Archiwa tagu: głosowanie

Weto dla “weta zaocznego” – czyli bez przywilejów dla nieobecnych!

Zdarzają się przypadki, że trzeba nagle podjąć nieprzewidzianą uchwałę gdy załamują się plany, gdy spółkę dotyka powódź, pożar lub inne nieszczęście, gdy prezes zarządu wpada pod furgonetkę z lodami, gdy sąd orzeka tymczasowy areszt wobec kluczowego menedżera, gdy na jaw wychodzą oszustwa…   

  • Bywa, że warunkiem ważności uchwały rady nadzorczej jest udział w jej obradach przewodniczącego rady lub jego zastępcy;
  • Bywa, że warunkiem ważności uchwały rady nadzorczej jest oddanie na nią głosu przez przewodniczącego rady lub jego zastępcę;
  • Bywa, że warunkiem ważności uchwały rady jest brak sprzeciwu wniesionego przez członka rady nieuczestniczącego w obradach;
  • Dwa pierwsze warunki, wyartykułowane w statucie spółki, można uznać – lecz trzeci, kreujący “weto zaoczne”, jest niedopuszczalny.

Na gruncie Kodeksu handlowego z 1934 r. (zastąpionego w 2000 r. przez Kodeks spółek handlowych) nie wymagano od członków rady nadzorczej udziału w jej obradach. Maurycy Allerhand, uznany komentator Kh wskazywał, że członek rady mógł nie wziąć udziału w jej obradach jeżeli uznał ich przedmiot za pozbawiony doniosłości (zapytam: dla niego, czy dla spółki?). Wraz z warunkującym podjęcie obrad wymogiem kworum, Ksh tylnymi drzwiami wprowadził obowiązek członków rady uczestniczenia w jej pracach. Art. 388 § 2 Ksh dopuszcza nawet wprowadzanie spraw do porządku obrad rady już na jej posiedzeniu. Wobec tego nieobecny na nim członek rady nie może oddać w takiej sprawie głosu na piśmie.

Czasy zmieniają się, pora aktualizować słownictwo. Rada nadzorcza pracuje nie tylko na posiedzeniach. Zresztą nawet posiedzenia nie polegają już na grzaniu krzeseł przez członków rady zebranych przy stole. Ksh dopuszcza prowadzenie obrad rady – i podejmowanie przez nią uchwał – w toku posiedzeń online, przy wykorzystaniu (przez wszystkich lub niektórych członków rady) środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, chyba że statut spółki stanowi inaczej. Warto rozważyć zastąpienie słowa „posiedzenie” terminem „obrady”, a „obecnych” na posiedzeniu – „uczestniczącymi” w obradach rady.

Wiele spółek trwa przy tezie, że pod nieobecność członka rady nie może ona podejmować uchwał w sprawach wprowadzonych do porządku obrad już na posiedzeniu. Zapewne przemawia za tym obawa przed manipulacjami pracą rady. Za przykład szczególnej ostrożności może posłużyć spółka, o której czasem sympatycznie myślę nad kieliszkiem wina… Jej statut, jak wiele innych, przewiduje umieszczenie w zawiadomieniu o zwołaniu rady wiążącego ją porządku obrad. W sprawach, które nie zostały uwzględnione w zawiadomieniu, rada może podjąć uchwałę tylko za zgodą wszystkich członków uczestniczących w obradach. Natomiast członkom nieobecnym  należy zapewnić – uwaga! – możliwość złożenia sprzeciwu wobec takiej uchwały. Przewodniczący ustala stosowny termin do wniesienia takiego sprzeciwu. „Uchwała jest skuteczna, jeżeli żaden z członków nieobecnych nie złoży w wyznaczonym terminie sprzeciwu”. Regulamin rady dopełnia obraz rzeczy: uchwała wejdzie w życie, jeżeli nieobecni „wyrażą zgodę na treść uchwały i taką uchwałę podpiszą”.

Mamy tu do czynienia z wyposażeniem nieobecnych w prawo weta w stosunku do uchwał podjętych przez radę nadzorczą w sprawach wprowadzonych pod obrady rady już w toku posiedzenia. Można przyjąć, iż za przyjęciem, za zgodą wszystkich obecnych, takiego trybu procedowania uchwały stoją ważne powody, których nie przewidziano w czasie rozsyłania zawiadomień o zwołaniu rady. Zdarzają się przypadki, że trzeba nagle podjąć nieprzewidzianą uchwałę gdy załamują się plany, gdy spółkę dotyka powódź, pożar lub inne nieszczęście, gdy prezes zarządu wpada pod furgonetkę z lodami, gdy sąd orzeka tymczasowy areszt wobec kluczowego menedżera, gdy na jaw wychodzą oszustwa – czyli wtedy, gdy okoliczności wymagają szybkiego reagowania. Doświadczenie podpowiada, że nie należy betonować porządku obrad zamieszczonego w zawiadomieniu o zwołaniu rady, że lepiej go traktować elastycznie, z szacunkiem dla nagłych, nieprzewidzianych wydarzeń, oraz dla propozycji wnoszonych przez obecnych. Przestrzegam przed wprowadzaniem do porządku prawnego spółki instytucji “weta zaocznego”. W obawie przed manipulacjami na szkodę nieobecnego umożliwia mu się manipulację na szkodę członków rady dopełniających obowiązku uczestniczenia w obradach. Nieobecny nie powinien być traktowany lepiej od obecnych i świadomych stanu rzeczy.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 13 października 2021 r.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Krótki przegląd argumentów za zniesieniem tajności głosowania rady nadzorczej

  • Czas przygotować się na pożegnanie z tajnością głosowania w radach nadzorczych, przynajmniej w spółkach publicznych;
  • Zarządy często pomijają formalne głosowanie, przyjmując uchwały przez consensus, a na walnych zgromadzeniach tajność bywa iluzoryczna;
  • Członkowie rad nadzorczych działają w nich na własną odpowiedzialność, nie mogą być wiązani instrukcjami inwestorów;
  • Warto postawić pytanie, jakich wartości broni tajność głosowania? Kiedy i dla kogo tajne głosowanie jest korzystne?

Przytaczam trzy subiektywnie dobrane sytuacje, w których głosowania w trybie tajnym przyniosły wynik odmienny od oczekiwanego.

Przypadek pierwszy: przewodniczyłem kiedyś wyborom środowiskowym. Padł już wniosek o zamknięcie listy kandydatów, kiedy ktoś zgłosił kandydaturę Stefana. Zyskała ona gromkie poparcie zgromadzonych. Lecz w tajnym głosowaniu Stefan uzyskał tylko jeden głos, zapewne własny.

Przypadek drugi: zmarły w ub. r. Stanisław Kogut zasiadał w Senacie czwartą już kadencję, gdy pomówiono go o łapówkarstwo. Izba głosowała nad uchyleniem mu immunitetu, co miało doprowadzić do postawienia mu zarzutów i zatrzymania. W tajnym głosowaniu wniosek upadł, chociaż zawzięta na Koguta partia Prawo i Sprawiedliwość miała w Senacie znaczną większość głosów, a jej przywódca nie krył złych zamiarów wobec senatora. Ówczesny marszałek Senatu daremnie apelował do wiarołomnych kolegów, by odeszli z polityki.

