Archiwa tagu: komitet audytu

O potrzebie powołania Stowarzyszenia KOMITET AUDYTU (O komitecie audytu II)

  • Dobre Praktyki Komitetów Audytu 2021 są produktem inicjatywy grupy specjalistów działających od lat na polskim rynku;
  • W toku prac redakcyjnych nie korzystano z zasobów finansowych lub merytorycznych instytucji publicznych;
  • Czas zastanowić się, jak trwale zakorzenić DPKA2021 w infrastrukturze polskiego rynku kapitałowego;
  • Poprzednia inicjatywa o podobnym rodowodzie i charakterze została z biegiem lat zarzucona i zapomniana.

Pierwsza inicjatywa zmierzająca do opracowania zbioru dobrych praktyk komitetów audytu narodziła się niebawem po uchwaleniu w 2009 r. kontrowersyjnej ustawy o biegłych rewidentach. Dotyczyła ona m.in. wprowadzenia do jednostek zainteresowania publicznego komitetów audytu wyłanianych przez rady nadzorcze z ich składu. Tę ważną i trudną materię, związaną z największą w historii reformą rad nadzorczych, powinien podjąć Kodeks spółek handlowych, lecz zajmujące się nim Ministerstwo Sprawiedliwości nie okazało zainteresowania (!), wobec czego rzecz przejęło Ministerstwo Finansów, co zaowocowało nieporozumieniami. Należało wesprzeć nieokrzepłe jeszcze komitety audytu dobrymi praktykami. Ogłoszono je w marcu 2010 r. jako wspólne dzieło polskiego oddziału ACCA (Association of Chartered Certified Accountants) i Polskiego Instytutu Dyrektorów.

Niebawem Dobre Praktyki Komitetów Audytu w Polsce – dobrze zredagowane, merytoryczne i zwięzłe – zostały dopełnione wartościowym podręcznikiem „Komitet audytu – pierwsze kroki. Przewodnik dla praktyków” (2011) przygotowanym przez finansistów z ACCA pod redakcją Pawła Spiechowicza. Projekt wsparcia komitetów audytu obejmował także oferowaną spółkom listę rekomendowanych przez PID kandydatów na członków komitetów audytu. Nie spotkała się ona niestety z należytym zainteresowaniem, inwestorzy zamiast dążyć do tworzenia w radach profesjonalnych komitetów audytu opowiadali się często za zmniejszeniem składu rad do ustawowego minimum, co pozwalało obejść wymóg utworzenia komitetu audytu. Polski Instytut Dyrektorów, ACCA, Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych i Giełda Papierów Wartościowych, we współpracy z firmami audytorskimi, organizowały liczne konferencje i szkolenia promujące wiedzę o komitetach audytu.

Tekst Dobrych Praktyk Komitetów Audytu w Polsce 2010 został przez ekspertów ACCA przełożony na angielski i był szeroko kolportowany w kręgach corporate governance. W związku z tym warto przytoczyć anegdotę, jak to jeden z amerykańskich uniwersytetów stanowych w partnerstwie z jednym z polskich uniwersytetów ekonomicznych podjęły badania nad mechanizmem stosowania przez polskie spółki przewidzianej w Praktykach 2010 zasady comply or explain. Lecz skoro Praktyki nie przewidywały sprawozdawania o ich stosowaniu – zasada comply or explain nie miała zastosowania, przeto badania zapewne zostały zaniechane. Może szkoda.

Z upływem czasu zainteresowanie tematem słabło… Entuzjazm zapaleńców badających problematykę komitetów audytu, redagujących dla nich zasady dobrych praktyk i podręcznik pożyteczny beginners kit, organizujących szkolenia i konferencje – nie został należycie zinstytucjonalizowany. ACCA, PID, SEG, powróciły do swoich statutowych zadań, wobec czego zabrakło organizacji, dla której doskonalenie komitetów audytu byłoby priorytetem. Po dziesięciu latach znaleźliśmy się więc w punkcie wyjścia. Prace zostały ponownie podjęte, ponieważ Ilona Pieczyńska-Czerny, doskonale obeznana z ramami prawnymi i realiami rynku kapitałowego, odeszła z Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego i samodzielnie podjęła inicjatywę skupienia zespołu specjalistów na rzecz opracowania rozwiniętych i dopracowanych Dobrych Praktyk Komitetów Audytu. Zajęło kilkanaście miesięcy by inicjatywa przybrała dojrzały kształt – i tu rodzi się pytanie, czy nie podzieli ona z czasem smutnego losu swojej poprzedniczki…

Nie ma na polskim rynku instytucji profesjonalnie zajmującej wyłącznie się komitetami audytu. Oznacza to, że Dobre Praktyki Komitetów Audytu 2021 są dokumentem obecnie bezpańskim, nie mają swojego właściciela, a osoby i instytucje zainteresowane komitetami audytu nie mają dokąd zwracać się z uwagami, propozycjami, pomysłami dotyczącymi tej materii. Zarazem znaczenie zagadnień związanych z komitetami audytu prawdopodobnie wzrośnie. Sądzę, że profesjonalizacji komitetów audytu i utrwaleniu pozycji dobrych praktyk na rynku służyłoby zawiązanie, z udziałem uczestników zespołu redagującego  DPKA2021, stowarzyszenia dbającego o aktualizację i rozwój dobrych praktyk, opracowanie współczesnego podręcznika dla komitetów audytu, inspirowanie prac ku należytemu uregulowaniu ich sytuacji prawnej oraz prowadzenie poświęconej tej tematyce witryny www.

Tymczasem Dobre Praktyki Komitetów Audytu dostępne są na stronach WWW.FPID.ORG.PL  oraz tutaj: 2021.09.09 Dobre Praktyki Komitetów Audytu 2021.

Tekst ogłoszony 21 września 2021 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET pod tytułem O komitecie audytu (II).

 

O komitecie audytu i Dobrych Praktykach Komitetów Audytów 2021 (I)

  • Zapewne wszyscy uczestnicy rynku kapitałowego wiedzą o Dobrych Praktykach Spółek Notowanych na GPW 2021 (DPSN2021);
  • Zapewne niewielu wie o innym wartościowym dokumencie: Dobrych Praktykach Komitetów Audytu 2021 (DPKA2021);
  • Spółki sprawozdają o stosowaniu DPSN2021, a ich sprawozdania są poddawane ocenie rzutującej na ocenę spółek;
  • Spółki nie sprawozdają na temat DPKA2021; moją je stosować dobrowolnie, kreując wartość dla siebie i rynku.

Dobre Praktyki Komitetów Audytu 2021 zredagował ochotniczy zaciąg ekspertów rynku kapitałowego z inicjatywy i pod przewodnictwem Ilony Pieczyńskiej-Czerny. Powstał dokument obszerny, będący w istocie rzeczy rozbudowanym konspektem podręcznika dla komitetów audytu. Wprawdzie komitet audytu jest najsilniej uregulowanym modułem rady nadzorczej, lecz regulacje są niedoskonałe, istnieje więc pilna potrzeba wsparcia komitetów audytu rozbudowanym korpusem dobrych praktyk. Zaproponowany im materiał zawiera przejrzyste wskazówki postępowania oraz, mniej formalne, zestawienia przykładowych rozwiązań.

Adresatami dobrych praktyk są zarówno jednostki zainteresowania publicznego zobowiązane do utworzenia komitetu audytu w swoim organie nadzoru, jak podmioty ustanawiające  komitety audytu dobrowolnie, z własnego przekonania o przydatności tego instrumentu corporate governance. Adresatami są także akcjonariusze podejmujący decyzje w sprawie wyboru członków rady nadzorczej, ponieważ powinni oni zapewnić powołanie w skład rady osób spełniających dotyczące członków komitetu audytu wymogi niezależności i kompetencji – oraz indywidualne wymagania spółki. Od tego zależy przecież skuteczność komitetu. DPKA2021 dążą przeto do ugruntowania na rynku kapitałowym świadomości prostej prawdy, iż nie wystarczy powołanie do nadzoru osób darzonych zaufaniem tego lub tamtego znacznego inwestora, ważniejsze jest bowiem zaufanie pokładane w nadzorcach przez rynek.

Dlatego DPKA2021 przewidują, iż jeżeli dla zapewnienia właściwego składu lub prawidłowego działania komitetu audytu konieczne są zmiany w składzie rady nadzorczej, rekomenduje ona dokonanie stosownych zmian w jej składzie, a jej stanowisko jest przez spółkę przedstawiane akcjonariuszom, z należytym wyprzedzeniem, przed walnym zgromadzeniem. Gdyby utarł się taki obyczaj, świadczyłoby to o dojrzałości polskiego rynku.

DPKA2021 dotykają zasad działania komitetu audytu, zadań i pozycji przewodniczącego komitetu, procedur zwoływania komitetu i regulaminu jego prac, etyki i niezależności członków komitetu, ich kompetencji i wynagrodzeń. Wartościowe wskazówki dotyczą organizacji działania komitetu z uwzględnieniem monitorowania procesu sprawozdawczości finansowej, w tym współpracy z podmiotami zewnętrznymi. Obszerny rozdział poświęcono monitorowaniu skuteczności systemów i funkcji wewnętrznych: kontroli wewnętrznej, w tym w zakresie sprawozdawczości finansowej, systemów zarządzania ryzykiem i compliance, oraz funkcji audytu wewnętrznego.

Na koniec Dobre Praktyki Komitetów Audytu 2021 określają zasady monitorowania wykonywania czynności rewizji finansowej, w szczególności w odniesieniu do badania sprawozdań finansowych i skonsolidowanych sprawozdań finansowych. To ważny i trudny obszar, obejmujący wybór firmy audytorskiej oraz ocenę jej niezależności, a także ocenę zagrożeń niezależności biegłego rewidenta. Komitet audytu dokonuje selekcji ofert otrzymanych od firm audytorskich i rekomenduje podmiot uprawniony do badania sprawozdań finansowych. Rekomendacja, wraz z uzasadnieniem, przedstawiana jest organowi uprawnionemu do wyboru firmy audytorskiej; jeżeli jest nim walne zgromadzenie, zapoznaje się ono także z opinią rady nadzorczej. Umowy dotyczące badania sprawozdań powinny być zawierane na okresy dłuższe niż dwa lata.

Rola komitetu audytu nie kończy się z wyborem firmy audytorskiej. Komitet omawia z kluczowym biegłym rewidentem plan badania, w tym sprawy i obszary wymagające znacznej uwagi, oraz ustala tryb i częstotliwość komunikacji. Proces współpracy z rewidentem obejmuje m.in. analizę obszarów podwyższonego ryzyka i trudności, które wystąpiły w trakcie badania.

Rady nadzorcze i wyłonione z nich komitety audytu znacznie różnią się poziomem pracy, doświadczeniami, dorobkiem. Stosowanie DPKA2021 niektórym nie przysporzy trudności, dla innych okaże się wyzwaniem. Warto je podjąć, wszak w komitecie audytu, jak w soczewce, skupia się większość ważnych aspektów nadzoru nad działalnością spółki we wszystkich dziedzinach jej działalności.
Tekst DPKA2021 został ogłoszony m.in. na stronach  WWW.FPID.ORG.PL
i  tutaj: 2021.09.09 Dobre Praktyki Komitetów Audytu 2021

Tekst ogłoszony 15 września 2021 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET pod tytułem „O komitecie audytu (I)”.

Ksh po dwudziestu latach (I). Z dystansu widać lepiej

Współcześnie komitet audytu jest rdzeniem rady nadzorczej, funkcji gospodarza Ksh podjęło się – z marnym skutkiem! – Ministerstwo Aktywów Państwowych, a Komisja Kodyfikacyjna została rozpędzona, co ułatwia psucie prawa spółek.  

  • 1 stycznia minęło dwadzieścia lat od wejścia w życie Kodeksu spółek handlowych uchwalonego 15 września 2000 r.;
  • Długo wyczekiwany, Ksh został dobrze przyjęty. Porządkował ustrój i działalność spółek handlowych, wprowadził kilka ciekawych nowości.
  • Nie znaczy to, niestety, że Ksh był dziełem doskonałym. Niektóre z zaszytych w nim błędów zostały poprawione dopiero po latach.
  • Z dystansu widać, jak głęboko Ksh został zanurzony w tradycji niemieckiej ze szkodą dla współczesnego nurtu anglosaskiego.

Pod koniec XX wieku nasiliły się w świecie tendencje zmierzające do rozwijania zasad corporate governance. Ich kulminacją był brytyjski Raport Cadbury’ego (1992), czyli zgodna odpowiedź City i Westminsteru na skandaliczne nieprawidłowości trapiące brytyjski rynek kapitałowy. Pod jego wpływem wkrótce ukształtował się powszechny standard wprowadzania do rad dyrektorów / rad nadzorczych komitetów audytu i komitetów wynagrodzeń.

Kodeks spółek handlowych wszedł w życie 1 stycznia 2001 r. Został dobrze przyjęty, lecz nie był wolny od błędów. Już wtedy niektóre przepisy sprawiały wrażenie, że pochodzą z poprzedniej epoki. Zabrakło w nich jasnej zachęty na rzecz wyposażania rad nadzorczych w komitety. Owszem, można było powoływać komitety bezwstydnie naciągając przepis o delegowaniu członków rady do samodzielnego pełnienia określonych czynności nadzorczych. Niemniej większość spółek wybierała wygodniejsze dla nich rozwiązanie: utrzymanie poprzedniego stanu rzeczy. Skutek był taki, że najważniejszej w historii polskiego prawa reformy rady nadzorczej spółki akcyjnej dokonano hen!, daleko poza Ksh, w ustawie o biegłych rewidentach. I dokonano jej źle.

W tym czasie w Genewie ruszył Wielki Zderzacz Hadronów (Great Hadron Collider), zatem nazwałem ustawę o biegłych Wielkim Zderzaczem Andronów. Po pierwsze, dała ona spółkom możliwość uniknięcia powołania w składzie rady komitetu audytu: wystarczyło, by rada liczyła minimalną dopuszczalną liczbę członków. Po drugie, przepustką do członkostwa komitetu były niejasne „kwalifikacje”, co niebawem sprowadzono do absurdu. Po trzecie, przyjęto kontrowersyjne kryterium obligatoryjnej niezależności członka / członków komitetu. Po kilku latach ustawie o biegłych nadano nowy kształt, lecz pozostało pytanie: dlaczego tak doniosła regulacja została wyłączona z Ksh?

