Archiwa tagu: przedmiot działalności

Statutowe bicie piany, czyli przedmiot działalności spółki

Nawet uważna lektura statutu nie ułatwia ustalenia, czym naprawdę zajmuje się spółka!

Okocimskie Zakłady Piwowarskie SA, firma znana wszystkim jako po prostu Okocim, w statucie z 1993 r. określiła przedmiot swojej działalności jednym zdaniem: „Przedmiotem przedsiębiorstwa spółki jest działalność produkcyjna, handlowa i usługowa, w tym produkcja i sprzedaż piwa, napojów chłodzących, sodu oraz innych produktów ubocznych z wyżej wymienionej produkcji”. Piwa w zasadzie nie pijam, ale przy pierwszej okazji wychylę szklaneczkę za autora tak treściwej informacji, czym zajmuje się spółka. Niestety, w wielu innych, zwłaszcza współczesnych statutach, określenie przedmiot działalności spółki bywa rozwlekłe, nieczytelne, mało treściwe, za to mnóstwo w nim informacyjnej piany, która bardziej przystoi piwu.

Lubelski Węgiel „Bogdanka” SA zaskoczyła mnie statutowym zestawieniem przedmiotu działalności, w którym na pierwszym miejscu wymieniono rolnictwo, leśnictwo, łowiectwo i rybactwo. Co wcale nie oznacza, że rybactwo (zachodzę w głowę, w jakiej postaci miałaby spółka je uprawiać) jest w tym przypadku ważniejsze od wymienianych w dalszej kolejności górnictwa i wydobycia, przetwórstwa przemysłowego itd. Otóż spółka przedstawia swoją działalność nie taką, jaką jest ona w istocie, lecz w sposób odpowiadający wykazowi sekcji klasyfikacji PKD. Pierwsza z tych sekcji („A”) dotyczy rzeczonego rybactwa i łowiectwa, druga („B”) górnictwa i wydobywania, po czym spółka wylicza kolejne, aż po „P”, omijając jedynie „O”. Sięgając po statut, akcjonariusz, analityk, komentator nie uzyska rzetelnego obrazu czym spółka się zajmuje, ale przyjęty sposób prezentacji zapewne zadowoli statystyka.

Nie lekceważę korzyści, jakie statystyka przysparza gospodarce, polityce, społeczeństwu. Lecz wprowadzanie jej do spółki handlowej wymaga namysłu. Statut obowiązkowo określa przedmiot działalności, a z tego określenia powinno coś wynikać. Nie wynika nic: spółki, idąc za radami swoich prawników, masowo określają przedmiot działalności na wyrost, by pod wpływem zmieniających się okoliczności, lub kaprysu, zmienić profil. Chodzi o to, by ominąć ustawowe wymogi dotyczące istotnej zmiany przedmiotu działalności spółki: uchwała walnego zgromadzenia w tej materii jest podejmowane większością dwóch trzecich głosów (bez przywilejów i ograniczeń) w głosowaniu jawnym i imiennym, a jej skuteczność zależy od wykupienia akcji tych akcjonariuszy, którzy nie zgadzają się na zmianę. Obszerny, rozlazły wykaz pozycji przedmiotu działalności, pokryty brudną pianą złych intencji, działa na szkodę akcjonariuszy spółki i rynku.

Statystyka nie zawsze przedstawia rzeczywistość. Znane jest powiedzenie posiadacza psa, że kiedy idą razem, statystycznie mają po trzy nogi. Disraeli wyróżniał trzy postacie kłamstwa: pospolite kłamstwo, cholerne kłamstwo i statystykę. Powiedzenie: „Wierzę tylko statystykom, które sam sfałszowałem”, przypisywano wielu politykom. Lecz politycy korzystają ze statystyki jak pijany z latarni: szukają w niej oparcia, nie oświecenia. Wiele powiedzonek przeciwstawia fakty prawdzie lub statystyce. Na rynku kapitałowym chodzi jednak nie tylko o prawdę, przede wszystkim o pieniądze. Lektura statutu w kwestii przedmiotu działalności powinna jasno wyjawić, czym spółka się zajmuje. Nie zawsze wyjawia wprost, dotyczy to nawet spółek wysoce cenionych przez rynek, jak Neuca.

Zatem zapraszam do lektury statutów. Mają one niewielu czytelników. Szkoda, ponieważ w statutach często mieszka ryzyko, a przez dziury w statutach wyciekają pieniądze akcjonariuszy. Czasem dostrzegam, że nawet inwestorzy instytucjonalni nie zadają sobie trudu, by wnikliwie poznać statut spółki, do której z rozmachem wnoszą powierzone im pieniądze uczestników funduszy inwestycyjnych i emerytalnych. Nie jestem zwolennikiem mnożenia przepisów, krępowania rynku i jego uczestników nakładanymi na nich rygorami, niemniej chętnie przyjąłbym oświadczenia inwestorów instytucjonalnych o zapoznaniu się ze statutami spółek, w które zamierzają inwestować. Łatwiej byłoby wówczas uwierzyć, że nie inwestują oni na oślep, by później naiwnie twierdzić, jakoby „siedem banków nie mogło się mylić”.

Podobnych oświadczeń oczekiwałbym od analityków w ciemno wystawiających spółkom rekomendacje. Nie inwestowałem w Getback SA, nawet nie rozważałem takiego kroku, ale podniosłem alarm na postawie tego, co wyczytałem w statucie tej spółki na temat przedmiotu jej działalności. W tym czasie rekomendacje analityków śmigały w górę. Skończyło się katastrofą nadzwyczaj szkodliwą dla rynku.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów Parkiet 10 maja 2022 r.

Czytaj także, bo ciekawe:

2021.11.10 Na wielbłądach w kosmos, czyli swawole statutowe

2018.06.08 Jeżeli taka spółka jest w porządku, to rynek nie jest

2014.10.15 Wesoły autobus

2004.04.05 Ryzyko mieszka w statucie

 

O sporze Agory SA z redakcją Gazety Wyborczej w świetle corporate governance

Rozrywka przynosi więcej dochodów, wymaga mniej nakładów, rodzi mniejsze ryzyko niż służba prawdzie i prawom człowieka. W profilu Agory SA Wyborcza zeszła na dalszy plan.

  • Jeżeli chcesz poznać spółkę, uważnie przestudiuj jej statut;
  • Zwróć szczególną uwagę na przedmiot działalności spółki;
  • Przejrzyj ewentualne zabezpieczenia przed wrogim przejęciem;
  • W przypadku spółki notowanej na GPW przeglądnij jej witrynę www.

Główny grzbiet Wyborczej otwieram codziennie. To wartościowy dziennik na europejskim poziomie. Zespół dziennikarski szanuje prawdę i wartości demokratyczne, broni praworządności mocno sponiewieranej przez aktualny rząd, obnaża kłamstwa polityków – chociaż nie wszystkie, gdyż jest ich zbyt wiele, by pomieściły je łamy, by znieśli je zmęczeni czytelnicy. Pismo jest wyraziste.

Witrynę Agora SA otwieram co pewien czas. Posiadane niegdyś akcje już sprzedałem, lecz nadal jestem ciekawy, jak Agora stosuje dobre praktyki spółek notowanych na GPW, czy wprowadziła zmiany do statutu, czy zmienił się skład jej organów (nazywanych przez spółkę „władzami”). Spółka jest dochodowa, przejrzysta i stabilna.

Źródło sporu Agory z redakcją Gazety Wyborczej widzę w następstwach przemian, jakie dotknęły spółkę w ostatnich dziesięcioleciach. Została ona zawiązana jako zaplecze dziennika, ale z czasem odeszła od tego powołania podejmując działalność na wielu innych niwach. Witryna Agory głosi, że jest to „Polska grupa rozrywkowo-medialna”. Widać rozrywka przynosi więcej dochodów, wymaga mniej nakładów, rodzi mniejsze ryzyko, niż służba prawdzie i prawom człowieka. W profilu Agory SA Wyborcza zeszła na dalszy plan. Inne segmenty to kino i film, wydawnictwo, reklama zewnętrzna, internet, radio, kultura – edukacja – rozrywka, na koniec gastronomia. Niemniej Grupa Agora deklaruje: „Kierujemy się wartościami, które leżą u podstaw naszej firmy, i którym pozostajemy wierni mimo zmieniających się warunków rynkowych oraz rozwoju naszej grupy. Są nimi prawda, tolerancja, poszanowanie praw człowieka i pomoc potrzebującym”. Jestem za.

Agora weszła na warszawski parkiet w 1999 roku. Niebawem, w październiku 2001 roku, uporządkowała przedmiot swojej działalności ujęty w 42 pozycjach Polskiej Klasyfikacji Działalności; po 10 latach było ich już 77, obecnie 150. Na pierwszym miejscu nadal jest wydawanie gazet, ale spółka gotowa jest zająć się także sprzedażą statków lub samolotów, bądź pośrednictwem w obrocie nieruchomościami. Zmiana przedmiotu działalności może nastąpić bez obowiązku wykupu akcji od akcjonariuszy, którzy nie godzą się na taką zmianę.

Trzeba przyznać, że z czasem znikały ze statutu przepisy kontrowersyjne, jak ten o wyborze biegłego rewidenta de facto przez zarząd spółki, rada nadzorcza miała jedynie akceptować wybór, a i to nie zawsze. Przetrwało natomiast uprawnienie zarządu do uczestnictwa w posiedzeniach rady nadzorczej z głosem doradczym (nie wiadomo, co to znaczy!); złośliwi komentują, iż zarząd doradza radzie jak ma go nadzorować. Zniknął wymóg „większości bezwzględnej ¾ głosów”. Niemniej uchwała o podziale spółki, na przykład poprzez wydzielenie z niej podmiotu odpowiedzialnego za Gazetę Wyborczą, wymagałaby ¾ głosów oddanych na walnym zgromadzeniu, co trudno sobie wyobrazić. Otóż charakterystycznym rysem ustroju Agory SA jest silne opancerzenie spółki na wypadek (skazanej z góry na niepowodzenie) próby wrogiego przejęcia. Walory posiadane przez Agora Holding sp. z o.o. dają 5 głosów na 1 akcję, przy czym statut nie określa terminu wygaśnięcia tego przywileju (sunset clause). W zestawieniu z obowiązującym w spółce ograniczeniem siły głosów  inwestorów na walnym zgromadzeniu do 20% (voting cap) daje to Agorze Holding sp. z o.o. kontrolę nad Agorą SA.

Jakiekolwiek argumenty przemawiają za rozdzieleniem skłóconych stron i wyodrębnieniem Gazety Wyborczej ze spółki, która powstała w celu wspierania pisma – są one bez znaczenia w obliczu ustroju spółki. Zarząd Agory SA jest silnie umocowany i w pewnej mierze niezależny od tradycyjnie zaprzężonej w jego rydwan rady nadzorczej. Gazeta ma swoje racje, jej właściciel ma swoje prawa. Nie mogę jednak powstrzymać się od stwierdzenia, iż corporate governance nie jest materią zastygłą, bowiem ewoluuje od prymatu dla porządku korporacyjnego ku prymatowi dla wartości. Gaśnie przekonanie, iż celem biznesu jest zarabianie pieniędzy. Dochodzi do głosu pogląd, iż na biznesie ciążą także powinności społeczne, ekologiczne, etyczne.

Moje stare, schorowane serce bije po stronie gazety. Rozsądek przemawia za tezą, iż ustrój Agory SA umacnia stanowisko zarządu, choćby nikt tam nie czytał Wyborczej. Warto obserwować przeobrażenia spółek zanim pójdą one za daleko. Sam przeżyłem to w piśmie, któremu służyłem przez lata…

Czytaj także:

2019.06.24 Czy rządząca większość już przystępuje do zapowiedzianej repolonizacji mediów?

2003.03.03 Cox wie lepiej

Na wielbłądach w kosmos, czyli swawole statutowe

Założyciele bywają gotowi porzucić materię, dla której powołano spółkę, by znienacka zająć się czymś innym bez konieczności zmiany statutu. Takie statuty są nośnikami ryzyka.

  • Ważnym obszarem potencjalnych manipulacji spółką kapitałową jest definicja przedmiotu jej działalności;
  • Istotna zmiana przedmiotu działalności jest utrudniona z uwagi na szczególne wymogi stawiane uchwałom w tej sprawie;
  • Wobec tego założyciele spółki często określają przedmiot jej działalności z fantazją i rozmachem, na wyrost;
  • Szerokie określanie przedmiotu działalności spółki nie leży w interesie inwestorów, gdyż spółka może bez ich zgody zmienić profil.

Przed kilku laty zbadałem spółkę szykującą się do IPO. Była ona (i jest) manifestacyjnie nieświadoma czym jest corporate governance. Ponadto określony w statucie przedmiot jej działalności liczył 156 pozycji, w tym badania i analizy związane z jakością żywności, działalność portali internetowych, działalność w zakresie nagrań dźwiękowych i muzycznych, zagospodarowanie terenów zieleni. Oraz produkcję miedzi i odzieży: dzianej, skórzanej, wierzchniej, a także zegarów, zegarków i mydła (o powidle nie wspomniano). Oraz budowę dróg, autostrad, dróg szynowych, kolei podziemnej. Oszołomiony skalą przedsięwzięcia, nie dowiedziałem się jednak, czym w istocie spółka się zajmuje. Zrezygnowałem z zapisu na akcje, ale spółka zadebiutowała, jej notowania rosną, weszła do indeksu sWIG80. Wniosek: inwestorzy, w tym instytucjonalni, nie biorą pod uwagę ryzyka przedmiotu działalności, zapewne nie czytają statutów, inwestują w ciemno.

Sprawa nie jest błaha. Prawo wymaga, by statut spółki akcyjnej, umowa prostej spółki akcyjnej i spółki z ograniczoną odpowiedzialnością określały przedmiot jej działalności zgłaszany do sądu rejestrowego. Istotna zmiana przedmiotu działalności wymaga uchwały walnego zgromadzenia powziętej większością kwalifikowaną. Dodatkowo w spółce akcyjnej wymaga się głosowania jawnego i imiennego, w którym każdej akcji przysługuje jeden głos bez przywilejów i ograniczeń, a skuteczność uchwały zależy od wykupienia akcjonariuszy, którzy nie zgadzają się na zmianę. Dlatego prawnicy zalecają spółkom określanie, na wszelki wypadek, przedmiotu ich działalności poprzez wpisywanie do statutu / umowy spółki możliwie licznych pozycji Polskiej Klasyfikacji Działalności. Wynika z tego, że założyciele bywają gotowi porzucić materię, dla której powołano spółkę, by znienacka zająć się czymś innym bez konieczności zmiany statutu. Takie statuty są nośnikami ryzyka.

Przed laty wykpiłem Optimus SA, gdzie przedmiot działalności obejmował ze 180 pozycji, ogromnie egzotycznych, jak produkcja cementu, wapna, gipsu itd., szklenie, chów, hodowlę i gospodarkę łowiecką, wykonywanie wykopów, oraz produkcję pasz dla zwierząt domowych. Odpisali mi gniewnie, że takie rzeczy wpisuje się do statutu na rybkę, a oni są poważną spółką. Jak poważną, okazało się, kiedy okradziono głównego inwestora.

Inna spółka, PMPG SA, ma w statucie 101 pozycji przedmiotu działalności (niedawno przybyło 3), w tym wytwarzanie i przetwarzanie koksu, sprzedaż samochodów osobowych i furgonetek, mebli, dywanów, zegarów, biżuterii, drewna, wyposażenia sanitarnego lub nieruchomości. Spółka gotowa nawet prowadzić badania naukowe. Najbardziej poruszający przykład podesłał mi ekspert rynku kapitałowego Mariusz Kanicki: PCZ SA, nienotowana spółka holdingowa pretendująca do miana medycznej miała w przedmiocie działalności i hodowlę wielbłądów, i produkcję rakiet kosmicznych. Nie dziwi, że spółka i jej interesariusze nie ujechali na wielbłądach w kosmos, ale skończyli źle.

Wielu spółkom obfitość przedmiotu działalności nie przeszkadza. Ambra SA zajmuje się także m.in. produkcją gier i zabawek (zapewne nie chodzi o grę w butelkę), sprzedażą hurtową skór, odpadów i złomu, działalnością usługową związaną z przeprowadzkami, bądź działalnością wspomagającą wystawianie przedstawień artystycznych. Statut Maxcom SA zawiera 80 pozycji przedmiotu działalności, w tym sprzedaż hurtową napojów alkoholowych, wyrobów tytoniowych, kawy, herbaty, kakao i przypraw. Energa SA może m.in. prowadzić działalność usługową związaną z poprawą kondycji fizycznej. Oraz doradztwo podatkowe. Na szczęście spółka zapewnia, że nie jest zobowiązana do wszystkiego, co objęto statutowym przedmiotem działalności.

Radzę inwestorom indywidualnym i instytucjonalnym, oraz analitykom, badanie statutów pod kątem przedmiotu działalności. Odkryją, że są też spółki traktujące materię z powagą. Dom Development ma 9 pozycji przedmiotu działalności, Grupa Polsat Plus ma 13 – i wystarczy. Natomiast po przejęciu przez PKN Orlen licznych gazet i portali komentatorzy sprawdzali, czy przedmiot działalności koncernu dopuszcza taką ekstrawagancję. Tak, dopuszcza w pozycji 67. przedmiotu działalności, chociaż przed laty nie było o tym mowy.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów Parkiet 26 października 2021 r.

Jeżeli taka spółka jest w porządku, to rynek nie jest

<> Na giełdę zmierza spółka na bakier z corporate governance, ale jej niedostatki są na polskim rynku bardzo rozpowszechnione;
<> Radą nadzorczą kieruje żona prezesa, co odbiera spółce wiarygodność; kto uwierzy w przygotowaną przez radę ocenę sytuacji spółki lub działalności zarządu?
<> Spółka prowadzi obiecującą działalność, ale statut pozwala jej zajmować się mnóstwem rzeczy, o których nie ma pojęcia;
<> Założyciele dysponują akcjami uprzywilejowanymi, co daje im większość głosów na walnym zgromadzeniu;
<> Wymóg kworum sprawa, że pod nieobecność założycieli walne zgromadzenie nie może się odbyć.

Zapowiedziano IPO spółki ciekawej pod względem profilu działalności. Przeczytałem prospekt emisyjny. Zorientowałem się, że spółka wie, na co przeznaczyć pieniądze z oferty. Przeczytałem statut. Zorientowałem się, że spółka nie zna zasad corporate governance. Odstąpiłem od pomysłu złożenia zapisu na akcje. I pomyślałem sobie, że gdyby to ode mnie zależało, ta spółka nie mogłaby wejść na giełdę. Są cztery ważne powody:

FAMILIADA! RADĄ NADZORCZĄ KIERUJE ŻONA PREZESA! To jaskrawy konflikt interesów. Rada nadzorcza powinna zachować należytą staranność, bezstronność i niezależność w ocenie sytuacji spółki i działalności zarządu. Niestety, żona prezesa w radzie nadzorczej, lub na czele rady, to w polskich spółkach publicznych zjawisko rozpowszechnione. Przy czym nie chodzi o to, czy „Madame” (jak rynek takie osoby określa) reprezentuje przymioty wymagane na tym stanowisku: wysokie kwalifikacje, doświadczenie, przydatność dla spółki. Nawet jeżeli tak – nie zmieni to stanu rzeczy, że familijna rada nie budzi zaufania. Wielu prezesów spółek o rodowodzie rodzinnym, którzy wprowadzili je na giełdę i odnieśli tam znaczne sukcesy, hardo odrzuca moje zastrzeżenia. Mówią, że wnieśli do spółki swoje życie, pracę i pieniądze, a na czele rady chcą mieć kogoś, komu ufają – więc żonę. Nie trafia do nich argument, że pod okiem żony spółka budzi ryzyko powszechnej nieufności, bo nie nadzorowany ma ufać radzie nadzorczej, a dawcy kapitału, inwestorzy. Nie trafia zapewne dlatego, ponieważ analitycy, a także inwestorzy, nawet wielcy – instytucjonalni, nie zaprzątają sobie głowy kwestią, czy spółce można zaufać. Bo komu w dzisiejszej Polsce można?

Przewodnicząca rady nadzorczej była do 30 XI 2017 r. zatrudniona w spółce na stanowisku kierownika transferu technologii. Opuszczając stanowisko, otrzymała „odszkodowanie” z tytułu zakazu konkurencji po ustaniu stosunku pracy. Właściciel wynagradzany za zakaz konkurencji wobec własnej spółki – czy to aby nie przesada?

MĘTNY PRZEDMIOT DZIAŁALNOŚCI. Jest to najbardziej rozbudowana część statutu spółki, liczy bowiem 156 pozycji. Słownie: sto pięćdziesiąt sześć. Czegoż tam nie ma! Są badania i analizy związane z jakością żywności, działalność portali internetowych, działalność w zakresie nagrań dźwiękowych i muzycznych, zagospodarowanie terenów zieleni… Produkcja miedzi i odzieży: dzianej, skórzanej, wierzchniej, a także zegarów, zegarków i mydła (o powidle nie wspomniano). Oraz budowa dróg, autostrad, dróg szynowych, kolei podziemnej. Oszołomiony rozmachem przedsięwzięcia, nie dowiedziałem się przecież, czym w istocie spółka się zajmuje. Wspomniałem i tym na Twitterze, co ktoś skomentował: „Nie liczy się KRS, ważny jest model biznesowy spółki”.

O modelu biznesowym naczytałem się najczęściej przy okazji afery Getback SA. Opowiadał o nim były prezes. Model był taki: pieniądze – hokus pokus – znikają w czarnej dziurze, samopoczucie owego menedżera śmiga ponad chmury, a rządowym plączą się języki. Przedmiot działalności tejże spółki liczył tylko 22 pozycje, ale smakowite: m.in. działalność prawniczą, doradztwo podatkowe, doradztwo w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej i zarządzania (uchowaj, Panie Boże!). Chodzi więc nie tylko o sytuacje, gdy do statutu wpisano połowę pozycji PKD, także o takie, kiedy nie wiadomo, jaka jest racja istnienia spółki. W statucie Presto SA przedmiot działalności zamknięto w kilku pozycjach, ale nic z nich nie wynika. Niesławnej pamięci PCZ SA (holdingowa spółka „medyczna”) miała hodować wielbłądy i produkować rakiety kosmiczne.

Przed laty wykpiłem Optimus SA, gdzie przedmiot działalności obejmował ze 180 pozycji, ogromnie egzotycznych, jak produkcja cementu, wapna, gipsu itd., szklenie, chów, hodowlę i gospodarkę łowiecką, wykonywanie wykopów, oraz produkcję pasz dla zwierząt domowych. Odpisali mi gniewnie, że takie rzeczy wpisuje się do statutu na rybkę, a oni są poważną spółką. Jak poważną, okazało się, kiedy okradziono głównego inwestora. Wiele w tym winy kancelarii prawnych klecących marne statuty. Oraz założycieli, gotowych porzucić materię, dla której powołano spółkę, by znienacka zająć się czymś innym bez konieczności zmiany statutu. Takie statuty są nośnikami ryzyka.

AKCJE UPRZYWILEJOWANE. Założyciele spółki posiadają spore pakiety akcji uprzywilejowanych co do głosu. Zatem nawet po wprowadzeniu do spółki nowego kapitału zachowają przewagę siły swoich akcji. Uprzywilejowanie jest bezterminowe (permanent). Obecnie spółki z akcjami o nierównych uprawnieniach (dual-class shares, DCS lub multi-class shares, MCS), w szczególności pod względem siły głosu, są lub będą w niektórych indeksach inaczej ważone, z niektórych zaś w ogóle usuwane. Lepiej traktowane są spółki, w których uprzywilejowanie akcji wygasa w oznaczonym terminie (shares with fixed-term sunset clause), ponieważ oczekuje się, że przejściowe naruszenie podstawowej zasady corporate governance jest rekompensowane gwarancją, iż większość w radzie dyrektorów przypadnie niezależnym. Omawiana spółka nie posiada sunset clause.

Polski rynek nie dba o zrównoważenie w spółkach, nawet tych notowanych, udziału w kapitale udziałem w sile głosów. Nie jest przeto atrakcyjny dla akcjonariuszy. Spółek z akcjami permanentnie uprzywilejowanymi mamy na giełdzie sporo. Dopóki inwestujemy z zamkniętymi oczami, bez wnikliwej analizy szans jakie otwiera ślepa inwestycja, rynek się jakoś kręci. Kiedy nareszcie przejrzymy, albo stracimy pieniądze, wypadnie zgasić światło.

ZAPOROWY WYMÓG KWORUM NA WALNYM ZGROMADZENIU. Statut ustanawia kworum na walnym zgromadzeniu na pułapie 50% wszystkich akcji. Oznacza to w praktyce, że bez udziału małżeństwa założycieli spółki, którzy łącznie dysponują większością akcji w spółce, walne zgromadzenie nie może się odbyć. Akcjonariusze mniejszościowi mogą sobie do woli wnioskować o zwołanie walnego, zarząd może je zwoływać, lecz gdy zabraknie kworum, walne nie będzie mogło obradować. A kiedy własność zostanie rozproszona, kworum nie zbierze się nigdy. Takie rozwiązanie statutowe pogrążyło już niejedną spółkę.

Wniosek z powyższych rozważań zawarty jest już w tytule. Jeżeli taka spółka jest w porządku, jeżeli nie budzi obaw rynku, zastrzeżeń akcjonariuszy, to rynek nie jest w porządku i nie warto na nim inwestować. C.b.d.o.

Czytaj także, m.in.:
2017.12.04 Giełdowy Kraków i rodzinne związki
2015.08.27 Żony, córki, matki, wnuk
2004.12.13 Dziurawy statut, pełna kieszeń
2004.04.05 Ryzyko mieszka w statucie
2017.05.17 O sile głosu z akcji, czyli zamachu czasu na kapitał
2005.05.16 Pułapka statutowa