Archiwa tagu: rada na

Nadzór krzepi [2001]

UNFE usiłuje upośledzić prawa korporacyjne funduszy emerytalnych, wystawić je na ryzyko.

O sile rynku kapitałowego decyduje zaangażowanie inwestorów instytucjonalnych. Dysponują oni wartościami najbardziej pożądanymi: pieniędzmi, czasem i umiejętnością sprawowania twórczego nadzoru nad działalnością spółek. Najpierw starannie wybrali te spółki jako obiecujące, potem systematycznie inwestowali w nie, w końcu rozumnie uczestniczą w nich poprzez udział w walnych zgromadzeniach i obsadzanie miejsc w radach nadzorczych swoimi kandydatami.

Inwestorzy instytucjonalni (fundusze emerytalne, fundusze inwestycyjne, towarzystwa ubezpieczeniowe, banki zarządzające aktywami klientów) nie łudzą się, że starczy inwestować długoterminowo, a wartość ich portfeli sama zwiększy się z upływem czasu. Takie podejście do inwestowania byłoby lekkomyślne. Rodziłoby ogromne ryzyko, na jakie poważny inwestor nie może sobie pozwolić. Sprowadza się ono do tego, że spółka, spuszczona z oka, nie spełni oczekiwań, będzie przynosić straty, a jej majątek rozpłynie się gdzieś. Często tak bywa w spółkach źle strzeżonych.

Inwestycje nie są niedźwiedziami, które zapadają w sen zimowy. Należy je pielęgnować. Inwestorzy instytucjonalni wzbogacają rynek dzięki temu, że przyczyniają się do wzrostu wartości spółek wybranych do swoich portfeli. Należycie sprawowany nadzór nad działalnością tych spółek jest działalnością twórczą, gdyż krzepi je, umacnia fundamenty, otwiera perspektywy rozwojowe. Ryzyko inwestycji jest tym mniejsze, im pilniej inwestor dogląda, jak jego pieniądze pracują. Jest więc sytuacją korzystną dla spółki i dla rynku, że inwestor długoterminowy zasiada w radzie nadzorczej, skąd lepiej widzi spółkę i swoje w niej interesy.

Stąd oczywisty wniosek: inwestorzy instytucjonalni winni zabiegać o miejsca w radach nadzorczych spółek, których akcje nabyli na dłużej. Ich udział w radach sprawi, że rady będą lepiej odzwierciedlać strukturę akcjonariatu, a także, że składy rad staną się bardziej stabilne, co wzmocni jakość nadzoru, zaś to z kolei zwiększy wartość spółki. Jeżeli inwestorem jest fundusz emerytalny, jego udział w nadzorze nad spółką jest niewątpliwie korzystny dla uczestników funduszu, ponieważ służy zmniejszeniu ryzyka inwestycji. Bywa także korzystny dla spółek: fundusze są zmuszone do nadrabiania innowacyjnością przyrodzonego wstrętu do ryzyka. Wymuszają też na spółkach przestrzeganie zasad porządku korporacyjnego. Kreują dobrą reputację spółek. Obecność funduszy w radzie jest dla rynku czytelnym sygnałem, że w spółce nie dzieje się źle.

Tak jest w świecie, lecz jeszcze nie w Polsce. Rodzime fundusze jeszcze nie otrzymały należnych składek. Dopiero zaczynają inwestować. Zaledwie w kilku spółkach zgromadziły już takie pakiety, by myśleć o miejscach w radach. Przeciwko uczestnictwu funduszy emerytalnych w radach nadzorczych spółek z ich portfela wypowiada się jednak stanowczo Urząd Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi (UNFE). Uważa on, że fundusze powinny biernie inwestować środki, rezygnując z kontroli nad nimi. Udział towarzystw zarządzających funduszami w koncercie inwestorów może bowiem (w opinii urzędu) prowadzić do sytuacji, że będą one grały tak samo, jak ich akcjonariusze, co nie leży w interesie uczestników – przyszłych emerytów.

UNFE obawia się też, że pracownicy towarzystw, które zarządzają funduszami, będą pilnować swoich posad w radach, a nie interesu uczestników. Oraz, że za ich członkostwo w radach nadzorczych spółek portfelowych w ostateczności zapłacą uczestnicy funduszu. Bardzo ciekawe, jak. Swoją drogą: urzędniczy lęk przed wydaniem grosza bywa irracjonalny, czasem przekreśla milionowe zyski. Sroga postawa UNFE byłaby zrozumiała, gdyby służyła zmniejszeniu ryzyka inwestycji. Skutek jest wręcz odwrotny. Ryzyko znacznie wzrasta. Ustawa ogranicza funduszom emerytalnym swobodę inwestowania. Dla bezpieczeństwa, nie dla widzimisię. UNFE usiłuje upośledzić ich prawa korporacyjne, nie mając do tego podstaw. Straci na tym rynek, stracą spółki i uczestnicy funduszy.

Fundusze emerytalne potrzebne są rynkowi, jak rynek potrzebny jest im. Lecz rynek potrzebuje nie tylko ich pieniędzy. Także ich cierpliwości. Także ich wysiłków zmierzających do powiększania z czasem wartości inwestycji. Także ich wkładu w ochronę praw akcjonariuszy mniejszościowych. UNFE obawia się współdziałania funduszy, lecz takie współdziałanie leży w naszym i ich interesie, nie urągając czystej konkurencji. Jak do tej pory, fundusze zachowują się bardzo dojrzale, nad podziw odpowiedzialnie, zręcznie łącząc własne interesy z interesami rynku i drobnych akcjonariuszy. Zapewne jedną z przyczyn takiego poprawnego zachowania jest bojaźń funduszy przed UNFE. Czy trzeba kolejnych dowodów na pożytki płynące z nadzoru?

Tekst ogłoszony 2 stycznia 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka