Archiwa tagu: Kh

Eurokonfitury [2000]

Wynagrodzenie rady ma się nijak do wyników spółki, skali jej działalności, a także jakości nadzoru.

Spółki mają daleko idącą swobodę kształtowania wynagrodzeń rad nadzorczych. Korzystają z niej chętnie. Na oślep. Co spółka, to inne zasady wynagradzania rady. Nie ma w nich żadnej logiki. Apanaże rad nadzorczych nie zależą od rentowności przedsiębiorstwa spółki, jego rozmiaru, stopnia złożoności. Nie zależą od kwalifikacji członków organów nadzoru, liczebności tych organów lub wkładu pracy poszczególnych osób. Czasem mała spółka z duża stratą hojniej traktuje radę, nawet leniwą i niekompetentną, niż duża, zyskowna spółka radę pracowitą i rzetelną.

Prawo przesądza jedynie, że wynagrodzenie przysługuje członkowi rady delegowanemu do stałego indywidualnego wykonywania nadzoru. O tym, czy w innym przypadku członkowie rady nadzorczej otrzymują wynagrodzenie od spółki, rozstrzyga statut, a gdy statut milczy – uchwała walnego zgromadzenia. Nawet jeżeli statut przewiduje, że niektórzy (lub wszyscy) członkowie rady nadzorczej powoływani są do niej inaczej niż w trybie wyboru przez walne zgromadzenie, wynagrodzenie od spółki może przyznać im, oprócz statutu, tylko uchwała walnego zgromadzenia, choćby nie miało ono wpływu na wybór tych członków rady.

Wyjątek od tej zasady dotyczy członków rady delegowanych przez nią do czasowego wykonywania czynności członka zarządu. W innych przypadkach wpływ rady na wynagrodzenie jej członków ogranicza się do ewentualnego usprawiedliwiania nieobecności na posiedzeniu (brak usprawiedliwienia często pozbawia członka rady prawa do wynagrodzenia). Nieprawidłowe jest więc rozwiązanie przyjęte przez Compensę: „wysokość wynagrodzenia poszczególnych członków rady ustala Rada Nadzorcza” – nawet jeżeli walne zgromadzenie kreśli ramy dla takich ustaleń.

Akcjonariat decyduje nie tylko o tym, czy członkowie rady otrzymują wynagrodzenie od spółki, lecz i o wysokości tego wynagrodzenia. Nadmierne wynagrodzenie, odbiegające od zadań, spoczywających na radzie, i od sytuacji finansowej spółki, może być zaskarżane w trybie art. 414 kh. Skorzystał z tej drogi Skarb Państwa w wałbrzyskiej Porcelanie (wyznaczono tam radzie nadzorczej wynagrodzenia jaskrawo odbiegające od możliwości spółki). W spółce publicznej skargę może wnieść jedynie akcjonariusz (lub grupa akcjonariuszy) posiadający bezpośrednio akcje uprawniające do wykonywania nie mniej niż 1% ogólnej liczby głosów. To ograniczenie prawa skargi drobnego akcjonariatu jest rozwiązaniem fatalnym.

Liczne spółki, w tym publiczne, utrzymały zasady nadane im przez Skarb Państwa, gdy był ich jedynym akcjonariuszem. Podstawą jest miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wraz z wypłatami z zysku w kwartale (lub za ostatni w nim miesiąc) poprzedzającym kwartał, w którym dokonywane są wypłaty. Przewodniczący rady otrzymuje 1,4 tej podstawy, sekretarz 1,2, a pozostali członkowie rady 1,1. W niektórych spółkach podstawą jest średnie miesięczne wynagrodzenie brutto w spółce, natomiast iloczyny bywają znacznie wyższe. Inne spółki kierują się własnymi zasadami wynagradzania rady. Jest ono najczęściej wypłacane co miesiąc, rzadziej – od posiedzenia. Przewodniczący bywa wyżej wynagradzany. Członkowie rady nie wszędzie otrzymują równe wynagrodzenie.