Przypadek trzeci: Uniwersytet Gdański planował utworzenie nowego wydziału. Umyślono, że kanclerzem wielkim uczelni zostanie arcybiskup (nie chodziło o Głódzia, co to – to nie!), a rektor zostanie posłem. Otwarcie demonstrowano poparcie dla projektu. Oponowała jedynie prof. Joanna Senyszyn. Kiedy doszło do tajnego głosowania, plan upadł. Nazajutrz ekscelencja mówił z ambony o manipulacji: Wiadomo, że w tajnym głosowaniu nie można wyrazić swojego prawdziwego zdania

Wprawdzie uważam, że tajność głosowania ułatwia głosującemu wyrażenia „prawdziwego zdania”, lecz nie powinna mieć miejsca w radach nadzorczych spółek publicznych, gdzie tego zdania nie należy skrywać za kurtyną poufności. Owszem, obrady rady mogą być objęte poufnością (przeto należy odstąpić od zbędnego protokołowania przebiegu dyskusji i wszelkich rakiet woda – woda) lecz poufność nie dotyczy kwestii, jak kto głosował. Dlatego Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW 2021 zakładają, że głosowania rady nadzorczej (i zarządu) są jawne – chyba, że co innego wynika z przepisów prawa. Za takim rozwiązaniem przemawia argument merytoryczny: akcjonariat ma prawo do informacji jak głosowali poszczególni członkowie rady nadzorczej na poszczególne uchwały.

Przed kilku laty spotkałem się z ciekawym przypadkiem: spółka notowana na GPW nabyła od swojego akcjonariusza znaczące aktywa. Inwestorzy instytucjonalni (obecne w spółce fundusze emerytalne i inwestycyjne) mieli liczne wątpliwości co do zasadności transakcji, a zwłaszcza co do ceny. Jeden z funduszy zwrócił się do niezależnego członka rady nadzorczej, którego kandydaturę do rady wcześniej zgłosił, z prośbą o ujawnienie, jak głosował nad wnioskiem zarządu do rady o zgodę na transakcję. Niezależny członek rady miał wątpliwości, czy powinien ujawnić zajęte przez siebie stanowisko.

Otóż jeżeli akcjonariusz zażądał ujawnienia stanowiska zajętego przez niezależnego członka rady nadzorczej w tajnym głosowaniu nad uchwałą budzącą czyjekolwiek wątpliwości, niezależny członek rady powinien publicznie ujawnić swój głos, a jeżeli złożył do niego zdanie odrębne – także treść uzasadnienia zdania odrębnego. W żadnym wypadku nie wystarczy ujawnienie głosu członka rady akcjonariuszowi, który zgłaszał kandydaturę niezależnego podczas wyboru rady nadzorczej; taki krok pozbawiłby w moich oczach członka rady nadzorczej przypisanego mu przymiotu niezależności. Ujawnienie treści głosu powinno być adresowane do wszystkich zainteresowanych, czyli bezwzględnie mieć charakter publiczny. Dotyczy to zresztą każdego członka rady.

Projekt nowelizacji Ksh, który jakoś nie może doczekać się uchwalenia (czemu się nie dziwię) przewiduje jawność głosowań rady nadzorczej, chyba że statut lub regulamin rady stanowi inaczej. Otóż zazwyczaj stanowi inaczej, przewidując tajność głosowania w sprawach personalnych, bądź nawet w sytuacji, gdy członek rady zażąda tajności głosowania. Dokumenty korporacyjne odzwierciedlają wiele złych nawyków.

Prócz argumentu merytorycznego wytoczę kilka technicznych. Tajność głosowania miałaby sens jedynie na tradycyjnych, „zasiadanych przy wspólnym stole” posiedzeniach rady nadzorczej. Nie może ona zostać zapewniona w głosowaniach przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, co ma ogromne znaczenie w sytuacji, gdy wiele rad nadzorczych coraz częściej obraduje online. Tajność głosowania byłaby także nie do utrzymania w głosowaniu obiegowym; jest ono wprawdzie rzadko stosowane, lecz Ksh je dopuszcza. Żałosna instytucja oddania głosu na piśmie przez nieuczestniczącego w obradach członka rady nadzorczej za pośrednictwem uczestniczącego w obradach rady innego jej członka ostatecznie traci rację bytu w warunkach tajności głosowania. Na koniec: tajność głosowania bywała wykorzystywana jako przeszkoda dla złożenia przez członka rady zdania odrębnego – bo czy na pewno głosował on przeciw?

Utrzymanie możliwości tajnego głosowania na walnym zgromadzeniu nie ma tu nic do rzeczy. Tam bowiem głosuje kapitał, w radzie nadzorczej głosują osoby wybrane do jej składu. Ilekroć podnoszę kwestię odpowiedzialności członka rady, słyszę w duszy chichot Czytelników: wszak nie zdarza się, by członek rady poniósł odpowiedzialność! Otóż to nieprawda. Niedawno Komisja Nadzoru Finansowego surowo uderzyła po kieszeniach byłych członków rady nadzorczej Getback SA. Kto zapoznał się uważnie z moim raportem o (braku) corporate governance w tej spółce, mógł tego oczekiwać.

Na koniec anegdota: mój dziadek po kądzieli, galicyjski ziemianin, poślubił córkę ważnego generała. Cesarz, o którym krążą legendy, jakoby hołubił Polaków, był tym mocno zgorszony. By podnieść status dziadka, miłościwy pan mianował go tajnym radcą dworu. Dziadek, z natury kawalarz, potraktował tajność z powagą. Ilekroć zajechał do Wiednia, w restauracjach składał kelnerowi zamówienie na ucho.

Czytaj także:

2014.04.30 Niezależność jest publiczna

 

O manipulowaniu radą nadzorczą i typowych obszarach manipulacji

  • Rada nadzorcza jest z istoty środowiskiem, w którym ścierają się rozmaite interesy inwestorów;
  • Wobec tego nierzadko podejmowane są próby zmanipulowania rady na korzyść partykularnego interesu;
  • Ksh nie dostrzegał tego problemu należycie, niedopowiedzenia w treści niektórych przepisów ułatwiają manipulowanie radą;
  • Zapowiedziana nowelizacja Ksh zmierza ku usprawnieniu niektórych aspektów prac rady nadzorczej.

Tkwiące w radzie nadzorczej potencjalne konflikty interesów mogą prowadzić do rozmaitych manipulacji pracami rady. Polegają one na wywieraniu przez zarząd lub poszczególnych członków rady, bądź inwestorów, nieuzasadnionego wpływu na przebieg (i wyniki) jej prac na posiedzeniu lub poza posiedzeniem. Można wyróżnić kilka obszarów prac rady nadzorczej, które są szczególnie zagrożone manipulacją.

Należy do nich zwołanie rady. Wbrew popularnemu przekonaniu zwołuje się radę nadzorczą, nie „posiedzenie” rady. Rada może przecież procedować, czyli obradować i podejmować uchwały, poza posiedzeniami. Obecne brzmienie przepisów Ksh otwiera możliwości rozmaitych manipulacji. Co światlejsze spółki eliminują konsekwencje kodeksowych niedopowiedzeń wprowadzając do swoich statutów regulacje zmierzające ku rozproszeniu wątpliwości kto, kiedy, jak, w jakim terminie, gdzie, w jakiej postaci i formie zwołuje radę nadzorczą. Z kolei inne spółki zaciemniają te kwestie w swoich statutach i regulaminach. Jeżeli zapowiedziana nowelizacja Ksh wejdzie w życie w proponowanym kształcie, utrudni to manipulowanie procedurami zwołania rady.

Drugim obszarem szczególnie podatnym na manipulacje jest porządek obrad rady. Nierzadko pojawiają się wątpliwości w kwestii, kto go ustala: zwołujący, czy zwołana rada; czy porządek można zmieniać w trakcie obrad, a przede wszystkim – czy można wprowadzać doń sprawy, jakie nie zostały uwzględnione w zaproszeniu; czy nieobecność członka rady blokuje możliwość uzupełnienia porządku obrad, a jeżeli tak – to dlaczego nie? Także ten obszar może zostać (częściowo) uporządkowany przez zapowiedzianą nowelizację Ksh.

Trzecim obszarem intensywnych manipulacji radą nadzorczą jest głosowanie. Niekiedy naciąga się kworum, zaliczając do niego członków rady, którzy wprawdzie oddają głos, ale nie uczestniczą w obradach dotyczących omawiania spraw poddanych pod głosowanie; ich głosy liczą się zatem przy ustalaniu większości, ale czy nieobecnych należy zaliczać do kworum? Kodeks nie jest – i być nie powinien! – szczegółową instrukcją obsługi spółki, niemniej wszelkie jego niejasności mogą zostać wykorzystane dla zmanipulowania rady. Lecz nawet tam, gdzie Ksh stanowi jednoznacznie, statuty niektórych spółek podążają wbrew jego przepisom umożliwiając manipulowanie głosowaniami rady. Dotyczy to uprawnienia do oddania casting vote: głosu decydującego / rozstrzygającego o wyniku głosowania w razie równości głosów. Najłatwiej manipulować głosowaniami odbywanymi poza posiedzeniem, bez wykorzystania środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość.

Czwartym obszarem manipulacji jest protokół rady. Ksh jednoznacznie określa jego zawartość, statuty wielu spółek wręcz zapraszają do manipulacji dopuszczając, by teksty uchwał rady lub lista obecnych jej członków zamieszczane były nie w protokole, lecz w załącznikach do niego (które łatwo podmienić lub zgubić!). Najłatwiej manipulować protokołem drobiazgowo opisując w nim przebieg obrad: kto co powiedział, kto się z tym nie zgodził, kto replikował itd. Zajmie to wiele miejsca, ale nie ma żadnego znaczenia, kto co mówił, lub jak mówił, tylko jak głosował. Zapowiedziana nowelizacja Ksh przewiduje zmiany dotyczące podpisywania protokołu i zamieszczania w nim wzmianki o zdaniu odrębnym, bez treści tego zdania, co w moim przekonaniu ułatwi manipulacje.

Piąty obszar manipulacji dotyczy dostępu rady nadzorczej do informacji o spółce. Doświadczone rady korzystają z wielu kanałów dostępu do informacji, płyną one nie tylko od zarządu, także od audytora wewnętrznego i / lub systemów kontroli wewnętrznej, compliance, zarządzających ryzykiem, wreszcie – bezpośrednio od pracowników spółki. Rady pozbawione należytych kompetencji mają natomiast kłopoty z pozyskiwaniem informacji, w sukurs przyjdzie im zapowiedziana nowelizacja Ksh, acz nie dotknie ona wszystkich aspektów tego problemu.

Bardzo wiele zależy od przewodniczącego rady. Ramy prawne tej funkcji są skromne, ale obszar działania jest znaczny. Przewodniczący może manipulować radą, może też skutecznie zapobiegać próbom manipulacji. Zapowiedziana nowelizacja Ksh pomoże wzmocnić pozycję przewodniczącego. Lecz decydują o niej przede wszystkim jego kompetencje (oraz miejsce w układzie właścicielskim…).

O tym, jak można zmanipulować radę nadzorczą, oraz jak zapobiegać próbom manipulacji, z kim rada powinna współpracować, oraz jak może omijać czyhające na nią pułapki, będę mówić 14 października podczas warsztatu organizowanego przez Centrum Edukacji PKF Polska. Szczegółowe informacje o programie i warunkach uczestnictwa dostępne są na stronie https://pkfszkolenia.pl/jak-zmanilupowac-rade-nadzorcza-i-jak-zapobiec-probom-manipulacji-6266#2. Proszę traktować ten wpis jako zwiastun warsztatu. Zapraszam do udziału!

O liczeniu i ważeniu głosów w spółce akcyjnej

  • Spotykam się z pytaniami: skoro na oko widać, jak głosowała większość, po cóż jeszcze skrupulatnie liczyć głosy?
  • Wszak bywało w dziejach, że przełomowe decyzje polityczne zapadały przez aklamację, bez zliczania głosów;
  • Polskie prawo wymaga, by w spółce akcyjnej głosy były starannie liczone, a czasem także ważone;
  • Albowiem nie każdy głos ma taką samą wagę: są głosy przeważające, są i takie, bez których nie ma kworum.

W związku z setną rocznicą uchwalenia Konstytucji Marcowej (17 marca 1921 r.) prof. Tomasz Nałęcz przypomniał, że Sejm Ustawodawczy, kipiący sporami kilkunastu klubów poselskich, wzbił się ponad podziały przyjmując ów akt doniosły przez aklamację – bez zliczania głosów. Jakie przeto racje stoją za tym, by głosy w spółce akcyjnej nie tylko zawsze liczyć, a niekiedy jeszcze nawet ważyć?

Chodzi o pewność obrotu. O bezpieczeństwo transakcji. Oraz o ochronę praw mniejszości, a niekiedy także praw większości. Dlatego wynik głosowania w spółce akcyjnej określa się poprzez zliczenie i zaprotokołowanie liczby głosów za, przeciw i wstrzymujących się. W zarządzie i radzie nadzorczej protokołuje się nadto zdania odrębne. Wiarygodność protokołu potwierdzają podpisami wszyscy obecni członkowie organu, nawet jeżeli nie wzięli udziału w głosowaniu. Stałe komisje rady i grupy robocze ad hoc nie musza zliczać głosów, ani w ogóle głosować, nie są przecież organami spółki.

Na walnym zgromadzeniu zlicza się i protokołuje głosy za, przeciw i wstrzymujące oraz ich udział w ogólnej liczbie głosów w spółce; ponadto protokołuje się sprzeciwy. Jedynie uchwała o wyborze przewodniczącego zgromadzenia bywa jeszcze niekiedy podejmowana przez aklamację. Często wybiera się komisję skrutacyjną odpowiedzialną za zliczanie głosów (aczkolwiek przy elektronicznym zliczaniu głosów jej rola bywa fasadowa). Akcjonariusz może głosować odmiennie z każdej z posiadanych akcji. Protokół prowadzi notariusz – instytucja zaufania publicznego. Nie zmienia to faktu, że uchwała powzięta wymaganą większością głosów ma taką samą moc, jak uchwała zapadła jednogłośnie. W organach spółki jednomyślność nie jest wartością.

Nie koniec na tym. Ważność głosowania zależy od spełnienia dodatkowych warunków. Ważność uchwał walnego zgromadzenia zależy od jego zwołania zgodnie z określoną procedurą (odmienną dla spółki publicznej i niepublicznej). Wymaga się należytego zawiadomienia członków zarządu i rady nadzorczej o posiedzeniu. W przypadku głosowania poza posiedzeniem uprawnieni do głosowania powinni wyrazić na nie zgodę i poznać projekt uchwały. Niekiedy ważność głosowania zależy od udziału w nim określonego członka organu. Wymagana większość głosów bywa zwykła, bezwzględna lub kwalifikowana. W radzie nadzorczej (czasem także na walnym zgromadzeniu) należy dopełnić wymóg kworum, może być ono kwalifikowane. Nieobecny członek rady może oddać głos na piśmie za pośrednictwem innego członka rady; taki głos liczy się do większości, lecz nie liczy się do kworum.

Nie każdy głos ma taka samą wagę. Prezes zarządu i/ lub przewodniczący rady mogą zostać wyposażeni w głos przeważający arytmetyczną równość głosów (casting vote). Statuty lub regulaminy wielu spółek rozszerzają tę prerogatywę na inne osoby, co jest niezgodne z prawem. Akcje niektórych spółek są zróżnicowane pod względem siły głosu. Bywa, że mniejsza ilość głosów o większej wadze (2:1) weźmie górę nad większą ilością głosów o mniejszej wadze. Uprzywilejowanie akcji co do ilości przypadających na nie głosów (dual-class shares) budzi w świecie kontrowersje. Bywa, że statut ogranicza liczbę akcji, z jakich akcjonariusz może oddać głos (voting cap). W niektórych sprawach wyłącza się uprzywilejowanie i ograniczenia głosu.

W spółce, zwłaszcza akcyjnej, panuje więc rygoryzm w kwestii zliczania głosów oraz prowadzenia protokołów. Opracowany pod patronatem Ministerstwa Aktywów Państwowych projekt zmian w Ksh zakłada zmianę polegającą na zastąpieniu obowiązku zamieszczenia w protokole zarządu i rady nadzorczej zdania odrębnego „zaznaczeniem” takiego zdania „wraz z jego ewentualnym umotywowaniem”. Taka zmiana nie zdemoluje obecnego stanu regulacji, lecz niczym się nie tłumaczy.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 22 marca 2021 r.

 

 

 

Naśladownictwo Sejmu niewskazane. O reasumpcji uchwał w spółce handlowej

  • Niniejszy wpis jest 699. tekstem na blogu andrzejnartowski.pl, a w żadnym z poprzednich, przez ponad 20 lat, nie użyłem terminu „reasumpcja”;
  • Jestem bowiem wstrzemięźliwy w kwestii przenoszenia do prawa prywatnego instytucji prawa publicznego;
  • Staram się krzewić na rynku dobre obyczaje i kulturę, zatem przestrzegam przed naśladowaniem Sejmu, któremu brak tych przymiotów;
  • Rynek kapitałowy jest produktem zaufania, natomiast polityka zazwyczaj zaufania nie kreuje.

Słownik Języka Polskiego PWN określa reasumpcję jako „ponowne poddanie pod głosowanie powziętej już uchwały z jednoczesnym unieważnieniem jej w brzmieniu poprzednim”. Kodeks spółek handlowych oraz inne ustawy dotyczące rynku kapitałowego nie operują pojęciem „reasumpcja uchwały”, choć nie zabraniają tej czynności. Jest ona najpełniej uregulowana w regulaminie Sejmu. Zgodnie z art. 199, gdy wynik głosowania budzi uzasadnione wątpliwości, Sejm może dokonać reasumpcji głosowania. Wniosek zgłasza się na posiedzeniu, na którym głosowano; składa go co najmniej 30 posłów. Reasumpcja głosowania nie obejmuje głosowania imiennego. Podkreślam: w Sejmie RP powodem reasumpcji (unicestwia) nie jest treść uchwały lub zawarte w niej błędy, ale… budzący wątpliwości wynik głosowania,.

Inne zasady rządzą Senatem RP. Art. 56 regulaminu tego organu dopuszcza reasumpcję tylko w trakcie tego samego posiedzenia i wyłącznie w przypadku oczywistego błędu w podjętej uprzednio uchwale. Podkreślam: reasumpcja służy tu sprostowaniu oczywistej pomyłki. Nie budzi to wątpliwości i nie otwiera wrót do nieprawidłowości, jakie – niestety! – zdarzają się w Sejmie. Przykładem przestroga udzielona przez posłankę: „Pani marszałek, trzeba anulować, bo przegramy”. Innym głośnym przykładem uwaga wicepremiera Piotra Glińskiego do marszałkini: „Elżbieta, jest prośba szefa o przerwę, bo chyba reasumpcję trzeba będzie zrobić”. Najbardziej oburza wyjaśnienie CIS, że taki eksces to „wieloletni obyczaj parlamentarny”. Reasumpcja prawidłowo przegłosowanej uchwały dokonywana tutaj bywa nie dlatego, że w treści aktu zaszła pomyłka – ale dlatego, że wynik głosowania jest niekorzystny dla rządzących. Jest to bolesne nadużycie, obraza prawa. W szczególności obraza art. 10.1.1) Regulaminu Sejmu głoszącego, iż „Marszałek Sejmu stoi na straży prawa, godności i powagi Sejmu”.

Owszem, spotkałem się także z przykładami reasumpcji uchwał organów spółek handlowych. Dochodzi do tego najczęściej na walnym zgromadzeniu. Pamiętam sprzed lat, że walne Vistuli SA nie uchwaliło tantiem dla członków rady nadzorczej (oczywistym było, że rada nie zasłużyła na takie wyróżnienie!). Protokołująca uchwały pani rejent oświadczyła, że zaszły powody formalne, dla których głosowanie o tantiemach trzeba będzie powtórzyć, do czego doszło po przerwie, a w jej trakcie zmontowano większość dla odrzuconej przed chwilą uchwały. Podczas burzliwych walnych powtarza się niekiedy głosowanie, bowiem w zamęcie awantur nie można ustalić jego wyniku. Ale powtórzenie głosowania wobec niemożności ustalenia jego wyniku nie jest reasumpcją prawidłowo przyjętej uchwały. Jeżeli wynik jest jasny, powtarzać głosowań nie należy.

