwaja – współautor komentarza do kodeksu handlowego, dopuszczał przecież takie rozwiązanie. Na szczęście nowy kodeks jest w tej materii całkiem jednoznaczny: tylko przewodniczący dysponuje głosem rozstrzygającym w razie równości głosów – i tylko jeżeli statut tak przewiduje. Dotyczy to rozstrzygnięć na posiedzeniach rady i uchwał podejmowanych poza posiedzeniami. W przypadku zarządu warunek „tylko” występuje aż trzykrotnie: tylko prezes, tylko jeżeli statut tak przewiduje, oraz tylko na posiedzeniach zarządu, skoro zarząd nie może podjąć uchwały poza posiedzeniem. Natomiast nigdy głos rozstrzygający w przypadku równości głosów nie przysługuje przewodniczącemu walnego zgromadzenia!

Przyznanie przewodniczącemu rady (i prezesowi zarządu) głosu rozstrzygającego w przypadku równości głosów jest jednym z wyjątków od kodeksowej zasady, że uchwały rady (i zarządu) zapadają bezwzględną większością głosów. Rozwiązanie to służy usprawnieniu prac organów spółki. Ich zadaniem jest podejmowanie uchwał. Przewodniczący, jeżeli zostaje wyposażony w przywilej głosu rozstrzygającego, ma wyjście z sytuacji patowej: może przełamać ją. Przyznanie przewodniczącemu głosu rozstrzygającego jest szczególnie celowe w przypadku rady skleconej na zasadzie parytetu. Przykładem są rady nadzorcze większych niemieckich spółek (akcyjnych i z ograniczoną odpowiedzialnością). Połowa miejsc w radzie przypada przedstawicielom pracowników, połowa przedstawicielom akcjonariuszy. Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, że w takiej radzie głosy rozłożą się po połowie. Otóż jest na to sposób: wówczas zarządza się powtórne głosowanie, w którym przewodniczący rady (często jest nim przedstawiciel kapitału, lecz to już inna historia) ma głos rozstrzygający. Nie ma przeszkód, by także statut polskiej spółek pozwalał przewodniczącemu przechylić szalę dopiero w powtórnym głosowaniu.

Czasem parytet w radzie przybiera inną postać: dwie strony o odmiennych interesach obsadzają po tyle samo miejsc, a radę uzupełnia osoba neutralna. Skład rady jest wtedy nieparzysty. Neutrał bywa uzgadniany przez obie strony, jak arbitrzy wybierają superarbitra, lub wyznaczany przez trzecią stronę. Taki system, już obumierający, przyjęto kiedyś w RFN dla rad nadzorczych spółek węglowych i hutniczych: 10 miejsc obsadza kapitał, 10 miejsc praca, a rolę języczka u wagi pełni wybrany wspólnie „dwudziesty pierwszy”. W Polsce na podobnej zasadzie 4 + 4 + 1 została skonstruowana (i zrekonstruowana po ekscesach poprzedniego ministra Skarbu Państwa) rada nadzorcza PZU.

Zatem skuteczność nadzoru może zależeć od statutu spółki. Niestety, statuty spółek często wcale nie odzwierciedlają interesów ich akcjonariatów. Są to gotowe szablony, bezmyślnie przejmowane przez jedne spółki od drugich. Dzięki kserokopiarkom, błędne przepisy statutów bywają powielane w nieskończoność. Ostatnio weszły na giełdę dwie spółki. Ich statuty powtarzają to samo rozwiązanie: pod nieobecność przewodniczącego rady nadzorczej – w razie równości głosów decyduje głos wiceprzewodniczącego. Statuty obu spółek (i niemal wszystkich pozostałych) trzeba będzie więc dostroić do przepisów kodeksu spółek handlowych, a przy okazji oczyścić z wielu rozwiązań cudacznych i wołających o pomstę do nieba.

2001.04.09 tekst został ogłoszony w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.

Czytaj także:
2013.07.28 Za, a nawet przeciw
2002.09.02 Głos doradczy