Przyczyna nie tkwiła w tym, jakoby patronujące ustawie o biegłych Ministerstwo Finansów wtargnęło w sferę kompetencji Ministerstwa Sprawiedliwości uważanego za gospodarza Ksh. Otóż to drugie lekkomyślnie uznało komitety audytu za temat mało istotny, który nie zasługuje na poświęcenie mu kolejnej (czyli jednej z nazbyt wielu) nowelizacji Ksh. Wobec tego Ministerstwo Finansów zajęło się sprawą, jak umiało. Współcześnie komitet audytu jest rdzeniem rady nadzorczej, funkcji gospodarza Ksh podjęło się – z marnym skutkiem! – Ministerstwo Aktywów Państwowych, a Komisja Kodyfikacyjna została rozpędzona, co ułatwia psucie prawa spółek.

Ksh wszedł w życie z założeniem, że rada nadzorcza spółki akcyjnej składa się co najmniej z trojga członków. Była to zmiana znacząca, ponieważ wcześniejszy przepis wymagał w radzie nadzorczej przynajmniej pięciorga członków. Rzecz w tym, że trzyosobowy skład rady praktycznie uniemożliwia mniejszości realizację jej podstawowego prawa do obsady rady w drodze głosowania oddzielnymi grupami, bowiem grupę mogą utworzyć jedynie osoby reprezentujące na walnym zgromadzeniu tę część akcji, która przypada z podziału ogólnej liczby reprezentowanych akcji przez liczbę członków rady. Mogło to prowadzić do sytuacji, że prawo do wyboru „swojego” członka rady miałaby grupa reprezentująca aż jedną trzecią głosów na WZ. Błąd ten naprawiono dopiero w 2003 r., acz jedynie w odniesieniu do spółki publicznej, przywracając dla niej wymóg co najmniej pięcioosobowej rady. W spółce niepublicznej pozostało po staremu. Czy tam prawa mniejszości mniej znaczą?

Za anachronizm uznaje się przepis Ksh dający akcjonariuszom prawo do żądania odpisu listy uprawnionych do udziału w walnym zgromadzeniu „za zwrotem kosztów jego sporządzenia”. O kosztach sporządzenia odpisu listy można było mówić w czasach przed wynalezieniem urządzeń kopiujących. W czasach, gdy uchwalano Ksh, kserografy były w powszechnym już użyciu, a żądanie zwrotu kosztów odpisu powinno uchodzić za szykanę. C.d.n.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów Parkiet 17 kwietnia 2021 r.  

 

 

 

Cadbury Report w 25-lecie, czyli zaczątek porządkowania corporate governance

W cieniu bieżących problemów: zamieszania wokół brexitu, rozpaczliwych prób premier Theresy May uzyskania wpływu na tok wydarzeń, intryg Borisa Johnsona, upłynęła 25 rocznica ogłoszenia Cadbury Report – dokumentu, który wywarł bardzo poważny wpływ na corporate governance, Wielką Brytanię i światowe rynki. Zanim do tego doszło, londyńską City wstrząsnęły pamiętne skandale: dramatyczny upadek Bank of Commerce & Credit International; afera Asila Nadira, który z maleńkiej tekstylnej spółeczki Polly Peck stworzył giganta z indeksu FTSE 100, by drapnąć z pieniędzmi na turecki Cypr, w bezkarność; tajemnicza śmierć Roberta Maxwella, cwaniaka nad cwaniakami, zmytego nocą (?) z pokładu jachtu Lady Ghislaine…

W odpowiedzi na tak poważne wyzwania dla wiarygodności brytyjskiego rynku, londyńska Citi powołała w maju 1991 r. Committee on the Financial Aspects of Corporate Governance pod światłym przewodnictwem Adriana Cadbury, szefa Cadbury Schweppes. Była to interesująca inicjatywa partnerstwa publiczno-prywatnego: stronę publiczną reprezentowała w znacznej mierze zależna od rządu Financial Reporting Council, prywatną – londyńska giełda i profesja biegłych rewidentów. Dopóki nie nauczymy się skutecznie działać w ramach podobnych partnerskich rozwiązań, nasz rynek może nie pozyskać niezbędnego dlań zaufania. Mandat komisji, powszechnie znanej pod nazwiskiem przewodniczącego, obejmował wypracowanie należytych standardów sprawozdawczości finansowej i rachunkowości.

Raport poddano pod publiczną dyskusję i, po wprowadzeniu kilku kosmetycznych poprawek, ogłoszono już w 1992 r. Stworzył on podwaliny pod systematycznie rozwijany zbiór zasad postępowania na rynku kapitałowym – dzisiejszy UK Corporate Governance Code (nawiasem: w kulturze common law słowo „code” ma ono inną treść niż „kodeks” w naszej romańskiej kulturze prawnej). Kilka rekomendowanych przez komitet zasad dobrych praktyk londyńska giełda inkorporowała do zbioru warunków notowań (listing rules). Utrzymywanie separacji pomiędzy listing rules i zasadami dobrych praktyk skazuje rynki na marność.

Cadbury Report wprowadza fundamentalną zasadę corporate governance: spółka stosuje zawarte w nim zasady, albo publicznie ogłasza powody ich niestosowania, względnie niezastosowania, oraz przedsiębrane przez nią kroki na rzecz stosowania (comply or explain). Stosowanie zasad nie jest więc obowiązkowe, ale cena ich niestosowania jest bardzo wysoka, ponieważ rynek krytycznie ocenia takie przypadki. Wielu uważa, że spółki oszukują deklarując stosowanie zasad: jest to możliwe wtedy, kiedy rynek daje przyzwolenie na oszukiwanie, zwłaszcza w obliczu obojętności inwestorów instytucjonalnych na przypadki niestosowania. Znamy to zjawisko z praktyki naszego rynku.

Pierwsza z wprowadzonych przez Cadbury Report fundamentalnych zasad corporate governance polega na rozdzieleniu funkcji CEO (chief executive officer, de facto prezes zarządu) od przewodnictwa w radzie dyrektorów (w 1992 r. używano jeszcze terminu chairman, obecnie rynek skłania się ku ponoć bardziej poprawnej formie chairperson). Wiele brytyjskich spółek dopuszczało łączenie tych funkcji, co dzisiaj jest rzadką praktyką. Jedynie rozdział tych stanowisk pozwoli radzie dyrektorów skutecznie nadzorować management.

Druga z zasad Cadbury Report przewiduje, że w skład rady dyrektorów powinni wchodzić, prócz przedstawicieli managementu (nazywanych dyrektorami wykonawczymi, executive directors) przynajmniej trzej dyrektorzy niewykonawczy (non-executive directors, powszechnie stosuje się skrót NEDs), czyli pochodzący spoza spółki. Dwaj spośród nich powinni zachowywać niezależność – jej warunkiem jest brak powiązań finansowych lub osobistych z dyrektorami wykonawczymi. Wówczas chodziło z zbudowanie w radzie przeciwwagi dla dyrektorów wykonawczych, z czasem NEDs zyskali w większości spółek większość.

Trzecia rekomendacja Cadbury Report przewidywała, że w każdej radzie dyrektorów spółki notowanej na londyńskiej giełdzie zostanie utworzony komitet audytu złożony z dyrektorów niewykonawczych. Minęło 25 lat i jesteśmy w tym właśnie punkcie.

Trudno przecenić wpływ Cadbury Report na współczesne rynki kapitałowe. Co ważne: podążając śladem tego dokumentu City przygotowała serię kolejnych raportów, które w skrócie niebawem przypomnę.

Czytaj także:
2015.10.30 Znicz: Adrian Cadbury (1929 – 2015)
2015.09.04 O twórcy corporate governance

O sztuce wyboru firmy audytorskiej

Jeżeli wyboru dokonuje organ dokonujący wyboru, należy o tym fakcie informować. Skłonny byłbym informować dom wariatów, ale przepis wskazuje Komisję Nadzoru Finansowego.

Parlament mamy dwuizbowy, czyli pracuje dla nas 560 legislatorów. Poza występami w telewizji zajmują się oni legislacją. Zdarza się, że uchwalają przepisy prawniczo naganne, co gorsza – żałośnie śmieszne. Przykładem kwiatek w ustawie z 11 maja 2017 r. o biegłych rewidentach, firmach audytorskich oraz nadzorze publicznym. Przyjąłem ją z sympatią, ponieważ wyprostowała niektóre, nasycone andronami, regulacje dotyczące komitetów audytu zawarte w poprzedniej ustawie o biegłych (2009 r.). Tym razem jest lepiej, niemniej uwagę przykuwa osobliwa logika art. 133: „Jeżeli w jednostce zainteresowania publicznego wyboru firmy audytorskiej do przeprowadzenia badania jej sprawozdania dokonuje organ dokonujący wyboru, jednostka informuje o tym fakcie Komisję Nadzoru Finansowego.”

Tego tekstu nie ułożył kapral, chociaż nietrudno o myśl, iż chodzi o jednostkę wojskową. Błąd jest wynikiem niechlujstwa w pracach parlamentu. Sens przepisu jest taki, że jeżeli wyboru dokonuje organ dokonujący wyboru, należy o tym fakcie informować. Skłonny byłbym informować dom wariatów, ale przepis wskazuje Komisję Nadzoru Finansowego. Nie ona ponosi winę za ewidentny kiks legislacyjny, nawet dokonuje wykładni zagadkowego przepisu. 13 września b.r. Urząd Komisji wydał komunikat iż w rozumieniu ustawy „organ dokonujący wyboru” firmy audytorskiej to wcale nie każdy organ dokonujący wyboru, tylko dokonujący wyboru organ inny niż zatwierdzający sprawozdania; ten także może dokonać wspomnianego wyboru, ale jeżeli go dokona, nie będzie „organem dokonującym wyboru”.

Tłem tych nieporadnych zawiłości jest sprawa zasadnicza: kto powinien dokonać wyboru firmy audytorskiej. Ustawa o rachunkowości daje dwie możliwości: (1) wyboru firmy audytorskiej do przeprowadzenia badania sprawozdania finansowego dokonuje organ zatwierdzający sprawozdanie, chyba że (2) statut, umowa lub inne wiążące jednostkę przepisy stanowią inaczej. W praktyce statut spółki akcyjnej może powierzyć to zadanie walnemu zgromadzeniu lub radzie nadzorczej; oba człony tej alternatywy to procedury w pełni zgodne z prawem. Lecz w świetle ustawy o biegłych z 2017 r. powierzenie wyboru audytora radzie nadzorczej stawia spółkę w obliczu dodatkowego obowiązku informacyjnego względem KNF, a jego niezwłoczne pisemne niedopełnienie zagrożone jest karami wymierzonymi czy to spółce, czy jej piastunowi lub piastunom. Można więc wyrazić domniemanie, że MinFin jako „gospodarz” ustaw o rachunkowości i biegłych rewidentach zakłada, iż wybór audytora przez radę nadzorczą jest rozwiązaniem gorszego sortu. Jakież argumenty miałyby za tym przemawiać?

Za wyborem firmy audytorskiej przez walne zgromadzenie stoi interes drobnych inwestorów. Ich głosy nie przeważą ani za, ani przeciw, natomiast wypowiedzi w dyskusji mogą kreować atmosferę sprzyjającą, albo nie, wyborowi proponowanej firmy audytorskiej. Wszelako wcale nie zawsze dochodzi do dyskusji. Walne zgromadzenie nie jest klubem służącym wymianie poglądów, jest mechanizmem służącym sprawnemu podejmowaniu uchwał. Ta o wyborze audytora często bywa głosowana w dalekiej kolejności, zapewne już w atmosferze znużenia obradami. Nie służy to uczestnictwu drobnych inwestorów w zgromadzeniu. Gdyby inwestor miał poważne zastrzeżenia wobec proponowanej firmy, a nie mógł ich wysłowić w trakcie zgromadzenia, miałby jeszcze możliwość oddania głosu przeciw, ale wniesienie sprzeciwu wobec uchwały niewiele by mu dawało (poza etykietą pieniacza).

Wybór firmy audytorskiej przez radę nadzorczą mógł w przeszłości budzić zastrzeżenia. Oferty na badanie sprawozdania organizował zarząd, często przedkładał je radzie wraz z opiniami na temat zalecanego kandydata. Dużą wagę przywiązywano do kosztu badania. Rada, niekoniecznie rozgarnięta w sprawie, mogła podjąć uchwałę bez należytego rozeznania. Lecz komitety audytu powołuje się m.in. po to, by wybór audytora miał nareszcie charakter merytoryczny.

Komitet nie dokonuje wyboru firmy audytorskiej, powinien go natomiast przygotować, starannie badając sprawę we wszystkich jej aspektach, by zamknąć postępowanie dobrze uzasadnionym wnioskiem. Rola zarządu w procesie wyboru audytora zostaje sprowadzona do funkcji listonosza. Jeżeli organem właściwym do podjęcia decyzji jest rada nadzorcza – można liczyć, ze wniosek komitetu zostanie jeszcze przedyskutowany na posiedzeniu plenarnym. Jeżeli tym organem jest walne zgromadzenie – wniosek będzie mu zapewne przedstawiony z krótkim uzasadnieniem i szybko uchwalony, ponieważ spraw jest wiele, a czasu zawsze mało. Gdyby wnioskiem miało się zająć nadzwyczajne walne zgromadzenie, miałoby ono może więcej czasu, za to mniej uczestników. Doprawdy nie widzę argumentów za traktowaniem wyboru audytora przez radę nadzorczą jako mniej wartościowego. Przeto dodatkowy obowiązek informacyjny jest w tej materii zbędny. KNF i bez niego ma co robić.

Tekst ogłoszony 3 października 2017 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET
Czytaj także:
2003.04.07 Kto wybiera rewidenta
2001.03.12 Randka w ciemno

Jak wynagradzać za pracę w komitecie audytu?

Kwestię „Jak wynagradzać za pracę komitecie audytu?” poprzedza inna: „Jak wynagradzać za pracę w radzie nadzorczej?”. Otóż jednolitych zasad wynagradzania rad nadzorczych w Polsce nie ma i nie będzie, nawet wśród spółek notowanych na GPW. Akcjonariusze poszczególnych spółek wiążą z pracą rad nadzorczych różne oczekiwania. Jedni stawiają radzie wysokie i ambitne wymagania, inni uznają radę za niepotrzebny dodatek do spółki, a jej członków za ornamentariuszy. Niektóre spółki przyjęły, że z członkostwem rady nadzorczej nie wiąże się wynagrodzenie (nie piszę o wynagrodzeniu za pracę w radzie, ponieważ sądzę, że gdzie nie ma wynagrodzenia, nie ma też pracy, zazwyczaj bywa ona wtedy markowana). Niektóre przyznają członkom rady wynagrodzenie tylko symboliczne. Niektóre wynagradzają członków rady wyłącznie za udział w posiedzeniu. Niektóre przyznają członkom rady godziwe wynagrodzenia, ale wśród spółek notowanych na GPW takie są w mniejszości.