W Banku Komunalnym wynagrodzenie przysługuje tylko obywatelom Rzeczypospolitej Polskiej. Walne zgromadzenie przyjęło taką uchwałę nie wyjaśniając, dlaczego dyskryminuje obcokrajowców. Co na to konstytucja? Animex też nie płaci obcokrajowcom, ale przyjął od nich oświadczenia „o zrzeczeniu się prawa do wynagrodzenia”. Nie zrzekli się pieniędzy, ale prawa do ich otrzymania. a to wybranych do rady Polaków walne zgromadzenie potraktowało nierówno, jednemu przyznając wynagrodzenie „w wysokości stanowiącej równowartość w złotych kwoty 8.333 dolarów USA miesięcznie”, drugiemu w równowartości 500 dolarów miesięcznie. Wprawdzie na biednego nie trafiło, lecz skala zróżnicowania budzi kontrowersje.

Zabawne, że spółki notowane na polskim rynku naliczają wynagrodzenie członków rad nadzorczych jako równowartość kwot w walutach obcych. Zabawne, że przy tym chętnie pozbawiają obcokrajowców dostępu do konfitur. Słyszałem tłumaczenia, że Animex lub Exbud, gdzie płace rady liczy się w dolarach, to przecież spółki przejęte przez zagranicznych inwestorów. Z kolei rodzima Krakchemia wyznaczyła wynagrodzenie członków rady nadzorczej jako równowartość (sporych) kwot w euro. Czy eurokonfitury są smaczniejsze?

Można sobie natomiast darować porównywanie wysokości świadczeń płaconych przez spółki radom z pozycją tych spółek na rynku i wysokością ich zysków. Tu nie ma żadnego związku. Kiepskie wyniki nie są też przeszkodą dla wyróżniania rad. Gdy spółka przynosi straty, tantiem wypłacić nie można. Wypłaca się nagrody.

Wańka – wstańka [2000]

Powodem zawieszenia członków zarządu bywa najczęściej działalność na szkodę spółki.

Ostatnio weszło w modę zawieszanie przez rady nadzorcze prezesów i członków zarządów. Kodeks handlowy (Kh) wyraźnie dopuszcza taką możliwość. Jest ona fundamentem ustroju spółki akcyjnej. Prawo do zawieszania w czynnościach członków zarządu (poszczególnych lub wszystkich, zatem i prezesa, którego kodeks nigdy i w niczym nie wyróżnia) należy do rady nadzorczej. Jest to prerogatywa, której radzie odebrać nie można. Nie ma znaczenia, czy statut nadaje radzie nadzorczej szerokie kompetencje, czy ogranicza je do wymienionych w kodeksie. Nawet jeżeli statut przemilcza kompetencję rady do zawieszania w czynnościach członków zarządu, w spółce akcyjnej przysługuje ona radzie z mocy prawa. Statut może natomiast wymagać od rady nadzorczej, by uchwały o zawieszeniu w czynnościach członków zarządu podejmowała kwalifikowaną większością głosów.

W świetle kodeksu, rada zawiesza członków zarządu wyłącznie „z ważnych powodów”. Brzmi to poważnie, lecz nie ma znaczenia. O tym, czy powód jest ważny, decyduje przecież sama rada. Wprawdzie kodeks mówi o „powodach”, ale liczba mnoga została użyta na wyrost. W praktyce mamy zresztą do czynienia najczęściej tylko z jednym powodem zawieszenia. Jest nim działalność na szkodę spółki. Zawieszenie ma zapobiec, względnie położyć kres tej działalności, a nadto jest przydatne dla wyjaśnienia wszelkich okoliczności sprawy. Ponieważ zawieszenie z reguły następuje przed wyjaśnieniem sprawy, nie należy utożsamiać go z oceną zawieszonego, na którą przyjdzie pora. Niemniej opinia publiczna żywi się domniemaniem, że powód zawieszenia bywa mroczny, a ocena będzie negatywna. Niekiedy kończy się jednak na rozpędzeniu rady. Wszak walne zgromadzenie może uznać, że zawieszenie było bezzasadne, a nawet – wyrządziło spółce szkodę.

W większości polskich spółek statut przyznaje radzie nadzorczej prawo odwołania zarządu. Rada, jeżeli została wyposażona w takie uprawnienie, może odwołać zarząd, czy w części, czy w całości, w każdej chwili, bez potrzeby podpierania się „ważnymi powodami”. Często łatwiej więc odwołać, niż zawiesić. Daje to wyobrażenie o przewadze rady nad zarządem.

Rada ma prawo zawiesić każdego członka zarządu, bez względu na to, kto w spółce jest władny do powołania zarządu, względnie poszczególnych jego członków: czy jest to sama rada, czy walne zgromadzenie, czy któryś z akcjonariuszy. Rady nadzorcze zawieszają w czynnościach członków zarządu na czas określony lub nieokreślony, przy czym wybór należy do rady.