Niedawno prowadziłem webinarium na temat technik manipulowania radą nadzorczą i zapobiegania manipulacjom. W programie, zwięzłym z uwagi na ograniczenia czasowe, nie uwzględniłem reasumpcji uchwał, jest to wprawdzie potencjalna manipulacja, ale rzadko występująca w praktyce. Powodem może być pomyłka w treści uchwały (co byłoby zrozumiałe), bądź nagła zmiana stanowiska rady, co niełatwo byłoby wyjaśnić. Bywa, że pod wpływem zmian stanu rzeczy rada z czasem dochodzi do wniosku, że należy uchylić wcześniejszą uchwałę i przyjąć zamiast niej uchwałę innej treści, bądź pozostawić sprawę bez biegu, lecz nie będzie to reasumpcja, do jakiej doszłoby w przypadku unicestwienia prawidłowo powziętej uchwały inną uchwałą przyjętą na tym samym posiedzeniu. Kiedy rada działa w trybie online, wykorzystując środki bezpośredniego porozumiewania się na odległość, jej posiedzenia zazwyczaj trwają krócej, więc trudniej zmieścić w ich trakcie podejmowanie uchwał – i ich unicestwianie poprzez zastąpienie ich innymi.

Czy reasumpcja uchwały tworzy wartość dla spółki? Zapewne tylko wtedy, gdy zmierza do usunięcia oczywistego błędu w prawidłowo powziętej uchwale. Dopuszczanie reasumpcji uchwał z powodu wątpliwości dotyczących wyniku głosowania może budzić znaczne wątpliwości. Głosowanie wymaga skupienia i dyscypliny organizacyjnej, co pozwoli zapobiegać niejasnościom. Natomiast nie należy dokonywać reasumpcji uchwał, bo komuś nie odpowiada ich treść lub jej następstwa. Taka praktyka zakłóciłaby pewność obrotu prawnego.

 

 

#COVID-19, czyli pułapka jednomyślności

Uchwała powzięta jednomyślnie pod żadnym względem nie jest warta więcej od uchwały zapadłej wymaganą większością głosów, nawet przy zdaniach odrębnych zgłoszonych przez dysydentów. Rada nadzorcza dlatego jest ciałem kolegialnym, by jej członkowie mogli różnić się.

  • W obliczu pandemii przyjmujemy rozwiązania dopuszczające podejmowanie uchwał przez organy spółek w trybach zdalnych;
  • Podejmowanie uchwał poza posiedzeniami ma wiele bezspornych zalet, lecz uproszczenie procedur ma też poważną wadę;
  • Jest nią brak pogłębionej refleksji nad projektami głosowanych umów, co owocuje mechaniczną jednomyślnością;
  • Jednomyślność, która nie powstaje w wyniku twórczej wymiany poglądów, ucierania się stanowisk, nie jest wartością.

Niekiedy wartość uchwały zawarta jest już w projekcie, ale często bywa wzbogacana lub kreowana później, pomiędzy wniesieniem projektu a głosowaniem na niego, w toku dyskusji, sporów, w procesie zbliżania stanowisk. Racją posiedzeń zarządu lub rady jest możliwość wspólnej i wnikliwej analizy przedstawionych informacji, oraz redagowanie przez ogół obecnych uchwał, które zostaną przyjęte przez wymaganą większość.

Posiedzenie ma więc wiele zalet i charakter obligatoryjny, ale ma także wady. Powstaje bowiem konieczność zebrania członków rady nie tylko w tym samym czasie, także w tym samym miejscu, często odległym od miejsc ich pracy i zamieszkania, co wiąże się z dojazdami, nierzadko czasochłonnymi. Dlatego posiedzenia są zazwyczaj zwoływane z wyprzedzeniem, a wobec tego rada nie zawsze bywa zdolna do pilnego zareagowania na nagłą sytuację w spółce. Obecnie, w obliczu pandemii, zebranie członków rady w jednym miejscu i związane z tym podróże przynamniej części z nich, to zagrożenie ich zdrowia i życia.

Powtarzam od lat do znudzenia, ze dobrze zorganizowana rada nadzorcza może wykonać znaczną część swojej pracy poza posiedzeniami. Zbiera się ona kilka razy w roku, a ciąży na niej powinność wykonywania stałego nadzoru nad działalnością spółki we wszystkich dziedzinach tej działalności, zaś przedsiębiorstwo spółki jest coraz bardziej złożone, trudniejsze do ogarnięcia. Współczesna rada nadzorcza wyłania przeto z siebie komitety złożone z części jej członków i powierza im ważne zadania. Rada może delegować swoich członków do samodzielnego pełnienia określonych czynności nadzorczych. Może także podejmować uchwały poza posiedzeniami.

Powzięcie takiej uchwały wiąże się z koniecznością spełnienia kilku wymogów. Wszyscy członkowie rady powinni zostać powiadomieni o treści projektu uchwały. Należy także spełnić wymóg kworum, czyli udziału w głosowaniu przewidzianej statutem wystarczającej liczby członków rady. Głosowanie poza posiedzeniem stawia członka rady pod silną presją psychiczną: skoro zarządzono głosowanie – znaczy, że sprawa jest pilna; skoro gotowy jest projekt uchwały – znaczy, że nie ma warunków do zgłoszenia wniosków lub poprawek, bądź nawet kontrprojektu, należy bez zwłoki oddać głos; skoro zaś należy bez zwłoki oddać głos – trzeba powstrzymać wszelkie wątpliwości,  po prostu głosując za. Tak rodzi się fałszywa jednomyślność. 

Statut, względnie regulamin rady, powinien przewidywać, że w głosowaniu poza posiedzeniem uprawniony do oddania głosu po otrzymaniu projektu uchwały ma czas na namysł albo konsultacje, ale nie jest to praktykowane. Nawet jeżeli głosowanie członków rady nadzorczej, względnie zarządu spółki, odbywa się przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, służą one najczęściej jedynie, by za ich pośrednictwem oddać głos. Może ktoś kiedyś wstrzymał się od głosu, może nawet ktoś glosował przeciw, ale czy w głosowaniu poza posiedzeniem rady albo zarządu ktoś złożył zdanie odrębne? Przeważa nałogowa jednomyślność.

Podobnie w głosowaniu korespondencyjnym i w głosowaniu w trybie obiegowym: zjawia się posłaniec z dokumentem, na którym oddają głosy wszyscy członkowie rady, albo nadchodzi pismo, fax, względnie email z tekstem projektu uchwały, na którą należy oddać głos. Wręcz nie wypada zastanawiać się, wszyscy głosują za. Tak utrwala się fałszywa jednomyślność. Czytam sprawozdania rad nadzorczych chełpliwie informujących, że wszystkie uchwały rady zostały powzięte jednomyślnie. Pandemia COVID-19 wpędza nas mechanicznie w pułapkę jednomyślności. Lecz pamiętajmy: uchwała powzięta jednomyślnie pod żadnym względem nie jest warta więcej od uchwały zapadłej wymaganą większością głosów, nawet przy zdaniach odrębnych zgłoszonych przez dysydentów. Rada nadzorcza dlatego jest ciałem kolegialnym, by jej członkowie mogli różnić się.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów Parkiet 17 IV 2020 r.

