Archiwa tagu: pokrzywdzenie akcjonariusza

Rynek potrzebuje Sił Szybkiego Reagowania

  • Rynek kapitałowy bywa bezradny w obliczu poważnych naruszeń prawa z pokrzywdzeniem uczestników obrotu;
  • Postępowania toczą się ślamazarnie, brakuje procedur sprzyjających szybkiemu reagowaniu, a gdzie takie są – bywają martwe;
  • Instytucje państwa powołane do stanowienia i stosowania prawa nie budzą zaufania społeczeństwa;
  • Nawet jeżeli dochodzi do ukarania spółki winnej naruszeń prawa, koszt jej deliktu ponoszą akcjonariusze.

Gdyby powstał raport na temat Krynicy Vitamin SA, byłby ciekawą lekturą z sensacyjnymi wątkami. Spółka zdobyła ostatnio spory rozgłos. Notowania rosły i spadały. W spółce i wokół niej działy się dziwne rzeczy.

Wcześniej o spółce wiedziałem niewiele. Nie wyróżniała się ona wzorowym stosowanie zasad corporate governance, ani nadzwyczajna przejrzystością. Uważałem ją za typową familiadę, gdzie w zarządzie i w radzie nadzorczej, oraz w spółce dominującej lub zależnej, występuje to samo nazwisko, bo rozsiedli się tam naprzemiennie „pan właściciel” i jego krewni. Nie jest to zabronione, ale nie jest także w dobrym stylu. „Pan właściciel” zazwyczaj tłumaczy, że musi mieć w radzie nadzorczej, względnie w zarządzie spółki, osoby którym ufa – i nie dociera do niego, że to nie on ma im ufać, ale akcjonariusze. Lecz inwestorzy mają niewielkie wymagania, nic więc dziwnego, że tracą pieniądze.

Niedawno objaśniałem tu znaczenie słowa shenanigans. Odnoszę wrażenie, że można tym słowem określić wydarzenia w Krynicy Vitamin SA: przypuszczenie manipulowania informacjami cenotwórczymi, insider trading, pokrzywdzenie akcjonariuszy. W drugim kwartale 2020 r. spółka zanotowała nieoczekiwaną i wydatną poprawę wyniku, lecz jego ogłoszenie opóźniono. Spółka później wyjaśniała, że ponadprzeciętne zyski w drugim kwartale 2020 r. pochodzą z nowego obszaru działalności związanego z przeciwdziałaniem pandemii Covid-19. Raport półroczny, planowany na 24 sierpnia, został przesunięty na 30 września.

13 sierpnia Fram FIZ sprzedał wszystkie posiadane (2 437 572) akcje spółki, dające 19,90 proc. ogólnej liczby głosów i takiż udział w kapitale spółki. Nabyła je Molinara sp. z o.o. należąca do Zinat sp. z o.o. będącej podmiotem dominującym wobec Krynicy Vitamin należącym do jej prezesa Piotra Czachorowskiego. Cenę 1 akcji w tej transakcji ustalono na 5,70 zł. Kilka dni później, 17 sierpnia, Piotr Czachorowski i Zinat sp. z o.o. ogłosili wezwanie na 1 729 545 akcji spółki (14,11 proc. jej kapitału) po cenie 5,70 zł. 1 września zarząd pod kierunkiem Piotra Czachorowskiego ocenił proponowaną cenę jako odpowiadającej wartości godziwej. Ogłoszony 30 września raport za I półrocze 2020 r. wykazał (nie wchodząc w szczegóły) zysk netto w kwocie 52 829 tys. zł, co oznacza imponujący wzrost względem zysku netto za I półrocze 2019 r. wynoszącego 3 852 tys. zł. Wobec tego notowania rosły, osiągając przejściowo ok. 35 zł. Kto zarobił, zapewne gotów sławić piękno giełdy; kto stracił, zapewne głosi, że giełda to kasyno.

Fram FIZ poczuł się oszukany. 29 października wniesiono pozew przeciwko Krynicy Vitamin SA, Molinara sp. z o.o. i Zinat sp. z o.o. Treścią powództwa jest roszczenie w kwocie 59 135 495,72 zł z odsetkami. Sąd Okręgowy w Warszawie Wydział XXVI Gospodarczy ustanowił zabezpieczenie na majątku pozwanych. Komentarze są różne. Prawnik (mam nadzieję, że nie związany ze stronami sporu głosi), pokpiwa: „roszczenie jest tak wirtualne jak witaminy na Marsie” (? – ASN) i sugeruje obstawianie wyniku sporu u bukmacherów.

