Archiwa tagu: lista obecności

Znak drogowy [2001]

Regulaminy rad nadzorczych to radosna twórczość, a ich przepisy bywają sprzeczne z prawem!

W polskiej spółce akcyjnej mamy do czynienia z paradoksem: niemal wszystkie rady nadzorcze mają regulamin, lecz często jest on tylko dekoracją. W praktyce wiele rad wcale nie trzyma się regulaminu, jak wiele regulaminów wcale nie trzyma się prawa. W świetle kodeksu spółek handlowych regulamin rady nadzorczej nie jest aktem obligatoryjnym. Mogą go jednak wymagać, od spółek poddanych specjalnemu reżimowi prawnemu, przepisy szczegółowe, jak w przeszłości czyniło to prawo bankowe.

Regulamin rady nadzorczej może powstać w dwojakim trybie. Zakłada się, że organem uprawnionym do uchwalenia regulaminu rady jest walne zgromadzenie. Założenie to może zostać uchylone tylko jednoznacznym przepisem statutu, upoważniającym samą radę do uchwalenia jej regulaminu. W braku takiego przepisu, walne zgromadzenie nie może (jak zgromadzenie wspólników w spółce z o.o.) upoważnić radę nadzorczą do uchwalenia jej regulaminu. Nie jest też dopuszczalny (jak w przypadku regulaminu zarządu spółki akcyjnej) tryb dwuszczeblowy: rada uchwala regulamin, ale zatwierdza go walne zgromadzenie. Nie jest wreszcie dopuszczalne uchwalenie regulaminu rady przez akcjonariusza, nawet gdyby dysponował on prawem powoływania i odwoływania wszystkich członków rady nadzorczej.

Kodeks spółek handlowych wyznacza spółkom handlowym istniejącym w dniu wejścia kodeksu w życie nieprzekraczalny termin (31 grudnia 2003 r.) dostosowania postanowień ich umów, aktów założycielskich lub statutów do przepisów kodeksu. Kodeks pomija natomiast kwestię dostosowania do jego przepisów aktów niższego rzędu, jak regulaminy organów spółki akcyjnej. Powód jest oczywisty. Statut spółki może, w przypadkach wskazanych przez kodeks, zawierać rozwiązania dowolne lub odmienne od kodeksowych wzorów. Regulamin nie może zawierać rozwiązań odbiegających od kodeksu. Może on dotyczyć tylko spraw powierzonych mu przez kodeks, oraz przez statut spółki, rozstrzygając je w ramach kodeksu i statutu.

Nie ma potrzeby normować w regulaminie spraw wyczerpująco uregulowanych kodeksem lub statutem. Żadnej z tych spraw regulamin nie może ująć inaczej, więc co po wypełniać go zbędnymi powtórzeniami przepisów wyższego rzędu? Regulamin rady nadzorczej dotyczy spraw porządkowych i ma się do kodeksu spółek handlowych jak znak drogowy do kodeksu drogowego. Lecz wiele regulaminów rad nadzorczych przypomina znaki niedopuszczone przez kodeks drogowy, ustawione w niestosownych miejscach i kierujące pojazdy pod prąd na niewłaściwą nitkę autostrady.

Ksh jednoznacznie postanawia, że uchwały rady nadzorczej są protokołowane. Wiele regulaminów wbrew temu przewiduje, że uchwały rady są jedynie załącznikami do protokołu (żeby można było podmieniać uchwały, dowolnie zmieniając ich treść). Kodeks wyraźnie stanowi, że protokół posiedzenia rady podpisują obecni na posiedzeniu członkowie rady. Wiele regulaminów wbrew temu przewiduje, że podpis pod uchwałą, nie umieszczoną w protokole, natomiast załączoną do niego, składają tylko przewodniczący i sekretarz rady (żeby można było sklecić tekst uchwały już po posiedzeniu).

Kodeks jednoznacznie postanawia, że w protokole posiedzenia rady należy podać imiona i nazwiska obecnych członków rady. Wiele regulaminów wbrew temu przewiduje, że lista obecnych jest załącznikiem do protokołu (żeby można było ją podmienić, fałszując stan faktyczny). Kodeks wyraźnie stanowi, że rada może podjąć uchwały na posiedzeniu tylko jeżeli wszyscy jej członkowie zostali zaproszeni. Wiele regulaminów wbrew temu postanawia, że rada może odbyć posiedzenie bez formalnego zwołania (żeby można było antydatować uchwały).

Kodeks wyraźnie wskazuje, że jedyną formą pracy rady jest uchwała. Wiele regulaminów wbrew temu przewiduje, że rada może także uchwalać wystąpienia, stanowiska, opinie, wnioski, inicjatywy lub dezyderaty (żeby za pomocą takich nieformalnych instrumentów sterować zarządem unikając odpowiedzialności). Kodeks wyraźnie stanowi, że rada nadzorcza wykonuje swoje obowiązki kolegialnie. Niektóre regulaminy wbrew temu dopuszczają tzw. urzędujących członków rady, którzy z racji takiego statusu są uprzywilejowani w dostępie do informacji o spółce, a ponadto czasem ingerują w domenę zarządu spółki.

Kodeks wyraźnie stanowi, że w razie równości głosów w radzie – głos rozstrzygający (casting vote) może należeć tylko do przewodniczącego rady i tylko jeżeli statut tak postanowi, uchylając przy tym (o czym zapomina się powszechnie) wymóg bezwzględnej większości głosów. Niektóre regulaminy wbrew temu przyznają głos rozstrzygający także wiceprzewodniczącemu rady.

Na obronę regulaminów można jednak przytoczyć argument, że wiele z nich zostało zainfekowanych błędami przez statuty spółek, nawet giełdowych.

Tekst ogłoszony 12 listopada 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Czytaj także:
2013.08.23 Wszystko w porządku
2001.10.29 Pogoda dla krętaczy

Straż Praw [2001]

Serial „Jak odwołać prezesa” jest śmieszniejszy od klasycznej komedii „Jak zabić starszą panią”.

Jeżeli komunikaty publikowane przez spółkę mają się nijak do tego, co pisze o niej prasa, inwestorzy otrzymują sygnał, że w samej spółce, bądź w jej otoczeniu, sprawy przybrały niekorzystny obrót. Przyczyną takich sytuacji jest brak porządku korporacyjnego (ang. corporate governance), co rzutuje na pomyślność spółki. Przykładem Mostostal Warszawa, spółka mająca wcześniej całkiem korzystną opinię. Dzisiaj dzieją się w niej rzeczy dziwne, o których pisze prasa, a milczą komunikaty.

Z relacji prasowych wynika, że ktoś nastaje na głowę prezesa. Nic w tym nadzwyczajnego. Prezesi spółek giełdowych zmieniają się w Polsce często. Tak często, że nasz rynek może stracić zaufanie inwestorów. Martwi nie to, że w ubiegłym roku zmienili się prezesi 53 spółek giełdowych (niekiedy po dwa, lub nawet trzy razy). Martwi natomiast, że w ubiegłym roku zmienili się prezesi w co czwartej spółce giełdowej. Martwi także, że niektóre zmiany wyniknęły z przyczyn politycznych. Martwi najbardziej, że dość liczne zmiany były uzasadnione.

Z relacji prasowych wynika, że zamiar odwołania prezesa warszawskiej spółki też nie jest bezzasadny. Zarzuty, które przedostały się do prasy, zgoła nie mieszczą się w głowie. Inna sprawa, że słowo „afera” przylgnęło już w polszczyźnie do poczynań w trójkącie bermudzkim: Skarb Państwa – PZU – NFI (dyscyplina dodatkowa: Totalizator Sportowy). Innym wydarzeniom grozi spadek do ligi okręgowej, gdzie nikt się nimi nie zajmie.

Mnie jednak interesują proceduralne aspekty sprawy warszawskiego Mostostalu. Niektóre poczynania rady nadzorczej spółki są jeszcze bardziej komiczne, niż klasyczna angielska komedia. Rekonstrukcja wydarzeń jest taka: z początkiem stycznia zwołano posiedzenie rady nadzorczej. Członkowie rady przybyli, lecz posiedzenie nie odbyło się. Powód? Dwóch członków rady nie podpisało listy obecności. Dramatyczny dylemat Hamleta „być albo nie być” sprowadzono do wymiaru farsy „być, ale nie podpisać”. Śmieszne to wprawdzie nie jest, ale niepoważne – jak najbardziej. Otóż kodeks wcale nie wymaga podpisywania listy obecności. Nawet o niej nie wspomina. Słusznie! Imiona i nazwiska obecnych zamieszcza się w protokole.

Odmowa podpisania listy przez dwóch członków rady, a nawet ich nieobecność, nie zrywa posiedzenia pięcioosobowej rady, jeżeli wszyscy jej członkowie zostali zaproszeni. Jeżeli przybyli – świadczy, że zostali zaproszeni. Nie ma żadnego znaczenia, czy podpisali listę obecności, jak nie ma znaczenia lista. Tylko protokół ma znaczenie dowodowe. Do czego służy lista, pisałem już w tym miejscu (13 XI 2000 r.): „można zrobić z niej samolot”. Biada drobnemu akcjonariatowi, jeżeli ważny inwestor dopuszcza się w spółce obstrukcji.

Dalszy ciąg rekonstrukcji: rada nadzorcza zebrała się w końcu 19 stycznia i dokonała zmiany swojego regulaminu. Wcześniej do odwołania członka zarządu ów regulamin wymagał kwalifikowanej większości ¾ głosów. Teraz członka zarządu można odwołać większością niekwalifikowaną. Boki zrywać! Przecież większość głosów wymaganą dla powzięcia uchwały przez radę ustala kodeks, albo statut spółki, zaś przenigdy regulamin rady. Z równym skutkiem regulamin rady mógłby ustalać zasady sukcesji do hiszpańskiego tronu. Tak samo zresztą było pod rządami starego kodeksu. Kodeks przewiduje przeto, że uchwały rady nadzorczej zapadają bezwzględną większością głosów, czyli więcej niż połową głosów oddanych (stary kodeks mówił o bezwzględnej większości głosów „obecnych”) – chyba, że statut stanowi inaczej. Czyli jedynie statut może stanowić inaczej. Spraw o tak znacznej wadze nie rozstrzyga się w regulaminach.

Czekajmy więc niecierpliwie na kolejne odcinki serialu. Lecz już teraz nasuwa się wniosek, że w tym przypadku nadzór nie wywiązuje się z roli powierzonej mu przez kodeks. Ta rola – to „Straż Praw”. Nie w dawnym rozumieniu, zaczerpniętym z trzeciomajowej konstytucji, ale w znaczeniu ciała pilnującego przestrzegania prawa przez wszystkie organy spółki. Od członków rady nadzorczej wymaga się przede wszystkim, by kierowali się prawem i interesem spółki. Niestety, członkowie rady czasem nie znają prawa i nie widzą interesu spółki, kierując się interesem tego z akcjonariuszy, któremu zawdzięczają miejsce w radzie. Czasem postępują tak i wtedy, jeżeli w wyniku ich działań spółka poniesie szkodę. Ale spółki i akcjonariatu nie interesuje odpowiedzialność członka rady nadzorczej przed jego dobrodziejem, a tylko odpowiedzialność wobec spółki. Członek rady powinien wykonywać swoje obowiązki dokładając staranności wynikającej z zawodowego charakteru swojej działalności. Nie dokłada należytej staranności ani kto dopuszcza się obstrukcji, ani kto ją bezpodstawnie toleruje.

Tekst ogłoszony 29 I 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka