Archiwa tagu: podatki

Spółki pod trzema dopustami

Nawet w spółce z udziałem Skarbu Państwa akcjonariusz ma prawa, w tym prawo do udziału w zysku. Gdyby nie Mateusz Morawiecki, nie przypominałbym tej oczywistości. Niestety, wicepremier do spraw rozwoju, jeszcze do niedawna prezes banku, nie rozumie natury spółki akcyjnej. Gotów jest dzielić akcjonariuszy na „już bogatych”, którym z racji ich bogactwa należy się mniej, albo w ogóle nic, oraz pozostałych, o których nie wiadomo, czy im się należy cokolwiek, ponieważ państwo ma swoje potrzeby, a te wydatnie rosną.

Wicepremier montuje projekt inwestycyjny, na który brakuje środków. Ma on kosztować równy bilion złotych. Państwo nie ma swoich pieniędzy, wydaje wyłącznie nasze, więc teraz trapi się, jak nam aż tyle zabrać. Od podatników aż tyle nie zbierze, chociaż wprowadza wiele nowych danin. Wprawdzie są jeszcze spółki Skarbu Państwa, ale wiele z nich przynosi same straty. Natomiast niektóre spółki z udziałem Skarbu Państwa wypracowują jeszcze spore zyski. Szkopuł polega na tym, że reszta akcjonariatu pragnie uczestniczyć w owych zyskach. Zamiast wypłacić im należny udział, państwo planuje zabrać te pieniądze, wydać na inwestycje – i zapewne zmarnotrawić. Jak mawiał Ronald Reagan, państwo nie rozwiązuje żadnych problemów, ono je tylko dofinansowuje. Z cudzych kieszeni.

Notowany na warszawskiej giełdzie Bank Zachodni WBK przez lata wypłacał dywidendy, zaś prezes Mateusz Morawiecki znosił to cierpliwie. Lecz bank jest w pełni prywatny, nie ma w nim Skarbu Państwa. Rząd obłoży go teraz podatkiem ze szkodą dla inwestorów, nie tylko zagranicznych, także polskich. Zapowiedź wicepremiera zmierza natomiast ku temu, by w zyskach spółek z udziałem Skarbu Państwa nie partycypowali pozostali akcjonariusze. Te pieniądze powinny wspierać „interesy państwa”. W radiowej Trujce wicepremier mówił, że akcjonariuszami spółek z udziałem państwa są „już bogate” fundusze emerytalne z różnych krajów, banki, fundusze inwestycyjne lub powiernicze. Dodam, że rodzime fundusze emerytalne nie są „już bogate”, bo rząd Platformy pozbawił je znacznej części aktywów. Lecz to nie powód do gadania głupot przez ministra następnego rządu. Odczekałem kilka dni, aż ugryzie się on w język i sprostuje fatalną wypowiedź. Nic takiego nie nastąpiło. Wstyd.

Najpierw Skarb Państwa upubliczniał spółki, później niektóre z nich obłożył wysokimi podatkami, innym narzucił kupowanie trupów w postaci kopalń fedrujących straty, a teraz w pozostałych chce głodzić inwestorów. Chodzi nie tylko o kapitał zagraniczny inwestujący na polskim rynku z potępianej dzisiaj chęci zysku, także o rodzimy akcjonariat nazwany „obywatelskim”, wystawiony do wiatru przez kolejne rządy. Kapitał zagraniczny zapewne odpłynie ze spółek z udziałem Skarbu Państwa, kapitał obywatelski także powinien zastanowić się, czy inwestować tam, gdzie będzie oszukiwany. Wprawdzie polskie prawo przewiduje, że w spółce kapitałowej wszyscy akcjonariusze powinni być jednakowo traktowani w takich samych okolicznościach, lecz rządzący i tak robią swoje.

Zdaniem Morawieckiego, konieczność większego dzielenia się przez spółki ich zyskami z państwem najlepiej widać w przypadku spółek energetycznych. Tak jest! Zyski tych spółek zapewne znikną w Czarnej Dziurze, czyli w górnictwie węgla kamiennego. Utrzymanie górnictwa zostało uznane za priorytet wspomnianego „interesu państwa”. Bierni akcjonariusze nie podejmą walki o rekompensatę w postaci dywidendy wyrównawczej. Wobec tego brak poszanowania interesu akcjonariuszy zapewne doprowadzi do odpływu kapitału ze spółek z udziałem Skarbu Państwa.

Nie ma potrzeby przypominania tutaj, jak Skarb Państwa blokował wypłatę dywidendy z zysku PZU, by dokuczyć uwierającemu go inwestorowi mniejszościowemu. Sprawa została po latach osądzona przez Sąd Najwyższy. Lecz wtedy PZU SA osiągała spore zyski, dzisiaj – uwikłana w repolonizację banków, sponiewierana podatkiem – znalazła się w innej sytuacji. Zresztą nie tylko podatki i wymuszone przez rząd decyzje inwestycyjne stały się dopustami trapiącymi spółki z udziałem Skarbu Państwa i odzierającymi je z możliwości osiągania wyższych zysków. Dopustem trzecim są nonszalanckie zmiany rad nadzorczych i zarządów, czyli wymiana piastunów tych spółek na miernych, ale posłusznych. Warto zdać sobie sprawę, do czego to doprowadzi. Obiecywany bilion rozpływa się we mgle.

Czytaj także:
2013.05 15 Państwo (norweskie) akcjonariuszem
2013.05.23 Parcie na dywidendę

Tylko kuzyn się zgadza

Im mniejsza liczba osób dotkniętych daną restrykcją, tym większa gotowość władzy do wprowadzenia jej za wszelką cenę. Tej reguły parlamentaryzmu doświadczamy właśnie na przykładzie karnego podatku, jakim PiS obkłada odprawy menedżerów spółek z dominującym udziałem Skarbu Państwa, oraz wypłaty z tytułu nałożonego na nich zakazu konkurencji. Ledwo przed kilku dniami narodził się ów pomysł, a już procedowany jest z rozmachem. Ba, zanim napisałem poprzednie zdanie – Sejm zdążył ustawę uchwalić. Podatek, który ma wejść w życie z początkiem przyszłego roku, dotknie niewielu osób, wpływy z niego będą więc znikome, korzyści da jedynie propagandowa wymowa restrykcji.

Inicjatorzy tego przedsięwzięcia wiedzą coś, czego ja nie wiem. Wiedzą, w kogo, z imienia i nazwiska (oraz rodowodu) wspomniany podatek uderzy. Bardzo go (ich?) nie lubią, dlatego tak energicznie krzątają się wokół sprawy. Wcześniej uzyskali poparcie sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Wprowadzono zmiany do pierwotnego projektu. Stawka podatku wyniesie nie 65%, a 70%; na szczęście istnieje jeszcze spora przestrzeń dla dalszych podwyżek. Zostaną nim objęte odprawy wyższe niż trzymiesięczne wynagrodzenia. Oraz wypłaty z tytułu zakazu konkurencji przez okres dłuższy niż 6 miesięcy. Wiadomo, że restrykcje dotkną nie swoich, a tamtych. Swoi czwórkami pójdą na posady, tamci szybko niech robią im miejsce.

Komisja Finansów publicznych obradowała pod przewodnictwem Wojciecha Jasińskiego, pamiętnego ministra Skarbu Państwa w rządzie PiS – Samoobrona – LPR. Inicjatorzy podatku kierują się narodowo-populistycznym poczuciem prawa i nie mają wątpliwości natury konstytucyjnej. Niesłusznie. Status własnościowy podmiotów gospodarczych ulega zmianom. Jedne spółki zostają poddane prywatyzacji (trzeba przyznać Wojciechowi Jasińskiemu, że on do takiego procederu ręki nie przykładał). Inne, prywatne, bywają przejmowane przez podmioty z udziałem Skarbu Państwa. Taki los spotkał Bogdankę. Zwiastunem zmian była zapowiedź związkowców, że chcą powrotu spółki w gościnną domenę państwową, gdzie można dokazywać. Uznałem to za brednie i naśmiewałem się, a należało wsłuchać się, co w trawie PiSzczy.

W dyskusji prowadzonej w Komisji Skarbu Państwa pierwsze skrzypce grał pogodny moralista Tadeusz Cymański. Dociekał: „Kto będzie miał odwagę i śmiałość – i powiem więcej – czelność zaskarżyć tę ustawę do Trybunału?” I powiedział poseł rzecz ciekawą: „Prywatny właściciel nawet dla kaprysu może dać i 5 milionów odprawy swojemu kuzynowi (…) ale w spółkach Skarbu Państwa jest inaczej”. Niby to prawda, ale taka, jaką głosiło Radio Erywań. Bo nie prezes prywatnej spółki, a osoba prywatna, prezes Rzeczypospolitej. I nie odprawę daje ze spółki Skarbu Państwa, a posadę w takiej spółce. I tylko kuzyn się zgadza.
Czytaj także:
2015.11.20 Zapach podatku
2015.07.25 Powrót do macierzy

Zapach podatku

Pomysł karnego podatku jest ze wszech miar fatalny. PiS chce objąć nim odprawy menedżerów oraz wypłaty z tytułu konkurencji. Sprawa cuchnie brzydko: polityką, obłudą, populizmem, demagogią. Pragnę zastrzec, że nie jestem zwolennikiem żegnania odchodzących menedżerów sutymi odprawami, ani kosmicznych wypłat pod pretekstem zakazu konkurencji. Wielu menedżerów otrzymuje odprawy niejako w nagrodę, że nareszcie przestali pracować. Zakaz konkurencji bywa fikcją: przecież niejeden prezes, przechodząc do konkurencji, doprowadziłby ją do katastrofy, a firmie, którą akurat opuścił, wyrządziłby najlepszą przysługę. Nie rozpaczałbym z powodu dotkniętych takim podatkiem portfeli menedżerów, oburza mnie natomiast wybiórczy charakter daniny, którą mieliby teraz płacić pierwsi z kręgu osób nielubianych przez obecną władzę, czyli menedżerowie z rozdania poprzedniej ekipy. Pierwsi, ponieważ za garstką nielicznych dotkniętych podatkiem na pokaz mogą niebawem pójść inni, spis nielubianych jest liczny, a z czasem jeszcze wzrośnie. Moja matka mądrze powiadała, że najgorszą formą poniewierki jest ta, na jaką słabsi skazują silniejszych od siebie.

Nie gorszą mnie wysokie zarobki menedżerów, póki są świadczone za pracę. W Sévres jest wzorzec metra, nie ma wzorca płacy menedżera, zwłaszcza takiego, który kreuje wartość firmy. Nie odpowiada mi filozofia stojąca za uchwaleniem szkodliwej ustawy „kominowej”. Nie godzę się z założeniem, że w spółkach ze znaczącym udziałem Skarbu Państwa zarobki menedżerów powinny zostać niskie. Sprzeciwiam się mierzeniu wszystkich menedżerów jedną miarką, przykrojoną na karzełka. Ale najbardziej oburza mnie psucie państwa w przyziemnym zamiarze pokarania rzekomego wroga. Teraz będą wymiatać prezesów, by zrobić miejsce dla swoich (nazywam to zjawisko alotażem, upamiętniając tym prezesa ZUS, wprawdzie bez niezbędnych kompetencji, za to z nadania kolesi), a wymiatanych jeszcze potraktować specjalną stawką podatku.

Postulat ograniczenia odpraw i odszkodowań w spółkach z przeważającym udziałem Skarbu Państwa łatwo spełnić dzięki właściwemu kształtowaniu składu rad nadzorczych. To przecież rady są pracodawcami zarządów. Natomiast umowy już zawarte powinny być dotrzymane. Podatki nie mogą działać wstecz. Jeszcze niedawno wstawiłbym tu zdanie o Trybunale Konstytucyjnym…

Dobra polityka podatkowa – pisał Jean-Baptiste Colbert (1619-1683) – powinna przypominać skubanie gęsi: dawać dużo pierza, mało krzyku. Ten podatek nie da dużo pierza, dotknie niewielu osób, spowoduje za to dużo krzyku, odezwie się pół Europy, w obronie nie jednostek, ale zasad. A menedżerom spółek Skarbu Państwa podpowiem dobry sposób na podatek. Większe spółki ze znaczącym udziałem Skarbu Państwa wydają mnóstwo pieniędzy na utrzymanie drużyny piłkarskiej. Nazywają to marnotrawstwo wyrazem społecznej odpowiedzialności biznesu. Niech się prezesi zatrudnią jako piłkarze.

Kiedy prezes zarabia miliony, tabloidy szczują ludzi przeciw jaskrawej niesprawiedliwości: ty, czytelniku, żyjesz z zapomogi i ze sprzedaży butelek po wódce, a prezes ma miliony i nurza się w luksusach. Kiedy te same miliony dostaje piłkarz, wszystko jest w porządku. Prezesa chcą teraz obłożyć specjalną stawką 65%, piłkarz płaci podatek liniowy. W ligach nie brakuje patałachów, więc gdyby pod koniec meczu puścić prezesa z ławki na boisko, nawet najbardziej patriotycznie nastawiony kibol nie pozna, kto zawodowy kopacz, a kto prezes.

Powiew bojkotu

Nad forami internetowymi cieniutką smużką smrodu unosi się afera LPP. Emitent powiadomił o przeniesieniu praw do niektórych znaków towarowych do swojej spółki na Cyprze, a stamtąd do kolejnej swojej spółki w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Ta wyrafinowana operacja pozwoli spółce „zachować optymalną strukturę podatkową”. Jak wiadomo, LPP osiąga wysokie przychody, jest modelowym wzorem rentowności i cieszy się uznaniem inwestorów.

Pierwsze reakcje internautów były podzielone. Jedni wiwatowali: tak właśnie należy postępować, bo państwo oszukuje, gnębi przedsiębiorców podatkami. Inni poczuli niesmak, skrytykowali spółkę za manipulacje podatkowe, wezwali do bojkotu jej produkcji: niech LPP, pisali, sprzedaje swoje „szmaty” na Cyprze i u Arabów. Fanpejdż firmy kipi od emocji. Krytycy spółki nie tylko okazali się znacznie liczniejsi od krytyków fiskusa, także górują nad tymi drugimi argumentacją i kulturą wypowiedzi. Pozytywnym następstwem afery jest ujawnienie faktu, że w społeczności zainteresowanej produktami LPP tak wiele osób myśli rozsądnie i propaństwowo.

Czas przystąpić do rozpatrywania takich spraw w kategoriach społecznej odpowiedzialności biznesu. Mnóstwo osób propaguje te ideę, akronim CSR (corporate social responsibility) jest tak rozpoznawalny, że nie przekłada się go już na polski. Nie kryję pewnej rezerwy wobec tematyki CSR, ponieważ w polskich realiach bywa ona często sprowadzana do wątków dobroczynnych: pomoc ubogim i niepełnosprawnym, słodycze dla domów dziecka, sprzęt dla sportowców wiejskich. Chylę cylinder przed szlachetnymi gestami, lecz podkreślam: są to tylko gesty, brak w nich przemyślanej polityki. Odpowiedzialność społeczna biznesu jest jedną z postaci biznesu. Powinna ona przynosić korzyści tak darczyńcom, jak beneficjentom. Dla mnie ważnym, może najważniejszym aspektem CSR jest lojalność podatnika względem społeczeństwa. Fiskus jest tylko poborcą podatków, ich administratorem, korzyść z nich czerpią wszyscy. Cieszy mnie, że klienci LPP podzielają ten punkt widzenia. Ciekaw jestem, czy ich krytyczne reakcje rzeczywiście zaowocują bojkotem produktów sprzedawanych pod markami należącymi do LPP.

Bojkotu w Polsce jeszcze nie było, warto więc wyjaśnić to pojęcie. Charles Cunningham Boycott (1832–1897) to żywy przypis do historii. Anglik, syn pastora, dosłużył się w armii stopnia kapitana, po czym osiadł w Irlandii na roli w hrabstwie Mayo. Nie był to lekki chleb. Kraj trapiony był okresowo nieurodzajem i głodem, a permanentnie lenistwem. Dzierżawcy i wspierająca ich Liga Rolna żądali ulg w czynszu. Boycott odmówił i w 1880 roku uzyskał pierwsze nakazy eksmisji dzierżawców. Zawrzało. Dzierżawcy, ulegając apelom Ligi, zerwali wszelkie stosunki z wszystkimi, którzy nie okazali im uległości. Boycott sprowadził siłę roboczą aż z Ulsteru, ale ochrona pracowników zabsorbowała dziesięciokroć liczniejszy kontyngent wojska. Doznawszy powszechnej odmowy utrzymywania z nim stosunków, poddany ostracyzmowi, traktowany per non est i jako persona non grata, po prostu bojkotowany – kapitan Boycott opuścił Irlandię, gdzie nikt po nim nie płakał.

Bojkot firm może wyrządzać im doraźne szkody, ale żadnej chyba z rynku nie zmiótł. Pisałem o tym przed kilkunastu laty, w przywołanym niżej artykule. Wiele zmieniło się od tamtych czasów, lecz polskie spółki krytyk nadal się nie boją. Sokołów przetrwał test parówek, a LPP wykazała znaczną odporność reputacyjną, gdy w Bangladeszu zawaliła się wytwórnia, której zlecała szycie – w nieludzkich warunkach – swoich wyrobów. Teraz zapewne klienci zgorszą się, inwestorzy pokochają spółkę mocniej, fiskus sięgnie po klauzulę obejścia prawa podatkowego; pewne jest tylko, że zmieni się moda.

Czytaj także:
2003.09.22 Od Ożarowa do Jarosławia