Archiwa tagu: głos wstrzymujący się

Trzy faule procedury, czyli jak nie głosować

  • W statutach polskich spółek akcyjnych można spotkać zdumiewająco prymitywne rozwiązania proceduralne;
  • Licznym spółkom szczególne trudności przysparza głosowanie przez radę nadzorczą uchwał poza posiedzeniami;
  • Wzywanym do głosowania członkom rady niekiedy przedkłada się zamknięty projekt uchwały, bez możliwości dyskusji nad nim;
  • Głosy, które nie zostały oddane w wyznaczonym terminie uznawane są za wstrzymujące się, co fałszuje wynik głosowań.

Wspomniane błędy występują w statutach wcale licznych spółek dążących – nieudolnie! – do uproszczenia procedury przyjmowania uchwał rady nadzorczej poza formalnymi posiedzeniami. Praktyka przyjmowania przez radę nadzorczą, w różnych trybach, uchwał poza posiedzeniem, jest dopuszczana, słuszna, wręcz konieczna. Od lat twierdzę, że dobrze zorganizowana rada jest w stanie wykonać znaczną część swoich zadań poza posiedzeniami. Kodeks spółek handlowych nie czyni przeszkód procedowaniu uchwał przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość. Niepodważalną zaletą tego trybu jest możliwość udostępnienia członkom rady nie tylko oddania głosu na przedstawiony im projekt uchwały, także krytyczne wypowiedzenie się o treści projektu, zaproponowania zmian jego treści, przedyskutowania zgłoszonych poprawek. Co najważniejsze: tryb ten będzie należycie zastosowany wtedy (i tylko wtedy), gdy czas nie pogania, gdy nie wyznacza się członkom rady sztywnego terminu na oddanie głosu bez należytego przemyślenia głosowanej materii.

Niestety, w niektórych przyjętych przez spółki publiczne procedurach głosowania przez radę nadzorczą uchwał poza posiedzeniem zaszyte są brzydkie faule.

ODGWIZDAĆ faul należy, gdy członkom rady nadzorczej przedkłada się projekt uchwały rady bez udzielenia im możliwości wprowadzenia do niego poprawek. Wprawdzie rada może odrzucić taki projekt, zarządzić dyskusję nad nim, ale niekiedy działa, pod presją czasu, naciskiem zarządu na pilne przyjęcie uchwały, w obliczu uporu przewodniczącego rady ku szybkiemu głosowaniu.

ŻÓŁTA KARTKA należy się wtedy, gdy członkowie rady wiązani są narzuconym przez przewodniczącego sztywnym, nieracjonalnie krótkim, terminem na oddanie głosu. Przykład: rada głosuje przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, przewodniczący rozsyła członkom rady projekt uchwały wyznaczając im krótki termin na oddanie głosu.

CZERWONĄ KARTKĘ (dodałbym także dyskwalifikację autorów statutu!) należy okazać w sytuacji, gdy statut przewiduje, że głosy członków rady nadzorczej, które nie zostały oddane w ściśle wyznaczonych ramach czasowych, zostają uznane za głosy wstrzymujące się: ,,Przewodniczący Rady komunikuje się po kolei bądź jednocześnie (telekonferencja) z wszystkimi pozostałymi członkami Rady i przedstawia im projekt uchwały, a następnie oczekuje na oddanie przez poszczególnych członków Rady głosu w sprawie uchwały za pośrednictwem ustalonego środka telekomunikacyjnego przez wskazany okres czasu, który nie może być krótszy niż 15 minut i dłuższy niż 60 minut licząc od momentu przedstawienia danemu członkowi Rady treści projektu uchwały; nieoddanie głosu w wyznaczonym okresie czasu jest jednoznaczne z wstrzymaniem się od głosu.