Z kolei poważny znawca rynku uważa, że „przykład bardzo ciekawie ilustruje patologię na polskim rynku kapitałowym. Wszystko wskazuje na to, że doszło do ordynarnego wykorzystania informacji poufnych, ale winowajca – jak zwykle – nie poniesie konsekwencji. Jestem przekonany, że nie dojdzie do skazania, a karą zastępczą będzie sankcja na spółkę (czyli na jej inwestorów). W tym przypadku częściowo uzasadnioną z uwagi na osobę głównego akcjonariusza, ale pozostali inwestorzy nie są winni, a poniosą finansowe konsekwencje” – i proponuje wystąpienie do KNF, by „zamiast nakładać wysoką karę na spółkę, w trybie błyskawicznym stwierdziła naruszenie przepisów, a następnie wspomogła inwestorów w procesie cywilnym przeciwko winowajcy”.

Rzecz w tym, że nie wyobrażam sobie Komisji Nadzoru Finansowego działającej „w trybie błyskawicznym”. Rzecz w tym, że zabezpieczenie powództwa nie przesądza o szybkim rozpoznaniu sprawy przez sąd. Rzecz w tym, że przypadek Krynicy Vitamin nie jest jedynym przejawem shenanigans na polskim rynku. Rzecz w tym, że rynek potrzebuje procedur i sił szybkiego reagowania na nieprawidłowości. Na koniec rzecz w tym, że na to się niestety nie zanosi. Jeżeli pod tym względem rynek nie otrzęsie się z marazmu – obumrze.

Czytaj także:

2020.09.14 Shenanigans to po polsku łobuzeria

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Radosne wyróżnienie i bardzo smutne refleksje o rynku kapitałowym

Spłynęło na mnie wyróżnienie zaszczytne, niespodziewane, nieopisanie radosne. Gazeta Giełdy i Inwestorów Parkiet przyznała mi BYKA I NIEDŹWIEDZIA jako „osobowości rynku kapitałowego”. Dziękuję najserdeczniej jak potrafię!

Przed blisko sześciu laty, gdy opuszczałem Warszawę na zawsze, dla poratowania zdrowia i uroków emerytury, Parkiet – na pierwszej stronie! – ogłosił komunikat: „Kończy się pewna epoka rynku kapitałowego. Andrzej Nartowski odchodzi”. Lecz widać „epoka” trwa, skoro nie zostałem zapomniany. Zasługa to właśnie Parkietu, który pomaga mi utrzymać kontakt z rynkiem, z Czytelnikami. Ogromnie cenię sobie przyjaźń z ulubionym pismem; przyjaźń na miarę ducha naszych czasów, bo całkowicie zdalną. Parkiet drukuje teksty nadsyłane przez mnie pocztą elektroniczną, a ja nawet nie byłem w nowej (?) siedzibie redakcji. Współpracujemy w Sieci.

Ostatnio dużo piszę o potrzebie wykorzystania Sieci w służbie corporate governance: o pracy rady nadzorczej poza posiedzeniami, o potrzebie wyposażenia zarządów w przywilej podejmowania uchwał poza posiedzeniami, o uczestnictwie w walnych zgromadzeniach przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Zamierzam zaproponować korektę Dobrych praktyk spółek publicznych uwzględniającą mechanizmy pracy organów spółki i podejmowania przez nie uchwał w trybie zdalnym. Sam korzystam z internetu prowadząc ten blog o corporate governance; wspiera mnie dzielnie WordPress. W tej uroczystej chwili zdałem sobie właśnie sprawę, że blog gromadzi większość moich tekstów na temat corporate governance z dwudziestu już lat. To niemal kapsuła czasu! Zaglądam więc do tekstów datowanych w roku 2000 na dni najbliższe dacie mojego wyróżnienia (24 marca).

20 marca 2000 r. pisałem: „Rady nadzorcze w wielu polskich spółkach są jak drzwi obrotowe. Stale ktoś do nich wchodzi, ktoś wychodzi. Nie korzystają na tym ani spółki, ani akcjonariusze, ani inni uczestnicy rynku”. Przyczyny tego stanu rzeczy dostrzegłem w polityce i powiązaniach natury biznesowej lub prywatnej, potocznie nazywanych układami. „Polityka i układy szkodzą spółce, a przede wszystkim – rynkowi. Polityka i układy psują rynek. Sprzyjają pladze korupcji i płoszą inwestorów”.

