Archiwa tagu: posiedzenie rady nadzorczej

Posiedzenie nie jest wartością [2010]

Współczesna rada nadzorcza wykonuje większość swojej pracy poza posiedzeniami. Przygotowując się do nich, lub zastępując je innymi formami aktywności. Opłacanie jej „od posiedzenia” jest więc anachronizmem. Niektóre spółki przyjęły wynagradzanie za pracę w radzie nadzorczej „od posiedzenia”. Uważa się, że taki system wymusza częstsze odbywanie przez radę posiedzeń, albo zachęca do tego. Jest to pogląd mylny. Lecz nawet, gdyby pod wpływem takiegoż bodźca posiedzenia rad nadzorczych miały odbywać się częściej – czy coś dobrego z tego wyniknie? Posiedzenie rady samo w sobie nie jest wartością, jak nie jest wartością tradycyjny wspólny obiad z zarządem. Wartością jest praca zmierzająca ku wypełnieniu mandatu rady nadzorczej – sprawowania „stałego nadzoru nad działalnością spółki we wszystkich dziedzinach działalności”.

Znaczna część zadań rady przechodzi na jej komitety: audytu i wynagrodzeń. Znaczną część pracy rady mogą wykonać jej członkowie delegowani do samodzielnego pełnienia określonych czynności nadzorczych. Rada może także podejmować uchwały poza posiedzeniami, a jej członkowie mogą oddawać głos na uchwałę głosowaną podczas posiedzenia nie uczestnicząc w nim. Ponadto: uprawniona do badania wszystkich dokumentów spółki i do żądania sprawozdań i wyjaśnień od jej pracowników, rada nadzorcza może skutecznie wykonywać czynności płynące z tych uprawnień najczęściej właśnie poza posiedzeniami.

Rozwiązania dotyczące wynagradzania członków rad nadzorczych są na polskim rynku rozmaite. Niektóre budzą wątpliwości. Bywa, że członkowie rady otrzymują wynagrodzenia kwartalne; otrzymują tantiemy z zysku [!?]; uczestniczą w programach motywacyjnych [!?]; część członków tej samej rady wynagradzana jest co miesiąc, część – za udział w posiedzeniu. Bywa, że członek rady, prócz wynagrodzenia miesięcznego, otrzymuje dodatek „za każdy dzień pobytu w spółce” [!?]; bywa wreszcie, że niektórzy lub wszyscy członkowie rady nie otrzymują wynagrodzenia.

Z selektywnym pozbawianiem członków rady wynagrodzenia spotykamy się najczęściej w odniesieniu do osób reprezentujących inwestora strategicznego. Nie budzi to emocji. Zdarza się, że nieodpłatnie pełnią funkcje w radzie wszyscy jej członkowie pozbawieni przymiotu niezależności. Niekiedy członkowie rady pozbawiani są wynagrodzenia za czynności podejmowane w trybie pisemnym lub przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, natomiast otrzymują wynagrodzenie za udział w posiedzeniu „naziemnym”. W spółkach szczególnie ubogich wszyscy członkowie rady pozbawiani są wynagrodzenia. Czy są oni świadomi, że brak wynagrodzenia z tytułu członkostwa w radzie nie wyjmuje ich spod odpowiedzialności?

Tekst został ogłoszony 11 maja 2010 r. w Gazecie Giełdy PARKIET

Czytaj także:
2001.08.26 W miarę potrzeb
2014.07.21 Ile razy w roku?

Rada wysiaduje [2001]

Wynagrodzenie rady powinno odzwierciedlać jej odpowiedzialność i pracę, a nie liczbę posiedzeń.

W wielu krajach podejmowane są próby ukształtowania wzorców dobrej praktyki w dziedzinie wynagradzania nadzoru nad spółkami publicznymi. Panuje zgoda, że zasady ustalania i wysokość wynagrodzeń osób sprawujących nadzór nad spółkami mają wpływ na skuteczność nadzoru, a tym samym na działalność spółek. Natomiast brak zgody w kwestii, jakie rozwiązanie jest najlepsze. Dlatego co kraj – to inny wzorzec wynagradzania rad. Na przykład w Niemczech przyjęto kanon, że wynagrodzenie rady nadzorczej odzwierciedla m.in. przyrost wartości spółki. Za to w Holandii zaleca się, by wynagrodzenie rady nie było uzależniane od wyników spółki. Który z tych wzorców należy zaszczepić na polskim gruncie?

Nie mamy jeszcze rodzimych zasad dobrej praktyki spółek, lecz o Polsce bardzo dobrze świadczy, że nie odpisujemy tych zasad od innych krajów i nie zlecamy ich opracowania organizacjom międzynarodowym. Formułujemy je sami, biorąc pod uwagę rzeczywiste potrzeby polskiego rynku, naszą tradycję, kulturę i prawo. Rodzima dobra praktyka powinna pomóc spółkom w wyborze najbardziej odpowiedniego – zarówno dla każdej z nich, jak dla warunków lokalnego rynku – wzorca wynagradzania członków rady nadzorczej.

Polskie prawo daje spółkom swobodę określania warunków i wysokości wynagradzania członków rad nadzorczych. Przewiduje ono jednak dwa bezwzględne ograniczenia. Po pierwsze, wynagrodzenie może być określone tylko w statucie lub w uchwale walnego zgromadzenia, nawet jeżeli to nie zgromadzenie powołuje wszystkich członków rady; również tylko walne zgromadzenie może uchwalić tantiemy dla nadzoru. Po drugie, członkom rady nie przysługują od spółki inne świadczenia, niż ewentualne wynagrodzenie za udział w pracach rady i ewentualna tantiema, oraz zwrot kosztów związanych z udziałem w pracach rady.

Polskie spółki wynagradzają nadzór różnie i przypadkowo. Nie ma związku pomiędzy wielkością spółki, skalą jej działalności, lub wynikami, a apanażami rady. Niektóre spółki w ogóle nie płacą nadzorowi, co wcale nie jest dla spółki korzystne, ponieważ redukuje odpowiedzialność członków rady. U wielu rodzi się przeto pokusa, by sprawę uporządkować, wskazując spółkom, jak mają wynagradzać rady. Zalecam tu jednak ostrożność! Chodzi o to, by nie podejmować szkodliwych usiłowań ku odebraniu spółkom rozległego obszaru swobody i krępowaniu ich wzorcem ‘słusznego’ postępowania. Ostatnio jeden z poważnych autorów wystąpił z propozycją, iż wysokość wynagrodzenia członków rady nadzorczej powinna być uzależniona nie od samego faktu sprawowania funkcji, lecz od wykonanej pracy, w szczególności zaś od liczby posiedzeń rady nadzorczej, ich częstotliwości i czasu trwania.

Przede wszystkim nie zgadzam się z tezą, że miernikiem pracy nadzoru jest liczba posiedzeń rady i czas ich trwania. Zadaniem rady nadzorczej jest nie tyle odbywanie posiedzeń, co sprawowanie stałego nadzoru nad działalnością spółki we wszystkich dziedzinach jej działalności. Sprawowanie nadzoru ma wiele postaci. To badanie stanu faktycznego, studiowanie ksiąg i dokumentów, dokonywanie oceny sprawozdań, wybór biegłego rewidenta i kontakty z nim, udział w pracach nad strategią spółki, wypracowanie rzetelnej oceny jej sytuacji, wreszcie krytyczna refleksja nad przyszłymi przeobrażeniami spółki, jej otoczenia, a także akcjonariatu.

Posiedzenie jest tylko jednym z wielu etapów rzeczywistej pracy rady. Zwłaszcza, że statuty wielu spółek dopuszczają podejmowanie przez radę uchwał poza posiedzeniem. Dostrzegam wiele zalet posiedzenia rady, lecz nie jest ono akurat ową jedyną wartością, za którą należy płacić. W świetle omawianej propozycji rada nadzorcza wysiaduje swoje wynagrodzenie na posiedzeniach. Im dłużej trwa posiedzenie, tym więcej rada wysiedzi. Jest to niezgodne z tendencją zmierzającą do aktywizowania członków rady właśnie w okresach pomiędzy posiedzeniami, poprzez ich udział w tworzonych przez radę komisjach lub zespołach problemowych, bądź poprzez delegowanie wszystkich lub niektórych spośród nich do samodzielnego pełnienia określonych czynności nadzorczych.

Przewodniczący jednej z rad, w których pracuję, przesłał mi właśnie projekt harmonogramu naszej pracy na pierwszy kwartał przyszłego roku. Przewiduje on, prócz dwóch posiedzeń rady, trzy wizytacje spółek grupy kapitałowej w trzech odległych miejscowościach, oraz przygotowanie walnego zgromadzenia, w tym (oprócz materiałów wymaganych przez kodeks spółek handlowych) przeprowadzonej przez radę nadzorczą wnikliwej samooceny. Zapewne radzie przyjdzie zająć się także innymi sprawami, ale uczyni to poza posiedzeniami. Są w Polsce rady nadzorcze zajmujące się niemal wyłącznie wysiadywaniem swoich wynagrodzeń, ale nie stawiajmy ich za wzór.

Tekst ogłoszony 24 grudnia 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka
Czytaj także:
2002.07.15 Wynagrodzenie rady
2010.05.11 Posiedzenie nie jest wartością
2015.09.09 Rada nadzorcza wysiaduje

Internetowa rada [2000]

Można odbywać w internecie posiedzenia rad nadzorczych, nie można – walnych zgromadzeń. A szkoda! Kodeks spółek handlowych przewiduje różne tryby procedowania rad nadzorczych. Jeden z nich przewiduje możliwość podejmowania uchwał przez radę nadzorczą „przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość”. Warunkiem jest dopuszczenie takiego trybu przez statut.

Dzisiaj obowiązuje jeszcze kikut kodeksu handlowego zredagowanego z początkiem lat trzydziestych. Nie ma znaczenia, którego stulecia. I tak nikomu nie śnił się internet. Lecz chociaż wyobraźnia ówczesnych legislatorów nie śmigała jeszcze w cyberprzestrzeń, była to przecież wyobraźnia twórcza! Już obecnie, na gruncie kodeksu handlowego, możliwe jest odbycie posiedzenia rady nadzorczej on-line. Z zastrzeżeniem, że kodeks handlowy w ogóle nie używa terminu „posiedzenie”. Za to gustuje w nim kodeks spółek handlowych. Ani stary kodeks, ani nowy, nie wymagają, by posiedzenia rady odbywały się w siedzibie spółki (stąd posiedzenia wyjazdowe, na przykład w Portugalii). Stary kodeks nie wymaga nawet, by posiedzenia rady toczyły się w jednym miejscu.

Wykorzystano to w statutach wielu spółek dopuszczających możliwość podejmowania przez rady nadzorcze uchwał drogą korespondencyjną, bez odbycia posiedzenia. Treścią prac rady jest właśnie podejmowanie uchwał. Praktyka dowodzi, że można czynić to na odległość. Materię dobrotliwie ominiętą przez kodeks handlowy uregulował wreszcie nowy kodeks, ale inaczej, więc statuty trzeba będzie zmieniać. Przetrwają natomiast postanowienia statutów przewidujące prowadzenie obrad rady za pośrednictwem środków łączności umożliwiających wzajemne porozumienie wszystkich uczestniczących w obradach członków rady. Kodeks handlowy wprawdzie wspomina o „obecnych” (jego następca o „obecnych na posiedzeniu”), lecz czy za jednym stołem? Internet nie zapewnia obradom jedności miejsca, lecz daje jedność czasu. Jeżeli spółka skonfiguruje do internetu swój statut i regulamin rady, jak technicy konfigurują łącza – rada może procedować on-line.

Zaletą trybu on-line jest ominięcie trudności ze zgromadzeniem quorum (ksh spolszczy to słowo na „kworum”) na posiedzeniu rady. Najczęściej udział w radzie jest dla jej członków jedną z wielu pozycji na liście obowiązków. Łatwiej skupić członków rady w jednym czasie, niż w jednym miejscu, nierzadko odległym o setki kilometrów (oraz niedogodne połączenia) od ich gabinetów albo domów. Podstawowe wady trybu on-line polegają na tym, że z jednej strony ułatwia on mechaniczne przyjmowanie uchwał w brzmieniu proponowanym, a z drugiej – wydatnie utrudnia redagowanie poprawek, dyskutowanie szczegółów, dochodzenie do porozumienia ponad rozbieżnościami. Podejmowanie uchwał, będące treścią prac rady, to nie tylko sam akt głosowania, ale proces twórczy.

Ani kh, ani ksh nie dopuszczają za to możliwości odbycia w internecie walnego zgromadzenia. Szkoda, bo walne zgromadzenie on-line byłoby bardzo korzystne dla drobnych akcjonariuszy. Wszystko sprzysięga się przeciwko im, utrudniając im fizyczny udział w obradach walnych zgromadzeń. Odbywają się one nierzadko poza siedzibą spółki, hen gdzieś na drugim końcu Polski (na przykład statut Apeximu dopuszcza odbywanie walnych zgromadzeń w Warszawie, Szczecinie, Poznaniu, Białymstoku, Katowicach, Krakowie, Łodzi i Gdańsku). Odbywają się o wczesnych porach, co w praktyce wyklucza przyjezdnych. Dochodzi na nich do niecnych matactw proceduralnych. Odracza się obrady w nieskończoność. Lecz termin ważności świadectwa o blokadzie akcji u maklera upływa z dniem zwołania walnego zgromadzenia, więc przewlekanie obrad, jak zresztą wszystko razem, godzi w akcjonariuszy. Jest nadto wiele sposobów, by obrzydzić udział w zgromadzeniu akcjonariuszom zatrudnionym w spółce.

Internet już trafił pod strzechy, przeto walne zgromadzenie on-line, jeżeli dopuści je prawo, ułatwi udział w obradach drobnym akcjonariuszom. Będzie to ważny krok ku porządkowi korporacyjnemu. Wolałbym w internecie uczestniczyć w walnym zgromadzeniu, niż w obradach rady nadzorczej. Albowiem zgromadzenie zazwyczaj nie grzęźnie w słowach, ale żwawo głosuje, za lub przeciw, nad przedłożonymi mu projektami uchwał. Przyjmuje je lub odrzuca. Głosowanie i tak odbywa się najczęściej z udziałem urządzeń elektronicznych. Natomiast rada czasem dochodzi do uchwały przez długie, wnikliwe dyskusje. Kiedy sprawa jest pilna i prosta, mogę zarządzić głosowanie korespondencyjne. Kiedy trzeba osiągnąć konsensus, lub wypracować kompromis, zwołuję posiedzenie. Głosować można z daleka. Dyskusje wolę wieść z bliska.

Lata praktyki przekonały mnie, że z bliska łatwiej o porozumienie. Pod warunkiem, że członkowie rady wyłączą na czas obrad swoje telefony komórkowe.

Tekst ogłoszony 18 września 2000 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.
W 2009 r. prawo dopuściło możliwość zdalnego udziału w WZ. Ale nowinka nie przyjęła się.

Czytaj także:
2016.06.03 Spółka aktywna, akcjonariat bierny (casus e-WZ Netii)
2010.06.10 e-WZ da się lubić