Archiwa tagu: refusenicy

Jawność po niemiecku [2005]

Czas wyjść z Okopów Świętej Trójcy i zaniechać sprzeciwów wobec wymogu ujawniania zarobków menedżerów.

W interesie uczestników rynku leży poddanie się pewnym ograniczeniom. Współcześnie przybierają one postać zasad dobrej praktyki. Jeżeli rynek nie przyjmie ich z własnej woli, nie będzie przestrzegać w dobrej wierze, przyjdzie mu to czynić pod przymusem. Gdzie bowiem dobra praktyka nie zjedna sobie szacunku, tam wkroczy na rynek prawo, wyposażone w sankcje. Na to zanosi się w Niemczech, a sprawa jest nam bliska. Chodzi o ujawnianie wysokości indywidualnych zarobków członków zarządów spółek publicznych.

Przed trzema laty Niemcy wprowadziły zbiór zasad dobrej praktyki spółek publicznych. Na czele zespołu redakcyjnego stał Gerhard Cromme, przewodniczący rady nadzorczej koncernu Thyssen–Krupp. Jedna z zasad przewiduje ujawnianie wysokości wynagrodzeń menedżerów. Do tej pory spośród 30 największych spółek indeksu Dax, tylko 10 stosuje tę zasadę w praktyce. Wśród pozostałych, zjadliwie nazwanych przez Financial Times „refusenikami”, znalazły się takie gwiazdy niemieckiej gospodarki, jak Munich Re i Daimler–Chrysler. 10 innych spółek z Dax–30 zapowiedziało przyjęcie wspomnianej zasady w bieżącym roku. Minister sprawiedliwości Brigitte Zypries postawiła rynkowi ultimatum: jeżeli do połowy 2005 roku przynajmniej 80% spółek nie podporządkuje się wymogowi ujawniania wysokości zarobków menedżerów, przedsięwzięta zostanie inicjatywa legislacyjna zmierzająca do ustanowienia takiego obowiązku. Wiele wskazuje, że w wyznaczonym terminie wspomniany warunek nie zostanie spełniony.

Grupa 21 lewicowych parlamentarzystów wniosła więc projekt stosownej ustawy już 19 stycznia b.r. Zmierza on dalej, obejmując wszystkie spółki publiczne, które zostałyby zobowiązane do ujawnia wszystkich składników wynagrodzenia wszystkich członków zarządu. W tym wysokości premii, wartości opcji, składek emerytalnych, oraz odszkodowań przewidzianych na wypadek przejęcia zarządzanej przez nich spółki. Polskie zasady dobrej praktyki także przewidują ujawnianie przez spółki publiczne wysokości zarobków wszystkich członków zarządu w rozbiciu na poszczególne składniki wynagrodzenia. Jak w Niemczech, wiele polskich spółek ociąga się ze spełnianiem tego wymogu (bądź złożeniem jasnego wyjaśnienia, dlaczego wymogu nie spełnia). Czy w Polsce także zostanie powzięta inicjatywa ustawodawcza?

Przeciwko ujawnianiu wysokości płac członków zarządu wysuwany bywa dyżurny argument, że pokrzywdzi ich to niesłychanie, naruszając sferę prywatności. Zarobki prezesa spółki publicznej nie są jednak wcale jego prywatną sprawą. Są one wypłacane nie z czyjeś prywatnej szkatuły, a z pieniędzy spółki. Akcjonariusze mają przeto prawo znać sprawę we wszystkich szczegółach. Kto czuje się naprawdę pokrzywdzony ujawnieniem jego apanaży, niech przejdzie do spółki niepublicznej, gdzie zarobki są sprawą poufną. Natomiast na rynku publicznym mechanizm opłacania menedżerów jest jednym z ważnych kryteriów oceny spółki. Jeżeli informacje na ten temat są pełne i prawdziwe, można na ich podstawie ocenić, jak spółka jest zarządzana, jak jest nadzorowana i jakie są jej strategiczne cele. Przejrzystość wynagrodzeń jest także jednym z kryteriów oceny jakości rynku.

Podnoszone są wreszcie uwagi, że ujawnienie zarobków będzie prowadzić do ich zrównywania (jedni obawiają się, że w górę, natomiast inni – że w dół). Jawność – nie tylko zarobków, lecz w ogóle wszelkich informacji – nie leży w niemieckiej tradycji. Im więcej w społeczeństwie populizmu (historia dowiodła, że w Niemczech bywa on szczególnie niebezpieczny), tym trudniej o zrozumienie, że szczodre opłacanie menedżerów, obsypywanie ich przywilejami, ma walor motywacyjny. Niejednokrotnie bywa to korzystne dla akcjonariuszy, rynku, gospodarki.
Sytuacja Niemiec jest specyficzna. Niedawno zakończył się opisywany tutaj kilkakrotnie proces w sprawie wycieku pieniędzy z Mannesmanna, który zaciążył na reputacji prezesa Deutsche Banku, a zwłaszcza niemieckiego porządku korporacyjnego. Jeżeli słowo „porządek” jest tutaj w ogóle zasadne… Wprawdzie w Niemczech przyjęto zalecenie, że przejście członka zarządu do rady nadzorczej powinno być poprzedzone przynajmniej pięcioletnią kwarantanną, lecz pozostało ono na papierze: większość przewodniczących rad nadzorczych największych niemieckich spółek to byli prezesi zarządów.

W przypadku Niemiec sprawdza się zasada, że niedostatek governance w spółkach idzie w parze z niedostatkiem governance w państwie. Krajem wstrząsają skandale związane z pokątnym finansowaniem polityków przez korporacje, jak RWE, Bertelsmann, Volkswagen. Dostrzega się na tym tle potrzebę czystych zasad. W tej sprawie szykowana jest kolejna inicjatywa legislacyjna. A za nią pójdzie następna, w sprawie jawności informacji. Mehr Licht – więcej światła!

Tekst ogłoszony 31 stycznia 2005 r. w tygodniku Gazeta Bankowa
Czytaj także:
2003.10.13 Przypadek Ackermanna