Wiele zmieniło się od tego czasu. Polityki jest na rynku znacznie więcej. W imię walki z układami zbudowano układ oficjalny, mający bez reszty zawłaszczyć spółki z udziałem Skarbu Państwa. Drzwi obrotowe kręcą się coraz szybciej. Nie tylko te prowadzące do rad nadzorczych! Zawłaszczającym rynek politykom układu rządzącego udało się zainstalować drzwi obrotowe także do zarządów spółek. W niektórych wymieniono już prezesów– w niespełna pięć lat – po kilkakroć, a zmian w zarządzie dokonano po kilkadziesiąt razy. Spełniła się moja prognoza: korupcja wzrosła, inwestorów przepłoszono.

27 marca 2000 r. pisałem o przypadku pokrzywdzenia „akcjonariuszy Polifarbu Dębica, którzy de facto zostali zmuszeni do odstąpienia spółce akcji po cenie znacznie niższej od zapłaconej przez spółkę innym akcjonariuszom. Szczególnie bulwersuje, że do wybrańców, których lepiej potraktowano, bez żenady dołączył… Skarb Państwa”. Przy tej okazji przypomniałem podobną sprawę: „Kiedyś Skarb Państwa wykiwał akcjonariuszy BPH SA. Banku już dawno nie będzie, a o tym przypadku wciąż będą wspominać podręczniki”. Chodziło o pozew Raimondo Egginka dotyczący pokrzywdzenia akcjonariuszy. Oraz o przepis art. 414 § 2 Kodeksu handlowego ograniczający prawa drobnych akcjonariuszy: zarzuciłem mu obrazę konstytucji. We wszystkim miałem rację: Eggink sprawę wygrał, choć aż przed Sądem Najwyższym, zakwestionowany przepis niebawem uchylono, a banku BPH już dawno nie ma.

I tutaj zmieniło się wiele. Przed dwudziestu laty wspomniałem o dwóch spółkach z udziałem Skarbu Państwa, w których oszukał on akcjonariuszy. Dzisiaj nie potrafiłbym wymienić dwóch spółek z udziałem Skarbu Państwa, w których NIE oszukał on akcjonariuszy. Ich pieniądze, z inicjatywy Skarbu, płyną szerokim strumieniem na cele nie mające związku z działalnością tych spółek: do zakłamujących rzeczywistość mediów publicznych i prywatnych (ale z tych pieniędzy utrzymywanych przy życiu), oraz do instytucji służących zakłamywaniu historii i uprawianiu antypropagandy.

Radość z zaszczytnego wyróżnienia miesza się przeto ze smutkiem: na rynku dzieje się źle i nie dostrzegam szansy na poprawę.

Czytaj także 

https://www.andrzejnartowski.pl/drzwi-obrotowe

https://www.andrzejnartowski.pl/Bicz-z-piasku

 

 

 

Bicz z piasku [2000]

Przed sądem w Krakowie zawisła sprawa z powództwa Raimondo Egginka wytoczonego w trybie art. 414 kodeksu handlowego. Powód to dobry znajomy pieniędzy (jest doradcą inwestycyjnym ABN Amro, co mówi samo za siebie) i czytelników Magazynu Finansowego. Pozew zmierza do unieważnienia uchwały walnego zgromadzenia Polifarbu Dębica SA o wycofaniu spółki z obrotu publicznego.

Wspomniany art. 414 kh daje akcjonariuszowi (i tylko jemu, bądź im) legitymację do zaskarżenia uchwały walnego zgromadzenia, nawet zgodnej z prawem i statutem, jeżeli wbrew dobrym obyczajom kupieckim godzi ona w interes spółki lub ma na celu pokrzywdzenia akcjonariusza. Zapewne pokrzywdzono grupę akcjonariuszy Polifarbu Dębica, którzy de facto zostali zmuszeni do odstąpienia spółce akcji po cenie znacznie niższej od zapłaconej przez spółkę innym akcjonariuszom. Szczególnie bulwersuje, że do wybrańców, których lepiej potraktowano, bez żenady dołączył… Skarb Państwa. Kiedyś Skarb Państwa wykiwał akcjonariuszy BPH SA. Banku już dawno nie będzie, a o tym przypadku wciąż będą wspominać podręczniki. Nie dochowuje dobrych kupieckich obyczajów, kto nie odróżnia kupca od przekupki.

Z kodeksu handlowego płynie czytelne przesłanie, że nie należy krzywdzić akcjonariusza. Nawet jednego. Nawet drobnego. Nawet zgodnie z prawem i statutem! Niestety, tę zasadę z czasem okaleczono, dzieląc akcjonariuszy na lepszych i gorszych. Otóż w 1997 r. dodano do wspomnianego przepisu feralny § 2, pozwalający zaskarżać taką uchwałę walnego zgromadzenia spółki publicznej tylko uprzywilejowanym, a to akcjonariuszowi lub grupie akcjonariuszy, posiadającym bezpośrednio akcje uprawniające do wykonywania nie mniej niż 1% ogólnej liczby głosów.

Ustawodawca, być może, obraził konstytucję. Popełnił także głupstwo. Przestraszył się braci Jedamskich, bojowych akcjonariuszy b. Łódzkiego Banku Rozwoju, nękających procesami BIG BG SA. W obawie przed pieniactwem, pozbawił ważnych praw drobnych akcjonariuszy, tych poniżej progu 1% głosów. Właściwie pozbawił praw także Raimondo Egginka, który ma tylko 165 akcji Polifarbu Dębica. Ale są jeszcze sędziowie w Krakowie.

Póki sądy sprawy nie rozstrzygną, nie będę o niej pisał. Powrócę do kodeksu. Akcjonariusz może zaskarżyć jedynie uchwałę walnego zgromadzenia. Nie może skarżyć uchwał zarządu i rady nadzorczej. Ale nie znaczy to wcale, że zarządowi lub radzie nadzorczej przystoi wbrew dobrym obyczajom kupieckim godzić w interes spółki lub mieć na celu pokrzywdzenie akcjonariusza. Wręcz przeciwnie. Nie przystoi.

Kodeks nie definiuje, co to jest „pokrzywdzenie akcjonariusza”. Wynika z niego niezbicie, że może to być działanie w pełni zgodne z prawem i statutem. Istnieją przeto inne dyrektywy postępowania spółki względem akcjonariuszy, jak tylko kodeks handlowy i statut. Ich wspólnym mianownikiem jest interes drobnego akcjonariusza.
Duzi akcjonariusze potrafią zadbać o swoje. Nie tylko podczas walnych zgromadzeń. Także w okresie między walnymi zgromadzeniami – a to dlatego, że mają dość głosów, by w każdej chwili zażądać zwołania walnego zgromadzenia. Dlatego zarząd tańczy koło nich, szanuje ich rada nadzorcza. Wprawdzie jeden z wielkich polskich banków próbował wywieść w pole dużego akcjonariusza, ale teraz pokutuje za to, odmawiając w kółko „Deutsche nasz”.

Drobni akcjonariusze są w znacznie trudniejszej sytuacji. Mają mniej pieniędzy, więc mniej akcji, mniej głosów i mniej praw. Akcje są niby wszystkie takie same, lecz każda z licznych waży znacznie więcej, niż taka sama z nielicznych. Pracując w radach nadzorczych, najczęściej dobrze znam dużych akcjonariuszy. Z drobnym akcjonariuszem mógłbym spotkać się na walnym zgromadzeniu, gdyby brał on w nim udział, ale najczęściej nie bierze, bowiem szkoda czasu i atłasu. Tam drobny akcjonariusz mógłby dorzucić swój głos do wniosku, lub przeciw wnioskowi, o skwitowanie rady, albo mnie osobiście. Ten głos ważyłby tyle, ile drobinka piasku, lecz z drobinek usypana jest Sahara. W jedności siła! Wiedzą o tym Niemcy, gdzie prawa rzesz drobnych akcjonariuszy wykonują z ich mandatu banki.

Drobni akcjonariusze powinni łączyć się, bo wtedy łatwiej im uniknąć pokrzywdzenia. Z drobnicy można sklecić aż 1% ogólnej liczby głosów, co ułatwi zaskarżanie uchwał. Można też sięgnąć wyżej, dokonać jeszcze więcej. Wszak bies zdołał skręcić z piasku bicz. Jak łączą się korporacje, tak ich akcjonariusze winni jednoczyć się, tworzyć stowarzyszenia wspólnego inwestowania. Niech drobni inwestorzy nie liczą na chytry Skarb Państwa. A kiedy związek ich bratni ogarnie cały rynek – ruszą z posad zarządy i rady.

Tekst ogłoszony 27 marca 2000 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka