Archiwa tagu: odpowiedzialność klimatyczna

Ekologia i rozwój

,Współcześnie Polska stała się pariasem zatruwającym planetę. Dotkliwie brakuje nam masowego ruchu społecznego dążącego do wykorzystania ekologii na rzecz rozwoju

Zdarza się, że nie zwraca się uwagi na pozornie błahe wydarzenia, które uruchamiają wielkie procesy dziejowe. 3 grudnia 1968 r. Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych przyjęło rezolucję 2398 (XXIII) dotyczącą związku między sytuacją biosfery a warunkami życia ludzkiego. Prawdą jest, że Zgromadzenie Ogólne podejmuje wiele rezolucji, że często kończy się na pięknych słowach, dobrych chęciach i rozczarowaniu – tym razem wszakże sprawy potoczyły się szybko i znacznie dalej, niż się spodziewano. Projekt zgłosiła Szwecja, poparły ją 54 państwa, rezolucję przyjęto bez sprzeciwu. Przewidywała ona m.in., że Sekretarz Generalny przedłoży niebawem raport na temat możliwości rozwoju współpracy międzynarodowej w dziedzinie ochrony środowiska.

Sekretarz Generalny ONZ często bywa wzywany do przedkładania rozmaitych raportów. Dysponuje on aparatem administracyjnym, powołuje zespoły ekspertów, powierza im zadania i ogłasza efekty ich prac. Często zanim zamówiony raport ujrzy światło dzienne, społeczność międzynarodowa zapomni już o sprawie. Lecz dokument pod nazwą „Raport o problemach środowiska człowieka” (potocznie nazwany „Raportem U Thanta”), ogłoszony 26 maja 1969 r., natychmiast przykuł uwagę światowej opinii. Prawdopodobnie niewielu przeczytało to opracowanie, lecz media zręcznie wyłowiły zeń smaczne fragmenty i poniosły je w świat. Oświecona część ludzkości rychło uległa romantyce Statku Kosmicznego Ziemia – samotnego błękitnego punkciku we Wszechświecie, wymagającego wspólnego wysiłku na rzecz ocalenia przed zagładą.

Przed pięćdziesięciu laty sporo pisałem na temat potrzeby ochrony środowiska traktowanej jako jedno z podstawowych praw człowieka. Nie wywołało to szerszego echa. Inicjatywy na temat środowiska rozwijane były poza Polską, bez jej udziału, wkładu, zainteresowania. Lecz społeczność międzynarodowa zmierzała, krok po kroku, do utrwalenia powszechnej świadomości, że bez poszanowania środowiska nie dojdzie do postępu społecznego i rozwoju. Współcześnie Polska stała się pariasem zatruwającym planetę. Dotkliwie brakuje nam masowego ruchu społecznego dążącego do wykorzystania ekologii na rzecz rozwoju. Świat nabył wystarczającą świadomość ekologiczną, by wznieść się ponad słuszne slogany. Jesteśmy w stanie obliczyć, w jakim stopniu kraje, branże, nawet indywidualne podmioty gospodarcze, wpływają na środowisko, oraz jakie są konsekwencje tego wpływu w biosferze i w sferze finansów.

Odchodzimy od słów w stronę liczb. Świat wprowadza surowe rygory sprawozdawania o oddziaływaniu na środowisko. Finansiści blokują kredyty na inwestycje antyekologiczne. Fundusze inwestycyjne odstępują od inwestowania w brudne dziedziny gospodarki i brudne spółki. My konsekwentnie zmierzamy na przekór. Następstwa będą dwojakie. Koszty niszczenia biosfery z czasem przerosną nasze możliwości. Jako kraj niechętny środowisku stracimy dostęp do finansowania. Nie zdajemy sobie sprawy, że ekologia staje się motorem rozwoju gospodarczego.

Niechęć do środowiska jest w Polsce wszechobecna. Jak Don Quixote, rząd podjął szaleńczą walkę z wiatrakami. Lasy Państwowe tną drzewostan na potęgę dla krótkoterminowych korzyści finansowych. Polska nie tylko uporczywie trwa przy górnictwie węgla kamiennego i brunatnego, także ślepo wierzy w jego przyszłość: górnikom obiecano zatrudnienie do 2049 r. kontrowersyjnej Kopalni Turów przedłużono koncesję do 2044 r., co wpędziło Polskę w beznadziejny spór z Czechami – tym groźniejszy, że rozpędzono zawodowych dyplomatów i naszymi interesami zajmują się prostaccy amatorzy. Energetyka działa na granicy wydolności, kosztuje sporo, wymaga reform, których nie ma kto opracować, sfinansować, przeprowadzić. Bezsporne argumenty ekologów w sprawach górnictwa i energetyki przegrywają z uporem związkowców broniących wygodnego dla nich stanu rzeczy. Wszak ekolodzy nie pójdą z łomami na Warszawę. Szkoda.

Zamiast podejmować racjonalne działania, rząd snuje absurdalne wizje wyprodukowania w Polsce miliona samochodów elektrycznych; zanim (jeżeli w ogóle!) pierwszy z nich zjedzie z taśmy, udusimy się spalinami: wszak corocznie sprowadzamy z Zachodu milion starych diesli, wielu z nich tam odmówiono już przedłużenia rejestracji. Lokalne samorządy walczą z LGBT zamiast z trującymi wyziewami skorodowanych rur. Nie mamy racjonalnej gospodarki odpadami, nie istnieją systemu skupu opakowań szklanych i plastikowych. Energia rządzących została skierowana na  Narodowy Przekop Mierzei Wiślanej. Przekop kosztowny, dla rozwoju bezużyteczny, dla ekologii (w najlepszym razie!) neutralny.

Tekst ogłoszony 13 lipca 2021 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET,

Czyste pieniądze Kościoła Anglii

  • Kościół Anglii (Church of England) tytularnie podlega monarsze, lecz jest oddzielony od państwa, nie miesza się do polityki, dba o przejrzystość finansów;
  • Przychody ma wyższe niż McDonald’s lub Starbuck, ale ponosi koszty utrzymania substancji majątkowej, często będącej światowym dziedzictwem kultury;
  • Szacowany w 2018 r. na ok. 8,3 miliarda funtów szterlingów zróżnicowany portfel inwestycyjny Kościoła Anglii jest nowocześnie zarządzany;
  • Kościół prowadzi społecznie wrażliwą działalność gospodarczą i zabiega o odpowiedzialność klimatyczną spółek portfelowych.

Majątek Kościoła Anglii pochodzi z historycznych donacji, współczesnych zapisów, ofiar wiernych i dochodów z inwestycji. Obejmuje 42 katedry, w większości cuda architektury, 16 tysięcy kościołów, grunty, tysiące nieruchomości komercyjnych, udziały w funduszach i spółkach publicznych i prywatnych. Najwięcej środków pochłania konserwacja i utrzymanie świetnych katedr: piękna York Minster ukazuje, jak wiele już zrobiono, dostojna katedra w Canterbury jest świadectwem, jak wiele jeszcze pozostaje do zrobienia i wydania. Obiektów kultu ubywa, spada liczba wiernych, niektóre okolice pustoszeją, zbędny już obiekt sakralny lepiej zbyć, a przychód mądrze zagospodarować. Nie ma, jak w Stanach Zjednoczonych, wyprzedaży nieruchomości na wypłaty odszkodowań dla ofiar pedofilii księży rzymsko-katolickich, ale – o czym świadczy popularny program telewizyjny Ucieczka na wieś (Escape to the Country) do sprzedaży bywają oferowane zdesakralizowane kaplice uroczo zaadaptowane na cele mieszkalne.