 

 

 

 

 

 

 

Jak wepchnięto spółki na rozdroże między nowymi i dawnymi czasy

  • Jedną ustawą legislator wprowadza spółki w cyfrową współczesność i cofa je w epokę sprzed wynalezienia telefonu;
  • Krok naprzód to zdalne podejmowanie uchwał przez organy spółek kapitałowych przy wykorzystaniu internetu;
  • Krok wstecz to upowszechnienie osobliwej praktyki oddawania głosu na piśmie za pośrednictwem innego członka zarządu lub rady nadzorczej;
  • Możliwości praktycznego wykorzystania osiągnięć XXI wieku są wprowadzane równocześnie z praktyką godną połowy XIX wieku.

Chodzą po świecie osóbki wygłaszające opinie o potrzebie „napisania całego prawa od nowa”. Nie rozumieją one, że prawo nie jest produktem chwili, że odzwierciedla ono sprzeczne prądy, bowiem współistnieją w nim normy pochodzące z różnych okresów rozwoju, wywodzące się z różnych tradycji, wyrażające ducha różnych kultur. W polskim prawie spółek wkroczyliśmy właśnie w etap upowszechniania możliwości wykorzystania nowoczesnych środków porozumiewania się na odległość w procesie podejmowania uchwał przez zarządy, rady nadzorcze, walne zgromadzenia i zgromadzenia wspólników. Zarazem ustawodawca wyposażył członków zarządów i rad nadzorczych spółek kapitałowych w niepraktyczną, niedzisiejszą instytucję głosu oddanego na piśmie za pośrednictwem innego członka organu podejmującego uchwałę.

Instytucja ta został wprowadzona do Kodeksu spółek handlowych pierwotnie wyłącznie na użytek członków rad nadzorczych spółek akcyjnych. Komentator Ksh widział w mniej rozwiązanie „ważne i ułatwiające funkcjonowanie rad nadzorczych”. Jak przedstawiało się ono w praktyce?

  1. Uprawnienie do oddania głosu na piśmie przysługiwało członkowi rady nadzorczej nieobecnemu na jej posiedzeniu. Zatem wprowadzono służącą nieobecnym instytucję niespójną z obowiązkiem uczestniczenia w posiedzeniach rady, wykreowanym poprzez wprowadzenie wymogu kworum.
  2. Nieobecny mógł wykonywać to uprawnienie, jeżeli przewidziano je w statucie (ostatnio przyjęto formułę, że statut/ umowa spółki może je wykluczyć. Niech wykluczy!)
  3. Niemniej w niektórych sprawach nieobecny nie mógł głosować zaocznie (co zostało teraz uchylone).
  4. Nieobecny składa na piśmie oświadczenie o oddaniu głosu na uchwałę. Ponieważ często nie zna projektu uchwały, oświadcza: „Głosuję jak większość / jak Mietek / jak przewodniczący”. To oczywiście parodia, ale jeżeli jego głos będzie radzie potrzebny, może zostanie uwzględniony.
  5. Głos dotyczy konkretnej uchwały. Nie można jednym głosem objąć wielu uchwał.
  6. Nieobecny nie przekazuje oświadczenia o treści swojego głosu bezpośrednio do spółki (faksem, pocztą elektroniczną, usługą pocztową, kurierem), może przekazać pismo jedynie za pośrednictwem innego członka rady, który weźmie udział w posiedzeniu i dostarczy pismo nieobecnego. Pośrednik nie jest pełnomocnikiem, lecz niemym doręczycielem. Nieobecny może mieć trudności z dotarciem do niego.
  7. Oddanie głosu na piśmie nie może dotyczyć spraw wprowadzonych do porządku obrad na posiedzeniu rady nadzorczej. Nieobecny nie może oddać głosu, jeżeli porządek obrad zostanie ustalony dopiero na posiedzeniu. Rzecz w tym, że tak dzieje się najczęściej. W „zaproszeniu” na posiedzenie podaje się najwyżej projekt porządku obrad (ujmuję „zaproszenie” w cudzysłów, by podkreślić archaiczny charakter tego sformułowania). „Zaproszenie” kierowane jest do członków rady z koniecznym wyprzedzeniem; w tym czasie w spółce mogła zajść sytuacja skłaniająca radę do poszerzenia porządku obrad o tematy, których projekt porządku nie przewidział.
  8. Nawet jeżeli sprawa została zawczasu wprowadzona do porządku obrad, nieobecny nie zna dokładnego brzmienia uchwały w tej sprawie, która zazwyczaj jest redagowana dopiero na posiedzeniu.
  9. Nawet jeżeli „zaproszenie” na posiedzenie zawiera szczegółowy projekt porządku obrad i projekty uchwał – projekt uchwały, na którą nieobecny oddał głos na piśmie, może ulec daleko idącym modyfikacjom. Posiedzenie to nie mechaniczne zaklepywanie projektów, ale dyskusja nad nimi, często wnikliwa, burzliwa i twórcza. Może okazać się, że nieobecny głosował na uchwałę inną od tej, jaką rada przyjęła.
  10. Jeżeli wszystko ułoży się po myśli nieobecnego i głos przezeń oddany zostanie przez radę przyjęty, zaliczy się go do większości, niemniej nieobecnego nie należy zaliczać do kworum, ponieważ uczestniczy on wyłącznie w głosowaniu nad jedną lub kilkoma uchwałami, lecz nie w pełnym posiedzeniu rady, w dyskusji nad porządkiem obrad, nad informacjami przekazanymi bieżąco przez zarząd, nad sytuacją spółki, itd. Dziwi mnie zdanie niektórych komentatorów, że nieobecnego można uznać za obecnego i do kworum zaliczyć. Sprzeciwiam się temu stanowczo.
  11. Wszelako widzę w tej niedorzecznej procedurze pewną zaletę: utrudni ona głosowanie tajne.

Uważam, że instytucja oddawania przez nieobecnego głosu na piśmie za pośrednictwem innego członka organu została źle pomyślana. Przejęta z prawa niemieckiego, nie została uwspółcześniona, jeszcze ją skomplikowano. Nie koresponduje ona z technikami głosowania przy wykorzystaniu nowoczesnych środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość wszystkich uczestników posiedzenia online ze wszystkimi.

W następstwie niedawnej, kleconej na chybcika, niedostatecznie chyba przemyślanej, nowelizacji Ksh (zmiany weszły w życie 31 marca 2020 r.), zarządy i rady nadzorcze spółek akcyjnych i spółek z o.o. znalazły się na rozdrożu: technika podejmowania uchwał w trybie zdalnym wiedzie je w XXI wiek, natomiast możliwość oddawania głosu przez piastuna spółki głosu na piśmie za pośrednictwem koleżanki lub kolegi cofa je w epokę sprzed wynalezienia środków porozumiewania się na odległość jak internet z pocztą elektroniczną, faks, nawet historyczny już teleks. Uchylono przy tym wyłączenie możliwości dokonywania w tym trybie „wyborów przewodniczącego i wiceprzewodniczącego rady nadzorczej, powołania członka zarządu oraz odwołania i zawieszania w czynnościach tych osób”. Wprawdzie przyjęto założenie, że statut / umowa spółki może wyłączyć instytucję oddawania głosu na odległość, czyli posprzątać spółkę, lecz czy należało ją zaśmiecać?

POST SCRIPTUM: Szczególnie polecam ten wpis uczestnikom webinaru o głosowaniach w spółce akcyjnej i z o.o., zaplanowanego na 29 kwietnia o godz. 10:00 (szczegóły na stronie www.Personalities.pl ). Dowiaduję się, że – wobec znacznego zainteresowania wydarzeniem – wpisy zostały już zamknięte, lecz deklaruję gotowość poprowadzenia wkrótce drugiej edycji wydarzenia, na którą z góry zaprasz

 

Umożliwiając zdalne głosowanie w spółkach, ospałe prawo wyrusza w pogoń za techniką

  • Głosowanie w spółce akcyjnej i sp. z o. o. | webinar personalities.plW obliczu pandemii COVID-19 następuje przebudzenie przestarzałego prawa spółek, które ledwie dostrzegało możliwość zdalnego podejmowania uchwał;
  • Do tej pory tylko rada nadzorcza, za przyzwoleniem statutu, mogła podejmować uchwały w procesie bezpośredniego porozumiewania się na odległość;
  • Akcjonariusze mogliby zdalnie uczestniczyć w walnych zgromadzeniach, gdyby tylko spółki zechciały im to umożliwić;
  • Zarządom takiego prawa dotąd nie przyznawano. Obecnie prawo zmienia się gwałtownie, ale spółki wpadają w pułapki braku doświadczenia.

O sztuce głosowania w spółkach kapitałowych pisuję często i dużo. Przed pięciu laty nawet wszcząłem alarm: Nie umiemy głosować! Głosem oddawanym w głosowaniu nie potrafimy wspierać poglądów lub przekonań, interesów, spraw, nawet wartości. Nie jesteśmy biegli w procedurach związanych z głosowaniem. Nie znamy wielu związanych z nim pojęć.

Ostatnio temat powrócił. Świat ogarnęła pandemia COVID-19, wywiera ona znaczny wpływ na spółki, jedne tracą, inne zyskują, a ogromna większość przechodzi na podejmowanie przez ich organy uchwał w trybie zdalnym. W Polsce zmienia się prawo, by spółkom to ułatwić. Nie tylko rady nadzorcze mogą podejmować uchwały przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, nie tylko można w tym trybie uczestniczyć w walnych zgromadzeniach lub zgromadzeniach wspólników, możliwość podejmowania uchwał na odległość przyznano także zarządom, co dotąd ustawodawcy nie mogło zmieścić się w głowie. Następuje przebudzenie prawa, które próbuje ruszyć w pogoń za zdobyczami współczesnej techniki.

Lecz nie odbywa się to bezboleśnie. Wprowadzenie do spółek procedur zdalnego głosowania to wprowadzenie ich do labiryntu, w którym nie potrafią się poruszać. Zderzają się z problemami, o których nie mają pojęcia. Wykorzystanie procedur zdalnego głosowania daje bezsporne korzyści, ale rodzi też niebezpieczeństwa. O jednym z nich napisałem kilka dni temu w Gazecie Giełdy i Inwestorów Parkiet. Nazwałem je pułapką jednomyślności. Brak pogłębionej refleksji nad projektami głosowanych uchwał, brak autentycznej dyskusji nad nimi, owocuje mechaniczną – fałszywą! – jednomyślnością. Nie powstaje ona w wyniku twórczej wymiany poglądów, ucierania się stanowisk, nie jest wartością. Ktoś przygotował projekt uchwały, udostępniono go uprawnionym do głosowania, a oni głosują „ZA” – uznając, że nie ma warunków do wnoszenie poprawek, szlifowania sformułowań, itd.

Artykuł wywołał żywe reakcje środowiska rynku kapitałowego. Zwrócono mi uwagę, że owa fałszywa jednomyślność nie jest jedynym problemem. Proceduralnych pułapek jest wiele, nie tylko w głosowaniach walnych, także w stacjonarnych. Wątpliwości budzi arytmetyka głosów, rozmaite wymogi dotyczące większości, rozbieżności między większością a kworum, uprzywilejowanie głosów, uprawnienia osobiste i prerogatywy przypisane do funkcji, jawność i tajność głosowań, granice autonomii głosu piastuna spółki… A kiedy członek rady nadzorczej oddaje głos na piśmie za pośrednictwem innego członka rady, to ów pośrednik jest pełnomocnikiem, czy tylko doręczycielem?

Jakoś żyliśmy dotąd z tymi wątpliwościami, skumulowały się one obecnie w obliczu nagłych, radykalnych zmian prawa. Spotkałem się z uwagami: skoro ostatnio tak często piszę o procedurach służących zdalnym głosowaniom w organach spółek, dlaczego nie pozbieram wszystkich problemów głosowania w spółce, by wyjaśnić je „za jednym zamachem”?

Opowiedziałem o tym Katarzynie Łasak, z którą od dawna współpracuję, ostatnio wyłącznie zdalnie, bo ona w Warszawie, ja w Krakowie. Pani Kasia jest moim Osobistym Ministrem Cyfryzacji, to ona skłoniła mnie do prowadzenia blogu o corporate governance, otwarła mi konta LinkedIn i Twittera, a teraz zaproponowała przeprowadzenie w Sieci webinaru o sztuce głosowania w spółce akcyjnej i spółce z o.o. Poszło szybko: artykuł w Parkiecie ukazał się w piątek 17 kwietnia, piątek i sobota upłynęły na dyskusjach z zainteresowanymi, a w niedzielę ukazała się zapowiedź webinaru zaplanowanego na 29 kwietnia. Szczegóły na stronie www.personalities.pl Zapraszam!

O przykrym faulu w PZPN

baner1Obyło się bez rac, petard, transparentów z brzydkimi hasłami, lecz bez awantury to już nie. Podczas zjazdu PZPN spierano się burzliwie o sposób głosowania: czy wybierać prezesa w formie elektronicznej – czy tradycyjnie, na kartkach. Przy kartach upierał się jeden z kandydatów na prezesa, Józef Wojciechowski. Argumentował, jakoby uprawnieni do głosu mogli obawiać się głosowania w formie elektronicznej przeciwko urzędującemu prezesowi, wobec czego należy, dla zapewnienia tajności, wrzucać kartki do urny. Doszło do głosowania nad formą głosowania. Kiedy przegłosowano, 93. głosami do 16., że głosowanie będzie w formie elektronicznej, Wojciechowski obraził się, wyszedł, wprowadzając obecnych w rozterkę, czy zostawić go na liście kandydatów. Zostawiono, ale głosów poskąpiono. Wybrano kontrkandydata.

Nie jestem kibicem piłkarskim, wolę kibicować rozgrywkom na walnych zgromadzeniach. Przedsiębiorców cenię wyżej niż piłkarzy. Józef Wojciechowski jest wielką indywidualnością polskiego biznesu. Gdybym był selekcjonerem narodowej reprezentacji przedsiębiorców, powołałbym go do kadry. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy inwestować w JW Construction Holding, ponieważ przeczytałem statut spółki. Przeto, nie należąc do grona akcjonariuszy, nie uczestniczę w walnych zgromadzeniach. Chętnie obejrzałbym na stronie spółki transmisję zgromadzenia, ale uchwały o wyrażeniu zgody na utrwalenie przebiegu walnego w celu upublicznienia nie przechodzą w głosowaniu, zresztą elektronicznym (!).

Regulamin walnego zgromadzenia JW Construction Holding SA, uchwalony 16 II 2007 r., przewiduje, iż „głosowania na zgromadzeniach odbywają się co do zasady przy wykorzystaniu techniki elektronicznej. Zmiana techniki głosowania może mieć miejsce w przypadku awarii urządzeń technicznych lub (jedynie w przypadku spraw formalnych lub porządkowych) przy przyjęciu uchwały w drodze aklamacji” (pkt 8.d). Dopiero „w razie niemożności głosowania elektronicznego przygotowuje się karty do głosowania” (pkt 9.d, dotyczący wyboru rady nadzorczej).

Na walnych zgromadzeniach JW. Construction nie dochodzi do sytuacji podbramkowych: wszyscy akcjonariusze (w tym inwestorzy instytucjonalni) głosują jak jeden mąż, a ów mąż to Józef Kazimierz Wojciechowski, założyciel, największy akcjonariusz i przewodniczący rady nadzorczej. Rozgrywający i jakby arbiter. Czyli: w stworzonej i nadzorowanej przez siebie spółce Józef Wojciechowski przedkłada głosowanie elektroniczne nad głosowanie „na piechotę”, przy użyciu kartek, ale na zjeździe PZPN brzydko fauluje domagając się innego rozwiązania. Czy dlatego, że spółka JW Construction jest już w XXI wieku, a polska piłka nożna jeszcze głęboko w XX? Czy może nie wierzy, że w głosowaniu elektronicznym można dochować tajności?

Głosowania w sprawach osobowych winny mieć charakter tajny. Nie ma przeszkód, by tajnością objąć głosowanie elektroniczne. Nie ma także potrzeby, o czym już pisywałem, powoływania komisji skrutacyjnej, jeżeli walne zgromadzenie odbywa głosowania w postaci elektronicznej. Komisja nie jest w stanie ani czegokolwiek zbadać, ani za cokolwiek ręczyć. Albo zawierza się firmie obsługującej walne zgromadzenie, albo wybiera się inną. Zakładanie, że jest oczywistą oczywistością, iż wyniki głosowania mogą być, czyli były, są i będą fałszowane, pozostawmy najbardziej nieufnemu (i najmniej godnemu zaufania) z polityków.
Czytaj także:
2015.04.18 O sztuce głosowania
2010.10.26 Komisja do niczego

Nieobecny nie ma racji

Udział w pracy rady nadzorczej, w tym w jej posiedzeniach, jest obowiązkiem członka rady. Niemniej prawo udaje, że chroni interesy nieobecnych. Czyni to mało skutecznie.

Źle, kiedy przepis budzi więcej wątpliwości niż przynosi pożytku. Przykładem przyjęty w dobrej intencji przepis art. 388 § 2 Ksh. Intencja sprowadzała się do tego, by umożliwić udział w głosowaniu uchwał członkowi rady nadzorczej nieobecnemu na posiedzeniu. Może on – jeżeli statut tak przewiduje – oddać głos na piśmie za pośrednictwem innego członka rady. Głos taki nie może dotyczyć spraw wprowadzonych do porządku obrad rady już na posiedzeniu. Wszystko niby jasne, ale mało praktyczne.

Po pierwsze, głos na piśmie może być oddany nie inaczej niż za pośrednictwem innego członka rady, który uczestniczy w posiedzeniu. Pośrednictwo jest konieczne. Nie można przesłać głosu wprost do spółki, ma być on doręczony radzie nadzorczej, zapewne na ręce przewodniczącego, przez innego członka rady, który spełnia funkcję listonosza, nie zaś pełnomocnika dysponującego głosem nieobecnego. Oddanie głosu nastąpi przez klarowne określenie przez nieobecnego, jak głosuje: czy za, czy przeciw, czy wstrzymuje się. Nie spełni tego wymogu złożenie na piśmie deklaracji „głosuję tak jak Janek”. Nie wymyśliłem tego – takie przypadki zdarzają się naprawdę..

Po drugie, „oddanie głosu na piśmie nie może dotyczyć spraw wprowadzonych do porządku obrad na posiedzeniu rady nadzorczej”. Rzecz w tym, że w normalnych okolicznościach porządek obrad rady jest przyjmowany dopiero na posiedzeniu, aczkolwiek przewodniczący powinien, zwołując radę, przedstawić szczegółowe propozycje porządku jej obrad (lecz jeżeli tego nie uczyni, co zdarza się nie tak rzadko, zwołanie będzie skuteczne). Odstępstwo od takiej praktyki dotyczy posiedzeń zwoływanych na żądanie zarządu lub członka rady nadzorczej lub – wskutek braku należytej reakcji przewodniczącego na takie żądanie – przez wnioskodawcę, który obowiązkowo określa porządek obrad zwołując posiedzenie. Może się zatem zdarzyć, że zaproszony na posiedzenie a nieobecny na nim członek rady nie zna projektów uchwał, ani porządku obrad, więc głosować na piśmie nie może.

Po trzecie, nawet jeżeli nieobecny zna proponowany projekt uchwały, na którą pragnie oddać głos na piśmie, może się zdarzyć, że rada zmieni kształt omawianej sprawy lub brzmienie głosowanego projektu. Na przykład porządek obrad przewiduje uchwałę rady w sprawie wyrażenia zgody na dokonanie przez zarząd określonej w statucie czynności, lecz rada obwaruje swoją zgodę daleko idącymi warunkami, których nieobecny nie zna z góry. Czy w takich okolicznościach brać jego głos pod uwagę?

Po czwarte, interpretacja omawianego przepisu prowadzi do wniosku, że w świetle Ksh dopuszczalne jest wprowadzanie przez radę nadzorczą, już na posiedzeniu, spraw do porządku obrad. Dawniej uważano, że nie należy tak czynić, gdyż członek rady gotów zrezygnować z udziału w posiedzeniu skoro nie będą na nim głosowane sprawy dotyczące jego interesów. Dzisiaj w radzie nadzorczej obowiązuje kworum, udział członków rady w posiedzeniach jest obowiązkowy, interesy nieobecnych członków rady nie podlegają ochronie. Po prostu: nieobecny nie ma racji. Lecz wiele statutów zastrzega, że rada nadzorcza nie może wprowadzać spraw do porządku obrad, jeżeli nie są obecni wszyscy członkowie rady, chyba że zachodzą okoliczności wyszczególnione w statucie. Taki osobliwy przepis trafił do statutów ze zbioru Dobrych praktyk, lecz dobrych praktyk wcale nie wyraża. Wręcz przeciwnie.

Po piąte, głos oddany na piśmie liczy się przy ustalaniu wymaganej większości głosów, natomiast nie liczy się przy ustalaniu kworum. Jest to oczywiste, niemniej wiele rad nadzorczych ma z tym kłopot…

Czytaj także:
2001.11.19 Między sztuką a sztuczkami
2002.09.16 Usprawiedliwienie