Archiwa tagu: przedmiot działalności spólki

Wesoły autobus

Przed laty nękała polski rynek plaga tzw. parkingowych walnych zgromadzeń. Były one owocem awantur. Albo nie wpuszczano na walne części akcjonariatu, albo do rozłamu dochodziło już podczas zgromadzenia i część akcjonariuszy opuszczała salę obrad. Akcja przenosiła się na parking, gdzie skłóceni z resztą akcjonariusze (teraz portale internetowe nazywają niezadowolonych „protestantami”) konstytuowali się jako jedyne prawidłowe walne zgromadzenie, mieli przecież z sobą sprowadzonego na taką okoliczność swojego notariusza, który skwapliwie protokołował uchwały, odwoływali radę nadzorczą i powoływali swoją, a ta rada niezwłocznie odwoływała zarząd i powoływała swój.

Dalej sytuacja toczyła się pod dyktando ochroniarzy, którzy nie czekając na sąd rejestrowy sami decydowali, którą radę, który zarząd, których akcjonariuszy wpuścić do spółki, a których wypędzić. Istnieje legenda, że po wrogim przejęciu BIG Banku Gdańskiego przez Deutsche Bank prof. Marek Belka pośpiesznie wrócił z Davos, by dyplomatycznie rozwikłać sprawę. W rzeczy samej, nim przyleciał, było już posprzątane. Chwaccy ochroniarze BIG BG pogonili wroga, tym razem nie do Berlina, a hen, aż do Frankfurtu nad Menem.

Historia ponoć lubi się powtarzać – jako komedia. Czytam, że samozwańcze walne jednej ze spółek notowanych na rynku regulowanym przeprowadzono podczas weekendu… w busie zaparkowanym przed siedzibą spółki. Inna sprawa, gdzie owa siedziba: według statutu w K, według regulaminu walnego zgromadzenia – w W., co wyjaśnia sens odbywania walnych w środkach transportu wędrujących między siedzibą rzeczywistą i mniemaną. Nie obyło się bez powołania nowej rady nadzorczej i dokonanych przez tę radę radykalnych zmian zarządu, równie zabawnych, co bezskutecznych.

Nie podam nazwy tej spółki, nie ujawnię nawet, na jaki parkiet udało się jej wejść. Nie napiszę także, po co ów mutant jest notowany, skoro jego obecność na giełdzie przynosi jej spory wstyd. Spółka zajmuje się głównie zwoływaniem, odwoływaniem i przenoszeniem na inne terminy nadzwyczajnych walnych zgromadzeń oraz prostowaniem swoich raportów bieżących. Ponadto spółka produkuje akcje. Ma jednak ambitne plany: według statutu przedmiot jej działalności liczy aż 100 pozycji PKD, od działalności holdingów, trustów, funduszów i podobnych instytucji finansowych, poprzez roboty związane z budową kolei podziemnych oraz rurociągów przesyłowych i sieci rozdzielczych, po chów organizmów wodnych.

Fiskusowi podsuwam śmiały pomysł opodatkowania spółek od nadmiaru przedmiotów działalności wpisywanych do statutu na rybkę (lub inne organizmy wodne). Być może wtedy wyszedłby na swoje, skoro sens istnienia takich spółek sprowadza się do tego, by wykorzystać podatkowo straty poniesione na inwestowaniu w ich papiery. I dać komuś fuchę w radzie nadzorczej; nie bez powodu wspomniana tu spółka zyskała kiedyś rozgłos jako stowarzyszenie umarłych polityków.

Polska jest krajem ludzi przedsiębiorczych, więc tylko czekać, aż ktoś przystąpi do produkcji autobusów przystosowanych do obrad walnych zgromadzeń, wyposażonych zamiast kasowników w czytniki do elektronicznego zliczania głosów. Zapewne inżynier pokładowy urządzi stanowiska przewodniczącego WZ i rejenta. Dzięki temu możliwe będą mobilne walne zgromadzenia, tym bardziej pożądane, że elektroniczne zgromadzenia przyjmują się z oporami.

Ilekroć na polskim rynku wydarzy się cokolwiek, rzecznik KNF zapewnia, że Komisja przygląda się sprawie. W tym celu za autobusowym walnym zgromadzeniem mógłby podążać jeep nadzorczy, a przestrzeń powietrzna byłaby patrolowana przez nadzorcze drony. Terminów militarnych używam nieprzypadkowo: kiedy Urząd KNF zakupił biurowiec przy ul. Jasnej i adaptował go swoje potrzeby, wysoki rangą członek Komisji mówił mi, że powstaje tam bunkier nadzorczy, do którego nie wślizgnie się nikt z rynku. Jeepy i drony pasują do takiej filozofii. Na szczęście, nadzorcy wyszli z bunkra, przeszli do natarcia, zabierają się za aferzystów. Jeszcze dużo roboty przed nimi. Trzymajmy kciuki.

Tekst ukazał się 15 października 2014 r. w Gazecie Giełdy PARKIET

Dziurawy statut, pełna kieszeń [2004]

Dopiero przestudiowanie statutu spółki daje wyobrażenie o ryzyku związanym z inwestowaniem w jej papiery.

Spółki idą czwórkami na giełdę, inwestorzy na wyścigi obejmują akcje przy wysokich redukcjach zapisów. To objawy dobrej koniunktury. Gorączkę rynku mogłaby ostudzić uważna lektura statutów. Albowiem chociaż statut nie jest zwierciadłem spółki, przecież nierzadko wskazuje, którędy mogą wyciec z niej pieniądze. W statutach wcale nierzadko spotyka się błędy prawne i (albo) rozwiązania niekorzystne dla akcjonariuszy. Przejrzałem więc statuty kilku (przypadkowo wybranych) spółek, które ostatnio zwróciły się do inwestorów po kapitał. Są to WSiP, TVN, CCC i Eurocash.

Rzuca się w oczy praktyka bardzo szerokiego zakreślania przedmiotu działalności. Jest to podyktowane osobliwym przekonaniem, że jutro spółka może odkryć swoje przeznaczenie na niwie różnej od tej, jaką uprawia dzisiaj, przeto – na wszelki wypadek, by uniknąć mitręgi związanej ze zmianą statutu – warto od razu objąć przedmiotem jej działalności, co komu zaświta w głowie. Stąd przedmiot działalności WSiP obejmuje 45 pozycji, w tym m.in. sprzedaż hurtową artykułów gospodarstwa domowego, elektrycznych i innych. Przedmiot działalności TVN to 57 pozycji, w tym przedsięwzięcia tak ryzykowne, jak leasing finansowy, udzielanie kredytów, pośrednictwo finansowe. Leasingiem i pośrednictwem finansowym może zajmować się także CCC, a prócz tego m.in. wykonywaniem instalacji gazowych, wodno-kanalizacyjnych i transportem pasażerskim. Eurocash (65 pozycji) to m.in. zarządzanie nieruchomościami na zlecenie.

W kilku przypadkach założyciele spółek pragną zachować w nich szczególną pozycję dzięki uprzywilejowaniu akcji (CCC), bądź przywilejowi powoływania większości członków rady nadzorczej (Eurocash, TVN) bądź wyposażeniu członka rady powołanego przez posiadaczy danej klasy akcji w prawo weta w stosunku do uchwał rady w niektórych sprawach (TVN). Najwięcej absurdalnych postanowień zawiera statut Eurocash. Należy do nich wymóg, by członkowie rady nadzorczej, w tym nawet wybrani w drodze głosowania odrębnymi grupami, spełniali warunki ustalone w… załączniku do regulaminu rady nadzorczej. Oraz wymóg, by rezygnacja członka rady nadzorczej składana była z sześciotygodniowym wyprzedzeniem i notyfikowana nie tylko spółce, lecz także jednemu z jej akcjonariuszy. Oraz dopuszczenie do odbywania przez radę nadzorczą posiedzeń w tzw. drugim terminie i podejmowania na nim uchwał, „bez obowiązku spełnienia wymogu quorum” (prawo nie dopuszcza do podejmowania przez radę uchwał na posiedzeniu w warunkach braku kworum, wynoszącego co najmniej połowę jej członków). Oraz dopuszczenie do odbywania przez radę nadzorczą posiedzeń bez formalnego zwołania (prawo nie przewiduje takiej procedury). Oraz uzależnienie skuteczności odwołania członka rady nadzorczej przez walne zgromadzenie od równoczesnego powołania nowego członka rady, co grozi spółce obstrukcją.

Statut TVN dopuszcza procedury podejmowania uchwał przez zarząd poza posiedzeniami, w trybie pisemnym, oraz uczestniczenia członków zarządu w jego posiedzeniach za pośrednictwem środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, „co będzie uznawane za osobiste uczestniczenie w posiedzeniu”. Uważam, ze takie procedury powinny być ze wszech miar tolerowane przez prawo, ale niestety nie są. Obecnie zarząd może podejmować uchwały tylko na posiedzeniu, a korzystanie ze środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość zostało zastrzeżone, jeżeli dopuszcza je statut, wyłącznie dla członków rady nadzorczej.

Statut CCC uprawnia prezesa zarządu do uczestniczenia w posiedzeniach rady nadzorczej. Uważam, że rada nadzorcza powinna współpracować z zarządem i możliwie często zapraszać go, w pełnym składzie, na swoje posiedzenia, ale przyznanie członkom zarządu, lub tylko jednemu z nich, prawa uczestniczenia w posiedzeniach rady „z urzędu” godzi w suwerenność rady. Nawet w krajach, gdzie zarząd i nadzór skupione są w jednym organie, kładzie się nacisk na konieczność periodycznego spotykania się nadzorców bez obecności zarządców. Z kolei statut WSiP dwakroć ogranicza uprawnienie rady nadzorczej do delegowania swoich członków do samodzielnego pełnienia określonych czynności nadzorczych. Po pierwsze, rada może udzielić takiej delegacji tylko „z ważnych powodów”, co nic w istocie nie znaczy, lecz daje kanwę do sporów. Po drugie, rada może udzielić delegacji tylko na czas oznaczony.

Wskazane tu dziury w statutach mają różny ciężar gatunkowy. Niewiele spółek publicznych działa na podstawie statutu będącego dziełem sztuki prawniczej. Za to poważne błędy spotyka się w wielu statutach. Statut Eurocash zawiera ich zbyt wiele, zbyt poważnych. Spółka w ostatniej chwili zrezygnowała z publicznej emisji. Słusznie! Z tak dziurawym statutem nie sposób napełnić sobie kieszeni.

Tekst ogłoszony 13 grudnia 20014 r. w tygodniku Gazeta Bankowa

Na krawędzi ryzyka [2003]

Warto oddzielić ryzyko jako aspekt działalności gospodarczej od wywoływania wilka z lasu.

Wprawdzie wyniki spółek nie rosną imponująco, lecz jest dziedzina, w której linia wzrostu pionowo pnie się ku niebu. Chodzi o stawki ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej członków zarządów i rad nadzorczych (Directors & Officers, w skrócie D&O). Na wielu rynkach Europy wznowienie polisy w roku 2003 kosztuje już o 50% więcej. Jeżeli jednak na spółce ciąży zwiększone ryzyko z uwagi na jej niebezpieczne związki z rynkiem amerykańskim (gdy jest tam notowana lub ma silnych inwestorów stamtąd) – wysokość składki ubezpieczeniowej mogła ostatnio wzrosnąć nawet o 200%. Co wcale nie oznacza, że towarzystwa ubezpieczeniowe odniosą z tego jakąkolwiek korzyść! Niewykluczone, że jeszcze dopłacą do interesu.

Dlaczego stawki rosną? Ponieważ rośnie ryzyko. Dlaczego rośnie ryzyko? Paradoksalnie, z dwóch przyczyn. Jedną jest tendencja zmierzająca do poprawy corporate governance. Drugą jest niedostatek usiłowań zmierzających w tym kierunku. Jest bowiem na tej niwie tak wiele do zrobienia, że nie da się od razu przeprowadzić wszystkich koniecznych reform. Porządek korporacyjny buduje się powoli. Szybko można za to ścigać tych, którzy w tym przeszkadzają. Amerykanie przyjęli Sarbanes – Oxley Act. Niemcy szykują przepisy dające akcjonariuszom możliwość zbiorowego pozywania członków zarządów i rad nadzorczych za spowodowane przez nich szkody. Oliver Stieg, prawnik specjalizujący się w problematyce D&O w kancelarii Noerr Stiefenhofer Lutz w Dusseldorfie, przewiduje następstwa tego kroku: albo składki za ubezpieczenie D&O wzrosną zasadniczo, albo odpowiedzialność cywilna członków zarządów i rad zostanie wyłączona z zakresu ochrony świadczonej przez towarzystwa ubezpieczeniowe (przytaczam za ‘CFO Europe’, elitarnym pismem finansistów).

Wspominany tutaj często raport Higgsa zaleca brytyjskim spółkom, by ubezpieczały odpowiedzialność cywilną nie tylko etatowych funkcjonariuszy, lecz nadto ‘non–executive directors’, których przed powołaniem do rady należy instruować na temat charakteru i zakresu takiego ubezpieczenia. Skoro wzrośnie zapotrzebowanie na polisy D&O, zapewne wzrosną też stawki. W Holandii stawki już wzrosły, od 20 do 500 (!) procent: w dolnych granicach dla spółek solidnie traktujących potrzebę doskonalenia porządku korporacyjnego, w górnych dla spółek marnotrawnych. Corporate governance jest przeto kolejną płaszczyzną, na której spółki konkurują. Nie dowiedziono jeszcze, by inwestorzy płacili więcej za akcje spółek mających lepszy porządek korporacyjny, lecz przynajmniej mamy dowód, że od spółek pozbawionych owego porządku więcej żądają ubezpieczyciele. A skoro zarządy i rady takich właśnie spółek są bardziej narażone na ryzyko – potrzebują one polis D&O bardziej niż organy innych spółek.

Biorą to pod uwagę inwestorzy instytucjonalni. Dla nich liczy się nie tylko kwota, którą menedżer zabiera do domu, lecz wszystkie koszty jego zatrudnienia, w tym koszty ubezpieczenia OC. Stąd inwestorzy instytucjonalni coraz częściej kwestionują koszty generowane przez organy spółek. W Wielkiej Brytanii na cenzurowanym znalazły się ostatnio m.in. Reuters, Shell i EMI, w USA General Electric i Hewlett–Packard. Wzrost stawek D&O to nie sezonowy kaprys, to tendencja. Zarządcy i nadzorcy spółek z natury rzeczy działają na granicy ryzyka. Odpowiedzialność ich rośnie, a na Zachodzie bywa ona przy tym coraz częściej egzekwowana. Czym innym jest jednak ryzyko, które nieuchronnie wszelkiej działalności gospodarczej, czym innym rozmyślne mnożenie zagrożeń wokół spółki, wywoływanie wilka z lasu. Celują w tym polskie spółki. Ponieważ przedmiot działalności jest określany w statucie, przeto jego zmiana wymaga zwołania walnego zgromadzenia dla dokonania zmiany statutu. Aby oszczędzić fatygi akcjonariuszom i sobie, spółki błyskają sprytem: wpisują do statutu – w rubryce ‘przedmiot działalności spółki’ – co bądź, jak najwięcej. Jest to postępowanie nacechowane obłudą, bowiem te same spółki, które pragną uniknąć zwoływania zgromadzeń w celu dokonania zmian w statucie, zwołują je ochoczo, by dokonywać zmian w radzie nadzorczej.

Przedmiot działalności polskich spółek bywa więc bardzo często zdefiniowany na wyrost, daleko poza granice rozsądku. Na przykład pewna spółka z moich rodzinnych stron, o której przypuszczałem, że grzecznie składa sobie komputery, kreśli w statucie zgoła imperialny przedmiot działalności, powołując przy tym ponad 170 pozycji PKD. Spółka może w każdej chwili prysnąć w inną branżę, bo jej akcjonariusze z góry udzielili na to zgodę. Lecz kiedy przyjdzie ubezpieczyć OC członków zarządu i rady, wysokość stawki zapewne dorówna tkwiącemu w spółce ryzyku. Skoro akcjonariusze nie potrafią zakorzenić w spółkach porządku korporacyjnego, niechaj zrobią to za nich towarzystwa ubezpieczeniowe.

Tekst ogłoszony 12 maja 2003 r. w tygodniku Gazeta Bankowa

Czytaj także:
2014.11.04 Paradoks D&O
2003.02.24 O dobrą praktykę D&O