Wiele nieruchomości ma charakter inwestycyjny. Największa to Hyde Park Estate – nie w samym parku, lecz na jego obrzeżach, w trójkącie między ulicami Bayswater Road, Sussex Gardens i Edgware Road, obejmująca 1700 obiektów mieszkalnych i komercyjnych, w tym elegancki zakątek handlowy Connaught Village. Kościół Anglii posiada także 10 proc. udziałów w Gateshead Metrocentre nad rzeką Tyne w północnej Anglii, ogromnym („nie da się go obejść”) centrum handlowym z parkingami na 8300 pojazdów. Niedawno lista posiadłości wzbogaciła się o 17 tysięcy akrów terenów leśnych w Walii i Szkocji oraz 765 akrów w Kent.

Portfel inwestycji kapitałowych jest bardzo zróżnicowany. Zarządzają nimi Church Commissioners przy wsparciu Church of England Investment Advisory Group, kierując się etyką i odpowiedzialnością klimatyczną. Kościół Anglii posiada obligacje skarbowe nabyte za 459 milionów GBP oraz akcje spółek z całego świata, notowanych na giełdach i prywatnych. Jest inwestorem aktywnym, stosuje przyjęte w 2010 r. pod auspicjami ONZ Zasady Odpowiedzialnego Inwestowania (PRI), domaga się od spółek portfelowych (jak Exxon Mobil, Glencore, Royal Dutch Shell) podporządkowania się Paryskiemu Porozumieniu Klimatycznemu. W Amazon zainwestowano 10 milionów funtów, ale arcybiskup Canterbury otwarcie krytykuje spółkę za politykę unikania podatków. Na swojej czarnej liście Kościół Anglii umieścił 353 firmy zajmujące się hazardem, lichwą, produkcją i handlem bronią, alkoholem, wyrobami tytoniowymi itp., oraz lekceważące potrzeby klimatu.

Biorąc pod uwagę nie tylko względy środowiskowe i governance, także społeczne i charytatywne, Kościół Anglii zamierzał wykupić z firmy pożyczkowej Wonga (często i ostro przezeń krytykowanej za praktyki lichwiarskie) księgę długów wartości 400 milionów funtów, by ulżyć zadłużonym korzystniejszymi warunkami spłat lub umorzeniem zobowiązań, wszelako Wonga upadła i do transakcji nie doszło.

Na finansach Kościoła Anglii ciąży spadek liczby uczestników nabożeństw. Ich liczba szacowana jest obecnie na 700 tysięcy. Od praktyk religijnych masowo odwraca się młodzież. Otwartość, przejrzystość, uczciwość, nie owocują poprawą sytuacji. Wpływy „z tacy” wynoszą corocznie 57 milionów GBP i są stabilne od wielu lat; w tym czasie inflacja wyniosła aż 22 proc. Parafie powszechnie korzystają z terminali płatniczych, wierni chętnie przekazują datki korzystając z kart zbliżeniowych. Kościół i diecezje są aktywne w mediach społecznościowych: Twitter, Facebook, Instagram.

Strona wydatków może niepokoić. Katedry kosztują krocie, a tylko osiem z nich pobiera opłaty za wstęp poza nabożeństwami. Nie wszystkie diecezje są w stanie utrzymać się same. Rosną koszty misji, a w szczególności nakłady na emerytury pastorów zarządzane przez Church of England Pension Board. Środki emerytalne Kościoła Anglii wynoszą 2,8 miliarda funtów, ostatnio 600 milionów z tej sumy zainwestowano w FTSE TFI Climate Transition Fund, fundusz pasywny, lecz rygorystyczny: wyklucza on walory Exxon Mobil, Chevronu lub BP do czasu spełnienia przez te spółki celów porozumienia paryskiego. Tak trzymać!

Tekst ogłoszony 3 marca 2020 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET

 

 

Opowieść o Bogdance, ofierze polityki prowadzonej na przekór ekonomii

  • Bywały w historii okresy, kiedy polityka zyskiwała prymat nad ekonomią; w moich czasach wymownym przykładem była chińska rewolucja kulturalna;
  • Chodziło w niej o to, by obalić i zniszczyć ugruntowane wartości i stojące na ich straży instytucje, a wszystko urządzić na opak;
  • Niestety, podobne dążenia dostrzegam współcześnie w Polsce, bowiem odrzuca się zdrowy rozsądek i prawa ekonomii, zwycięża niewiedza i chciejstwo;
  • Do czego to prowadzi, świadczą losy Bogdanki SA, spółki niegdyś darzonej zasłużonym zaufaniem inwestorów.

Lubelski Węgiel Bogdanka SA była przez pewien czas modelową spółką prywatną. Jej pierwotna oferta publiczna wzbudziła zainteresowanie rynku. Cena emisyjna w IPO wyniosła 48 zł, co dało spore wpływy do budżetu. W gronie akcjonariuszy znaleźli się przewidywalni, stabilni, odpowiedzialni krajowi inwestorzy instytucjonalni, zwłaszcza Otwarte Fundusze Emerytalne. Dzięki temu notowania rosły, w porywie osiągając nawet (na zamknięciu 20 grudnia 2012 r.) 140,4 zł. Wtedy bajano jeszcze o Akcjonariacie Obywatelskim, wierzono w sens partnerstwa z państwem – wbrew wielu świadectwom, że kto wdaje się z nim w interesy, często traci. Chyba, że jest związkowcem – wtedy tracą wszyscy dokoła: państwo, podatnicy, inwestorzy.

Szczególnie trudny był dla spółki rok 2015. Wciąż była – i jest – rentowna, lecz warunki gospodarowania stale ulegały pogorszeniu. Państwo wspierało nierentowne śląskie kopalnie, wkładało je do portfeli spółkom energetycznym, powodując kryzys całej branży, przeto związkowcy z Bogdanki zatęsknili za jego opieką, by uniknąć konkurencji i praw rynku. Oświadczyli: „Chcemy wrócić do Skarbu Państwa, bo nie opłaca się być w Polsce spółką prywatną”. Niezaprzeczalnie byłoby im lepiej, gorzej byłoby za to podatnikom.

W 2015 r. Enea SA ogłosiła wezwanie na Bogdankę. Była to – udana – próba częściowej renacjonalizacji spółki w pełni prywatnej przez spółkę z dominującym udziałem Skarbu Państwa. Wezwanie zostało poprzedzone mocnym ciosem w notowania Bogdanki spowodowanej wypowiedzeniem przez Eneę umowy o dostawach węgla. Wbrew moim oczekiwaniom rynek ze spokojem przyjął odwrócenie prywatyzacji jednej z najlepszych notowanych spółek. Wcześniej fundusze odrzuciły korzystniejszą ofertę New World Resources – dlaczego więc przystały na mniej korzystną ofertę Enei? Odpowiedź: nasz rynek jest bardzo mały, inwestorzy Bogdanki okazali się zarazem inwestorami Enei, kombinowali więc, że na przejęciu tej pierwszej przez drugą jakoś nie stracą. Lecz spadki dotknęły obu spółek. Ekonomii nie udało się oszukać.

