Archiwa tagu: konflikt akcjonariuszy

Stąd do Ożarowa [2002]

Brak wspólnoty interesów w spółce lub jej otwarty konflikt z otoczeniem uniemożliwiają stosowanie dobrej praktyki.

W tle rozważań na temat corporate governance często pojawiają się interesariusze. Jest to udany przekład terminu stakeholders, pod który podciąga się wszystkich pokładających w spółce interesy, bądź w jakikolwiek sposób dotkniętych jej działalnością. Nie można z góry przewidzieć wszelkich aspektów stosunków spółki z jej otoczeniem, zatem nie istnieje jednolita, zamknięta lista interesariuszy. Zalicza się do nich pracowników, odbiorców, dostawców, mieszkańców okolicy, a nawet podatników.

Interesariusze doskonale wypadają na ekranie: Julia Roberts jako Erin Brockovich, John Travolta jako prawnik w ‘A Civil Action’. Gorzej wypadają na ulicy: depozytariusze mroźną nocą oblegają Bank Częstochowa, zrozpaczeni pracownicy miesiącami bronią dostępu do fabryki w Ożarowie. W obu przypadkach brakło zrozumienia dla pobudek interesariuszy. Kiedy w ruch idzie przemoc, cocktaile Mołotowa, blokady, interwencje policji i ochroniarzy, corporate governance traci sens. Jest to bowiem model władztwa w spółce skuteczny przy dobrej pogodzie, gdy w spółce i wokół niej panuje czysta harmonia.

Przyjęty we wrześniu przez giełdę zbiór zasad dobrej praktyki tylko incydentalnie dotyka interesariuszy. Nawet zasadę przewidującą obecność dziennikarzy na walnym zgromadzeniu zmącono zastrzeżeniem, że jest ona stosowana w zakresie uwzględniającym interesy spółki. Za to zasada, że przy dokonywaniu transakcji z osobami, których interesy wpływają na interes spółki, zarząd powinien działać ze szczególną starannością, aby transakcje dokonywane były na warunkach rynkowych – w istocie rzeczy wcale nie dotyczy rzesz interesariuszy. Już przed laty dalej zmierzał statut Polskiego Banku Rozwoju przewidujący możliwość zapraszania interesariuszy na posiedzenie rady nadzorczej. Taka praktyka służy dialogowi, przezwyciężaniu konfliktów. Ale tamtego banku dawno nie ma.

Przypadku Ożarowa nie można rozpatrywać w kategoriach corporate governance. Nie dlatego, że zlikwidowano zakład, który jeszcze nie upadał (sam kiedyś forsowałem rozwiązanie takiej spółki i nadzorowałem proces jej likwidacji). Liczy się brak dialogu i woli współdziałania. W takiej sytuacji nie ma już miejsca na dobrą praktykę. Strony w zapiekłym sporze mogą dochodzić jeszcze swoich praw, lecz nie zdołają dowieść żadnej ze swoich racji. Sprawy bowiem zaszły tak daleko, że racji nie ma już nikt. Niekiedy jądro konfliktu tkwi nie w stosunkach spółki z otoczeniem, lecz w samej spółce, pomiędzy jej akcjonariuszami. I taka spółka nie będzie stosować dobrej praktyki, której kanony nie są absolutem, lecz narzędziami urzeczywistniania wspólnoty interesów. To ich poczucie jest istotą spółki, więc kiedy go zabraknie, trudno będzie wymusić na spółce poprawność zachowania. Dobrze, że giełda kreuje wzorce postępowania i zaleca notowanym spółkom, by kierowały się nimi. Gorzej, że giełda przywleka ojcowskie zalecenia w formę naśladującą obowiązujące normy prawne. Zbiór zasad dobrej praktyki, niepotrzebnie naśladując kodeks spółek handlowych, jest osobliwym mutantem, krzyżówką prawa i przyzwoitości, swoistym wicekodeksem.

Spółka powstaje z umowy wspólników. Można narzucić im formę, w jakiej umowa winna być zawarta, nie można im jednak narzucić woli zawarcia umowy. Kanony dobrej praktyki wyrastają z umowy społecznej, zawieranej w interesie rynku przez jego uczestników. Giełda nadaje im formę, przybiera je w szatę słowną, lecz nie powinna spółkom wygrażać srogimi sankcjami. Nie spółki są bowiem dla niej, lecz ona jest dla spółek. Kto bowiem strofuje rynek, automatycznie przejmuje na siebie odpowiedzialność za jego poczynania. Spółka będzie sumienie stosować kanony dobrej praktyki, jeżeli będą tego wymagać inwestorzy. Albo gdy będzie chciała przekonać inwestorów do powierzenia jej swoich pieniędzy. Dlatego na rynku najgłośniej brzmi teraz głos spółki Duda, wspierającej publiczną ofertę – publiczną deklaracją gotowości sumiennego stosowania kanonów dobrej praktyki.

Inne spółki bardziej wstrzemięźliwe podchodzą do dobrej praktyki. Mamy okazję spojrzeć na tę kwestię oczami ich doradcy prawnego. Znany prawnik, Paweł Rymarz wskazuje na trudności związane z wcielaniem w życie zasad przyjętych przez giełdę. Autor daje przegląd obowiązków spadających w związku z tym na spółki. Podnosi jednak, że inicjatywa giełdy zasługuje na poważne traktowanie, jest ona bowiem przełomowym krokiem w kierunku poprawy wizerunku polskich spółek publicznych. Podzielam to stanowisko. Polski rynek stoi na rozstaju dróg. Jedna z nich prowadzi do Ożarowa, gdzie inwestor, nie licząc się z nikim, czyni użytek ze swojego prawa. Druga zaprowadzi do Europy, gdzie prócz akcjonariuszy, którzy wnieśli do spółki kapitał, liczą się również interesariusze, którzy niczego do spółki nie wnieśli, a czasem nawet wynieśli z niej coś.

Tekst ogłoszony 17 grudnia 2002 r. w tygodniku Gazeta Bankowa