Jest to poważne nadużycie: z głosem wstrzymującym się mamy do czynienia wyłącznie w sytuacji, gdy został on w tej postaci oddany rozmyślnie, jednoznacznie i odpowiedzialnie. Nie można domniemywać, że głos, którego nie oddano, jest głosem oddanym w rozumieniu Ksh, w dodatku głosem o treści określonej nie przez członka rady, który nie uczestniczył w głosowaniu, lecz przez wadliwe postanowienie statutu spółki. Zwłaszcza, jeżeli statut przewiduje, że uchwały rady nadzorczej zapadają bezwzględną większością głosów członków rady; w takiej sytuacji głos wstrzymujący się – ten rzeczywiście oddany – liczy się wraz z głosami przeciwko uchwale, a do głosów negatywnych dolicza się głosy, jakich nie oddano za sprawą surowego regulaminu głosowania.

Kreowanie głosów, których nie oddano, przypisywanie im treści, jakie nie zostały im nadane przez członków rady, to praktyka niezrozumiała, niewątpliwie szkodliwa. Problem polega na tym, że niektóre spółki przyjmują kompromitujące rozwiązania statutowe; że statutów nie czytają inwestorzy ryzykujący swoimi pieniędzmi, analitycy ryzykujący reputacją, instytucje rynku kapitałowego, dziennikarze opisujący spółki notowane na GPW, prawnicy żyjący z rynku…

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 2 września 2022 r.

Czy należy zrezygnować z instytucji absolutorium?

Absolutorium jest instytucją wymyśloną przez dżentelmenów na użytek dżentelmenów. W ich rękach jest narzędziem (aczkolwiek nie jedynym) oceny działań, wyników, osiągnięć i niepowodzeń poszczególnych piastunów spółki w rozpatrywanym okresie. Lecz o dżentelmenów coraz trudniej, coraz więcej natomiast szubrawców. W ich rękach absolutorium jest instrumentem tak groźnym, jak brzytwa w łapie małpy. Albowiem 2016-11-03_rn_na-posiedzeniu_bannerabsolutorium zakłada odpowiedzialną ocenę kwitowanego. Dzisiaj na polskim rynku, zwłaszcza – niestety! – w spółkach z udziałem Skarbu Państwa, ocenia się menedżerów bez znajomości rzeczy, bez kultury, natomiast z prostackich pobudek politycznych. Jeżeli ktoś pełnił funkcję w czasach poprzedniej władzy, nawet nie z jej nadania, a z racji kwalifikacji, talentów i doświadczeń, prawdopodobnie już został, albo niebawem zostanie, wyrzucony z posady i pozbawiony absolutorium.

Przed kilku laty tak oto zdefiniowałem w Słowniku Wyrazów instytucję absolutorium w spółce akcyjnej: „Czynność prawna o mglistym znaczeniu podejmowana (wyłącznie) przez walne zgromadzenie. Niby jej treścią jest stwierdzenie, że imiennie oznaczony piastun spółki należycie wykonywał swoje powinności w danym roku obrachunkowym. Lecz niekoniecznie: otóż a. nie daje immunitetu przed ewentualnym dochodzeniem roszczeń, zwłaszcza jeżeli ich podstawa nie była znana w chwili udzielania a. Gorszące są przypadki odmowy udzielenia a. z powodów politycznych, bądź nawet uchylenia udzielonego a. bez rzeczowego uzasadnienia. Fantazję akcjonariuszy winny miarkować dobre obyczaje.”

