Archiwa tagu: pracownicy

Czym corporate governance zdołało wzbogacić świat w 2019 roku?

  • Rok 2019 dobiega końca. Oceniany przez pryzmat corporate governance uświadomił on światu potrzebę nowego spojrzenia na miejsce spółki w społeczeństwie;
  • Za najpilniejsze warto uznać sprawy związane w działaniem spółek na rzecz ochrony klimatu i powstrzymania degradacji środowiska;
  • Natomiast niczego nowego nie wniosły głośne kampanie o różnorodność w radach dyrektorów i zwiększenie liczby kobiet na stanowiskach w spółkach;
  • Przewodząca do tej pory światu na niwie corporate governance Wielka Brytania zapewne wkrótce opuści Unię Europejską, lecz w jakim kierunku pójdzie?

Pod względem corporate governance rok 2019 jest dla Polski stracony. Zamiast zbliżać się ku światu, zatrzaskujemy się przed nim. Dlatego coraz rzadziej poruszam tu polskie sprawy. Polski rynek kapitałowy więdnie, giełdzie ubywa spółek, inwestorom ubywa zapału, a kapitał zagraniczny traci wiarę w inicjatywę i przedsiębiorczość kraju, który własność państwową przedkłada nad prywatną. Świat zmierza w innym kierunku – jakim?

NOWY DOGMAT SPÓŁKI W SPOŁECZEŃSTWIE. Współczesnej rewolucji nie zapoczątkowano strzałem krążownika. Sygnał dla niej dała wpływowa organizacja amerykańskich top-menedżerów, Business Roundtable. Jej manifest stawia priorytety rynków kapitałowych w pozycji odwrotnej do wcześniejszej. Zakwestionowano w nim dogmat spółki akcyjnej jako organizmu służącego przede wszystkim – w praktyce wyłącznie! – dostawcom kapitału. Odrzucono prymat interesów akcjonariuszy nad interesami społeczeństwa i pozostałych uczestników rynku. Zaproponowano nowy dogmat: spółka, dążąc do spełnienia swoich celów gospodarczych, powinna służyć dobru jej interesariuszy: inwestować w pracowników, dbać o środowisko, przeciwdziałać niekorzystnym zmianom klimatu, przyzwoicie traktować dostawców i klientów, być dobrym obywatelem.

Manifest Business Roundtable nie wziął się z niczego, jego założenia dojrzewały od lat w programach wielkich inwestorów instytucjonalnych, jak Black Rock, Vanguard, CalPERS. Reakcje na manifest były różne. Jedni twierdzili, że oto amerykańskie spółki wypowiadają wojnę swoim akcjonariuszom. Inni dostrzegli potrzebę podnoszenia standardów etycznych rynku, bardziej umiarkowanych relacji wynagrodzeń personelu i kierownictwa, ograniczania nierówności, przeciwdziałania katastrofie klimatycznej. Przed półwieczem Milton Friedman głosił hasło, że społeczna odpowiedzialność biznesu polega na zwiększaniu zysków. Dzisiaj wymaga się więcej: misją biznesu jest wspieranie dobrobytu, wspomaganie zdrowia publicznego i sprawiedliwości społecznej. Wyzwanie nowych czasów zmieścił w kilku mądrych zdaniach Klaus Schwab, autor projektu Davos 2020 Manifesto.

Lubię do takich dyskusji wtrącić grosik, może nawet trzy: czas spojrzeć na odwrotną stronę materii. Powinnościom biznesu wobec społeczeństwa powinny towarzyszyć powinności społeczeństwa na rzecz biznesu. Oczekując wiele od rynku kapitałowego powinniśmy  wspierać akcjonariuszy, którzy na indywidualne ryzyko inwestują pieniądze dla dobra publicznego. Szczególnie w Polsce dotkliwie brakuje sympatii dla inwestorów indywidualnych, bez których nie ma i nie będzie rynku.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ KLIMATYCZNA. Nareszcie dojrzewa świadomość, że za stan naszej planety, Statku Kosmicznego Ziemia, odpowiadają nie tylko rządy i społeczeństwa, także wszyscy uczestnicy procesów gospodarczych, a na ich czele – wielkie korporacje. Rynki zaczynają domagać się od spółek wydobywczych, energetycznych, produkcyjnych, szczegółowych sprawozdań o wpływie ich działalności na środowisko i klimat. Pojawiają się głosy nawołujące do usuwania trucicieli z giełd, do wstrzymania finansowania brudnych dziedzin gospodarki, do rozwijania energii czystej i odnawialnej. Nietrudni zauważyć, że gdyby przystąpić do urzeczywistnienia tych założeń, indeks WIG20 zostałby mocno przetrzebiony (już lata temu głosiłem hasło indeksu Osiem i Pół), a nasza giełda miałaby nikłe szanse podniesienia się po takim ciosie. Byłoby to dla Polski bolesne, dla świata w gruncie rzeczy – obojętne.

Znam argumenty głoszące, że polskie spółki ponoszą znaczne ciężary, więc nie należy od nich oczekiwać rozliczania się przed społeczeństwem z odpowiedzialności klimatycznej. Tkwi w tym przecież nieporozumienie: to społeczeństwo ponosi ciężary spółek, których działalność negatywnie wpływa na środowisko i klimat, więc mamy prawo rozliczania ich ze skutków tej działalności.  Czas uświadomić sobie, że jak spółki prowadzące działalność szkodliwą dla klimatu mogą zostać usunięte z giełd, tak państwa, tolerujące działalność szkodliwą dla klimatu mogą zostać wyeliminowane ze społeczności międzynarodowej.

RÓŻNORODNOŚĆ, ALE JEDNORODNA. Najwięcej ogłoszonych w mijającym roku raportów, ekspertyz, analiz, dotyczyło kwestii różnorodności w radach dyrektorów, acz różnorodności pojmowanej jednorodnie: dążymy do zwiększenia udziału kobiet w radach i jesteśmy gotowi wzmacniać te dążenia wszelkimi argumentami, jakie przychodzą do głowy. Zajmuję się tym tematem od blisko dwudziestu lat i niezmiennie rozumuję tak: kandydatów do rad należy starannie dobierać, biorąc pod uwagę kompetencje i bogactwo doświadczeń, spośród możliwie najszerszej puli talentów, bez dyskryminacji z uwagi na płeć. Ale zwycięża już pogląd, że wcale nie chodzi o talenty, kompetencje albo doświadczenia, lecz przede wszystkim o płeć. Kobiet ma być w składzie rady ileś procent, może połowa albo nawet więcej, gdyż skorzystają na tym i spółki, i cały rynek. Ponadto pojawiają się pomysły ustanawiania kwot dla udziału kobiet kolorowych, kwot dla mniejszości etnicznych, lub preferencji dla weteranów i weteranek. by rady w swoim składzie nareszcie odzwierciedliły strukturę społeczeństwa. Towarzyszą temu badania o wpływie obecności kobiet w radzie na wyniki spółki, na wypłacane przez nią dywidendy, na wynagrodzenie CEO. Niestety, na dalszy plan schodzą niezaprzeczalne korzyści płynące z udziału kobiet w radzie, jak preferencje dla rzeczywiście najlepszych; jak twórcze bogactwo różnic poglądów, doświadczeń, postaw; jak unikanie zjawiska myślenia grupowego.

HMS BRITANNIA ODPŁYWA W NIEZNANE. W toku ostatnich dekad to Wielka Brytania inspirowała postęp na niwie corporate governance, począwszy od Cadbury Report po świeże Corporate Governance Code i Stewardship Code. Orędując za wyjściem z Unii, zwycięzcy w ostatnich wyborach Konserwatyści zapowiadali, że pragną wzmocnić konkurencyjność brytyjskiej gospodarki rozwijając i doskonaląc instytucje corporate governance. Członkostwo w Unii nie było przeszkodą w realizacji tych planów. Ciekawe, jak rozwinie się projekt, któremu w ostatnich latach poświęcono tyle zapowiedzi: upodmiotowienia pracowników jako szczególnie ważnych interesariuszy spółek i wprowadzenie ich reprezentacji do rad dyrektorów.

 

 

 

 

 

 

 

Światły manifest Business Roundtable

  • Wpływowa amerykańska organizacja Business Roundtable (RBT) zrzeszająca prezesów największych spółek, zakwestionowała dogmat spółki akcyjnej;
  • BRT odrzuca prymat interesów akcjonariuszy nad interesami społeczeństwa oraz innych uczestników rynku;
  • Każda spółka, dążąc do spełnienia własnych celów biznesowych, powinna wznieść się ponad partykularyzm i służyć dobru interesariuszy;
  • Spółka powinna inwestować w pracowników, dbać o środowisko i przeciwdziałać zmianom klimatu, przyzwoicie traktować dostawców, być dobrym obywatelem.

Amerykańskie spółki wypowiedziały służbę swoim akcjonariuszom. Tak odebrano oświadczenie sierpniowego spotkania Business Roundtable z udziałem 181 liderów rynku kapitałowego, w tym prezesów Apple, JPMorgan Chase, Pepsi lub Walmart. Manifest o celach korporacji został ogłoszony nie bez związku z narastającymi napięciami w kwestiach nierówności społecznych, pogarszających się warunków pracy, nadmiernych wynagrodzeń menedżerów, niedostatku odpowiedzialności klimatycznej spółek.

Toczy się przecież kampania wyborcza, senatorowie Bernie Sanders i Elizabeth Warren wnoszą do niej krytyczne oceny działalności wielkich korporacji, a prawnicy biorą na warsztat dominację spółek technologicznych, jak Amazon i Facebook – pisze New York Times. „Gdy konsumenci i pracownicy domagają się wyższych standardów etycznych, wielkie firmy coraz silniej muszą bronić swoich stanowisk w kwestiach wynagrodzeń pracowników, (dostępu do) broni palnej, imigracji, prezydenta Trumpa – i innych.”

Właśnie na łamach NYT Milton Friedman, ekonomista uniwersytetu w Chicago, główny ideolog doktryny o służebnej woli spółki wobec akcjonariuszy, formułował przed półwieczem słynną formułę, iż społeczną odpowiedzialnością biznesu jest zwiększanie zysków. Dzisiaj przeważa pogląd, że szkoła chicagowska przyczyniła się do wzrostu nierówności, że to ona wykreowała hasło: Chciwość jest dobra. Także Business Roundtable przez lata zakładała, że menedżerowie i dyrektorzy służą akcjonariuszom. Niedawno doszli do głosu liderzy nowej generacji, jak Larry Fink z Black Rock, kładąc nacisk na odpowiedzialność klimatyczną spółek, przeciwdziałanie nierównościom, wspomaganie zdrowia publicznego.

W ub.r. przewodniczący BRT Jamie Dimon z JPMorgan Chase zapoczątkował redefinicję misji spółki. Komitetowi redakcyjnemu przewodniczył Alex Gorsky z Johnson & Johnson; wspomina on, że pisząc manifest czuł się chwilami jak Thomas Jefferson… Wcześniej, na fali sprzeciwu przeciwko polityce prezydenta, liderzy świata biznesu zerwali współpracę z Białym Domem. Wkrótce okaże się, czy skrzydlate słowa manifestu zostaną przekute w czyny, na wzrost płacy minimalnej, na rzetelne płacenie podatków, wspieranie różnorodności, ograniczenie pay ratio – rozpiętości między wynagrodzeniem CEO a przeciętną płacą w korporacji.

Lecz wystarczy wczytać się uważnie w manifest BRT, by dostrzec, że nie jest to akt błagający społeczeństwo o wybaczenie grzechów nieludzkiego kapitalizmu, lecz racjonalny katalog działań mających zmierzać do lepszego niż dotychczas zaspokojenia oczekiwań akcjonariatu w harmonii z poszczególnymi grupami interesariuszy. Temu przecież mają służyć „nowe” elementy misji spółki: kreowanie wartości dla klientów, inwestowanie w pracowników, przyzwoite i etyczne postępowanie wobec dostawców, wspieranie społeczności, w których spółki działają. To wszystko, w ostatecznym rozrachunku, służy generowaniu przez spółki długoterminowej wartości dla jej akcjonariuszy. Czyli, konkretnie, praktycznym sprawdzianem misji spółki będzie, jak była i jest – dywidenda.

Reakcja na stanowisko Business Roundtable jest zdumiewająco żywa. 300 słów oświadczenia zaowocowało wieloma tysiącami komentarzy w światowych mediach. Jedni są zaskoczeni, nie dostrzegli wzbierającej fali na rynku kapitałowym, nie czytali dorocznych listów słanych przez Black Rock prezesom i zarządzającym funduszami. Inni pytają o konkrety: cele są słuszne, ale w jaki sposób mają być osiągane? Jak powinny spółki raportować o działalności na rzecz klimatu, redukcji zanieczyszczeń środowiska, różnorodności załogi? Kto miałby te dane audytować? Jak zwrot w stronę interesariuszy, jeżeli naprawdę nastąpi, odbije się na kosztach i na zyskach? Przypominane są archaiczne dzisiaj założenia, że spółka ma dbać o swoich dostawców kapitału, a sprawami interesariuszy powinien zajmować się rząd.

Dobrze się stało, że wskazano kierunek rozwoju rynku, podkreślono większe powinności spółki kapitałowej wobec społeczeństwa. Manifest BRT sprawy nie załatwia, ale wskazuje, co należy robić. Myślę, że nadszedł też czas na analizę odwrotnej strony zjawiska, na wskazanie powinności społeczeństwa wobec rynku kapitałowego, wobec działających na nim spółek, wobec akcjonariuszy inwestujących pieniądze wprawdzie na własne ryzyko i dla własnego zysku, ale z pożytkiem powszechnym. Czas dostrzec ich twórczą rolę w społeczeństwie.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 4 września 2019 r.