Zawieszenie na czas określony (24 marca rada Banku Częstochowa zawiesiła prezesa zarządu na czas określony, do 25 kwietnia b.r.) może być przedłużane na kolejne okresy, lub na czas nieokreślony. Może także być wcześniej cofnięte przez radę, lub przez walne zgromadzenie. Cofnięcie zawieszenia oznacza wstąpienie zawieszonego w prawa członka zarządu. Taki sam skutek ma upływ terminu zawieszenia, jeżeli nie zostało ono przedłużone, a zawieszony nie został odwołany. Można także zawieszać na czas nieokreślony. Tak postąpiła rada nadzorcza PZU zawieszając w czynnościach prezesa i jednego z członków zarządu. Ani stan zawieszenia, ani cofnięcie zawieszenia, nie są przeszkodami do odwołania członka zarządu przez uprawniony organ lub osobę. Upływ kadencji w trakcie zawieszenia pozbawia zawieszonego nie tylko miejsca w zarządzie, lecz zapewne także prawa wejścia do zarządu następnej kadencji, bez względu na to, przez kogo i w jakim trybie zarząd zostanie wyłoniony.

Zawieszenie poszczególnych lub wszystkich członków zarządu nie osieroci spółki. Nie pozostaje ona bez zarządu. Rada nadzorcza bezzwłocznie przedsiębierze odpowiednie kroki celem uzupełnienia składu zarządu. Może ona także delegować członków rady do czasowego wykonywania czynności członków zarządu. Stąd nieporozumieniem jest omawiany przez prasę postulat ministra Skarbu Państwa, że należy jednak przejściowo przywrócić zawieszonego w czynnościach prezesa PZU, by mógł on coś podpisać (użyto tu słowa „audyt”).

Nie uchyla się na chwilę zawieszenia, by przejściowo odwieszony mógł dokonać jakiejś czynności. Zawieszenie nie jest zabawą w wańkę – wstańkę. Powinno ono prowadzić do szybkiego i jednoznacznego rozstrzygnięcia, czyli do odwołania (i, ewentualnie, także podciągnięcia do odpowiedzialności), bądź do przywrócenia w czynnościach. Zawieszenie jest stanem przejściowym, natomiast odwołanie i przywrócenie w czynnościach to stany z natury stałe. Jedynie król Belgów Baudoin I przejściowo abdykował, by uniknąć podpisania niemiłej mu ustawy. Wytrwał przy poglądach, za co był szanowany. Minister zmienił już swoje na temat zawieszenia prezesa PZU. Jak wańka – wstańka.

Tekst ogłoszony 17 kwietnia 2000 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Bicz z piasku [2000]

Przed sądem w Krakowie zawisła sprawa z powództwa Raimondo Egginka wytoczonego w trybie art. 414 kodeksu handlowego. Powód to dobry znajomy pieniędzy (jest doradcą inwestycyjnym ABN Amro, co mówi samo za siebie) i czytelników Magazynu Finansowego. Pozew zmierza do unieważnienia uchwały walnego zgromadzenia Polifarbu Dębica SA o wycofaniu spółki z obrotu publicznego.

Wspomniany art. 414 kh daje akcjonariuszowi (i tylko jemu, bądź im) legitymację do zaskarżenia uchwały walnego zgromadzenia, nawet zgodnej z prawem i statutem, jeżeli wbrew dobrym obyczajom kupieckim godzi ona w interes spółki lub ma na celu pokrzywdzenia akcjonariusza. Zapewne pokrzywdzono grupę akcjonariuszy Polifarbu Dębica, którzy de facto zostali zmuszeni do odstąpienia spółce akcji po cenie znacznie niższej od zapłaconej przez spółkę innym akcjonariuszom. Szczególnie bulwersuje, że do wybrańców, których lepiej potraktowano, bez żenady dołączył… Skarb Państwa. Kiedyś Skarb Państwa wykiwał akcjonariuszy BPH SA. Banku już dawno nie będzie, a o tym przypadku wciąż będą wspominać podręczniki. Nie dochowuje dobrych kupieckich obyczajów, kto nie odróżnia kupca od przekupki.

Z kodeksu handlowego płynie czytelne przesłanie, że nie należy krzywdzić akcjonariusza. Nawet jednego. Nawet drobnego. Nawet zgodnie z prawem i statutem! Niestety, tę zasadę z czasem okaleczono, dzieląc akcjonariuszy na lepszych i gorszych. Otóż w 1997 r. dodano do wspomnianego przepisu feralny § 2, pozwalający zaskarżać taką uchwałę walnego zgromadzenia spółki publicznej tylko uprzywilejowanym, a to akcjonariuszowi lub grupie akcjonariuszy, posiadającym bezpośrednio akcje uprawniające do wykonywania nie mniej niż 1% ogólnej liczby głosów.

Ustawodawca, być może, obraził konstytucję. Popełnił także głupstwo. Przestraszył się braci Jedamskich, bojowych akcjonariuszy b. Łódzkiego Banku Rozwoju, nękających procesami BIG BG SA. W obawie przed pieniactwem, pozbawił ważnych praw drobnych akcjonariuszy, tych poniżej progu 1% głosów. Właściwie pozbawił praw także Raimondo Egginka, który ma tylko 165 akcji Polifarbu Dębica. Ale są jeszcze sędziowie w Krakowie.

Póki sądy sprawy nie rozstrzygną, nie będę o niej pisał. Powrócę do kodeksu. Akcjonariusz może zaskarżyć jedynie uchwałę walnego zgromadzenia. Nie może skarżyć uchwał zarządu i rady nadzorczej. Ale nie znaczy to wcale, że zarządowi lub radzie nadzorczej przystoi wbrew dobrym obyczajom kupieckim godzić w interes spółki lub mieć na celu pokrzywdzenie akcjonariusza. Wręcz przeciwnie. Nie przystoi.

Kodeks nie definiuje, co to jest „pokrzywdzenie akcjonariusza”. Wynika z niego niezbicie, że może to być działanie w pełni zgodne z prawem i statutem. Istnieją przeto inne dyrektywy postępowania spółki względem akcjonariuszy, jak tylko kodeks handlowy i statut. Ich wspólnym mianownikiem jest interes drobnego akcjonariusza.
Duzi akcjonariusze potrafią zadbać o swoje. Nie tylko podczas walnych zgromadzeń. Także w okresie między walnymi zgromadzeniami – a to dlatego, że mają dość głosów, by w każdej chwili zażądać zwołania walnego zgromadzenia. Dlatego zarząd tańczy koło nich, szanuje ich rada nadzorcza. Wprawdzie jeden z wielkich polskich banków próbował wywieść w pole dużego akcjonariusza, ale teraz pokutuje za to, odmawiając w kółko „Deutsche nasz”.

Drobni akcjonariusze są w znacznie trudniejszej sytuacji. Mają mniej pieniędzy, więc mniej akcji, mniej głosów i mniej praw. Akcje są niby wszystkie takie same, lecz każda z licznych waży znacznie więcej, niż taka sama z nielicznych. Pracując w radach nadzorczych, najczęściej dobrze znam dużych akcjonariuszy. Z drobnym akcjonariuszem mógłbym spotkać się na walnym zgromadzeniu, gdyby brał on w nim udział, ale najczęściej nie bierze, bowiem szkoda czasu i atłasu. Tam drobny akcjonariusz mógłby dorzucić swój głos do wniosku, lub przeciw wnioskowi, o skwitowanie rady, albo mnie osobiście. Ten głos ważyłby tyle, ile drobinka piasku, lecz z drobinek usypana jest Sahara. W jedności siła! Wiedzą o tym Niemcy, gdzie prawa rzesz drobnych akcjonariuszy wykonują z ich mandatu banki.

Drobni akcjonariusze powinni łączyć się, bo wtedy łatwiej im uniknąć pokrzywdzenia. Z drobnicy można sklecić aż 1% ogólnej liczby głosów, co ułatwi zaskarżanie uchwał. Można też sięgnąć wyżej, dokonać jeszcze więcej. Wszak bies zdołał skręcić z piasku bicz. Jak łączą się korporacje, tak ich akcjonariusze winni jednoczyć się, tworzyć stowarzyszenia wspólnego inwestowania. Niech drobni inwestorzy nie liczą na chytry Skarb Państwa. A kiedy związek ich bratni ogarnie cały rynek – ruszą z posad zarządy i rady.

Tekst ogłoszony 27 marca 2000 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka