Archiwa tagu: mandat

Kurier z Warszawy, konwojent, straż pożarna, czyli przypadki prezesów

Przyczyny wygaśnięcia mandatu piastuna spółki (upływ kadencji, odwołanie, rezygnacja, śmierć) to materia prawa. Natomiast okoliczności towarzyszące odwołaniu lub rezygnacji to materia obyczajów i kultury. Często złych obyczajów i braku kultury. Dotyczy to także spółek notowanych na GPW. Oto wybrane przykłady form pożegnania prezesa zarządu.

KURIER Z WARSZAWY. Rada nadzorcza nie zawsze spotyka się w spółce. Niekiedy sprawuje ona nadzór zaoczny, na dystans. Siedziba spółki mieści się gdzieś w Polsce. W skład rady wchodzą osoby wskazane przez inwestorów, w większości zamieszkałe i zatrudnione w Warszawie. Tam przeto, dla ich wygody, rada odbywa swoje posiedzenia. Czasem zaprasza na nie prezesa spółki i członków zarządu, lecz zdarza się niekiedy, że rada zostaje zwołana poufnie, bez wiedzy zarządu, i spotyka się we własnym tylko gronie, by podjąć uchwałę o odwołaniu prezesa spółki i czasowym oddelegowaniu na jego stanowisko kogoś ze składu rady. Uchwałę rady (czyli wyrok na prezesa piastującego funkcję przez wiele lat) dostarcza do spółki kurier z Warszawy. Prezes nie wie o zwołaniu rady, nie spodziewa się niczego złego, uchwała o odwołaniu ze skutkiem natychmiastowym dla niego zaskoczeniem. Zdarzają się jednak sytuacje odwoływania prezesa w okolicznościach bardzie dramatycznych.

KONWOJENT. Rada nadzorcza odkrywa, że zarząd popełnił nadużycie. Zarząd sprawę bagatelizuje, odpiera stawiane mu zarzuty. Rada zbiera się w siedzibie spółki i odwołuje pełny skład zarządu, w trybie dyscyplinarnym rozwiązując umowy o pracę z jego członkami. Przewodniczący rady wydaje prezesowi i jego kolegom z zarządu polecenie opuszczenia siedziby spółki, przyznaje im na to pół godziny i wyznacza członków rady nadzorczej mających konwojować poszczególnych członków zarządu do ich gabinetów, tam nadzorować pakowanie przez zwolnionych przedmiotów osobistych, po czym wyprowadzić byłych już członków zarządu z pomieszczeń spółki. Do nadużycia rzeczywiście doszło, ale sprawa miała jasny podtekst: przewodniczący rady – prezes firmy, która niedawno nabyła większość udziałów w spółce – był zainteresowany zakończeniem współpracy z zarządem, a zarząd mu to wydatnie ułatwił.

STRAŻ POŻARNA. Spółka od lat ma trudności, regularnie ponosi znaczne straty, utrzymuje się ze sprzedaży składników majątku. W radzie nadzorczej panuje różnica zdań na temat przyszłości spółki, w tym racji jej istnienia. W dniu, w którym zbiera się rada, dochodzi do niej wiadomość, że zarząd obiecał załodze podwyżki wynagrodzeń (umotywowane argumentem, że „podwyżek dawno nie było”). Pracownicy obawiają się, że rada będzie chciała wymóc na zarządzie odwołanie obietnicy, bądź odsunięcie terminu jej spełnienia w nieokreśloną przyszłość, wobec czego ogłaszają pogotowie strajkowe i zbierają się tłumnie na majdanie pośród fabrycznych zabudowań; rzecz działa się w wielkiej rzeźni, załoga uzbroiła się w topory i paralizatory. Rada zgodnie odwołuje zarząd i deleguje przewodniczącego do czasowego pełnienia funkcji prezesa zarządu. Jedyne wyjście z budynku wiedzie na majdan; członkowie zarządu obawiają się kontaktu z pracownikami rozjuszonymi wiadomością, że podwyżek nie będzie, wobec czego uchodzą po drabinie podstawionej z ulicy przez straż pożarną. Byłem tam, ale nie wiem, jak nakłoniono straż do pomocy w ewakuacji zarządu…

NIESPODZIEWANA WIZYTA. Wiele wskazuje, że spółka odnosi na polskim rynku oszołamiający sukces. Prezes wraca z Londynu, gdzie składał w centrali grupy kapitałowej rutynową wizytę „ad limina apostolorum”. Nazajutrz prowadzi posiedzenie zarządu; ku jego zdumieniu zjawia się na nim jego przełożony, z którym pożegnał się dopiero co, popołudniem poprzedniego dnia. Londyńczyk przyleciał do Warszawy porannym samolotem, do spółki zajechał taksówką (zazwyczaj był odbierany firmową limuzyną) i grzecznie poprosił prezesa o pilne złożenie rezygnacji „z powodów osobistych”. Który to prezes tak uczynił, by nie ryzykować utraty odprawy. Do dzisiaj nie wiem, co poszło nie tak. Wspomniany prezes też nie wie.

TRAMWAJ ZWANY POŻEGNANIEM. Nie ma wymogu uzasadniania decyzji o odwołaniu członka zarządu lub rady nadzorczej. Nie ma także wymogu ujawniania prawdziwych powodów rezygnacji (acz jeżeli rezygnacja narazi spółkę na szkodę, składający ją może ponieść odpowiedzialność). Dlatego najczęściej rezygnacje motywowane są tajemniczymi powodami osobistymi. Ambitni menedżerowie wolą jednak ogłaszać rynkowi, że odchodzą, gdyż spełnili swoją misję. Zamiast dojechać do walnego zgromadzenia, które zakończy kadencję, by na nim poddać się ocenie akcjonariuszy, wyskakują ze spółki (najczęściej pod presją dominującego akcjonariusza) w przypadkowym momencie, byle zachować odprawę – bo twarz już niekoniecznie. Bądź po prostu są ze spółki wypychani. Misji nie spełnia się przecież w dowolną środę w południe.
Była piosenka o cysorzu. Nikt nie śpiewa „Dobrze, dobrze być prezesem”. Albowiem czasem wcale nie jest dobrze…

Czytaj także (między innymi):
2001.01.22 Mroczny powód rezygnacji
2001.12.03 Odwołanie na puszczy
2004.11.08 Tramwaj zwany pożegnaniem
2013.03.15 Prezesi odchodzą znienacka
2015.05.31 Czuj się odwołany!

“Zmiany w składzie zarządu”

Nikt nie może być pewny posady – powiada minister Skarbu Państwa, zapewne pod dyktando prezesa, bo sam też nie może być pewny swojego stanowiska. Uznano, że strach o posadę jest dobrym motywatorem. Dlatego porządek obrad każdego posiedzenia rady nadzorczej spółek z udziałem Skarbu Państwa ma zawierać punkt „Zmiany w składzie zarządu”. Zapewne porządek obrad każdego walnego zgromadzenia będzie zawierał punkt „Zmiany w składzie rady nadzorczej”. Nad piastunami spółek ma bezustannie wisieć miecz Damoklesa.

Ustrój spółki akcyjnej dopuszcza nagłe, niespodziewane zmiany w składzie organów. Lecz w założeniu członkowie zarządu i rady nadzorczej piastują mandaty przez określony czas, nazywany kadencją. Mogą oni być powoływani na kolejne kadencje, ich liczba nie jest ograniczona prawem. Kadencja nie może być dłuższa niż pięć lat. Mandat piastuna spółki wygasa przed upływem kadencji w przypadku śmierci, rezygnacji albo odwołania go ze składu organu, co może nastąpić w każdym czasie. Wprawdzie statut spółki może zawierać inne postanowienia, w szczególności ograniczać prawo odwołania do ważnych powodów, lecz o tym, czy powód jest ważny, najczęściej przecież decyduje ten, kto odwołuje. Mandaty członków rady nadzorczej w zasadzie wygasają przed upływem kadencji także w sytuacji, gdy doszło do wyboru przynajmniej jednego członka rady w drodze głosowania przez walne zgromadzenie oddzielnymi grupami. Wynika z tego, że piastuni spółki akcyjnej nie są zabetonowani na swoich stanowiskach, tracą je w określonych prawem okolicznościach, lecz są to sytuacje szczególne. W spółkach z udziałem Skarbu Państwa takie sytuacje szczególne mogą zachodzić często. Wróży to źle i piastunom stanowisk w organach spółek, i spółkom.