Jest przeto coraz gorzej. Dobre obyczaje poszły w kąt. Uchwały w sprawie udzielenia absolutorium podejmowane są przez walne zgromadzenie niejako z marszu, bez wnikliwej dyskusji nad każdym z piastunów spółki. Odmowy udzielenia absolutorium nie wynikają wprost z uchwał podejmowanych na taki właśnie wniosek, lecz są dorozumiane z tego powodu, że projekt uchwały o udzielenie absolutorium nie zyskał wymaganej większości głosów. Niekiedy uchwała nie zapada, chociaż głosów przeciwnych nie było, jej podjęcie uniemożliwiła liczba głosów wstrzymujących się. Zdarza się nawet, że głosy wstrzymujące się oddawane są bez świadomości, iż są de facto głosami przeciwko powzięciu uchwały… Postronni mogą się uśmiać, gdy przedstawicielka Skarbu Państwa wyraża głębokie zdumienie, bo jakże uchwałę odrzucono, skoro ona, dysponentka większości głosów na walnym, nie głosowała przeciw, a „tylko” wstrzymała się od głosu? Sytuacja piastuna spółki, który pozostał bez absolutorium, jest trudna nie dlatego, by groziły mu powództwa samej spółki albo akcjonariuszy, wszak w Polsce jeszcze nikogo nie puszczono bez skarpetek – ale dlatego, że nie znajdzie on już pracy w żadnej spółce w orbicie wpływów Skarbu Państwa.

Takie praktyki są jawnie niezgodne z zasadami współżycia społecznego. Kwestia absolutorium jest uregulowana bardzo niejednoznacznie. Kaprys nieudzielania absolutorium – bez dania racji – byłym lub odchodzącym piastunom spółek rozpowszechnił się nawet w sercu rynku kapitałowego, względem i na Giełdzie Papierów Wartościowych. Polityk, który wydał dyspozycję użycia siły głosów Skarbu Państwa dla zdyskredytowania nielubianych przezeń menedżerów nie owym menedżerom zaszkodził przede wszystkim, nie giełdzie, którą rządzący starają się wykończyć, lecz interesom państwa.

W komentarzu do jednego z moich wpisów bardzo ważnego tematu dotknął Czytelnik, Mariusz T. Kłoda, przygotowujący dysertację na temat absolutorium: z jakiego stosunku prawnego wynika prawo menedżera do uzyskania merytorycznej oceny? Komentator trafnie zwrócił uwagę na przyjętą przez Skarb Państwa praktykę „absolutorium politycznego”; bierze mnie zazdrość, że to nie ja ukułem to celne powiedzenie. Instytucja absolutorium jest w prawie spółek ujęta tak mgliście, iż rzeczywiście warto zadać pytanie o naturę stosunku prawnego między pomiędzy kwitującym a kwitowanym. Wspomniałem powyżej o dobrych obyczajach i zasadach współżycia społecznego. Dodam, iż kiedy prawo kreuje konkretną instytucję – w tym przypadku absolutorium – należy traktować ją poważnie, nie zaś jak „przepis przydrożny”, mijany bez zwracania nań uwagi…

23 września 2008 r., przeto przed kilku już laty, Polski Instytut Dyrektorów ogłosił (zredagowane i podpisane przeze mnie) „Stanowisko w sprawie potrzeby przywrócenia powagi instytucji absolutorium”. Uczestnikom walnych zgromadzeń zaleciliśmy odpowiedzialne traktowanie absolutorium; eliminowanie gier związanych czy to ze zmianami właścicielskimi, czy z polityką; podejmowanie uchwał w przedmiocie absolutorium z rozwagą; uzasadnianie względami merytorycznymi uchwał o odmowie udzielenia absolutorium bądź o cofnięciu prawidłowo udzielonego absolutorium; rozstrzyganie spraw związanych z absolutorium zgodnie z interesem spółki, wszakże z szacunkiem dla dóbr osobistych i reputacji biznesowej menedżera.

Nie cofam tych apeli. Lecz skoro na polskim rynku jest w omawianych kwestiach coraz gorzej, skoro powagę instytucji prawnych ośmieszają zagrywki szubrawców, zastanawiam się, czy w tej sytuacji nie zabrać małpie brzytwy i zrezygnować z instytucji absolutorium, której nie potrafimy traktować należycie?

Czytaj także:
2015.06.20 Głowy do pozłoty?
2013.01.17 Rada w przeciągu