Zresztą statuty spółek różnie definiują zakres kompetencji rady nadzorczej. W niektórych spółkach uprawnienia rady ograniczone są do ustawowego minimum. W innych rada ma rozległe kompetencje, a katalog czynności, na które zarząd musi uzyskać uprzednią zgodę rady nadzorczej, liczy kilkadziesiąt pozycji. Wobec tego nie dziwią różnice dotyczące wysokości wynagrodzeń członków rady.

Fenomen komitetu audytu polega na tym, że jego podstawowe zadania określane są nie tyle przez statuty spółek, co przez ustawę. Ta o biegłych rewidentach z 2009 roku zawierała fatalną regulację komitetów audytu. Ta obecna, z 2017 roku, nie jest wprawdzie wolna od błędów, ale budzi znacznie mniej zastrzeżeń. Skoro, co do zasady, spółki notowane tworzą w radzie nadzorczej komitet audytu, a zasady działania i zakres odpowiedzialności członków komitetu są podobne, można zaryzykować twierdzenie, że zasady ich wynagradzania też powinny być podobne (zasady, nie kwoty!). Lecz wcale nie są.

Najbardziej wartościowe wskazówki w tej materii płyną z dokumentu „Dobre praktyki komitetów audytu w Polsce (2010)”, opracowanego przez ACCA z inicjatywy Polskiego Instytutu Dyrektorów. Rozdział „Zasady pracy i wynagradzania komitetu audytu” zawiera trzy istotne sugestie:
• „Wynagrodzenie członków komitetu audytu powinno odzwierciedlać ich kompetencje i zaangażowanie czasowe w realizację zadań powierzonych przez radę nadzorczą i nie powinno mieć charakteru warunkowego lub motywacyjnego (tj. uzależnionego od np. wyników finansowych spółki)” (zasada VI.4),
• „Nie ma przeszkód, by wynagrodzenie członków komitetu audytu przewyższało wynagrodzenie pozostałych członków rady nadzorczej (zasada VI.5),
• „Wynagrodzenie przewodniczącego komitetu audytu powinno co najmniej dorównywać wynagrodzeniu przewodniczącego rady nadzorczej” (tamże).

Dobre praktyki komitetów audytu w Polsce tym różnią się od Dobrych praktyk spółek notowanych na GPW, że nie stoi za nimi autorytet Giełdy Papierów Wartościowych, nie są także poddane formule comply or explain (stosuj lub wyjaśnij). Jest to natomiast adresowany do rynku kapitałowego niewiążący głos ACCA i PID. Spółki nie są zobowiązane ani do stosowania tych Dobrych praktyk (decydują o tym same), ani do sprawozdawania na temat ich stosowania. Z biegiem czasu niektóre spółki przyjęły płynące z Dobrych praktyk komitetów audytu w Polsce założenia, iż skoro od członków komitetu audytu oczekuje się szczególnych kompetencji, skoro nakłada się na nich szczególna odpowiedzialność – należy ich szczególnie wynagradzać, nawet względem pozostałych członków rady nadzorczej. Oraz, iż przewodnictwa komitetu audytu nie powinien sprawować przewodniczący rady nadzorczej (czyli osoba zazwyczaj ściśle powiązana, formalnie lub nieformalnie, z największym akcjonariuszem). Natomiast nie znalazła szerszego uznania sugestia, by przewodniczący komitetu audytu otrzymywał wynagrodzenie co najmniej dorównujące wynagrodzeniu przewodniczącego rady nadzorczej. Co to, to już nie.

Niedawno Bank Zachodni WBK uchwalił, iż dodatkowe wynagrodzenia za pracę członków rady nadzorczej w komitecie audytu i komitecie ryzyka będą wyższe niż za pracę w innych komitetach rady (aczkolwiek przewodniczący komitetu audytu wynagradzany jest niżej niż przewodniczący rady nadzorczej). Na tle polskich realiów kwoty tych wynagrodzeń można określić jako umiarkowanie wysokie: oprócz miesięcznego wynagrodzenia z tytułu pracy w radzie nadzorczej przewodniczący komitetu audytu otrzymuje 12.000 zł za udział w posiedzeniu komitetu (względnie 3.000 eur, jeżeli zamieszkuje poza terytorium RP), a członek komitetu 8.400 zł, względnie 2.100 eur.

Na 16 października b.r. zwołane zostało nadzwyczajne walne zgromadzenie spółki Selena FM mające ustalić wysokość wynagrodzeń członków rady nadzorczej. Propozycja przewiduje wynagradzanie członków rady za udział w jej posiedzeniach, ponadto za każdy dzień posiedzenia komitetu audytu jego przewodniczący ma otrzymać 3.000 zł, a członek 2.500 zł.

Zrozumiałe, że duży bank płaci więcej niż niewielka spółka. Moje zastrzeżenia niezmiennie budzi praktyka opłacania członków rady nadzorczej i jej komitetów od posiedzenia. Na tych stanowiskach nie wysiaduje się wynagrodzenia tyłkiem. Praca rady nadzorczej i jej komitetów toczy się także, często przede wszystkim, poza formalnymi posiedzeniami. Znam praktykę zwoływania posiedzeń komitetów rady nadzorczej, w tym komitetu audytu, w dniach posiedzeń rady nadzorczej, ale godzinę wcześniej – żeby starczyło czasu na klepnięcie jakiegoś kwitu, bez merytorycznej dyskusji; tak pracują ornamentariusze. Godzinne „posiedzenie” jest fikcją. Im bardziej dojrzewa rynek, im bardziej dorastają rady nadzorcze, im bardziej wyspecjalizowany staje się komitet audytu – tym mniej sensowny jest obyczaj płacenia za posiedzenie. Pisuję o tym od kilkunastu lat, niejedno pióro mi już uschło. Ale mam jeszcze komputer.

Czytaj także:
2010.05.11 Posiedzenie nie jest wartością
2015.09.09 Rada nadzorcza wysiaduje
2013.05.23 Rada pracuje bez wysiadywania
2001.12.24 Rada wysiaduje

O dwóch postaciach dyskryminacji

Do 28 kwietnia trwają konsultacje projektu ustawy o badaniach sprawozdań finansowych, zastępującej ustawę z 2009 roku o biegłych rewidentach i ich samorządzie, podmiotach uprawnionych do badania sprawozdań finansowych oraz o nadzorze publicznym. Miałem o niej złe zdanie, nazwałem ją „Wielkim Zderzaczem Andronów”. Pastwiłem się nad pomysłem uregulowania komitetu audytu rady nadzorczej poza Ksh – wszak jego wprowadzenie było największą reformą ustroju spółki akcyjnej po II wojnie światowej, a dokonano tej reformy chyłkiem, na doczepkę, w ustawie o biegłych. Zwalczałem pomysł, zrodzony w ubiegłym roku i zaprezentowany w jednym z wcześniejszych projektów nowej ustawy, zakładający możliwość wprowadzenia do komitetu audytu „podrzutka”, osoby spoza składu rady nadzorczej. Przede wszystkim protestowałem przeciwko pozbawieniu przez ustawę o biegłych członka komitetu audytu posiadającego akcje nadzorowanej spółki – przymiotu niezależności. Uznaję, że nic tak nie skłoni członka rady nadzorczej, w tym członka jej komitetu audytu, do najwyższej staranności w nadzorze, jak zaangażowanie kapitałowe, rzecz jasna w umiarkowanym wymiarze, poniżej progu znacznego pakietu akcji.

Sprawa uregulowania komitetu audytu w ustawie o biegłych nie obciąża pilotującego tę ustawę Ministerstwa Finansów. To niezbyt fortunne rozwiązanie wynikło z braku wyobraźni i lenistwa urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości. Zamysł ulokowania w komitecie audytu podrzutka szczęśliwie został zaniechany. Projekt ustawy zawiera kilka sensownych rozwiązań, lecz niestety podtrzymuje założenie, że członek rady nadzorczej, który jest (lub był w ciągu ostatnich 2 lat) akcjonariuszem nadzorowanej spółki, nie korzysta z przymiotu niezależnego członka komitetu audytu. To złe rozwiązanie, bowiem ponad potrzebę mnoży ono kryteria niezależności. Już teraz w komitetach audytu działają obok siebie niezależni w rozumieniu Dobrych praktyk spółek notowanych na GPW 2016, oraz niezależni w rozumieniu ustawy o biegłych.

Zwrócono mi uwagę na jeszcze jeden niefortunny przepis projektu ustawy. Wymaga on od biegłych rewidentów stałego uczestniczenia w programach szkoleń zawodowych. Słusznie, należy podnosić kwalifikacje. Nie przewidziano jednak wyjątku dla biegłych rewidentów, którzy z powodu podeszłego wieku zaprzestali wykonywać zawód, utrzymują się z emerytur, rent lub oszczędności. Teraz grożą im postępowania dyscyplinarne i wykreślenie ze swojej społeczności zawodowej. Szkolenia są odpłatne, co rzutuje na sytuację materialną weteranów zawodu, a przy tym – bezużyteczne, skoro nie prowadzą już oni badań sprawozdań finansowych.

Jest nie bez znaczenia, czy doświadczeni weterani zawodu biegłego rewidenta biorą udział w życiu swojej społeczności zawodowej. Przez dwa kolejne lata przewodniczyłem – ja, ktoś spoza tej społeczności, ale znający ją i szanujący – komisji powołanej przez Krajową Izbę Biegłych Rewidentów do opiniowania wniosków o medale i odznaki KIBR. Wnioski dotyczyły najbardziej zasłużonych biegłych, a wespół ze mną opiniowali je doświadczeni seniorzy profesji. Miałem możliwość poznania pożytków płynących z uczestnictwa w pracach KIBR i oddziałów regionalnych specjalistów, którzy zaprzestali już badania sprawozdań, bądź planowali uczynić to niebawem, ale dysponują ogromną wiedzą o warunkach wykonywania zawodu, koniecznych kwalifikacjach merytorycznych i etycznych, oraz umiejętnościami dydaktycznymi. Wypchnięcie ich na margines wyrządzi profesji biegłych niewypowiedzianą szkodę.

Projekt ustawy wymaga przeto zmian! Chodzi o art. 6 ust 1 pkt 2, traktujący o obowiązku odbywania przez biegłego obligatoryjnego doskonalenia zawodowego w każdym roku kalendarzowym, oraz art. 128 ust 7 pkt 6 lit. a) odbierający przymiot niezależności członkowi komitetu audytu posiadającemu (obecnie lub w ostatnich dwóch latach) akcje nadzorowanej spółki. Pierwszy przepis dyskryminuje weteranów zawodu biegłego rewidenta, drugi – posiadaczy akcji. Nie godzi się w Polsce, w Unii, w cywilizowanym świecie, dyskryminować kogokolwiek.
Czytaj także:
2015.09.23 Podrzutek w radzie nadzorczej
2015.12.01 Trzy powiewy grozy
2015.08.20 Zderzacz Andronów do remontu
oraz przywołane tam wcześniejsze teksty.

Trzy powiewy grozy

Im bardziej skomplikujemy nadzór nad spółką, tym trudniej będzie sprawować go skutecznie i zapobiegać wyprowadzaniu ze spółki pieniędzy akcjonariuszy.

Komitet audytu w radzie nadzorczej spółki publicznej wrócił na listę tematów gorących. Wcześniej został nim dlatego, że jego wprowadzenie oznaczało najważniejszą od dziesięcioleci zmianę ustroju spółki akcyjnej, w dodatku dokonaną poza Kodeksem spółek handlowych, w krytykowanej ustawie o biegłych rewidentach z 2009 roku. Obecnie, w obliczu nowych regulacji unijnych i konieczności wprowadzenia ich do polskiego porządku prawnego, czekają nas kolejne daleko idące zmiany. Trzy sprawy budzą szczególne kontrowersje: wysokość kar dla członków rad nadzorczych, możliwość wprowadzania do komitetu audytu osoby spoza składu rady nadzorczej, oraz kryterium niezależności członka komitetu audytu.

Wysokość wspomnianych kar nie została jeszcze ustalona, ale już wieje grozą. Projekt zakładał możliwość nakładania na członków rad nadzorczych (w tym członków komitetów audytu, bardziej narażonych na odpowiedzialność) kar administracyjnych w wysokości do 4 milionów złotych. Z tego pułapu udało się zejść do 1 miliona złotych, co nadal jest sumą ogromną w zestawieniu z wynagrodzeniami członków rad nadzorczych, nawet członków komitetów audytu, którzy mają więcej pracy i powinni być wyżej wynagradzani. Lecz polskie spółki publiczne są niewielkie, często cienko przędą, marnie płacą nadzorcom i doprawdy niewielu członków polskich rad byłoby w stanie utworzyć milionową rezerwę na wypadek ewentualnej kary. Niebezpieczeństwo tkwi w tym, że świadomi zagrożenia będą odmawiać posługi w radach nadzorczych pozostawiając jeszcze więcej miejsca dla tych bez pojęcia.

Skrytykowałem tutaj w ostrych słowach propozycję wprowadzenia do komitetu audytu osoby spoza składu rady nadzorczej. Taką osobę nazwałem podrzutkiem, kosmitą, obcym. Wyłożyłem kilkanaście wątpliwości dotyczących statusu prawnego podrzutka, jego odpowiedzialności, ubezpieczenia, wynagrodzenia itd. Niedawno na konferencji o komitetach audytu objawił się taki „podrzutek” z ciekawą wypowiedzią. Został wybrany przez walne zgromadzenie do komitetu audytu spółki niepublicznej. Do rady nadzorczej nie wszedł, ponieważ w jej składzie są tylko „członkowie z ramienia” inwestora, on zaś jest niezależny. Chwali sobie swój status: skupia się na tym, co należy do komitetu audytu, nie angażując się w decyzje właścicielskie, jak udzielanie zarządowi zgody na określone czynności lub prace nad strategią.

Inny uczestnik obrad, powszechnie szanowany zawodowy członek rad nadzorczych, gotów był uznać korzyści płynące z wyboru podrzutka do komitetu audytu nawet w spółce publicznej. Nadałby się na ojca chrzestnego gdyby ktoś kiedyś chciał podrzutka przysposobić. Lecz na pytanie, czy podrzutek może zagrozić uzasadnionym interesom akcjonariuszy, odpowiadam twierdząco. W polskiej spółce akcyjnej mamy zarząd i radę nadzorczą, komitety rady i jej członków delegowanych do samodzielnego lub indywidualnego wykonywania czynności nadzorczych – i już wystarczy tych bytów. Im bardziej skomplikujemy nadzór nad spółką, tym trudniej będzie sprawować go skutecznie i zapobiegać wyprowadzaniu ze spółki pieniędzy akcjonariuszy. Unikajmy takich niebezpieczeństw.

Nie kwestionuję pożytków płynących z obecności w radzie nadzorczej członków niezależnych. Rzecz w tym, co przyjmujemy za kryterium niezależności. Ministerstwo Finansów z uporem stoi na stanowisku, że w komitecie audytu członek niezależny powinien spełniać kryteria niezależności biegłego rewidenta. Urzędnicy nie zdają sobie sprawy, że rewident i komitet audytu stoją po różnych stronach. Gdyby stali po jednej, sprawozdaniami spółki zająłby się komitet audytu, biegły nie byłby potrzebny. Nałożony na niezależnych w komitecie audytu zakaz posiadania akcji nadzorowanej spółki jest niezrozumiały. Jak pańskie oko tuczy konia, tak nadzorca zaangażowany materialnie lepiej dogląda spraw spółki. Zrozumiały byłby raczej zakaz wybierania do komitetu audytu posiadaczy znacznych pakietów akcji oraz osób z nimi powiązanych.

Zanim doszło do ustawowego wynaturzenia standardu niezależności w komitecie audytu, Dobre praktyki spółek notowanych na GPW określały ten standard jako niezależność od spółki i podmiotów pozostających w istotnym powiązaniu ze spółką. Obecne Dobre praktyki, przyjęte przez Radę Giełdy w październiku b.r. kontynuują takie rozwiązanie, ponadto słusznie postulują niezależność przewodniczącego komitetu audytu. W rezultacie, spółki publiczne stają w obliczu nie lada wyzwania: powinny spełnić wymogi ustawy oraz odmienne od nich wymogi Dobrych praktyki. Zdarza się, że niezależnym w rozumieniu ustawy jest ktoś inny niż niezależny w rozumieniu Dobrych praktyk. To wcale nie jest śmieszne, ponieważ obnaża brak racji stojących za przepisem. Groza bije z faktu, że ani legislatorzy, ani oddany im do dyspozycji aparat urzędniczy nie potrafią zapewnić poprawnego stanowienia prawa.

Tekst ogłoszony 25 listopada 2015 r. w dzienniku PARKIET

Czytaj także:
2015.09.23 Podrzutek w radzie nadzorczej
2015.08.20 Zderzacz Andronów do remontu

Podrzutek w radzie nadzorczej

Ktoś wpadł na taki pomysł: Ksh dopuści możliwość wybierania przez walne zgromadzenie do komitetu audytu rady nadzorczej osoby spoza składu rady reprezentującej kwalifikacje w zakresie rewizji finansowej i /lub rachunkowości. Zalecam ponowną lekturę poprzedniego zdania. Oraz chwilę medytacji nad nim.

Przytoczona ciekawostka pochodzi z dokumentu „Projekt założeń projektu ustawy o zmianie ustawy o biegłych rewidentach…” autorstwa Ministerstwa Finansów (datowanego 5 sierpnia 2015 r.). Jedno z projektowanych założeń przewiduje przeniesienie regulacji komitetu audytu rady nadzorczej spółki akcyjnej z niefortunnie zredagowanej, a teraz przewidzianej do głębokiej nowelizacji, ustawy o biegłych – do Kodeksu spółek handlowych. W planowaniu przenosin nic dziwnego, wprowadzenie do rady nadzorczej komitetu audytu i związanego z tym wymogu niezależności członka rady (mniejsza z tym, że fatalnie skonstruowanego) to najważniejsza zmiana ustrojowa spółki akcyjnej od 1928 roku, a dokonano jej przecież poza Ksh. Nie widzę w tym winy MinFin, leży ona po stronie „właściciela” ustawy – Ministerstwa Sprawiedliwości, w tym czasie wielokrotnie inicjującego nowelizacje Ksh w sprawach o mniejszej wadze, a karygodnie lekceważącego sprawy naprawdę istotne.
Zapewne pomysłodawcami projektu MinFin kierowały poczciwe intencje: po pierwsze, w komitecie audytu, lub w radzie nadzorczej pełniącej zadania komitetu audytu, niezbędne są kwalifikacje w zakresie rewizji finansowej i /lub rachunkowości; po drugie, w radach nadzorczych dotkliwie brakuje członków z takimi kwalifikacjami. Te dwie niezaprzeczalne prawdy doprowadziły do ryzykownego wniosku: niechaj walne zgromadzenie powołuje osoby o takim profilu przynajmniej do komitetu audytu, bez powierzania im członkostwa w radzie. Pragnę jednak zadać kilka pytań:
1. Czemu miałoby służyć oderwanie członkostwa komitetu audytu od członkostwa w radzie nadzorczej, jakie i czyje uzasadnione interesy prawne zostałyby spełnione?
2. Skoro walne zgromadzenie mogłoby wybrać do komitetu audytu osobę z pożądanymi kwalifikacjami, dlaczego nie miałoby wybrać jej do rady nadzorczej?
3. Czy w przypadku przyjęcia pomysłu do realizacji należy względem osób wybieranych do komitetu audytu, ale nie do rady nadzorczej, wyłączyć przepis art. 385 § 2 dopuszczający inny sposób powoływania i odwoływania członków rady nadzorczej niż przez walne zgromadzenie? Gdyby tego zaniechano, powoływanie obok rady nadzorczej podrzutków – członków komitetu audytu mogłoby zostać uznane w statutach jako uprawnienie osobiste wybranych akcjonariuszy.
4. Czy wybór członka komitetu audytu, który nie wchodzi w skład rady nadzorczej, będzie mógł zostać dokonany przez walne zgromadzenie w drodze głosowania oddzielnymi grupami?
5. Jak należałoby ująć kwestię odpowiedzialności członka komitetu audytu, który nie jest członkiem rady nadzorczej, osoby dla rady obcej niczym przybysz z kosmosu, za działania lub zaniechania na szkodę spółki lub jej akcjonariuszy? Byłby obcy pasażerem na gapę, zwolnionym z odpowiedzialności?
6. Jak pomysłodawcy sygnalizowanego rozwiązania wyobrażają sobie ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej takiego członka solo komitetu audytu? Czy liczą, że zakłady ubezpieczeń obejmą kosmitę polisą Directors & Officers – czy może zakładają, że działałby on bez ubezpieczenia D & O?
7. Czy ów podrzutek mógłby zostać przez radę nadzorczą, w skład której przecież nie wejdzie, delegowany do samodzielnego pełnienia określonych czynności nadzorczych?
8. Czy do osoby wybranej do komitetu audytu, lecz nie do rady nadzorczej, należałoby odnosić wprost – czy może przez analogię? – zasady postępowania dotyczące członka rady nadzorczej w kwestiach konfliktu interesów, zachowania poufności obrad rady, tajemnicy przedsiębiorstwa spółki itd.?
9. Czy w sytuacji, gdy zadania komitetu audytu zostaną powierzone radzie nadzorczej in pleno (projekt założeń projektu dopuszcza takie rozwiązanie wyłącznie w małych spółkach) zajdzie możliwość powołania osoby reprezentującej pożądane kwalifikacje „obok” rady nadzorczej, czyli nie do jej składu?
10. Jak wynagradzać podrzutka?
11. Czy wzięto pod uwagę, że oprócz komitetu audytu działają w radach nadzorczych także inne komitety, na przykład ds. strategii, ryzyka, corporate governance, a jeden z nich, komitet wynagrodzeń, został już prawnie zinstytucjonalizowany w bankach i niektórych domach maklerskich? Gdyby przeto walne zgromadzenie i do tych komitetów powoływało obcych – osoby spoza składu rady nadzorczej – mogłoby to doprowadzić do chaosu, może nawet paraliżu rad.

Czytelnik łatwo dostrzeże, że mam kłopot z ogarnięciem istoty problemu, nawet z nazwaniem go. Użyłem wielu pojęć: przybysz z kosmosu, kosmita, obcy – pasażer na gapę, członek solo komitetu audytu, ale najbardziej trafny jest przecież termin „podrzutek” (w miłej mi godce ślonskiej – „podciep”).

Tekst ogłoszony 21 września 2015 r. w dzienniku PARKIET.
Czytaj także:
2015.08.20 Zderzacz Andronów do remontu
2013.01.02 Wielki Zderzacz Andronów

Zderzacz Andronów do remontu

Ustawę o biegłych rewidentach z 2009 r. nazwałem Wielkim Zderzaczem Andronów, tyle w niej nieudanych rozwiązań, niezrozumiałych pomysłów, zwłaszcza związanych z komitetem audytu. Właśnie MinFin szykuje jej wielką nowelizację. Niedawno ogłoszono założenia projektu. Pomyślany jako narzędzie implementacji prawa unijnego, wykracza on poza nie, bez potrzeby lub uzasadnienia. Jest przy tym restrykcyjny, przewiduje nazbyt srogie kary. Powtarza stare błędy, od początku oczywiste i wielokrotnie skrytykowane. Przykładem propozycje nowych regulacji komitetu audytu. Dobre mieszają się ze złymi.

DOBRA jest propozycja przewidująca, by większość składu komitetu audytu stanowili członkowie niezależni. Dobrze oceniam także wymóg niezależności przewodniczącego komitetu audytu. Jest to uzasadnione specyfiką polskiego rynku kapitałowego. Własność nie jest należycie rozdrobniona. W wielu spółkach notowanych na GPW, a więc objętych obowiązkiem tworzenia komitetu audytu, dominuje akcjonariusz grzecznościowo nazywany strategicznym. Komitet audytu ze swojej istoty powinien być „ustawiony w kontrze” do dominującego inwestora, mieć na uwadze interes spółki i potrzebę obiektywnej oceny jej sytuacji. Niezależność przewodniczącego i większości członków komitetu audytu – niezależność od spółki i jej największego akcjonariusza – jest niezbędnym warunkiem wyzwolenia komitetu audytu spod niepożądanej dominacji inwestora strategicznego.

ZŁA, nawet BARDZO ZŁA, jest propozycja utrzymania w mocy przepisu ustawy o biegłych przewidującego, że przymiot niezależności członka komitetu audytu zależy od spełnienia kryteriów niezależności biegłego rewidenta. Rewident jest podmiotem zewnętrznym, członek rady nadzorczej wchodzi w skład organu spółki, jest przeto insiderem. Rewident nie może być zainteresowany materialnie sytuacją badanej spółki, członek rady nadzorczej, w tym komitetu audytu, może być zainteresowany sytuacją nadzorowanej spółki, ponieważ wówczas będzie należycie umotywowany do skutecznego nadzoru nad jej działalnością. Formuła corporate governance nie wyklucza posiadania akcji przez członków rady nadzorczej; w wielu krajach są oni otwarcie zachęcani do posiadania akcji, lub przynajmniej do inwestowania w akcje części swoich wynagrodzeń z tytułu pracy w radzie. Posiadanie akcji spółki przez członka nadzorczej nie godzi w niczyj interes prawny.

DOBRA jest propozycja rezygnacji z przepisu dopuszczającego odstąpienie od obowiązku powołania komitetu audytu przez spółki z radą o niewielkim składzie. Wiele chytrych spółek zmniejszyło skład rad nadzorczych, by uniknąć powołania komitetu audytu. Inne kłamały, że ich rady działają w minimalnym składzie. Owszem, przewidziano możliwość wykonywania funkcji komitetu audytu przez radę nadzorczą in pleno, ale tylko w podmiotach o niewielkim rozmiarze.

MĘTNE jest założenie, iż „członkowie rady nadzorczej wyznaczeni do komitetu audytu będą ponosić odpowiedzialność adekwatnie do przypisanych im zadań”. Im więcej stanowczych zapowiedzi egzekwowania odpowiedzialności członków rad nadzorczych, tym bardziej żałosna bezradność akcjonariuszy wobec działań sprzecznych z interesem spółki.

NIEGŁUPI, ALE BARDZO TRUDNY W REALIZACJI, jest pomysł przeniesienia regulacji dotyczących komitetu audytu z osławionej ustawy o biegłych do Kodeksu spółek handlowych. Tu bowiem mnożą się trudności: Ministerstwo Sprawiedliwości opędza się od podejmowania tego zadania; Ksh nie zna pojęcia komitetów rady nadzorczej; także postępująca zwolna instytucjonalizacja komitetu wynagrodzeń odbywa się poza kodeksem. Nie zna on także pojęcia niezależności członków rady nadzorczej. Nie dopuszcza wreszcie postulowanej przez MinFin możliwości powoływania przez walne zgromadzenie do komitetu audytu osoby spoza składu rady nadzorczej reprezentującej kwalifikacje w zakresie rewizji finansowej i /lub rachunkowości. W ten sposób powstałaby osobliwa instytucja pół-piastuna spółki. Czy jej pomysłodawca rozumie aby pojęcie natury spółki akcyjnej? Gdyby jednak walne zgromadzenie zdecydowało się na takie rozwiązanie, uchwała o wyborze do komitetu audytu nieczłonka rady nadzorczej zapewnie byłaby zaskarżona.

NAIWNY jest postulat przewidujący „dodanie wymogu, by komitet audytu posiadał kompetencje odnoszące się do branży, w której działa jednostka”. Urzędnicy lubią mnożyć wymogi, rygory i kary, ale jaki w tym sens? Owszem, poszczególne branże mają swoją specyfikę, która powinna być znana zarządom, natomiast organ nadzoru wszędzie wykonuje takie same zadania. Przypominam sobie, jak przed laty byłem werbowany do rady nadzorczej pewnej drukarni – będąc wówczas dziennikarzem, zostałem z góry uznany za eksperta tej branży. Kiedy wyznałem, że nigdy nie widziałem drukarni na oczy, a dziennikarstwo uprawiałem głównie w radiu, propozycja rozpłynęła się we mgle…

Czytaj także:
2013.01.02 Wielki Zderzacz Andronów
2013.07.19 Turecki święty