Kurs Bogdanki przybrał trwale kierunek zniżkowy, czasem falował już znacznie poniżej przywołanego maksimum, by w ostatnim roku – od 21 lutego 2019 do 20 lutego 2020 spadać systematycznie, w sumie o 58,74 proc., osiągając dziejowe minimum 21,0 zł. Bezpośredni impuls do ostatniej zniżki dała informacja o przejściowym ograniczeniu wydobycia o 25 proc. Słowo „przejściowe” przypomina mi „przejściowe braki w zaopatrzeniu” w epoce PRL.   Prezes spółki wyjawił powody tej decyzji: zbytowi węgla szkodzi lekka zima, a ponadto wiatry napędzające energię z wiatraków. Nie wspomniano, że spółce – najbardziej rentownej w polskim górnictwie węglowym – szkodzi przede wszystkim postawiona na głowie polityka państwa.

Świat wokół nas zmienia się. Społeczeństwa i rządy uświadomiły sobie niebezpieczeństwa powodowane kryzysem klimatycznym. Rynki żądają od spółek odpowiedzialności klimatycznej, podejmowania intensywnych działań na rzecz zmniejszenia negatywnego oddziaływania spółek na środowisko. Inwestorzy odwracają się od brudnych spółek. Polska podąża na przekór tym prądom, trwa przy węglu ryzykując izolację, z czasem zacznie dotykać nas bojkot. Klimat i prawa ekonomii są dla rządu mniej istotne niż chwiejny spokój społeczny. Rząd znowu przekupił górników obietnicą podwyżek w feralnej Polskiej Grupie Górniczej, by uniknąć zapowiedzianego najazdu górników na stolicę. Mówiono, że zabrakło autobusów dla chętnych do udziału w manifestacji 28 lutego. Zakontraktowane na tę okoliczność autobusy nie należą do górniczych związków, ale do pracodawców, którzy nie mają odwagi odmówić ich udostępnienia.

W Polsce odwrócono system wartości. Prawdę zastępuje kłamstwo, praworządność gnie się pod naciskiem prawniczych hunwejbinów, prawa ekonomii są w pogardzie, spalanie węgla stało się ważniejsze od walki ze smogiem i ochrony klimatu. Ale nie winię Bogdanki, jej zarządu, pracowników i związkowców. Wszyscy są ofiarami polityki: katastrofalnej, nieodpowiedzialnej.

Zastrzeżenie: notowania spółek wahają się, przywołany kurs minimalny 21,0 zł zapewne nie będzie aktualny w czasie lektury tego tekstu…

Czytaj także:

http://2015.07.25 Powrót do macierzy

http://2015.09.18 Bogdanko, trzymaj się!

http://2015.10.23 Milczące trąbki pocztowe

 

 

 

Czas na weryfikację wartości deklarowanych przez spółki

  • Odchodzi w przeszłość dogmat, że celem biznesu jest biznes. Zwycięża przekonanie, że celem działalności gospodarczej jest kreowanie wartości nie tylko materialnych;
  • Nie liczy się już wyłącznie pomnażanie zysku, także środowisko, ochrona klimatu, prawa człowieka u siebie, w najbliższym otoczeniu i w całym łańcuchu dostaw;
  • Nowe spojrzenie na spółkę bezspornie sugeruje, że akcjonariusz musi się posunąć, dopuścić do stołu innych;
  • Od wzniosłych deklaracji może zakręcić się w głowie; pora sprawdzić, czy są one urzeczywistniane w dobrej wierze.

Na początku są słowa. Gdyby udało się wcielić je w życie, inaczej wyglądałyby spółki, rynki, świat. Górnolotne manifesty głoszą, że racją działania spółek nie jest wyłącznie zysk, ale nadrzędne wartości, jak ochrona środowiska i klimatu, odpowiedzialność społeczna, godność pracowników i ich prawa, poszanowanie interesariuszy, zrównoważony rozwój, harmonia w relacjach z partnerami oraz powszechny dobrostan. O tym traktują manifesty z Davos, listy prezesa Black Rock do prezesów spółek portfelowych, a w szczególności – głośne posłanie Business Roundtable.

Światowe Fora Ekonomiczne w Davos zmierzają ku uczynieniu świata lepszym. Ogłoszony już Davos Manifesto 2020: The Universal Purpose of a Company in the Fourth Industrial Revolution głosi ideę wspólnego zaangażowania wszystkich interesariuszy w budowę wspólnych i trwałych wartości. Spółka ma bowiem służyć nie tylko akcjonariuszom, także jej wszystkim interesariuszom: pracownikom, klientom, dostawcom, lokalnym społecznościom oraz ogółowi społeczeństwa.  Jeszcze do niedawna uważano na rynkach kapitałowych, że interesariusz (stakeholder albo, złośliwie, mistakeholder) bywa doczepką do akcjonariusza (sharekolder, stockholder), wokół którego ma kręcić się spółka. Lecz mijający rok odwraca tę gradację, stał się Rokiem Interesariusza: czy tak już pozostanie, czy może wróci dawna kolej rzeczy?

Manifest Davos zmierza ku konkretom: spółka służy swojej klienteli oferując wartości najbardziej odpowiednie dla jej potrzeb. Uprawia uczciwą konkurencję. Nie toleruje korupcji. rzetelnie przedstawia konsumentom zalety swoich produktów i usług, nie kryjąc przeciwwskazań do korzystania z nich. Traktuje ludzi godnie, szanuje różnorodność załogi,  dąży do poprawy warunków pracy i dobrostanu zatrudnionych, wspiera trwałość zatrudnienia poprzez wzbogacanie i rozszerzanie kwalifikacji pracowników.

Spółka partnersko traktuje dostawców. Służy społeczeństwu. Rzetelnie płaci podatki. Pielęgnuje dla przyszłych pokoleń zasoby i wartości środowiska. Wypłaca inwestorom  dywidendy biorąc pod uwagę ich ryzyko, a także swoje potrzeby inwestycyjne i konieczność innowacji. Kreuje wartości krótko-, średnio- i długoterminowe kierując się korzyściami akcjonariuszy, lecz nie poświęca przyszłości w imię doraźnych korzyści. Spółka jest bowiem czymś więcej, niż jednostką gospodarczą generującą bogactwo. Jest ona częścią systemu zmierzającemu ku spełnianiu aspiracji jednostek i społeczeństw. Jej wynik należy oceniać nie tylko pod kątem zysku, także przez pryzmat osiągania przez nią celów na rzecz środowiska, społeczeństwa i jakości governance. Wynagrodzenia menedżerów powinny odzwierciedlać odpowiedzialność wobec interesariuszy.

Natomiast spółka działająca w skali międzynarodowej służy nie tylko interesariuszom, których dotyka ona bezpośrednio. Wespół z rządami i społeczeństwem obywatelskim jest ona interesariuszem wspólnej przyszłości. Globalne obywatelstwo korporacji wymaga od niej skupienia talentów, przedsiębiorczości, umiejętności i zasobów, by wespół z innymi spółkami dążyć do poprawy stanu świata.

Autorem Manifestu jest Klaus Schwab, twórca spotkań w Davos. Jego myśli biegną jednym torem z sierpniowym oświadczeniem Business Roundtable, oraz z tezami listów do prezesów spółek portfelowych, jakie corocznie rozsyła Larry Fink, prezes Black Rock uznawany za Wielkiego Mistrza Zakonu Inwestorów. To największa na świecie firma zarządzająca aktywami, są one obecnie szacowane na 6 000 000 000 000 USD i stale rosną (kiedy inwestowałem swoje oszczędności w fundusze zarządzane przez Black Rock, kurczyły się one szybko). Czytając listy Finka zastanawiałem się, czy ktoś porwie się na to, by sprawdzić zgodność czynów ze słowami, zweryfikować wiarygodność skrzydlatych deklaracji…

Być może godzina rozliczeń właśnie wybiła. Organizacja aktywistów rynkowych As You Sow – doświadczona (rok założenia 1992), typowa shareholders’ advocacy, wezwała Black Rock do ujawnienia, jak wygląda w praktyce zapowiedziane przeniesienie nacisku z dbałości o akcjonariuszy na dbałość o rzeszę interesariuszy. Skoro Black Rock resetuje swój system wartości korporacyjnych – niech ujawni, na czym to polega i do czego ma prowadzić. As You Sow wskazuje, że Black Rock jest znaczącym inwestorem w nowe przedsięwzięcia związane z wydobyciem węgla, podczas gdy światowa opinia zwraca się ku odnawialnym źródłom energii. New York Times zwrócił uwagę, że na walnych zgromadzeniach spółek portfelowych Black Rock nierzadko zajmuje stanowisko odmienne od innych akcjonariuszy.

Wobec tego As You Sow zgłasza walnemu zgromadzeniu Black Rock projekt uchwały zobowiązującej spółkę do przygotowania oświadczenia prezentującego jego spojrzenie na zmiany, jakie powinny zostać dokonane, by dostosować governance spółki do deklarowanych przez nią wartości.

Więc czekajmy.

 

 

Czym corporate governance zdołało wzbogacić świat w 2019 roku?

  • Rok 2019 dobiega końca. Oceniany przez pryzmat corporate governance uświadomił on światu potrzebę nowego spojrzenia na miejsce spółki w społeczeństwie;
  • Za najpilniejsze warto uznać sprawy związane w działaniem spółek na rzecz ochrony klimatu i powstrzymania degradacji środowiska;
  • Natomiast niczego nowego nie wniosły głośne kampanie o różnorodność w radach dyrektorów i zwiększenie liczby kobiet na stanowiskach w spółkach;
  • Przewodząca do tej pory światu na niwie corporate governance Wielka Brytania zapewne wkrótce opuści Unię Europejską, lecz w jakim kierunku pójdzie?

Pod względem corporate governance rok 2019 jest dla Polski stracony. Zamiast zbliżać się ku światu, zatrzaskujemy się przed nim. Dlatego coraz rzadziej poruszam tu polskie sprawy. Polski rynek kapitałowy więdnie, giełdzie ubywa spółek, inwestorom ubywa zapału, a kapitał zagraniczny traci wiarę w inicjatywę i przedsiębiorczość kraju, który własność państwową przedkłada nad prywatną. Świat zmierza w innym kierunku – jakim?

NOWY DOGMAT SPÓŁKI W SPOŁECZEŃSTWIE. Współczesnej rewolucji nie zapoczątkowano strzałem krążownika. Sygnał dla niej dała wpływowa organizacja amerykańskich top-menedżerów, Business Roundtable. Jej manifest stawia priorytety rynków kapitałowych w pozycji odwrotnej do wcześniejszej. Zakwestionowano w nim dogmat spółki akcyjnej jako organizmu służącego przede wszystkim – w praktyce wyłącznie! – dostawcom kapitału. Odrzucono prymat interesów akcjonariuszy nad interesami społeczeństwa i pozostałych uczestników rynku. Zaproponowano nowy dogmat: spółka, dążąc do spełnienia swoich celów gospodarczych, powinna służyć dobru jej interesariuszy: inwestować w pracowników, dbać o środowisko, przeciwdziałać niekorzystnym zmianom klimatu, przyzwoicie traktować dostawców i klientów, być dobrym obywatelem.

Manifest Business Roundtable nie wziął się z niczego, jego założenia dojrzewały od lat w programach wielkich inwestorów instytucjonalnych, jak Black Rock, Vanguard, CalPERS. Reakcje na manifest były różne. Jedni twierdzili, że oto amerykańskie spółki wypowiadają wojnę swoim akcjonariuszom. Inni dostrzegli potrzebę podnoszenia standardów etycznych rynku, bardziej umiarkowanych relacji wynagrodzeń personelu i kierownictwa, ograniczania nierówności, przeciwdziałania katastrofie klimatycznej. Przed półwieczem Milton Friedman głosił hasło, że społeczna odpowiedzialność biznesu polega na zwiększaniu zysków. Dzisiaj wymaga się więcej: misją biznesu jest wspieranie dobrobytu, wspomaganie zdrowia publicznego i sprawiedliwości społecznej. Wyzwanie nowych czasów zmieścił w kilku mądrych zdaniach Klaus Schwab, autor projektu Davos 2020 Manifesto.

Lubię do takich dyskusji wtrącić grosik, może nawet trzy: czas spojrzeć na odwrotną stronę materii. Powinnościom biznesu wobec społeczeństwa powinny towarzyszyć powinności społeczeństwa na rzecz biznesu. Oczekując wiele od rynku kapitałowego powinniśmy  wspierać akcjonariuszy, którzy na indywidualne ryzyko inwestują pieniądze dla dobra publicznego. Szczególnie w Polsce dotkliwie brakuje sympatii dla inwestorów indywidualnych, bez których nie ma i nie będzie rynku.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ KLIMATYCZNA. Nareszcie dojrzewa świadomość, że za stan naszej planety, Statku Kosmicznego Ziemia, odpowiadają nie tylko rządy i społeczeństwa, także wszyscy uczestnicy procesów gospodarczych, a na ich czele – wielkie korporacje. Rynki zaczynają domagać się od spółek wydobywczych, energetycznych, produkcyjnych, szczegółowych sprawozdań o wpływie ich działalności na środowisko i klimat. Pojawiają się głosy nawołujące do usuwania trucicieli z giełd, do wstrzymania finansowania brudnych dziedzin gospodarki, do rozwijania energii czystej i odnawialnej. Nietrudni zauważyć, że gdyby przystąpić do urzeczywistnienia tych założeń, indeks WIG20 zostałby mocno przetrzebiony (już lata temu głosiłem hasło indeksu Osiem i Pół), a nasza giełda miałaby nikłe szanse podniesienia się po takim ciosie. Byłoby to dla Polski bolesne, dla świata w gruncie rzeczy – obojętne.

Znam argumenty głoszące, że polskie spółki ponoszą znaczne ciężary, więc nie należy od nich oczekiwać rozliczania się przed społeczeństwem z odpowiedzialności klimatycznej. Tkwi w tym przecież nieporozumienie: to społeczeństwo ponosi ciężary spółek, których działalność negatywnie wpływa na środowisko i klimat, więc mamy prawo rozliczania ich ze skutków tej działalności.  Czas uświadomić sobie, że jak spółki prowadzące działalność szkodliwą dla klimatu mogą zostać usunięte z giełd, tak państwa, tolerujące działalność szkodliwą dla klimatu mogą zostać wyeliminowane ze społeczności międzynarodowej.

RÓŻNORODNOŚĆ, ALE JEDNORODNA. Najwięcej ogłoszonych w mijającym roku raportów, ekspertyz, analiz, dotyczyło kwestii różnorodności w radach dyrektorów, acz różnorodności pojmowanej jednorodnie: dążymy do zwiększenia udziału kobiet w radach i jesteśmy gotowi wzmacniać te dążenia wszelkimi argumentami, jakie przychodzą do głowy. Zajmuję się tym tematem od blisko dwudziestu lat i niezmiennie rozumuję tak: kandydatów do rad należy starannie dobierać, biorąc pod uwagę kompetencje i bogactwo doświadczeń, spośród możliwie najszerszej puli talentów, bez dyskryminacji z uwagi na płeć. Ale zwycięża już pogląd, że wcale nie chodzi o talenty, kompetencje albo doświadczenia, lecz przede wszystkim o płeć. Kobiet ma być w składzie rady ileś procent, może połowa albo nawet więcej, gdyż skorzystają na tym i spółki, i cały rynek. Ponadto pojawiają się pomysły ustanawiania kwot dla udziału kobiet kolorowych, kwot dla mniejszości etnicznych, lub preferencji dla weteranów i weteranek. by rady w swoim składzie nareszcie odzwierciedliły strukturę społeczeństwa. Towarzyszą temu badania o wpływie obecności kobiet w radzie na wyniki spółki, na wypłacane przez nią dywidendy, na wynagrodzenie CEO. Niestety, na dalszy plan schodzą niezaprzeczalne korzyści płynące z udziału kobiet w radzie, jak preferencje dla rzeczywiście najlepszych; jak twórcze bogactwo różnic poglądów, doświadczeń, postaw; jak unikanie zjawiska myślenia grupowego.

HMS BRITANNIA ODPŁYWA W NIEZNANE. W toku ostatnich dekad to Wielka Brytania inspirowała postęp na niwie corporate governance, począwszy od Cadbury Report po świeże Corporate Governance Code i Stewardship Code. Orędując za wyjściem z Unii, zwycięzcy w ostatnich wyborach Konserwatyści zapowiadali, że pragną wzmocnić konkurencyjność brytyjskiej gospodarki rozwijając i doskonaląc instytucje corporate governance. Członkostwo w Unii nie było przeszkodą w realizacji tych planów. Ciekawe, jak rozwinie się projekt, któremu w ostatnich latach poświęcono tyle zapowiedzi: upodmiotowienia pracowników jako szczególnie ważnych interesariuszy spółek i wprowadzenie ich reprezentacji do rad dyrektorów.

 

 

 

 

 

 

 

Czy rada nadzorcza jest przeżytkiem (a jeżeli tak, to dlaczego nie)?

  • Słyszy się głosy, że zmienia się świat, zmieniają się instytucje, a regulacje dotyczące rady nadzorczej trwają od wielu lat bez większych zmian;
  • Prawo spółek jest jak starorzecze, obrót płynie innym, żwawszym nurtem, natomiast rady nadzorcze rozwijają się, przeobrażają, ponad regulacjami;
  • W Ksh nie ma tego, co we współczesnej radzie najważniejsze: komitetów rady, niezależności jej członków, ich odpowiedzialności;
  • Prawo kultywuje niemiecki model rady z połowy XIX w., rynek wprowadza do rady współczesne anglosaskie wzorce corporate governance.

Rozporządzeniem Prezydenta RP z 22 marca 1928 r. do krajowego porządku prawnego zostało wprowadzone Prawo o spółkach akcyjnych. Uformowany przez nie ustrój spółki przetrwał do naszych czasów z odpowiednimi uzupełnieniami. Został on oparty w znacznej mierze o model niemiecki, którego rodowód sięga głęboko w XIX w. Prawo o spółkach zostało w 1934 r. zastąpione Kodeksem handlowym, ten – po drodze w znacznej części uchylony – został zastąpiony w 2000 r. Kodeksem spółek handlowych. Przepisy o radzie nadzorczej zmieniły się niewiele od ponad 90 lat, ale nie znaczy to wcale, że nie zmieniły się rady, że nie dotrzymują kroku czasom.

Wielu sądzi, że rada nadzorcza, nawet w spółce publicznej, działa według dawnego schematu. Otóż nic podobnego. Wprowadzony został wymóg kworum na posiedzeniach rady; w istocie oznacza to, że członkowie radu są obowiązani do udziału w jej posiedzeniach. Wprowadzono możliwości podejmowania przez radę uchwał poza posiedzeniami, przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość (w istocie rada może wykonywać poza posiedzeniem znaczną część swojej pracy). Wprowadzono do rady nadzorczej komitety złożone z jej członków: komitet audytu (obligatoryjny w jednostkach zainteresowania publicznego) jest bezsprzecznie najważniejszym z nich, lecz występują także komitety do spraw wynagrodzeń, strategii, compliance, corporate governance, zarządzania marką itd.

Rośnie nacisk na wprowadzanie do rad, zwłaszcza w spółkach publicznych, członków niezależnych, lecz brak porozumienia, jak definiować ową niezależność. Zabraliśmy się za tę sprawę niezręcznie, nieudolnie, psując wiele i na długo. Dobre praktyki spółek notowanych wprowadziły ważne obowiązki rady nadzorczej w dziedzinie oceny sytuacji spółki, kontroli wewnętrznej, zarządzania ryzykiem. W swojej klasycznej postaci rada nadzorcza była obok spółki, dzisiaj jest w środku spółki, współpracuje nie tylko z zarządem, także z jego służbami jak finanse, księgowość, kontrola wewnętrzna, zarządzanie ryzykiem, compliance. Szczególnie ważna jest współpraca rady z audytorem wewnętrznym, podporządkowanym radzie tak samo, jak zarządowi, sprawozdającym obu tym organom.

Od lat na członkach rady ciąży odpowiedzialność, na równi z „kierownikiem jednostki”, jak wdzięcznie to ujmuje ustawa o rachunkowości, za sprawozdania finansowe i szkody z nich wynikłe. Za rogiem zbiera się nowa postać odpowiedzialności rad nadzorczych, nazywam ją odpowiedzialnością klimatyczną. To rady przejmą odpowiedzialność za wpływ działalności spółki na klimat, za szkody przez nią wyrządzane, tak doraźne, jak dalekosiężne. Niebawem ta odpowiedzialność zostanie zmaterializowana w przepisach.

Kolejny obszar odpowiedzialności, z którego wiele rad nie zdaje sobie jeszcze sprawy, to materia cyberbezpieczeństwa. Przed blisko trzydziestu laty, gdy zapytałem zarząd o ryzyko w działalności spółki i jego ubezpieczenie, pokazano mi kartkę z zeszytu z numerami polis OC wykupionych na firmowe samochody. Gdy pytałem o bezpieczeństwo, opowiadano mi o ochroniarzu na portierni. Dzisiaj nie pracuję w radach, więc zarządom nie zadaję pytań, ale ciekawy jestem, co wiedzą o cyberbezpieczeństwie i jak tą wiedzą dzielą się z radami.

Jest jeszcze jeden obszar wart polecenia uwadze rad nadzorczych: sztuczna inteligencja (AI, Artificial Intelligence) i jej wpływ na spółkę, jej działalność, perspektywy i strategię. Uprzedzam, że nie chodzi o dowcipy na temat doposażenia członków rady wprowadzonych do niej przez partię rządzącą przenośnymi pakietami tej inteligencji. Oni nie są z nią kompatybilni.

Badając przeobrażenia współczesnych rad dyrektorów brytyjscy mądrale odkryli, że rady zmieniają się: jeszcze przed dwoma laty tzw. board pack – pakiet materiałów na posiedzenie rady liczył 250 stron, a dzisiaj 300. Jak ci idioci na to wpadli – nie wiem i wiedzieć nie chcę.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 15 lipca 2019 r.

 

 

Walne zgromadzenie: strata czasu, czy święto spółki?

Jamie Dimon, szef zarządu i rady dyrektorów JPMorgan Chase poruszył rynki wypowiedzią, że walne zgromadzenia to „zupełna strata czasu”. Chociaż wielu w skrytości podziela tę opinię, niewielu ma odwagę wyrażać ją publicznie. Dimona stać na szczerość: jest uznanym menedżerem, miliarderem, a zarządzany przezeń bank jest największy w USA pod względem aktywów. Niemniej pogarda dla walnych zgromadzeń, na których traci się czas, jest nie do pogodzenia z fundamentem corporate governance. Walne zgromadzenie służy temu, by akcjonariusze, dostawcy kapitału, corocznie mogli stanąć oko w oko z piastunami spółki i sumiennie rozliczyć ich z realizacji strategii i prognoz.

Dimon wygłosił przytoczoną tezę po walnym zgromadzeniu JPMorgan Chase & Co. Dodał, że walne zgromadzenia stały się wydarzeniami zagarniętymi (hijacked) przez tych, którzy kierują się interesami wyłącznie politycznymi i za nic mają zdrową przyszłość spółki. Jego gorycz wywołały przytyki akcjonariuszy do poparcia udzielonego przezeń prezydentowi Trumpowi, a także krytyka zaangażowania banku w finansowanie prywatnego więziennictwa.

Im wyższe mniemanie o sobie, tym bardziej boli krytyka. Lecz wielki książę rynku nie ma racji. Walne zgromadzenia nie zostały „zagarnięte” przez stronników interesów politycznych, którzy za nic mają dobro spółki. Aktywni akcjonariusze często potrafią dojrzeć interes spółki w szerszej perspektywie, niż jej piastuni, nadmiernie zajęci zliczaniem swoich dochodów. Bodaj najważniejszym wyzwaniem stojącym współcześnie przed korporacyjną Ameryką jest rozliczanie się spółek z ryzyka, jakie ich działalność powoduje dla przeobrażeń klimatu. Akcjonariusze zdają sobie sprawę z ciążącej na spółkach odpowiedzialności klimatycznej. Biały Dom nie jest jeszcze świadomy tej odpowiedzialności, a Donald Trump skłonny jest uznawać efekt cieplarniany za chory wymysł lewaków.

Do nowych wyzwań, nakreślonych przed rynkiem przez opinię publiczną wzburzoną tragicznymi strzelaninami szaleńców, należy finansowanie producentów agresywnych broni palnych. W marcu b.r. BlackRock, największy w świecie zarządca aktywów, wezwał firmy prywatne i sektor publiczny do współdziałania w tej sprawie. Na walne zgromadzenia mogą zostać wnoszone wnioski o zaprzestanie finansowania producentów broni; chociaż zapewne przepadną, zawarty w uzasadnieniach ładunek emocjonalny może z czasem wywrzeć pewien skutek. Bankierzy inwestycyjny, którym roi się, że „czynią robotę Boga”, widzą w tym jedynie politykę – zamach na drugą poprawkę do konstytucji Stanów Zjednoczonych o prawie do posiadania i noszenia broni.

Trudno zaprzeczyć, że walne zgromadzenia amerykańskich spółek zmieniają swoje oblicze. Niektóre spółki urządzają wirtualne walne zgromadzenia, pozbawiając inwestorów możliwości spotkania twarzą w twarz piastunów spółki. Wielu uczestników rynku nie jest zainteresowanych uczestnictwem w walnych zgromadzeniach, ani uprawnionych do tego, ponieważ nie inwestują w spółki bezpośrednio, a poprzez inwestorów instytucjonalnych. Z drugiej strony – rośnie liczba i znaczenie aktywnych inwestorów indywidualnych, stanowczo dochodzących podczas walnych zgromadzeń poszanowania ich praw. Ich sytuację komplikuje fakt, że wiele walnych zgromadzeń zostaje rozstrzygniętych jeszcze przed formalnym ich otwarciem. Za sprawą popularnego głosowania korespondencyjnego i skomplikowanego systemu proxy voting wyniki głosowania nad uchwałami są znane zawczasu. Nie bez znaczenia jest wreszcie, że w wielu sprawach głos akcjonariuszy nie jest decydujący. Aktywiści mogą zyskać poklask, ale piastuni spółki i tak będą działać po swojemu.

Chociaż na walnych zgromadzeniach w USA można dostrzec wzrost aktywności inwestorów, przecież zarazem słabnie ich pozycja. Niemniej dla inwestorów, ani dla piastunów spółki, walne nie jest stratą czasu. Ma ono z konieczności bardzo pobieżny przebieg. Rzecz w tym, że na radach dyrektorów, ani na ich członkach, nie ciąży obowiązek systematycznego komunikowania się z akcjonariatem, nawet z największymi, długoterminowymi inwestorami. Brakuje mechanizmu uregulowanej i przejrzystej współpracy dyrektorów z akcjonariuszami: największymi, długoterminowymi, aktywnymi (są to odrębne grupy). Najwięksi inwestorzy zazwyczaj unikają korzystania z walnych zgromadzeń do komunikowania się ze spółką. Piastuni spółki także unikają wykorzystania walnego zgromadzenia do komunikacji z akcjonariuszami.
Niegdyś nazywano walne zgromadzenie „świętem spółki”. Może dlatego, że spółka obficie karmiła i poiła uczestników zgromadzenia. Lecz to nie wróci już…

Czytaj także, m.in.:
2018.03.10 Wirtualne walne zgromadzenie, czyli opcja nuklearna
2017.06.14 Odpowiedzialność klimatyczna
2017.06.24 Rynek z klimatem, polityka przeciw
2016.07.10 Walne na antypodach

Black Rock podważa dogmat zysku, promuje cele społeczne

Na rynki kapitałowe nadciągają zasadnicze zmiany. Świadectwo temu dał Laurence D. (Larry) Fink, współzałożyciel i CEO największego w świecie inwestora instytucjonalnego – olbrzymiej rodziny funduszy Black Rock – w swoim dorocznym posłaniu do prezesów spółek z 16 stycznia. Znaczenie tego listu już porównano do wystrzału z działa Aurory. Wolałbym analogię do przybicia przez Marcina Lutra na drzwiach kościoła Wszystkich Świętych w Wittenberdze manifestu przeciwko odpustom. Albowiem to, co Fink głosi, można śmiało uznać za herezję względem dogmatu, że celem działalności gospodarczej jest osiąganie zysku, a reszta to sprawy uboczne. Otóż podkreśla on, że w działalności gospodarczej liczą się cele społeczne. Są one niezbędnym komponentem długoterminowego zrównoważonego wzrostu.

WYZWANIEM DLA NASZYCH CZASÓW jest paradoks wysokich zwrotów z kapitału i ogromnej trwogi. Posiadacze kapitału uzyskują niezwykłe korzyści; w tym czasie inni, liczni, dotknięci są niskimi stopami procentowymi, niskim wzrostem wynagrodzeń, wadami systemu emerytalnego. Wielu nie dysponuje zdolnością finansową, zasobami, środkami umożliwiającymi skuteczne oszczędzanie. Milionom, zwłaszcza słabiej wykształconym, robotnikom, umyka perspektywa bezpiecznej emerytury. Tu tkwią przyczyny społecznych niepokojów.

ZAWODZĄ RZĄDY, niezdolne do stawienia czoła wyzwaniom przyszłości: emeryturom, potrzebom infrastruktury, automatyzacji, zadaniu przekwalifikowania pracowników. Społeczeństwa zwracają się więc ku sektorowi prywatnemu. Nigdy dotąd nie pokładano tak wielkich nadziei w korporacjach. Powszechne są oczekiwania, że spółki – publiczne i prywatne – podejmą rozległe wyzwania społeczne. Muszą one nie tylko osiągać pożądane wyniki finansowe, także wnosić pozytywny wkład na rzecz społeczeństwa. Muszą wychodzić naprzeciw potrzebom wszystkich interesariuszy, w tym akcjonariatu, pracowników, klientów, społeczności wśród których działają.

BEZ POCZUCIA TEGO OBOWIĄZKU spółka nie osiągnie pełnego potencjału. Pod presją krótkoterminowych wyników zatraci ona zdolność rozwijania kadry, akumulowania środków służących długoterminowemu rozwojowi, innowacyjność. Przyniesie zawód inwestorom liczącym na emeryturę, środki na kupno domu lub sfinansowanie wykształcenia.

NOWY MODEL CORPORATE GOVERNANCE! Rosnącym obowiązkom spółek towarzyszy wzrost zadań ciążących na zarządzających funduszami. Black Rock zapowiada aktywność w interesie swoich klientów, prawdziwych właścicieli spółek portfelowych. Chodzi o odejście od bezproduktywnych proxy fights – sporów na walnych zgromadzeniach. Nadszedł czas na wzmocnienie ciągłej, całorocznej, komunikacji spółki z inwestorami. Na wyzwolenie się spółek spod presji wyników kwartalnych. Dlatego spółki powinny budować strategię długoterminowego wzrostu. I jednoznacznie zapewniać, że strategia jest znana radzie dyrektorów, aprobowana przez nią. Strategia powinna kreślić ścieżkę długoterminowych osiągnięć finansowych. I podejmować wyzwania, jak wzrost wynagrodzeń, automatyzacja, oddziaływanie spółki na zmiany klimatyczne.

RADY PONOSZĄ STAŁĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ, chociaż spotykają się co pewien czas. Członkowie rady, których wiedza o nadzorowanej spółce pochodzi tylko z okresowych posiedzeń, nie wypełniają swoich obowiązków wobec akcjonariuszy. Blach Rock oczekuje zróżnicowania składu rad.

POSŁUGA SPOŁECZNA SPÓŁKI. Kwestią ogromnej wagi jest rola spółki w społeczeństwie. Larry Flint podkreśla, że winna ona mieć na uwadze swój wpływ na środowisko. I zdolność adaptacji do zmian technologicznych. I zadanie dostosowania działalności do wymogów coraz bardziej zautomatyzowanego świata. A także zadanie przygotowania pracowników do emerytury, do osiągania na niej zamierzonych celów.

Black Rock zarządza 6. trylionami USD (amerykański trylion to dziesięć do dwunastej, nie mylić z brytyjskim liczonym jako dziesięć do osiemnastej). Posłanie takiego potentata jest zawsze przyjmowane z uwagą. Jednym podoba się rozmach wyobraźni Finka, jego nacisk na wartości, na odpowiedzialność klimatyczną spółek, ich zadania społeczne, obowiązki względem praw człowieka. Inni zgłaszają zastrzeżenia: NYSE nie jest gotowa do uznania przywództwa Black Rock, zarządzający funduszami to hipokryci, bo społeczna odpowiedzialność biznesu sprowadza się do tworzenia miejsc pracy i płacenia podatków, a w ogóle, to ten Fink nie jest Bogiem, by głosić rynkowi przykazania i czynić świat lepszym.

Ja także mam mieszane odczucia. Z jednej strony, straciłem sporo pieniędzy na wieloletnich, zrównoważonych inwestycjach w fundusze Black Rock. Z drugiej – Larry Fink głosi prawdy, jakie wyznaję od dawna i daję im tutaj wyraz.

CHOICE i wnioski z batalii o wnioski

Financial CHOICE Act został w czerwcu b.r. uchwalony przez Izbę Reprezentantów mechaniczną przewagą głosów Republikanów. Obecnie proceduje nad nim Senat. Rynek kapitałowy wciąż zgłasza wiele zastrzeżeń. Głosy sprzeciwu dotyczą m.in. przewidywanego wpływu proponowanej ustawy na prawa inwestorów. Regulacja wyraźnie zmierza do ograniczenia możliwości wnoszenia przez akcjonariuszy wniosków o poszerzenie porządku obrad dorocznych walnych zgromadzeń. Wobec tego warto poznać statystyki obrazujące tę formę aktywności na walnych zgromadzeniach.

Według Harvard Law School Forum on Corporate Governance and Financial Regulation, w 2017 roku akcjonariusze wnieśli przed doroczne walne zgromadzenia spółek notowanych w USA 827 wniosków o przyjęcie proponowanych uchwał, mniej niż w ubiegłorocznym sezonie walnych zgromadzeń (916) i znacznie mniej niż w roku 2015 (943). Propozycje najczęściej dotyczyły czterech kategorii spraw: [I] corporate governance i praw akcjonariuszy, [II] środowiska i spraw społecznych, [III] wynagrodzenia menedżerów, oraz [IV] obywatelskiego zaangażowania spółek. Najwięcej (345) propozycji dotyczyło środowiska i spraw społecznych, w tym m.in. ochrony środowiska i zmian klimatycznych (144), różnorodności w składzie rad dyrektorów, oraz dyskryminacji w postaci różnic w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn (gender pay gap).

Jeszcze w 2016 r. akcjonariuszom udało się przepchnąć tylko jedną uchwałę w sprawie środowiska i zmian klimatu; pozostałe wnioski zyskiwały przeciętnie 24,2% głosów oddanych. W 2017 r. uchwały w tej sprawie przyjęły już trzy ważne spółki, a projekty klimatyczne uzyskiwały przeciętnie 32,6% głosów oddanych. O zmianie stanu rzeczy zadecydowało poparcie dużych inwestorów, jak BlackRock, Vanguard, Fidelity. Walne Occidental Petroleum Corp. przyjęło uchwałę klimatyczną większością 67,3% głosów, w tym oddanych przez CalPERS i BlackRock. Walne PPL Corp. przyjęło podobną uchwałę na wniosek New York State Common Retirement Fund; padło na nią 56,8% głosów, w tym oddanych przez CalPERS i inne fundusze emerytalne. Nowojorski fundusz wnioskował także o przyjęcie uchwały klimatycznej przez Exxon Mobil; zyskała ona 62,1% głosów oddanych.

Znaczną aktywnością w sprawach klimatu wyróżnili się także As You Sow Foundation, Trillium Asset Management, New York City Comptroller, Walden Asset Management i Mercy Investment Services. Projekty uchwał klimatycznych zostały ponadto wniesione przed walne zgromadzenia osiemnastu innych spółek i były głosowane przez dziesięć spośród nich, gdzie zebrały przeciętnie 45,6% głosów oddanych. Oprócz bezpośredniego oddziaływania spółek na zmiany klimatyczne propozycje środowiskowe dotyczyły przeciwdziałania deforestacji, stosowania pestycydów, przedkładania przez spółki sprawozdań na temat zrównoważonego rozwoju, energii odnawialnej i recyklingu; zyskiwały one po kilkanaście – kilkadziesiąt procent głosów i nie zostały uchwalone.

Nigdy wcześniej oddziaływanie spółek na środowisko i ich odpowiedzialność klimatyczna nie budziły w USA tak żywego zainteresowania. Natomiast, co znamienne, nie zyskały poparcia starania niektórych inwestorów o przywrócenie postaci fizycznej walnym zgromadzeniom organizowanym wyłącznie wirtualnie. Propozycje w tej sprawie nie stawały na walnych zgromadzeniach w latach 2015 i 2016, pojawiły się one w bieżącym roku, ale żadna z nich nawet nie została poddana pod głosowanie. Silna opozycja poważnych inwestorów wobec odbywania walnych zgromadzeń wyłącznie w postaci wirtualnej zapewne zaowocuje próbami wnoszenia tej sprawy przed walne zgromadzenia spółek, które zrezygnowały, lub zapowiadają rezygnację, z fizycznych walnych zgromadzeń.

Dopóki trwają dyskusje w Senacie USA, nie została przesądzona sprawa podniesienia progów uprawniających inwestorów do wnioskowania uchwał na walnych zgromadzeniach (Rule 14a-8). Chodzi o okres posiadania akcji i ich udział w kapitale spółki. Uważa się, że progi zostaną podniesione. Gdyby nawet nie uczynił tego CHOICE Act, może tego dokonać w ramach swoich kompetencji Securities and Exchange Commission. Z pewnością akronim CHOICE (czyli „zmiana”) wprowadza w błąd. Jego rozwinięcie to Creating Hope and Opportunity for Investors, Consumers and Entrepreneurs. Czyli „Tworząc nadzieję i szansę dla inwestorów, konsumentów i przedsiębiorców”. Brzmi równie obiecująco, co „Dobra zmiana”. Gdybyśmy nadali imiona przyjmowanym w jej ramach ustawom, mielibyśmy Deforestację, Deformę, Demolkę, Dewastację, a wkrótce i Degradację. To już Financial CHOICE Act budzi mniej obaw.
Tekst ogłoszony 4 sierpnia 2017 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET

Czytaj także:
2017.07.27 Akcjonariusze wszystkich spółek, łączcie się!

Rynek za klimatem, polityka przeciw

www.personalities.plRynek nie zawsze podąża w tym samym kierunku, co państwo. Wypowiadając paryskie porozumienie klimatyczne prezydent USA stanął przeciwko rynkowi. Akcjonariusze usiłują wymuszać na spółkach przejrzystą politykę informowania o szacunkowych kosztach ryzyka płynącego z oddziaływania ich działalności na klimat, a także o podejmowanym na tym polu lobbingu. Aktywni inwestorzy, szczególnie finansowi, dają wyraz społecznej odpowiedzialności dążąc do wprowadzania w życie uzgodnionych w Paryżu standardów. Doroczne walne zgromadzenia coraz częściej podejmują uchwały w tym przedmiocie, często wbrew opozycji rady dyrektorów.

Oświadczenie prezydenta Trumpa o odstąpieniu przez Stany Zjednoczone od paryskiego porozumienia klimatycznego wisiało już w powietrzu, gdy walne zgromadzenie Exxon Mobil, jednej z flagowych korporacji Ameryki, powzięło ważną uchwałę o sprawozdawaniu przez spółkę na temat długoterminowego ryzyka ciążącego na jej działalności w następstwie zmian technologicznych i klimatycznych w świetle paryskich postanowień. Przeciwko projektowi opowiedziała się rada dyrektorów, za projektem głosowała doraźnie skomponowana koalicja inwestorów finansowych, w tym globalny fundusz inwestycyjny Black Rock, fundusz emerytalny pracowników stanu Nowy Jork i fundusz inwestycyjny Kościoła Anglii. W ubiegłym roku ta sama propozycja zyskała 38,1% głosów, więc uchwała nie została przyjęta; obecnie została powzięta większością 62% głosów i chociaż nie ma charakteru wiążącego, spółka nie może jej po prostu zignorować. Zwłaszcza, że SEC oraz stany Nowy Jork i Massachusetts prowadzą wymierzone w nią postępowania.

Wobec tego CEO Darren Woods, unikając formalnego zobowiązania do stosowania uchwały zapewnił, że rada dyrektorów przemyśli model komunikowania z interesariuszami na temat, jak paryskie limity wpływają na wartość pól naftowych, rafinerii i ropociągów. Jego zdaniem spółka jest gotowa do kierowania się paryskimi metodami i celami, ale porozumienie nie zmieni faktu, że popyt na ropę będzie rósł w najbliższych dekadach, zwłaszcza w regionach słabiej rozwiniętych. Zapotrzebowanie na energię wynika z demografii i standardów życia. Celem jest ograniczanie emisji gazów cieplarnianych najniższym kosztem dla społeczeństwa. Woods kieruje koncernem od 1 stycznia b.r.; w podobnym duchu wypowiadał się jego poprzednik Rex Tillerson, obecnie sekretarz stanu w administracji Trumpa.

Nie wszędzie głosowania w sprawie ryzyka zmian klimatycznych doprowadzały do powzięcia uchwał. Wielu inwestorów instytucjonalnych zwyczajowo głosuje na walnych zgromadzeniach zgodnie ze stanowiskiem rady dyrektorów. Brak jedności funduszy emerytalnych zważył na odrzuceniu projektu przez walne zgromadzenia Verizon Communications Inc. oraz First Energy Corp. Podobnie zdecydowało walne Chevron Corp., natomiast uchwały klimatyczne udało się funduszom przeforsować na walnych zgromadzeniach PPL Corp., a także Occidental Petroleum Corp., gdzie uchwała została powzięta większością 65,7% głosów z inicjatywy funduszu emerytalnego California Public Employees’ Retirement System (CalPERS) dzięki poparciu jej przez Black Rock. największego akcjonariusza spółki. Ten przypadek jest znamienny z trzech powodów: Occidental ma mroczną historię szkodnika politycznego i środowiskowego, przeciwko uchwale wypowiedziała się rada dyrektorów, a jeszcze w ubiegłym roku taki sam projekt nie zyskał większości głosów. Nie poparł go wówczas Black Rock, który obecnie zmienił stanowisko stwierdzając brak postępu w dostosowaniu polityki klimatycznej Occidental do porozumienia paryskiego z 2015 r.

Kompanie naftowe spoza Stanów Zjednoczonych już wcześniej podejmowały podobne uchwały: Royal Dutch Shell Plc, British Petroleum Plc oraz Statoil ASA raportują na temat polityki klimatycznej od roku 2015. Akcjonariusze, kiedy się jednoczą, potrafią oddziaływać na politykę spółek. Czy także potrafią wymusić zmianę polityki państwa? Za poszanowaniem paryskiego porozumienia opowiadają się liczne spółki, amerykańskie i obce, ale prowadzące działalność w USA, m.in. Adidas, Adobe, Allianz, Apple, Dow Chemical, Dupont, eBay, Gap, General Mills, Google – by poprzestać na pierwszych literach alfabetu…

Można oczekiwać rosnącego zaangażowania inwestorów na rzecz zwiększenia przejrzystości polityki klimatycznej spółek. Niechętne porozumieniu paryskiemu stanowisko prezydenta USA nie zatrzyma tej tendencji. Odpowiedzialność klimatyczna staje się jednym z ważnych kryteriów oceny spółek i tkwiącego w nich ryzyka. Natomiast tam, gdzie państwo jest obecne na rynku, ma silną pozycję w akcjonariacie spółek, jest w stanie narzucić im swoją politykę – należy spodziewać się trudności w realizacji standardów paryskich, co w może przyszłości owocować reakcją społeczności międzynarodowej. Nieprędko do tego dojdzie – ale zapewne dojdzie…

Tekst ogłoszony 20 czerwca 2017 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET
Czytaj także:
2000.07.24 Zysk z plusem