Archiwa tagu: kadencja wspólna

Wymiatanie nie tworzy wartości

W amerykańskim piśmiennictwie toczy się spór na temat „kroczącej” (lub „zębatej”) kadencji rad dyrektorów. Oba terminy są równie stosowne, ale równie rzadko stosowane, gdyż taka kompozycja kadencji organu spółki, aczkolwiek bez ograniczeń dopuszczona przepisami Ksh, jest przecież na polskim rynku zjawiskiem wyjątkowym. Chodzi o organ (zarząd lub radę nadzorczą), którego skład jest corocznie częściowo odnawiany, a kadencje poszczególnych jego członków trwają tak samo długo, lecz nie rozpoczynają się, ani nie kończą, jednocześnie, jak w przypadku popularnej kadencji wspólnej. Traktują o tym art. 369 § 2 i 386 § 2 Ksh, przewidujące zazębiające się (kroczące) kadencje członków zarządów i rad nadzorczych spółek akcyjnych.

Amerykanie także nie są pewni, jak nazwać taką praktykę stopniowego odnawiania składu rady dyrektorów. W użyciu są dwa terminy: „staggered board of directors” lub „classified board of directors”. W dosłownym tłumaczeniu pierwszy oznacza radę dyrektorów o zróżnicowanych terminach upływu kadencji, drugi – radę, w której składzie występują klasy członków w zależności od terminu upływu ich kadencji: za rok, za dwa lata, za trzy lata.

Spór dotyczy kwestii, czy taka kompozycja składu rady nie jest poważną przeszkodą na drodze do wrogiego przejęcia spółki, swoistą zatrutą pigułką. Chodzi o to, że w praktyce warunkiem przejęcia jest opanowanie rady dyrektorów, natomiast w przypadku takiej rady na dorocznym walnym zgromadzeniu wymianie podlega jedynie część (zazwyczaj jedna trzecia) jej członków, wobec czego przejęcie – jeżeli do niego dochodzi – odbywa się na raty, przynajmniej dwie. Krytycy kadencji kroczącej są zdania, że takie rozwiązanie ustrojowe godzi w interesy akcjonariuszy, negatywnie rzutuje na wycenę spółki i naturę rynku. Zakłada się, nie bez racji, że wrogie przejęcia leżą w interesie akcjonariuszy, zapewniają efektywność rynku, a stratnymi są jedynie menedżerowie przejmowanej spółki, zresztą nieudacznicy, których nie warto żałować. Podatność spółek na wrogie przejęcia decyduje o atrakcyjności rynku, tworzy jego wartość. Zwolennicy kadencji kroczącej nie dostrzegają związku między takim rozwiązaniem ustrojowym rady dyrektorów a wyceną spółki przez rynek.

Nie zajmę stanowiska w amerykańskim sporze. Natomiast pragnę zwrócić tu uwagę, ze podobne rozwiązanie ustrojowe polskiej spółki akcyjnej ma całkiem inne znaczenie praktyczne. Chwalę kadencję kroczącą, ponieważ daje ona szansę kontynuacji zarządzania i nadzoru, wymianie ulega najwyżej część składu organów spółki, przy czym ustępujący piastuni mogą być ponownie wybierani. Niemniej wspomniana szansa często nie jest wykorzystywana, ponieważ w polskim prawie brakuje instrumentu stabilizującego członkostwo w zarządzie lub radzie nadzorczej.

Członek amerykańskiej rady dyrektorów bywa nieusuwalny przed upływem kadencji. Członek organu polskiej spółki akcyjnej może zostać odwołany w każdej chwili. Wcale nie chodzi przy tym o pobudzanie zdrowej konkurencji na rynku kapitałowym, o ułatwianie przejęć wrogich jedynie wobec zasiedziałych piastunów spółki. Chodzi o celowe osłabienie pozycji piastunów spółki, zawieszenie nad ich głowami miotły mogącej ich wymieść bez powodu, za sprawą byle kaprysu akcjonariuszy albo polityków. Nawet jeżeli dopuści się możliwość odwołania wyłącznie z ważnych powodów, przecież o tym, czy powód jest ważny – decyduje ten, kto odwołuje. Ponadto kadencja członków rady nadzorczej automatycznie wygasa przed terminem z chwilą dokonania przez walne zgromadzenie wyboru przynajmniej jednego członka rady w drodze głosowania oddzielnymi grupami.

Wniosek jest oczywisty: polskie prawo nie stabilizuje członkostwa piastunów spółki, nie ułatwia im wytrwania do końca kadencji, wypełnienia mandatu powierzonego przez akcjonariuszy. Wobec tego ich odpowiedzialność za działanie w interesie spółki staje się iluzoryczna. Zarządy i rady nadzorcze polskich spółek nie są okopane na pozycjach, pracują w przeciągu. Wcale nie z powodu wrogich przejęć, do których na naszym rynku dochodzi rzadko. Szkoda. Wrogie przejmowanie ma zalety, wrogie wymiatanie – szkodzi spółkom, ich piastunom i rynkowi.