Odnoszę wrażenie, że ekipa rządzących państwem nie ogarnia pojęć mandatu piastuna spółki akcyjnej, jego kadencji, obowiązku dokładania przezeń staranności wynikającej z zawodowego charakteru jego działalności, a także odpowiedzialności. Pojęcie mandatu bywa radośnie używane – nadużywane! – w znaczeniu „mandatu demokratycznie udzielonego partii rządzącej przez suwerena”. Piastunów spółek z udziałem Skarbu Państwa traktuje się jak lalki w teatrze kukiełkowym.

Nietrudno zauważyć, że wiele osób powoływanych ostatnio na piastunów spółek z udziałem Skarbu Państwa reprezentuje tak wątłe kwalifikacje i przymioty, że ich wzmożona rotacja nie obniży potencjału intelektualnego zarządów i rad nadzorczych. Zapewne ministrowi na tym potencjale nie zależy, wszak on sam wie najlepiej, co dobre jest dla spółek, przeto dba on głównie o posłuszeństwo swoich nominatów. Rozumny piastun spółki miałby na względzie jej interes, nie widzimisię urzędnika lub interes partii będącej akurat przy władzy. Nie wniósłby aktywów zarządzanej przezeń spółki w wątpliwe przedsięwzięcia gospodarcze, jak wspomaganie beznadziejnych pomysłów i projektów. Już w starożytności ukuto powiedzenie „homo sapiens non urinat in ventum” – człowiek rozumny nie sika pod wiatr. Posłuszny będzie sikać, gdzie mu każą, o czym świadczą – na przykład – usiłowania rządu wokół ratowania, kosztem spółek z innych branż, nierentownych kopalni węgla kamiennego.

Tylko patrzeć, aż resort nakaże zastąpić w porządku obrad rad nadzorczych punkt o zmianach w składzie zarządu punktem o dobrych zmianach. Kanon o „dobrej zmianie” służy wzmacnianiu obecności państwa w gospodarce. Podstawowe funkcje gospodarcze państwa to zapewnienie społeczeństwu bezpieczeństwa egzystencji, a przedsiębiorcom wolności od zbytecznej ingerencji. Im bardziej rozpycha się państwo w rozwiniętej gospodarce, tym słabsze i państwo, i gospodarka. Zyskują natomiast związkowcy z największych zakładów pracy. Obecne zamierzenia objęcia gospodarki kuratelą państwa (czytaj: PIS) nie wróżą niczego dobrego ani gospodarce, ani państwu. W potiomkinowskiej złudzie Polska była już „dziesiątą potęgą gospodarczą świata”, ale w sklepach mięsnych były nagie haki.

Przed kilku laty zabiegałem o utworzenie Krajowego Funduszu Majątkowego, profesjonalnej instytucji zarządzającej udziałami Skarbu Państwa w spółkach określanych, niekiedy na wyrost, mianem „strategicznych”. Takie rozwiązanie ograniczałoby wpływ polityków na skład organów tych spółek (lecz nie na ich strategię), więc okazało się zupełnie nierealne. W miejsce państwowego funduszu majątkowego (takie twory określa się mianem „sovereign wealth funds”, co nie ma nic wspólnego z suwerenem z przytoczonego powyżej powiedzenia) miał powstać byt mgławicowy pod nazwą Polskich Inwestycji Rozwojowych. Dzisiaj jego miejsce zajmuje równie mgławicowe Coś-tam-coś-tam. Niby też chodzi o rozwój, ale odpowiedzialny. Wymienia się kadry, zmienia się plany, struktury, strategie, zadania. Jest ruch, jest szum, medialna wrzawa, entuzjazm „przekazów dnia” – i prawda na opak wywrócona.

Czytaj także:
2015.02.17 Widzialna ręka rynku
2016.02.23 Spółki pod trzema dopustami

Misja specjalna [2001]

Czy rada nadzorcza może delegować członka do wykonywania czynności członka zarządu, którego odwołała?

W katalogu prerogatyw rady nadzorczej spółki akcyjnej znajduje się ‘delegowanie członków rady nadzorczej do czasowego wykonywania czynności członków zarządu nie mogących sprawować swoich czynności’. Rada może odkomenderować jednego lub kilku członków do misji specjalnej w zarządzie. Jest to misja niebezpieczna. Łatwo w niej zbłądzić na pole minowe. Dlatego w misję specjalną mogą wyruszać jedynie członkowie rady nadzorczej. Dlatego też to zadanie może im powierzyć wyłącznie sama rada. Twierdzi się, że walne zgromadzenie jest ‘najwyższą władzą w spółce’, lecz nie ma ono takich kompetencji. Może odwoływać lub zawieszać członków zarządu, może – jeżeli statut tak stanowi – powoływać członków zarządu, natomiast w żadnym wypadku nie może nasłać na zarząd desantu komandosów.

Możliwość delegowania członka lub członków rady do zarządu jest więc rozwiązaniem nadzwyczajnym, stosowanym tylko wyjątkowo. Jest to wyjście awaryjne z sytuacji kryzysowej. Zdefiniowano ją jasno w przepisach. Zachodzi ona wtedy, gdy ktoś ze składu zarządu nie może sprawować swoich czynności. Często powodem takiego stanu rzeczy jest zawieszenie członka zarządu (przez walne zgromadzenie z jakiegokolwiek powodu, przez radę z ważnych powodów). Dawny kodeks handlowy rozróżniał między stałą a przejściową niemożnością sprawowania przez członka zarządu jego czynności. W przypadku stałej – rada nadzorcza miała bezzwłocznie przedsięwziąć odpowiednie kroki w celu uzupełnienia składu zarządu. W przypadku przejściowej – rada mogła poprzestać na oddelegowaniu członka rady do czasowego wykonywania czynności członka zarządu, dotkniętego niemocą.

W kodeksie spółek handlowych zrezygnowano z tego rozróżnienia. W każdym przypadku niemożności sprawowania czynności przez członka zarządu rada powinna niezwłocznie podjąć odpowiednie działania w celu dokonania zmiany w składzie zarządu. Rozwiązanie to podkreśla nadzwyczajny i doraźny charakter oddelegowania do zarządu. Nie może ono zastąpić lub odwlec koniecznych zmian w składzie zarządu, jest bowiem środkiem zastępczym do czasu dokonania owych zmian (w trybie pilnym).

Na czym – poza zawieszeniem w czynnościach – polega niemożność sprawowania czynności przez członka zarządu, nie wyjaśniają przepisy ani dawnego, ani obecnego kodeksu. Komentatorzy dopowiadali, że w rachubę wchodzi choroba członka zarządu, jego dłuższa nieobecność, aresztowanie, odbywanie kary, zajęcie w sprawach publicznych. Ale praktyka szła w innym kierunku. Nierzadko delegowano członka rady do zarządu nie tylko wtedy, gdy członek zarządu nie mógł sprawować swoich czynności, lecz także wtedy, gdy już go nie było, bo został odwołany. A ponieważ został odwołany, to przecież nie mógł sprawować czynności. Jest to logika komunikatów prasowych o rezygnacji członka biura politycznego z powodu złego stanu zdrowia. Stan zdrowia tegoż zaprawdę był kiepski, skoro delikwent został rozstrzelany.

