Archiwa tagu: Orlenino

Kto pamięta Orlenino?

Słowo „Orlenino” ukułem w 2004 roku ze zbitki Orlenu i Lenino. Nazwa Polskiego Koncernu Naftowego Orlen nie schodziła z łamów prasy, tyle działo się w nim różnych rzeczy. Politycy toczyli o tę spółkę intensywne boje, co pobudziło u mnie skojarzenie z pamiętną, krwawą, acz mało znaczącą dla obrazu sytuacji na froncie bitwą pod Lenino. Byłem wówczas naczelnym Gazety Bankowej i na jej łamach puściłem w obieg ów produkt mojego słowotwórstwa. Bankowa ogłaszała dużo tekstów o corporate governance w ogólności, a w szczególności o braku tegoż w Orlenie, wobec czego niektórzy uczestnicy potyczek o spółkę ubiegali się o dostęp do mojego ucha. Niebawem prezesurę Orlenu objął Igor Chalupec i nastał spokój. Aż pewien ważny polityk obsadził na stanowisku prezesa spółki swojego totumfackiego. Słyszałem o nim dobre rzeczy, ale nie każdy, kto poczciwy, musi od razu zostawać prezesem koncernu paliwowego. To był klasyczny przypadek alotażu, czyli pchania na wysokie stanowisko niekompetentnego kuma. Alotaż, choć brzmi z francuska, jest słowem na wskroś rodzimym, wymyśliłem je w 2000 roku w reakcji na awanse Stanisława Alota na szefa ZUS i Władysława Jamrożego na prezesa Totalizatora. Do dzisiaj ogarnia mnie zgroza, gdy myślę o tych przypadkach.

Alot mógł równie dobrze objąć LOT, a Jamroży PKO Bank Polski, w tych spółkach także trwał zamęt, przewoźnik często zmieniał szefów, bank nie potrafił wyłonić prezesa, stała za tym polityka, o czym wszyscy doskonale wiedzą. Wspominam te sprawy po to, by na tym podłożu zasiać pogląd, że coś się w Polsce zmienia – na lepsze. Orlenino poszło w zapomnienie, w spółce nie dzieje się, a przynajmniej na zewnątrz nie wycieka, nic takiego, co mogłoby gorszyć. PKO Bank Polski spowszechniał, korowód byłych prezesów i kandydatów na prezesa zniknął we mgle przeszłości, bank wyśmienicie daje sobie bez politycznego pomazańca. Także PZU kroczy drogą sukcesów, zapominamy już, co działo się w tej grupie za czasów Wielkiego Szu, a później wielkiego adwokata; szkoda tylko, że nie powstał film „Gangsterzy i politycy” – widzowie mieliby zabawę próbując ustalić, kto jest kim.

Obraz współczesnej sielanki psuje KGHM. Ilekroć w Polsce wybucha afera kadrowa, (PSL – Elewarr, PO – KGHM), tylekroć odżywa dyskusja, czy należy szybko prywatyzować resztówki mienia Skarbu Państwa, bo dają one pożywkę korupcji politycznej, czy przeciwnie – dbać, chuchać i dmuchać, by ocalić szanse na stworzenie czempionów narodowych. Zostawię te spory na boku i zadam obłudne pytanie: dlaczego żaden działacz (bo to nie są politycy, a działacze) nie obiecuje już swoim stronnikom posady w PZU? Lub w PKO Banku Polskim? Nawet z rady nadzorczej Orlenu odszedł już słynny wójt pobliskiej gminy, którego obecność w radzie tylekroć obśmiewałem w kraju i za granicą. Tylko w KGHM udaje się załatwić to i owo. Udawało się pod rządami AWS, SLD, PiS – udaje się i teraz, pod rządami Platformy.

W 2010 roku Rada Gospodarcza przy premierze wystąpiła z projektem Narodowego Programu Nadzoru Właścicielskiego zwieńczonego utworzeniem komitetu nominacyjnego opiniującego kandydatury do rad nadzorczych najważniejszych spółek z udziałem Skarbu Państwa. Miał on być złożony z osób dysponujących dobrą reputacją, a także dogłębną znajomością mechanizmów działania rad nadzorczych (wcale niekoniecznie ekonomistów, jak twierdzą dzisiaj gazety).

Polski Instytut Dyrektorów zaangażował się w te usiłowania. Okazały się ona daremne, ponieważ na przeszkodzie ich urzeczywistnieniu stanęły tajemne siły. Nikt tego otwarcie nie mówił, ale szepty insynuowały, że to wina Grzegorza Schetyny, postaci demonicznej, sprawcy wszelkiego zła. Może i nie jest on wybitnym zwolennikiem przejrzystej polityki kadrowej, może i coś tam knuł, lub nadal knuje, lecz przede wszystkim uchodził za pretekst do zaniechania reform. Czytam o „księstwie Schetyny”. Takie udzielne księstwa piętnowałem przed kilkunastu laty. Wtedy było to księstwo AWS. Niebawem w tle pojawił się KGHM.

Na temat KGHM pisałem tu niedawno, po odwołaniu z zarządu koncernu dwóch znanych menedżerów o międzynarodowej reputacji. Nie było dla nich miejsca wśród swojaków. Zwłaszcza, że Adam Sawicki, odpowiedzialny w zarządzie za sprawy korporacyjne, był postrzegany jako zagrożenie dla betonowych układów lokalnych. Lecz przykłady Orlenu, PZU, PKO Banku Polskiego, napawają otuchą: udział Skarbu Państwa w akcjonariacie tych spółek wprawdzie sam z siebie nie gwarantuje wprowadzenia zasad corporate governance, lecz nie stanowi przeszkody nie do przezwyciężenia. Mam nadzieję, że po latach ktoś wspomni: w KGHM kiedyś były afery kadrowe, pół partii siedziało na posadkach, ale akcjonariusze wzięli się za porządki i po tamtych sprawach nie ma śladu. A czy po dzisiejszych politykach zostanie jakiś ślad – to temat dla innych blogów.

Czytaj także:
2000.04.15 Alotaż
2013.09.04 Sami swoi