Tekst ogłoszony 27 czerwca 2016 r. w dzienniku PARKIET

Czytaj także:
2013.11.30 Kadencja krocząca (zębata)
2010.05.18 Zębata kadencja
2005.96.13 Wycinanie w pień

Kadencja krocząca (zębata)

Ministerstwo Finansów proponuje zmianę ustawy o Narodowym Banku Polskim, a w niej m.in. zmianę zasad powoływania członków Rady Polityki Pieniężnej. Jest ich, nie licząc przewodniczącemu radzie prezesa NBP, dziewięcioro, powoływanych po jednej trzeciej przez Sejm, Senat i prezydenta RP. Kadencja członków RPP trwa sześć lat i jest wspólna. Oznacza to, że z upływem kadencji następuje wymiana całego składu rady. Wprawdzie składa się ona, przynajmniej w założeniu, ze znawców ekonomii i pieniądza, niemniej zanim oni wszyscy odnajdą się w swoich rolach, ułożą tryb współpracy, upływa sporo czasu.

Nowelizacja ustawy miałaby polegać na zastąpieniu kadencji wspólnej tzw. kadencją zębatą lub kroczącą: co dwa lata następowałoby odnowienie jednej trzeciej składu RPP. Innymi słowy, zamiast co sześć lat powoływać troje członków rady – prezydent RP, Sejm i Senat powoływaliby do rady co dwa lata po jednej osobie. Ułatwiłoby to ciągłość prac rady, skoro jej nowi członkowie stanowiliby zaledwie jedną trzecią składu, mogliby przeto płynnie wpasować się w tok jej prac. Co więcej, o czym milczą inicjatorzy zmian, stopniowa wymiana członków rady pozwalałaby na lepsze odzwierciedlanie w jej składzie aktualnej konstelacji politycznej: nowy parlament lub prezydent nie musieliby czekać do upływu sześcioletniej kadencji RPP, by wprowadzić do niej swoich członków. Słowa swoich nie biorę w cudzysłów, wszak politycy nie kryją, że kandydatów do rady nie dobierają wyłącznie w oparciu o czystą wiedzę o polityce pieniężnej.

Proponowane rozwiązanie mogłoby poprawić governance, czyli jakość władztwa w Polsce. Mogłoby ono także zainspirować spółki akcyjne do przyjęcia podobnego założenia ustrojowego, przewidującego częściowe odnawianie składu zarządu i / lub rady nadzorczej. Nie wymagałoby to nowelizacji przepisów. Obecne regulacje dopuszczają kroczącą kadencję obu organów spółki. Jeszcze niedawno statuty niektórych spółek notowanych na GPW przewidywały taką procedurę. Była ona praktykowana na przykład w radach nadzorczych Banku Pekao i Orlenu. Trudno wyjaśnić, dlaczego od niej odstąpiono.

Pod pióro ciśnie się przypuszczenie, że o ile członkowie Rady Polityki Pieniężnej są na swoich mandatach silnie umocowani, praktycznie nawet są nieusuwalni, o tyle mandaty członków organów spółki akcyjnej można zdmuchnąć jak płomyczek świecy. Akcjonariusze nie widzą więc potrzeby częściowego odnawiania składu zarządów lub rad nadzorczych, ponieważ już nawykli do gromadnego wyrzucania wszystkich – i beztroskiego instalowania nowych, którym przychodzi podejmować, bez należytego przygotowania, doniosłe i ważne decyzje. Po co przeto zazębiać odrębne kadencje piastunów spółki, skoro pełną mało kto odsłuży?

Nie nawołuję do wprowadzenia zasady nieusuwalności piastunów spółki. Byłaby ona niezgodna z natura spółki akcyjnej, dopuszczającą odwołanie członka zarządu lub rady nadzorczej w każdej chwili, z ważnych powodów, lub zgoła bez powodu. Opowiadam się natomiast za ograniczeniem szybkości drzwi obrotowych, przez które wchodzi się do organu spółki by pokręcić się i wkrótce wyjść. Skorzystanie przez spółki z możliwości wprowadzania w ich statutach kroczącej kadencji organów może przyczynić się do większej stabilizacji zarządów i rad nadzorczych.
Inicjatywa nowelizacji ustawy o NBP dała mi pretekst do przypomnienia podejmowanych od lat usiłowań ku przywróceniu kroczących (czyli zębatych) kadencji. Nie będę tu powtarzał argumentów przywołanych we wcześniejszych tekstach. Zachęcam do ich lektury!

Czytaj także:
2005.06.13 Wycinanie w pień
2010.05.18 Zębata kadencja

Zębata kadencja [2010]

Nie zawsze organy spółki powinny być powoływane wespół, potem wespół odwoływane. Parcie na zmiany bywa nierozważne.

Prawo spółek przewiduje możliwość częściowego odnawiania składu zarządu i rady nadzorczej spółki akcyjnej. Rozwiązanie to polega na tym, iż statut spółki stanowi, że członkowie tych organów, albo jednego z nich, nie są wybierani na wspólną kadencję, lecz na kadencje odrębne, trwające tak samo długo, lecz rozpoczynające się – i kończące – w różnych latach. Dzięki temu nie dochodzi do zmiany (z powodu upływu kadencji, ponieważ z innych powodów zdarza się to dość często) całego składu organu, a tylko jego części. Przykład najprostszy: rada nadzorcza składa się z sześciorga członków, przy czym co roku wygasa trzyletnia kadencja kolejnych dwojga, którzy zresztą mogą być wybrani ponownie.

Rozwiązanie to ma sporo zalet. Ułatwia ono ciągłość procesów zarządzania i nadzoru, ponieważ do ewentualnych zmian w składzie organów spółki dochodzi w sposób płynny, systematyczny, rytmiczny. Służy pewności obrotu. Utrudnia nadużycia. Pozwala przyjąć, że spółka nie zarzuci z dnia na dzień strategii i planów rozwojowych. W zarządzie i w radzie nadzorczej zawsze są przeto osoby już znające spółkę, jej przeszłość i problemy, bieżącą sytuację, szanse i zagrożenia, a przy tym osobiście zaangażowane w realizację długofalowych programów działalności. Dotychczasowi piastuni spółki nie zapadają się nagle pod ziemię, pozostawiając po trzy koperty, o jakich wspominał znany dowcip z czasów PRL…

Lecz przepis dopuszczający zazębiające się kadencje członków organów spółki akcyjnej obumarł. Utarło się, że spółki naśladują się nawzajem, więc upowszechnił się model wspólnej kadencji organów. Zresztą wymiany składu zarządów i rad nadzorczych nie zawsze mają u nas charakter indywidualny. Kiedy w spółce dochodzi do zmian właścicielskich, bądź – w przypadku spółek z udziałem Skarbu Państwa – do zmian układu politycznego, nierzadko wyrzuca się wszystkich, winnych czemukolwiek i niewinnych. Podczas takich pogromów nie liczy się pozostająca do odsłużenia długość kadencji.

Jednoczesna zmiana wszystkich członków organów może godzić w dobro spółki. Liczy się przecież znajomość historii korporacyjnej. Spółka może stracić przewagę nad konkurencją, kiedy przejmą je menedżerowie pełni lekceważenia dla wszystkiego, co było przed nimi. Warto przemyśleć dobrodziejstwa przepisu dopuszczającego częściowe odnawianie składu zarządu i rady nadzorczej. Nie zawsze organy spółki powinny być powoływane wespół, a potem wespół odwoływane. Parcie na zmiany bywa nierozważne. Należy uszanować wartości kreowane przez kontynuację.

2010.05.18 artykuł został ogłoszony w Gazecie Giełdy Parkiet
Czytaj także:
2013.11.30 Kadencja krocząca (zębata)
2005.06.13 Wycinanie w pień

Wycinanie w pień [2005]

Jednoczesna zmiana wszystkich członków zarządu może dotkliwie godzić w dobro spółki!

Niedawno byłem świadkiem, jak doświadczony prawnik naśmiewał się z przepisu kodeksu spółek handlowych dopuszczającego… losowanie członków zarządu. Rzecz jasna nie chodzi o to, by członkowie zarządu spółki akcyjnej mogli być wyłaniani w drodze losowania. Chodzi natomiast o to, że kodeks nie wymaga, by kadencja wszystkich członków zarządu rozpoczynała się i kończyła w tym samym czasie. Dopuszcza on natomiast, by statut spółki ustanowił częściowe odnawianie zarządu w ten sposób, że pewna liczba członków zarządu kolejno ustępuje. O kolejności, w jakiej członkowie zarządu mieliby kolejno ustępować, może przesądzić właśnie losowanie. Albo starszeństwo wyboru. Albo inna metoda selekcji.

Nie przypominam sobie, by losowano kolejność ustępowania członków zarządu spółki akcyjnej. Znam za to inny przypadek. Mianowicie w Międzynarodowym Trybunale Sprawiedliwości, głównym organie sądowym Narodów Zjednoczonych, po wyborze pierwotnego składu w osobach piętnastu sędziów rozstrzygnięto w drodze losowania, którym sędziom kadencja wygaśnie po trzech latach, którym po sześciu, a którym po dziewięciu, by potem co trzy lata – rzecz jasna, bez losowania! – odnawiać jedną trzecią trybunału, wybierając sędziów już na równe, dziewięcioletnie kadencje. Wynika z tego, że losowanie wcale nie jest rozwiązaniem śmiesznym. Jest ono natomiast rozwiązaniem praktycznym i niemniej sprawiedliwym niż jakiekolwiek inne.

Dlaczego wobec tego wspomniany prawnik obśmiał taką praktykę? Otóż przepis o częściowym odnawianiu składu zarządu spółki akcyjnej, czy w drodze losowania, czy w inny sposób – jest martwy. Przeszedł on do Ksh, z niewielkimi zmianami, z dawnego kodeksu handlowego. Lecz w Polsce utarło się już, że wszyscy członkowie zarządu powoływani są na wspólną kadencję. Nie korzystamy z dobrodziejstw przepisu dopuszczającego częściowe odnawianie składu zarządu. Wszystkie zarządy bywają powoływane wespół, a potem wespół są odwoływane. Szkoda.

Częściowe odnawianie składu zarządu ma bowiem wiele zalet. Dla prostoty przykładu założę, że zarząd liczy sześć osób, jego kadencja wynosi trzy lata, a statut ustanawia, że co roku ustępuje z zarządu dwóch członków, których kadencja rozpoczęła się przed trzema laty. Zatem kadencje zazębiają się. Jeżeli nie dojdzie do zmian w zarządzie z powodu śmierci, rezygnacji, odwołania, każda para członków zarządu odsłuży w nim dwa lata z jedną parą, a po roku z dwoma. Zatem nawet wymiana ustępujących członków zarządu na nowe osoby (zresztą niekonieczna, ponieważ w Polsce powszechnie przyjęto praktykę dopuszczającą ponowny wybór do zarządu na nieograniczoną ilość kolejnych kadencji) nie oznacza, że w skład zarządu wejdą sami nowi, pozbawieni znajomości spółki, a może i doświadczenia.

Otóż w sytuacji obranej za przykład w zarządzie niekoniecznie znajdą się nowicjusze, ale za to zawsze są w nim tacy, którzy już pracują na rzecz spółki i zdążyli poznać jej problemy. Pozwoli to zapewnić ciągłość zarządzania. Służy pewności obrotu. Utrudni nadużycia. Pozwoli przyjąć, że spółka nie zarzuci z dnia na dzień strategii i planów rozwojowych. Liczy się także wartość płynąca ze znajomości historii korporacyjnej. Wiele polskich spółek traci przewagę nad konkurencją, kiedy do zarządzania nimi biorą się menedżerowie nie tylko nowi, lecz także pełni lekceważenia dla wszystkiego, co było przed nimi.

Nie znam racjonalnych argumentów przemawiających przeciwko praktyce częściowego odnawiania składu zarządu. Dlaczego wobec tego nie jest ona stosowana w Polsce? Jakie zalety tkwią we wspólnej kadencji zarządu? W mojej opinii – żadne. Zapewne liczy się to, że w Polsce długość kadencji nie ma większego znaczenia. Członków zarządów można odwołać w każdej chwili – i odwołuje się ich, często znienacka i bez dania racji, by zrobić miejsce dla swoich. Kiedy do władzy dorwie się orientacja inna od poprzedniej, zaraz wycina w pień menedżerów powołanych przez poprzedni rząd. I powołuje swoich stronników politycznych (nazwałem to zjawisko alotażem). Nie bierze się pod uwagę, że X solidnie pracuje, ma doskonałe wyniki, jego kadencja upływa za rok, przeto niech dosłuży do jej końca, zresztą z korzyścią dla spółki.
Mnożą się zresztą głosy, że do najbliższych wyborach dojdzie do licznych zmian w organach spółek, w których Skarb państwa ma coś do gadania.

Częściowe odnawianie składu można stosować także w przypadku rady nadzorczej. Z tą różnicą, że jeżeli dojdzie do wyboru przynajmniej jednego członka rady w drodze głosowania oddzielnymi grupami, mandaty dotychczasowych członków rady wygasają przedterminowo. Rytm częściowego odnawiania składu rady zostałby zatem zburzony. Zresztą w przypadku rad nadzorczych jeszcze częściej niż w przypadku zarządów mamy do czynienia z politycznym manipulowaniem ich składem.

2005.06.13 artykuł został ogłoszony w tygodniku Gazeta Bankowa
Czytaj także:
2013.11.30 Kadencja krocząca (zębata)
2010.05.18 Zębata kadencja