Sam kiedyś byłem oddelegowany z funkcji przewodniczącego rady nadzorczej do czasowego wykonywania czynności prezesa zarządu. Nie mógł on sprawować swoich czynności, ponieważ wcześniej został odwołany. Łódzki sąd bez oporów wpisał mnie do rejestru. W ubiegłym roku inaczej rozstrzygnął sąd w Jeleniej Górze, oddalając wniosek o wpisanie do rejestru członków rady oddelegowanych na wakujące miejsca w zarządzie Jelfy. Sąd uznał, że rada może delegować członków do czasowego wykonywania obowiązków zawieszonych członków zarządu, natomiast wobec wakatu w zarządzie – rada winna niezwłocznie przystąpić do powołania nowych członków zarządu dla zapewnienia właściwej reprezentacji spółki. Statut Jelfy pozwalał radzie delegować jej członków także na miejsca odwołanych członków zarządu, co sąd uznał za ‘uprawnienie wykraczające poza ramy zakreślone kodeksem handlowym’.

Luki w przepisach tego kodeksu kusiły do popełniania dziwactw, jak zawieszanie w czynnościach członka zarządu, który złożył rezygnację. Raz doszło nawet do tego, że walne zgromadzenie spółki publicznej odrzuciło rezygnację przewodniczącego rady nadzorczej. Kodeks spółek handlowych nie pozwala już na takie głupstwa. Jego przepisy jasno określają, w jakich sytuacjach wygasa mandat członka zarządu: wskutek upływu kadencji, śmierci, rezygnacji albo odwołania go ze składu zarządu. Można przeto oddelegować członka lub członków rady do czasowego wykonywania czynności członków zarządu, którzy wprawdzie sami mają mandat do wykonywania tych czynności, ale z jakiegoś powodu nie mogą ich wykonywać. Czy jednak można oddelegowanemu powierzać wykonanie czynności, które nie płyną z mandatu, ponieważ mandat wygasł?

Rada nadzorcza kreuje mandat członka zarządu tylko poprzez powołanie do zarządu, a nie poprzez oddelegowanie.

Tekst ogłoszony 11 czerwca 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Czytaj także:
2001.09.24 ELE mele dutki
2015.10.07 Karencja

Mroczny powód rezygnacji [2001]

Można wyrządzić spółce szkodę ustępując z rady, a zwłaszcza – zatajając powody ustąpienia

Kodeks spółek handlowych jasno rozstrzyga kwestię rezygnacji członków zarządów i rad nadzorczych spółek kapitałowych (w spółce z o.o. także komisji rewizyjnej). Stanowi, że rezygnacja skutkuje wygaśnięciem mandatu. Basta! Nie będzie już wątpliwości, czy mimo rezygnacji mandat trwa nadal, do chwili, gdy członek zarządu lub rady zostanie odwołany. Oraz, czy można zrobić mu na przekór i nie odwołać go wbrew złożonej przezeń rezygnacji. Poprzedni kodeks milczał na ten temat, co budziło nieporozumienia.

Wbrew bowiem utartej opinii, że członkowie rad nadzorczych trwają nieustępliwie, jak gwardia pod Waterloo – przecież zdarzało im się rezygnować, często bez wyjaśnienia, jakie są powody rezygnacji, bądź gdzie tkwią jej przyczyny. Walne zgromadzenie odwoływało dezertera z rady „w związku ze złożoną rezygnacją”, bądź nie odwoływało. Czy można odrzucić rezygnację i zmusić kogoś, by wbrew woli pełnił obowiązki? W kabarecie Olgi Lipińskiej owszem: niech sobie Misiek składa rezygnację, lecz skoro wszyscy chcą, by nadal prezesował, zostanie po staremu. W ostatnich dniach starego roku (i kodeksu) walne zgromadzenie Espebepe rozpatrywało rezygnacje dwóch członków rady nadzorczej. Jednego odwołało, nie wyrażając zgody na odwołanie drugiego. Przywiążą go do krzesła?

Według kodeksu spółek handlowych, rezygnacja jest taką samą przyczyną wygaśnięcia mandatu, jak śmierć lub odwołanie. Ponadto kodeks stanowi, że do złożenia rezygnacji przez członka zarządu lub rady (komisji rewizyjnej) stosuje się odpowiednio przepisy o wypowiedzeniu zlecenia przez przyjmującego zlecenie. Przeto przyjmujący zlecenie może je wypowiedzieć w każdym czasie. Nie można zrzec się z góry uprawnienia do wypowiedzenia zlecenia z ważnych powodów. Jednakże gdy zlecenie jest odpłatne, a wypowiedzenie nastąpiło bez ważnego powodu, przyjmujący zlecenie jest odpowiedzialny za szkodę. Chodzi o szkodę poniesioną przez spółkę na skutek ustąpienia członka zarządu lub rady przed upływem czasu, na jaki został on powołany. Nieszczęśnik z Espebepe może teraz złożyć rezygnację nie oglądając się, czy walne zgromadzenie wyrazi zgodę na jej konsekwencje. Jeżeli pełnił swą funkcję odpłatnie, a spółka wskutek jego rezygnacji poniesie jakąś szkodę – jego odpowiedzialność z tytułu ustąpienia zależy od powodu rezygnacji. Odpowiedzialność byłego(!) członka rady wobec spółki zostaje wyłączona, jeżeli powód jest „ważny”.

Nie uchyla odpowiedzialności suche powiadomienie spółki o rezygnacji. Zdumiewa więc komunikat Banku Ochrony Środowiska: Dorota Jakuta zawiadomiła bank, że nie jest członkiem rady banku. Nie znam damy o tej sławie, przeto sprawdzam: p. Jakuta weszła do rady BOŚ ledwo z końcem października 2000 r. Znaczącej roli w radzie chyba nie odegrała, skoro nie zapamiętano jej imienia. Lecz nie jest osobą płochą, przepracowała 10 lat w ADM. Jest szefem gabinetu politycznego ministra środowiska. Ostatnio politycy, którzy nocą zmienili poglądy, zawiadamiają macierzyste partie, że nie są ich członkami. Zawiadamiają na piśmie, by uniknąć spoglądania w oczy niedawnym towarzyszom. Lecz takie postępowanie nie przystoi członkom rady banku! Od nich oczekujemy godnego zachowania. A zwłaszcza ogłoszenia powodów rezygnacji.

Kto zataja powód rezygnacji, wyrządza spółce szkodę. Otwiera pole domysłom, jakoby powód był mroczny, a w spółce działo się źle. Kreuje wokół spółki niekorzystną dla niej atmosferę. Tam, gdzie w grę wchodzi reputacja banku, nie ma miejsca na niedomówienia. O tym, jak bardzo nieodpowiedzialność nawet jednego członka rady banku może zaszkodzić interesom banku i jego akcjonariuszy, świadczy przypadek Banku Częstochowa. Zatem Dorota Jakuta przyczyniła się do szkody nie tym, że ustąpiła z rady, bo rada (nazbyt liczna) nie rozsypie się bez jej udziału. Przyczyniła się do szkody tym, że powody rezygnacji z rady zachowała wyłącznie dla siebie. A ponieważ powody ukryte nie są „ważnymi” w rozumieniu prawa – nie wyłączają odpowiedzialności za szkodę wywołaną pochopną rezygnacją. Chyba, że ktoś sprawował funkcję w radzie banku nieodpłatnie.

Lepiej zatem członkom rady płacić, a w zamian egzekwować ich odpowiedzialność wobec spółki. Nie ustrzeże to spółki przed ustępowaniem członków rady, ale ograniczy rezygnacje do powodów rzeczywiście ważnych i wymusi ogłaszanie tych powodów, które najczęściej leżą po stronie rezygnujących, a nie po stronie spółki. Natomiast kwestie warunków składania rezygnacji, formy jej doręczenia, nabrania przez nią skutku (by nie zdekompletowała składu zarządu lub rady), a także ogłaszania jej powodów – najlepiej precyzyjnie uregulować w statucie.

Tekst został ogłoszony 22 stycznia 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Czytaj także: 2001.03.19 Panika szalonych pudli