Archiwa tagu: Najwyższa Izba Kontroli

Dwa raporty, jedna prawda, ale wciąż niepełna – czyli znowu o Getback SA

  • Raport Najwyższej Izby Kontroli trafnie podkreśla, że w sprawie Getback SA zawiodło państwo;
  • Akcjonariusze i obligatariusze spółki zostali oszukani, a państwo nie zrobiło wszystkiego, by temu zapobiec, by sprawę rozpoznać, rozwikłać, rozwiązać;
  • NIK nie zajrzała do wnętrza spółki, ani do wnętrza rynku, natomiast wskazała na pęknięcia na jednej z jego fasad, za którą nie zadziałały instytucje państwowe;
  • Wbrew oczekiwaniom, lub obawom, NIK przedstawiła temat wstrzemięźliwie, unikając politycznych konotacji.

Z uwagą przestudiowałem raport „Bez ochrony państwa” prezentujący ocenę sprawy Getback SA dokonaną przez Najwyższą Izbę Kontroli. Jest to tekst zwięzły, gęsty od ocen, skupiony wokół ważnego, acz jednego tylko, aspektu problemu: do kryzysowej sytuacji walnie przyczyniło się państwo. Zaniedbało sprawę – i zawiodło!

To prawda, ale niepełna. Zawiodło nie tylko państwo. Pozwolę sobie przypomnieć moje opracowanie: RAPORT NARTOWSKIEGO. Sprawa Getback SA w świetle corporate governance (2018) ogłoszone z początkiem ub. r. Tytuł materiału świadczy, że i on nie podejmował wszystkich aspektów sprawy. Lecz konkluzja idzie dalej, niż sięga Najwyższa Izba Kontroli. Brzmi ona: Zawiódł system. Zawiódł na całej linii.

Z całym szacunkiem dla NIK i jej opracowania, pragnę podkreślić odmienność punktów widzenia sprawy Getback SA. W oczach Izby zawiodło państwo, w moich – cały system rynku kapitałowego. Państwo jest tylko jednym z jego elementów. Ważnym, lecz nie jedynym, ale czy najważniejszym? Dla urzędnika – niewątpliwie tak. Dla ludzi rynku (mienię się być jednym z nich) wcale niekoniecznie.

W Polsce państwo jest zwornikiem, ale i psujem rynku. Zwornikiem, ponieważ stanowi prawo i kontroluje jego przestrzeganie. Psujem, gdyż w naszych warunkach jest ono także uczestnikiem obrotu uzurpującym sobie przywileje niedostępne innym uczestnikom. Pełniąc na przemian te role, państwo pogrąża się w konflikcie interesów. Nie wspomaga ono zaufania na rynku i do rynku, nie tworzy trwałych wartości, nie jest sumieniem rynku kreującym należyte wzorce postępowania na nim. Jest częścią systemu, który zawiódł.

„Kryzys Getback SA boleśnie dotknął rynek, ale niezaprzeczalnie także kryzys rynku dotknął spółkę. Objawił się on tym, że w niej i wokół niej nie zadziałał żaden z bezpieczników mających chronić przed nadużyciami”(wytłuszczone cytaty pochodzą z mojego raportu – ten ze strony 11). Raport NIK nie obejmuje tych bezpieczników, natomiast dotyczy działań „instytucji państwowych”, a konkretnie kolejno: Komisji Nadzoru Finansowego i jej Urzędu, Giełdy Papierów Wartościowych, Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Rzecznika Finansowego, Ministerstwa Finansów i Komisji Nadzoru Audytowego. Jest to zbiór niezborny: obok organów administracji powołanych do ochrony rynku znalazła się w nim giełda powołana do organizowania obrotu. Kontroler zapewne uznaje ją za instytucję państwową, skoro państwo ma w niej znaczące udziały oraz decyduje (w istocie z pominięciem pozostałych akcjonariuszy) o obsadzie jej organów. Lecz GPW jest instytucją rynku, spółką akcyjną notowaną na prowadzonym przez nią parkiecie. Byłoby lepiej dla niej, dla jej udziałowców i dla rynku, gdyby państwo ograniczyło swój zgubny wpływ na giełdę i na rynek. Przyznanie przez GPW pamiętnej nagrody spółce Getback (tuż przed jej katastrofą) nie było gestem przyjętym na rynku, nie wszyscy widzą za nim inicjatywę giełdy.

„Kiedy Getback SA zakopywała się w pułapce braku płynności, źle działo się w Komisji Nadzoru Finansowego. (…) Odpryski sprawy korupcji w KNF ugodziły w powagę Narodowego Banku Polskiego (NBP) i jego prezesa (…) Znaki zapytania postawiono nad prezesem Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.” (s. 11-12). Wspomniane zjawiska wspomogły atmosferę braku zaufania do państwa i jego struktur. Zdiagnozowałem przeto kryzys rynku, kryzys państwa i kryzys systemu (s.11-13).

Wśród symptomów kryzysu państwa wymieniam opieszałość jego organów w działaniach na rzecz ustalenia prawdy o aferze KNF i jej pobocznych wątkach, zatrzymanie Andrzeja Jakubiaka i Wojciecha Kwaśniaka i niezwykły komentarz ministra sprawiedliwości, polityczne wzmożenie komisji do sprawy Amber Gold (teraz wiemy, że nie wniosła ona wiele do sprawy), komisji do sprawy podatku VAT (jak wyżej), oraz komisji ds. reprywatyzacji warszawskich nieruchomości (jak wyżej), ślimaczące się śledztwo w sprawie SKOK Wołomin… Nie są to sprawy powiązane z Getback SA, ale w swoim splocie ukazują one słabość państwa.

„Za spółką emitująca akcje i obligacje przemawiał system. Wszak nieprawidłowości dotknęły jego rdzenia. Prócz piastunów spółki objęły one także środowisko towarzystw funduszy inwestycyjnych, banki, domy maklerskie, analityków giełdowych, agencje ratingowe, audytora.” (s. 12). Wiele wskazuje, że niektórych sprawców lub współsprawców owych nieprawidłowości sprawiedliwość już dotknęła lub dotyka, natomiast innych ominie. Nikt nie pozwie analityków lub agencje ratingowe wysoko windujące oceny i wyceny spółki, kary ominą media robiące klakę spółce i jej prezesowi.

„Znaki zapytania dotyczą Deloitte, audytora badającego księgi Getback SA” (s. 30). W postępowaniu audytora wielu upatruje oznaki niedbalstwa i braku profesjonalnej staranności, lecz nie jest pewne, czy zostanie ono przykładnie rozliczone.

Najwyższa Izba Kontroli podjęła i rozwinęła przede wszystkim wątek KNF – UKNF, wskazując na liczne nieprawidłowości w pracy Urzędu Komisji. Lecz ogłaszając swoje opracowanie niemal pełny rok po moim, Izba dysponowała pełniejszymi informacjami o wydarzeniach. Niemniej materiał NIK jest cennym przyczynkiem do sprawy Getback SA, ponieważ rzetelnie wskazuje na niedoskonałość pracy Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego. Nie podejmuje natomiast rzutującej na ocenę KNF i UKNF afery Marka Chrzanowskiego.

Na marginesie materiału KNF: po ogłoszeniu mojego raportu na temat Getback SA wpłynęło jedno jedynie sprostowanie. Dyrektor Departamentu Komunikacji Społecznej KNF zakwestionował sformułowanie, że NIK wykryła wiele nieprawidłowości w działaniach Komisji (s. 38). Zwrócił on uwagę, że kontrola NIK dotycząca Getback SA nie została jeszcze zakończona. Za nieścisłość przeprosiłem. Lecz teraz kontrola została zakończona, a NIK wskazała na tak wiele nieprawidłowości, że aż wstyd je wspominać.

„W procesie dystrybucji obligacji występowało więc zjawisko missellingu polegające na oferowaniu przez niewłaściwe podmioty, niewłaściwym nabywcom, w niewłaściwy sposób, niewłaściwych walorów” (s. 37). Nazwałem to „czarnym procederem” (tamże). Raport NIK zawiera krytyczne oceny dystrybucji obligacji Getback SA i zwraca uwagę, że temu procederowi można było wcześniej położyć kres, gdyby nie ogrom zaniedbań ze strony UKNF.

Najwyższa Izba Kontroli sformułowała praktyczne wnioski końcowe zmierzające do ułatwienia dochodzenia roszczeń przez osoby poszkodowane, oraz do wzmocnienia pozycji inwestora na rynku finansowym. Oby tych wniosków nie spotkał smutny los zaleceń mojego raportu, czyli brak reakcji adresatów.

Po ogłoszeniu mojego raportu i post scriptum spotkałem się z zarzutami, że pominąłem polityczne wątki sprawy. Nie widziałem powodu do ich rozdmuchiwania. Także Najwyższa Izba Kontroli okazała w tej materii wstrzemięźliwość. To pole dla badaczy polityki.