Archiwa tagu: misselling

Cztery plagi rynku. Czy grozi nam także piąta?

Są na polskim rynku inwestorzy dotknięci przez którąś z plag, jakie poniżej wymienię. Są także sponiewierani przez więcej niż jedną z tych plag. Są wreszcie nieszczęśnicy ugodzeni boleśnie przez wszystkie. Wielu z nich straciło już nadzieję na jakiekolwiek wsparcie. Skoro nie mogą już spodziewać się pomocy – czy to znaczy, że sami są winni fatalnym  niepowodzeniom? Czy można wytknąć im nieprzemyślane działania, nieodpowiedzialne inwestycje, lekceważenie ryzyka lub karygodną chciwość? Otóż nie.

PLAGA PIERWSZA: NIEKONTROLOWANY WYSYP OBLIGACJI

Przykładem, zgoła symbolem tej plagi jest niesławna Getback SA. Wyemitowała ona obligacje na ok. 3,4 miliardy złotych, nie mając na nie pokrycia. Pisząc raport o (braku!) corporate governance w spółce użyłem wobec niej terminu vomitent (ang. vomit – wymiotować) ukutego przez Mariusza Kanickiego na określenie emitenta bez umiaru. Była to działalność oszukańcza, dokonywana na oczach instytucji działających na rynku kapitałowym i nadzorujących go. Wspomniany raport osadza przypadek Getback SA na tle ogólnego kryzysu, który objął rynek, państwo, systemu. Konkluzja: „widziane z osobna sprawy KNF, NBP, BFG, VAT, nawet wielomiliardowe straty SKOK – nie uderzyły ludzi bezpośrednio po kieszeni. Natomiast sprawa Getback SA uderzyła ich z mocą zdecydowanie większą niż AmberGold.” Więcej na ten temat:

2019.03.04 Getback i corporate governance. Raport Nartowskiego

PLAGA DRUGA: NIEPRAWIDŁOWA SPRZEDAŻ OBLIGACJI (MISSELLING)

Obligacje emitowane bez umiaru i pokrycia przez Getback SA nie leżały w ciszy na poczcie jak niesławne pakiety wyborcze Jacka Sasina. Obligacje poszły na rynek, były oferowane klientom detalicznym przez samą Getback SA, lecz przede wszystkim przez domy maklerskie i banki: nieistniejący już Polski Dom Maklerski, Noble Securities, Idea/Lion’s Bank, Getin Noble Bank, Citibank, Alior, DM Michael Ström, Getin Bank, CDM Pekao, Heritage Real Estate, Open Finance, Altreo. Posługiwano się nieuczciwymi technikami marketingowymi, składano potencjalnym nabywcom puste obietnice.  Proceder niezgodnej z prawem sprzedaży  (misseling) określiłem jako oferowanie przez niewłaściwe podmioty niewłaściwym nabywcom, w niewłaściwy sposób, niewłaściwych walorów.

Spośród dystrybutorów tych pustych papierów największy rozgłos zyskał z czasem Idea Bank SA, który nie miał uprawnienia do sprzedawania obligacji. Przy okazji uwaga rynku została zwrócona w stronę obligacji emitowanych przez banki Leszka Czarneckiego, w tym Idea Banku. Przestrzegałem więc przed trzecią plagą rynku: poddaniem wspomnianych banków, zwłaszcza Idea Banku, procedurze resolution: „Obligatariusze nie ponoszą odpowiedzialności za sytuację banku. (…) Gdyby doszło do ich pokrzywdzenia w procesie resolution, skutki byłyby fatalne”. Jako się też stało.

Czytaj: 2019.06.10 ALERT: Pod rynkiem tyka bomba.  Czy obligacje banków Czarneckiego wysadzą nas w powietrze?

PLAGA TRZECIA: IDEA BANK SA W PROCEDURZE RESOLUTION

Jedna z bomb została rozbrojona, ale nie obyło się bez ofiar. Wkłady oszczędnościowe klientów Idea Banku zostały ocalone, niemniej rykoszetem ugodzono akcjonariuszy i obligatariuszy. Ich walory po prostu wyparowały. Akcje i obligacje potocznie nazywamy papierami wartościowymi, chociaż nie mają postaci materialnej, w tym przypadku nie są ani papierami, ani nośnikami wartości; istniały jako pozycje w rejestrach, ale zostały wymazane. Zostało to przyjęte bardzo źle, dewaloryzację tych „papierów” uznano nawet za zemstę na Leszku Czarneckim za ujawnienie paskudnej afery korupcyjnej b. przewodniczącego KNF Marka Chrzanowskiego (po którym słuch zaginął, widać i on został wymazany z rejestru, tym razem oskarżonych!). Lecz sprawy nie zawsze są takie proste, jakimi się wydają.

Czytaj: 2021.01.07 Warto odróżnić przypadek Idea Bank od sprawy Leszka Czarneckiego

PLAGA CZWARTA: PODATNIK TRACI DWA RAZY

Skoro „walory” Idea Banku zostały unicestwione, ich posiadacze stracili, co mieli. Lecz nie koniec na tym: stracili więcej, albowiem w rozliczeniach podatkowych (PIT 38) za rok 2020 nie mogą straty na tych papierach skompensować z zyskami z innych. Nie mogą, ponieważ papiery zniknęły z rejestru KDPW, czyli nie tylko ich nie ma, lecz także jakby nie było. Z punktu widzenia prostego podatnika poprzednie zdanie przybiera brzmienie: „Nie mogą, bo nie”. Skoro nie było papierów – nie było straty. Kto w dalszym ciągu tego nie rozumie, niech wspomni przesłynną doktrynę Lecha Wałęsy o plusie dodatnim i plusie ujemnym. Otóż mamy tutaj do czynienia z plusem ujemnym, basta!

PLAGA PIĄTA DOPIERO SIĘ CZAI. A KYSZ!!!

Parkiet informuje: „Janet Yellen, nominowana na stanowisko Sekretarza Skarbu USA powiedziała, że rozważyłaby opodatkowanie niezrealizowanych zysków kapitałowych, dowiedział się Reuters”.

Na myśl o tym ogarnia mnie trwoga. Płacę podatki od zysków kapitałowych gdy tylko owe zyski zostają zmaterializowane: kiedy wartość moich akcji wzrosła, a ja sprzedaję je z zyskiem, pojawia się problem podatku. Pojawia się jedynie, ponieważ zanim wypełnię zeznanie podatkowe, skompensuję uzyskane w roku podatkowym zyski z poniesionymi w tymże roku podatkowym stratami. Jeżeli moje papierowe zyski zostaną opodatkowane, będę domagał skompensowania tych zysków z papierowymi stratami.

Złowrogim pomysłom opodatkowania niezrealizowanych zysków mówię: a kysz, zgiń, przepadnij!

 

Dwa raporty, jedna prawda, ale wciąż niepełna – czyli znowu o Getback SA

  • Raport Najwyższej Izby Kontroli trafnie podkreśla, że w sprawie Getback SA zawiodło państwo;
  • Akcjonariusze i obligatariusze spółki zostali oszukani, a państwo nie zrobiło wszystkiego, by temu zapobiec, by sprawę rozpoznać, rozwikłać, rozwiązać;
  • NIK nie zajrzała do wnętrza spółki, ani do wnętrza rynku, natomiast wskazała na pęknięcia na jednej z jego fasad, za którą nie zadziałały instytucje państwowe;
  • Wbrew oczekiwaniom, lub obawom, NIK przedstawiła temat wstrzemięźliwie, unikając politycznych konotacji.

Z uwagą przestudiowałem raport „Bez ochrony państwa” prezentujący ocenę sprawy Getback SA dokonaną przez Najwyższą Izbę Kontroli. Jest to tekst zwięzły, gęsty od ocen, skupiony wokół ważnego, acz jednego tylko, aspektu problemu: do kryzysowej sytuacji walnie przyczyniło się państwo. Zaniedbało sprawę – i zawiodło!

To prawda, ale niepełna. Zawiodło nie tylko państwo. Pozwolę sobie przypomnieć moje opracowanie: RAPORT NARTOWSKIEGO. Sprawa Getback SA w świetle corporate governance (2018) ogłoszone z początkiem ub. r. Tytuł materiału świadczy, że i on nie podejmował wszystkich aspektów sprawy. Lecz konkluzja idzie dalej, niż sięga Najwyższa Izba Kontroli. Brzmi ona: Zawiódł system. Zawiódł na całej linii.

Z całym szacunkiem dla NIK i jej opracowania, pragnę podkreślić odmienność punktów widzenia sprawy Getback SA. W oczach Izby zawiodło państwo, w moich – cały system rynku kapitałowego. Państwo jest tylko jednym z jego elementów. Ważnym, lecz nie jedynym, ale czy najważniejszym? Dla urzędnika – niewątpliwie tak. Dla ludzi rynku (mienię się być jednym z nich) wcale niekoniecznie.

W Polsce państwo jest zwornikiem, ale i psujem rynku. Zwornikiem, ponieważ stanowi prawo i kontroluje jego przestrzeganie. Psujem, gdyż w naszych warunkach jest ono także uczestnikiem obrotu uzurpującym sobie przywileje niedostępne innym uczestnikom. Pełniąc na przemian te role, państwo pogrąża się w konflikcie interesów. Nie wspomaga ono zaufania na rynku i do rynku, nie tworzy trwałych wartości, nie jest sumieniem rynku kreującym należyte wzorce postępowania na nim. Jest częścią systemu, który zawiódł.

„Kryzys Getback SA boleśnie dotknął rynek, ale niezaprzeczalnie także kryzys rynku dotknął spółkę. Objawił się on tym, że w niej i wokół niej nie zadziałał żaden z bezpieczników mających chronić przed nadużyciami”(wytłuszczone cytaty pochodzą z mojego raportu – ten ze strony 11). Raport NIK nie obejmuje tych bezpieczników, natomiast dotyczy działań „instytucji państwowych”, a konkretnie kolejno: Komisji Nadzoru Finansowego i jej Urzędu, Giełdy Papierów Wartościowych, Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Rzecznika Finansowego, Ministerstwa Finansów i Komisji Nadzoru Audytowego. Jest to zbiór niezborny: obok organów administracji powołanych do ochrony rynku znalazła się w nim giełda powołana do organizowania obrotu. Kontroler zapewne uznaje ją za instytucję państwową, skoro państwo ma w niej znaczące udziały oraz decyduje (w istocie z pominięciem pozostałych akcjonariuszy) o obsadzie jej organów. Lecz GPW jest instytucją rynku, spółką akcyjną notowaną na prowadzonym przez nią parkiecie. Byłoby lepiej dla niej, dla jej udziałowców i dla rynku, gdyby państwo ograniczyło swój zgubny wpływ na giełdę i na rynek. Przyznanie przez GPW pamiętnej nagrody spółce Getback (tuż przed jej katastrofą) nie było gestem przyjętym na rynku, nie wszyscy widzą za nim inicjatywę giełdy.

„Kiedy Getback SA zakopywała się w pułapce braku płynności, źle działo się w Komisji Nadzoru Finansowego. (…) Odpryski sprawy korupcji w KNF ugodziły w powagę Narodowego Banku Polskiego (NBP) i jego prezesa (…) Znaki zapytania postawiono nad prezesem Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.” (s. 11-12). Wspomniane zjawiska wspomogły atmosferę braku zaufania do państwa i jego struktur. Zdiagnozowałem przeto kryzys rynku, kryzys państwa i kryzys systemu (s.11-13).

Wśród symptomów kryzysu państwa wymieniam opieszałość jego organów w działaniach na rzecz ustalenia prawdy o aferze KNF i jej pobocznych wątkach, zatrzymanie Andrzeja Jakubiaka i Wojciecha Kwaśniaka i niezwykły komentarz ministra sprawiedliwości, polityczne wzmożenie komisji do sprawy Amber Gold (teraz wiemy, że nie wniosła ona wiele do sprawy), komisji do sprawy podatku VAT (jak wyżej), oraz komisji ds. reprywatyzacji warszawskich nieruchomości (jak wyżej), ślimaczące się śledztwo w sprawie SKOK Wołomin… Nie są to sprawy powiązane z Getback SA, ale w swoim splocie ukazują one słabość państwa.

„Za spółką emitująca akcje i obligacje przemawiał system. Wszak nieprawidłowości dotknęły jego rdzenia. Prócz piastunów spółki objęły one także środowisko towarzystw funduszy inwestycyjnych, banki, domy maklerskie, analityków giełdowych, agencje ratingowe, audytora.” (s. 12). Wiele wskazuje, że niektórych sprawców lub współsprawców owych nieprawidłowości sprawiedliwość już dotknęła lub dotyka, natomiast innych ominie. Nikt nie pozwie analityków lub agencje ratingowe wysoko windujące oceny i wyceny spółki, kary ominą media robiące klakę spółce i jej prezesowi.

„Znaki zapytania dotyczą Deloitte, audytora badającego księgi Getback SA” (s. 30). W postępowaniu audytora wielu upatruje oznaki niedbalstwa i braku profesjonalnej staranności, lecz nie jest pewne, czy zostanie ono przykładnie rozliczone.

Najwyższa Izba Kontroli podjęła i rozwinęła przede wszystkim wątek KNF – UKNF, wskazując na liczne nieprawidłowości w pracy Urzędu Komisji. Lecz ogłaszając swoje opracowanie niemal pełny rok po moim, Izba dysponowała pełniejszymi informacjami o wydarzeniach. Niemniej materiał NIK jest cennym przyczynkiem do sprawy Getback SA, ponieważ rzetelnie wskazuje na niedoskonałość pracy Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego. Nie podejmuje natomiast rzutującej na ocenę KNF i UKNF afery Marka Chrzanowskiego.

Na marginesie materiału KNF: po ogłoszeniu mojego raportu na temat Getback SA wpłynęło jedno jedynie sprostowanie. Dyrektor Departamentu Komunikacji Społecznej KNF zakwestionował sformułowanie, że NIK wykryła wiele nieprawidłowości w działaniach Komisji (s. 38). Zwrócił on uwagę, że kontrola NIK dotycząca Getback SA nie została jeszcze zakończona. Za nieścisłość przeprosiłem. Lecz teraz kontrola została zakończona, a NIK wskazała na tak wiele nieprawidłowości, że aż wstyd je wspominać.

„W procesie dystrybucji obligacji występowało więc zjawisko missellingu polegające na oferowaniu przez niewłaściwe podmioty, niewłaściwym nabywcom, w niewłaściwy sposób, niewłaściwych walorów” (s. 37). Nazwałem to „czarnym procederem” (tamże). Raport NIK zawiera krytyczne oceny dystrybucji obligacji Getback SA i zwraca uwagę, że temu procederowi można było wcześniej położyć kres, gdyby nie ogrom zaniedbań ze strony UKNF.

Najwyższa Izba Kontroli sformułowała praktyczne wnioski końcowe zmierzające do ułatwienia dochodzenia roszczeń przez osoby poszkodowane, oraz do wzmocnienia pozycji inwestora na rynku finansowym. Oby tych wniosków nie spotkał smutny los zaleceń mojego raportu, czyli brak reakcji adresatów.

Po ogłoszeniu mojego raportu i post scriptum spotkałem się z zarzutami, że pominąłem polityczne wątki sprawy. Nie widziałem powodu do ich rozdmuchiwania. Także Najwyższa Izba Kontroli okazała w tej materii wstrzemięźliwość. To pole dla badaczy polityki.