Archiwa tagu: rezygnacja członka rady nadzorczej

Dziurawy statut, pełna kieszeń [2004]

Dopiero przestudiowanie statutu spółki daje wyobrażenie o ryzyku związanym z inwestowaniem w jej papiery.

Spółki idą czwórkami na giełdę, inwestorzy na wyścigi obejmują akcje przy wysokich redukcjach zapisów. To objawy dobrej koniunktury. Gorączkę rynku mogłaby ostudzić uważna lektura statutów. Albowiem chociaż statut nie jest zwierciadłem spółki, przecież nierzadko wskazuje, którędy mogą wyciec z niej pieniądze. W statutach wcale nierzadko spotyka się błędy prawne i (albo) rozwiązania niekorzystne dla akcjonariuszy. Przejrzałem więc statuty kilku (przypadkowo wybranych) spółek, które ostatnio zwróciły się do inwestorów po kapitał. Są to WSiP, TVN, CCC i Eurocash.

Rzuca się w oczy praktyka bardzo szerokiego zakreślania przedmiotu działalności. Jest to podyktowane osobliwym przekonaniem, że jutro spółka może odkryć swoje przeznaczenie na niwie różnej od tej, jaką uprawia dzisiaj, przeto – na wszelki wypadek, by uniknąć mitręgi związanej ze zmianą statutu – warto od razu objąć przedmiotem jej działalności, co komu zaświta w głowie. Stąd przedmiot działalności WSiP obejmuje 45 pozycji, w tym m.in. sprzedaż hurtową artykułów gospodarstwa domowego, elektrycznych i innych. Przedmiot działalności TVN to 57 pozycji, w tym przedsięwzięcia tak ryzykowne, jak leasing finansowy, udzielanie kredytów, pośrednictwo finansowe. Leasingiem i pośrednictwem finansowym może zajmować się także CCC, a prócz tego m.in. wykonywaniem instalacji gazowych, wodno-kanalizacyjnych i transportem pasażerskim. Eurocash (65 pozycji) to m.in. zarządzanie nieruchomościami na zlecenie.

W kilku przypadkach założyciele spółek pragną zachować w nich szczególną pozycję dzięki uprzywilejowaniu akcji (CCC), bądź przywilejowi powoływania większości członków rady nadzorczej (Eurocash, TVN) bądź wyposażeniu członka rady powołanego przez posiadaczy danej klasy akcji w prawo weta w stosunku do uchwał rady w niektórych sprawach (TVN). Najwięcej absurdalnych postanowień zawiera statut Eurocash. Należy do nich wymóg, by członkowie rady nadzorczej, w tym nawet wybrani w drodze głosowania odrębnymi grupami, spełniali warunki ustalone w… załączniku do regulaminu rady nadzorczej. Oraz wymóg, by rezygnacja członka rady nadzorczej składana była z sześciotygodniowym wyprzedzeniem i notyfikowana nie tylko spółce, lecz także jednemu z jej akcjonariuszy. Oraz dopuszczenie do odbywania przez radę nadzorczą posiedzeń w tzw. drugim terminie i podejmowania na nim uchwał, „bez obowiązku spełnienia wymogu quorum” (prawo nie dopuszcza do podejmowania przez radę uchwał na posiedzeniu w warunkach braku kworum, wynoszącego co najmniej połowę jej członków). Oraz dopuszczenie do odbywania przez radę nadzorczą posiedzeń bez formalnego zwołania (prawo nie przewiduje takiej procedury). Oraz uzależnienie skuteczności odwołania członka rady nadzorczej przez walne zgromadzenie od równoczesnego powołania nowego członka rady, co grozi spółce obstrukcją.

Statut TVN dopuszcza procedury podejmowania uchwał przez zarząd poza posiedzeniami, w trybie pisemnym, oraz uczestniczenia członków zarządu w jego posiedzeniach za pośrednictwem środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, „co będzie uznawane za osobiste uczestniczenie w posiedzeniu”. Uważam, ze takie procedury powinny być ze wszech miar tolerowane przez prawo, ale niestety nie są. Obecnie zarząd może podejmować uchwały tylko na posiedzeniu, a korzystanie ze środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość zostało zastrzeżone, jeżeli dopuszcza je statut, wyłącznie dla członków rady nadzorczej.

Statut CCC uprawnia prezesa zarządu do uczestniczenia w posiedzeniach rady nadzorczej. Uważam, że rada nadzorcza powinna współpracować z zarządem i możliwie często zapraszać go, w pełnym składzie, na swoje posiedzenia, ale przyznanie członkom zarządu, lub tylko jednemu z nich, prawa uczestniczenia w posiedzeniach rady „z urzędu” godzi w suwerenność rady. Nawet w krajach, gdzie zarząd i nadzór skupione są w jednym organie, kładzie się nacisk na konieczność periodycznego spotykania się nadzorców bez obecności zarządców. Z kolei statut WSiP dwakroć ogranicza uprawnienie rady nadzorczej do delegowania swoich członków do samodzielnego pełnienia określonych czynności nadzorczych. Po pierwsze, rada może udzielić takiej delegacji tylko „z ważnych powodów”, co nic w istocie nie znaczy, lecz daje kanwę do sporów. Po drugie, rada może udzielić delegacji tylko na czas oznaczony.

Wskazane tu dziury w statutach mają różny ciężar gatunkowy. Niewiele spółek publicznych działa na podstawie statutu będącego dziełem sztuki prawniczej. Za to poważne błędy spotyka się w wielu statutach. Statut Eurocash zawiera ich zbyt wiele, zbyt poważnych. Spółka w ostatniej chwili zrezygnowała z publicznej emisji. Słusznie! Z tak dziurawym statutem nie sposób napełnić sobie kieszeni.

Tekst ogłoszony 13 grudnia 20014 r. w tygodniku Gazeta Bankowa

Hinduska wdowa [2002]

Teoria i praktyka różnią się w kwestii, w czyim interesie powinien działać członek rady nadzorczej. W środowisku prawniczym panuje teoria, że członek rady nadzorczej nie powinien utożsamiać się z interesem inwestora, któremu zawdzięcza wybór. Kiedy dojdzie do konfliktu interesów spółki i inwestora, członkowie rady nadzorczej winni dać prymat interesom spółki. W praktyce bywa inaczej. Członkowie rad nadzorczych zajmują różne postawy, zależne od sposobu umocowania ich w radzie. Jest w radach grono osób niezależnych, zarówno od samej spółki, jak od poszczególnych inwestorów. Tylko od nich można oczekiwać, by wzbili się ponad doraźne (i sprzeczne!) interesy poszczególnych inwestorów.

Rzecz w tym, że w polskich radach jest niewielu niezależnych członków. Otóż, paradoksalnie, inwestorom nie zależy na tym, by nadzór nad spółkami przekazać w ręce osób działających w interesie spółek. Inwestor niekoniecznie kieruje się dobrem spółki. Często patrzy, jak by z niej coś urwać. Niekoniecznie przeto współpracuje z innymi inwestorami. Często patrzy, jak by ich wykiwać. Natomiast niezależni członkowie rad nadzorczych dają baczenie na to, by nikt nie urywał i nie kiwał, więc nie dla wszystkich bywają wygodni.

Coraz więcej miejsc w radach nadzorczych obsadzają inwestorzy finansowi. Niektórzy wchodzą do spółki na dłużej. Inni wpadają na chwilę i zajmują miejsca blisko wyjścia. Jedni i drudzy chętnie kierują swoich ludzi do pracy w radzie nadzorczej. Członkowie rady nadzorczej zatrudnieni w instytucjach finansowych, które nabyły pakiet akcji spółki i mogą z tego tytułu obsadzać miejsca w radzie, kierują się lojalnością względem swojej macierzystej firmy. Gdyby interes tej firmy okazał się rozbieżny z interesem spółki – tym gorzej dla spółki. Pracownicy instytucji finansowych sprawują nadzór nad licznymi spółkami, w które ich firma zainwestowała. Nie przywiązują się oni do poszczególnych spółek, jak nie przywiązuje się ich firma. Nie przywiązują się także do swoich miejsc w radach nadzorczych. Kiedy tylko macierzysta firma wychodzi z inwestycji – składają rezygnację.

Różne bywają tylko bezpośrednie motywy tych rezygnacji. Podzielę je na trzy grupy. Niektórzy rezygnują pod naciskiem macierzystej firmy, która nie chce, żeby jej personel zajmował się czymkolwiek prócz służby dla pracodawcy (a zajmowanie się spółką, która wypadła z portfela, przestało leżeć w jego interesie). Inni rezygnują z braku czasu na zajmowanie się czymkolwiek poza pracą zawodową (a zajmowanie się spółką, która wypadła z portfela, nie należy dłużej do ich zadań). Są też tacy, którzy rezygnują w obawie przed konfliktem interesów, skoro ich mocodawca może zainwestować w konkurencyjną spółkę i właśnie im powierzyć zajęcie się jej sprawami.

Polskie spółki pilnie potrzebują dobrej praktyki nadzoru. Przybliżymy się do tego celu propagując zalety statusu niezależnych członków rad nadzorczych. Oddalamy się od tego celu nie dostrzegając, że w radach nadzorczych pracują także członkowie pod wieloma względami zależni od swoich mocodawców. Nie ma sensu walczyć z tym zjawiskiem, ani potępiać go. Walczę z traktowaniem rad nadzorczych jako drzwi obrotowych, w które co chwilę ktoś wchodzi, by zaraz potem wyjść. Głoszę korzyści płynące za stabilnego nadzoru. Ale nie rzucam gromów na przedstawicieli instytucji finansowych, którzy ustępują z rad nadzorczych, kiedy ich mocodawca wycofał się ze spółki. Problem tkwi jednak w tym, że kiedy inwestorzy stadnie opuszczają spółkę, stadna rezygnacja członków rady pozbawia spółkę nadzoru.

Tak stało się w MCI Management. W ostatnich miesiącach z rady nadzorczej ustąpiło bodaj sześciu członków (‘bodaj’, gdyż nie wszystkie komunikaty spółki są ogłaszane na witrynie Onet). Jeden za powód rezygnacji podał konflikt interesów. Dwóch nie podało powodów. Jeden nieprzekonująco zasłonił się przyczynami osobistymi. Dwóch wskazało na obniżenie przez ich mocodawców zaangażowania w spółkę.

Z tego wniosek, że kiedy inwestor wycofuje się ze spółki, umocowany przez niego członek rady nadzorczej traci tytuł do stanowiska. Hinduska wdowa też idzie na stos wraz ze zwłokami męża. Statut spółki sankcjonuje tę praktykę. Tak długo jak oznaczony w nim akcjonariusz posiada co najmniej 20 procent głosów na walnym zgromadzeniu, powołuje on i odwołuje dwóch członków rady nadzorczej (liczącej od trzech do sześciu członków). Jest to dopuszczalne. Traci on to uprawnienie w przypadku zejścia poniżej progu 20 procent głosów. Wówczas mandaty powołanych przez niego członków rady wygasają. „Stwierdzenie wygaśnięcia mandatów dokonuje w formie uchwały rada nadzorcza na swoim najbliższym posiedzeniu”. Także to rozwiązanie jest dopuszczalne. Osłabia ono szlachetną i nieżyciową teorię, że członek rady ma dawać prymat interesom spółki nad interesami mocodawcy.

Tekst ogłoszony 14 stycznia 2002 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.