Archiwa tagu: split akcji

ZERO i jego siła przyciągania kursów akcji marnych spółek

Split akcji to produkcja złudzeń, działanie na szkodę giełdy, impuls do jałowej spekulacji. Współpraca zarządu i rady nadzorczejZłudne są założenia, że obniżenie wartości nominalnej akcji pobudzi obrót, przyciągnie rzesze nowych inwestorów, uczyni spółkę bardziej atrakcyjną w oczach rynku kapitałowego. Powaga giełdy cierpi, ponieważ notowania wielu spółek sprowadzone zostają do groszy, więc nawet minimalny ruch notowań oznacza zmianę ceny o kilkanaście, kilkadziesiąt procent. Absurdalne operacje dzielenia akcji może i dały zarobić niektórym spekulantom, ale bardzo zaszkodziły spółkom, które później mogą, znacznym kosztem, dokonać scalenia akcji (potocznie nazywanego odwrotnym splitem), ale nie mogą już odkupić reputacji. Spółki bardzo nisko wyceniane straciły przy tym motyw do obecności na giełdzie, skoro nie mają już możliwości uplasowania emisji nowych akcji: albo ciąży im kiepska opinia, albo brak im zdolności emisyjnej, albo dotknęło je jedno i drugie.

Pojawienie się na polskiej giełdzie spółek mutantów, zwanych groszówkami, zawdzięczamy fatalnej nowelizacji Ksh z 2003 roku, obniżającej – bardzo niski przecież! – minimalny próg wartości nominalnej spółki akcyjnej z 1 złotego do 1 grosza. Uzasadniano to oczekiwaniem na sprawniejsze funkcjonowanie rynku, wzrost obrotów na giełdzie itd, ple ple ple. Kiedy pękły ostatnie bariery rozsądku, w 2013 r. podjąłem piórem walkę z groszówkami (zobacz poniżej „CZYTAJ TAKŻE”), co być może przyczyniło się do podjęcia pewnych kroków przez warszawską giełdę. Wyraziłem wówczas opinię, niestety proroczą, że „w stosunku do marnych spółek zero ma znaczą siłę przyciągania”. Nie wszyscy byli tego zdania. Przeciwko usiłowaniom ku przymuszania groszówek do scalenia akcji protestowało – specjalnie chyba w tym celu zawiązane – „Stowarzyszenie Inwestorów Giełdowych”, skupione wokół znanego inwestora manipulującego wartością nominalną spółek ze swojej obory (słowo „stajnia” byłoby tu nazbyt eleganckie). Nazwa tej trzódki miała dezorientować opinię publiczną poprzez budzenie skojarzeń z szanowanymi organizacjami: Stowarzyszeniem Inwestorów Indywidualnych i Stowarzyszeniem Emitentów Giełdowych.

10 listopada w „Parkiecie” Kamil Majcher ogłosił ciekawą analizę „Scalenie nie jest receptą na spadki”. Lead artykułu głosi: „Od początku 2014 r. 101 spółek scaliło swoje walory. Od tego czasu zdecydowana większość z nich potaniała. Akcje tylko nielicznych emitentów dały zarobić”. Nie wszystkie spółki stoczyły się na dno akurat w następstwie dzielenia akcji, niektóre spadały od zawsze w zgodzie z naturą rynku. Ważna jest konkluzja, że aż 74. spółkom reverse split nic nie dał – spadają dalej, a siedmiu emitentów zawieszono. Autor artykułu wyliczył także, że od roku 2014 r., kiedy GPW przebudziła się i podjęła walkę z groszówkami, 14 spółek dokonało splitu akcji, co jedynie w 3 wypadkach pobudziło wzrost notowań. W trzech przypadkach na czternaście to nawet zaklinaczom deszczu się udaje.

Znamienny jest przypadek Petrolinvestu. W pierwotnej ofercie publicznej akcje spółki rozeszły się po 227 zł. 16 lipca 2007 r., na otwarciu premierowej sesji notowano je po 390 zł, na zamknięciu już po 590 zł. W ciągu trzech kolejnych sesji kurs zwyżkował do 750 zł. 19 lipca 2016 r. zostały bezterminowo wykluczone z obrotu na rynku regulowanym. Po scaleniu w stosunku 16:1 (z 15!! gr aż na 2,4 zł) akcje powróciły do notowań po 4 zł. Liczę: 16 x 227 (cena z IPO) daje 3.632 zł, 16 X 750 (cena ze szczytu) to 12.000 zł, czyli 3.000 razy więcej niż ostatnio… Karuzela notowań przyprawia o zawrót głowy. Takie zawroty głowy dają zmąconym krytykom pożywkę do teoryjek, że giełda to kasyno, że nie wnosi wartości w gospodarkę narodową, że notowania to same przekręty. Nie tylko menele tak myślą. Także niektórzy posłowie.

Analitykom, którzy rozważają zastosowanie do spółek groszowych kanonów analizy technicznej, proponuję więc opracowanie formacji zawrotu głowy. Ja natomiast pozostaję przy twierdzeniu, że zero zachowuje swoją moc przyciągania kursów akcji marnych spółek.

Czytaj także:
2013.09.14 Przestrzeń dla spadków
2013.01.26 Bezwartość nominalna
2013.12.16 Awers, rewers i kant
2013.07.10 Grosz z dziurką
2013.01.04 Złamany grosz
2013.12.18 Głupoty są wolne od podatku

O pułapce utraty zdolności emisyjnej

Jeżeli możliwa do uzyskania na rynku cena nowych akcji ukształtuje się trwale poniżej ich wartości nominalnej, spółka straci zdolność emisyjną, czyli możliwość pozyskiwania kapitału poprzez emisję akcji.

Zapowiedziany przez ministra Krzysztofa Tchórzewskiego i przećwiczony na przykładzie PGE SA manewr przenoszenia w spółkach energetycznych części kapitału zapasowego do kapitału zakładowego spotkał się z krytyką z aż kilku powodów. Po pierwsze, taka czynność jest opodatkowana, co prowadzi do zmniejszenia kapitałów własnych spółki, w której zostaje ona dokonana. Po drugie, zubożona spółka traci nie tylko pieniądze, także sympatię rynku. Po trzecie, straty spółki nie są rekompensowane materialnymi korzyściami jej samej lub jej akcjonariatu; jedynie fiskus zyskuje pieniądze. Po czwarte, akcjonariusze zostają narażeni na ryzyko strat, i to dwojakich, w następstwie spadku kursu akcji oraz obniżenia dywidendy, bądź nawet jej utraty. Po piąte, rzeczywistym celem takiej operacji jest wypchnięcie akcjonariuszy mniejszościowych ze spółek z udziałem Skarbu Państwa.

Minister zapowiada stopniowe przenoszenie środków z kapitału zapasowego na kapitał zakładowy; w grę wchodzi, jak powiada, nawet 50 miliardów złotych, które dzięki owej operacji nie zostaną skierowane „na dywidendy, czy na inne rzeczy”. Jeszcze bardziej niepokoi mnie argumentacja, jakoby wspomniana machinacja przynosiła dotkniętej nią spółce korzyści, i to dwojakie. Miałaby ona otóż zwiększać wiarygodność płatniczą spółki, miałaby także wzmocnić jej akcjonariuszy mniejszościowych, stających się dzięki niej posiadaczami akcji o wyższej wartości nominalnej. Wpływ takiej operacji na „wiarygodność płatniczą” spółki w oczach wierzycieli bazuje na domniemaniu. O wartość nominalną akcji – wartość prawdziwą i trwałą, w przeciwieństwie do kapryśnej ceny – inwestorzy niestety nie dbają, zresztą ze szkodą dla siebie.

GDY PODWYŻSZENIE TO OBNIŻENIE
Podwyższenie kapitału akcyjnego z reguły ma na celu przysporzenie spółce nowych środków wniesionych przez inwestorów z racji objęcia nowej emisji akcji. Operacja zasilania kapitału zakładowego środkami kapitału zapasowego (nazywana kapitalizacją rezerw) nie zwiększa kapitałów własnych spółki; obniża je o kwotę należnego podatku. Jest to czynność prawnie dopuszczalna, niemniej podlegająca istotnym warunkom i ograniczeniom. Kapitał zapasowy ma charakter obligatoryjny, spółka tworzy go w celu ochrony kapitału zakładowego (zwanego dawniej akcyjnym) poprzez pokrywanie strat, gdyby do nich doszło. Należy więc utrzymywać kapitał zapasowy w wysokości co najmniej jednej trzeciej kapitału zakładowego; wzrost kapitału zakładowego, poprzez czy emisję nowych akcji, czy podniesienie wartości nominalnej akcji już istniejących, automatycznie podniesie minimalny próg kapitału zapasowego, czyli ukrytą w nim i przewidzianą przez prawo żelazną rezerwę spółki. Nawet walne zgromadzenie nie może uchwalić uchylenia lub ograniczenia obowiązku przelewania części zysku na kapitał zapasowy tak długo, aż osiągnie on próg bezpieczny dla spółki i wymagany prawem. Przy czym należy pamiętać, że w działalności gospodarczej straty są zjawiskiem pospolitym, nie zawsze wywoływanym złą koniunkturą lub kataklizmami o charakterze nadzwyczajnym; mogą być one też skutkiem nieudolnego zarządzania, niekompetentnego nadzoru, karuzeli kadrowej, upolitycznienia gospodarki – czyli zjawisk, z którymi dzisiaj powszechnie mamy do czynienia.

W nagłośnionym przypadku PGE wartość nominalna akcji wzrosła z 10 zł do 10,25 zł. Lecz minister zapowiada, że w niektórych spółkach z czasem nastąpi nawet podwojenie wartości nominalnej akcji. Na papierze wygląda to inaczej niż w rynkowej rzeczywistości. Spółki poddane takim machinacjom stracą możliwość emitowania nowych akcji, a tym samym – rozwijania lub kontynuowania działalności. Otóż kapitał zakładowy dzieli się na akcje o równej wartości nominalnej. Spółka może go podwyższyć poprzez emisję nowych akcji, ale w cenie nie niższej od wartości nominalnej, albo ze środków własnych, co planuje minister Tchórzewski. Lecz im wyższa wartość nominalna akcji, tym wyższa cena, jaką spółka musiałaby uzyskać za nowe akcje w przypadku ich emisji, publicznej lub prywatnej, zamkniętej lub otwartej. Akcje nie mogą być emitowane, ani obejmowane, poniżej wartości nominalnej. Wniosek: podnoszenie kapitału zakładowego ze środków spółki, bez wsparcia jej pieniędzmi pozyskanymi z rynku, może pozbawić ją zdolności emisyjnej.

ZDOLNOŚĆ EMISYJNA
Zdolność emisyjna to pojęcie wieloznaczne, najczęściej występujące w fizyce kwantowej. Na gruncie prawa oznacza ono przymiot przysługujący podmiotom uprawnionym do emitowania papierów wartościowych. Natomiast z punktu widzenia praktyki zdolność emisyjna spółki polega na możliwości uplasowania przez nią na rynku nowej emisji akcji. Jeżeli możliwa do uzyskania na rynku cena nowych akcji ukształtuje się trwale poniżej ich wartości nominalnej, spółka straci zdolność emisyjną, czyli możliwość pozyskiwania kapitału poprzez emisję akcji. Kiedy rynek uświadomi sobie, że spółka trwale utraciła zdolność emisyjną, może odwrócić się od niej jako niezdolnej do pozyskiwania nowego kapitału.

Nie zwraca się uwagi na fakt, że niektóre spośród spółek z domeny powierzonej ministrowi Tchórzewskiemu nie mają już zdolności emisyjnej. Lecz dlaczego spółki z udziałem Skarbu Państwa miały zostać wyłączone spod ocen racjonalności inwestowania w ich walory? Wartość nominalna akcji Tauronu PE wynosi 5 zł, a akcji Energi 10,92 zł, w obu wypadkach znacznie powyżej bieżących notowań. Notowania PGE kształtują się blisko sztucznie podwyższonej ostatnio wartości nominalnej akcji (10,25 zł), ale nie zdziwię się, gdy spadną poniżej jej. I ta spółka straci wówczas zdolność emisyjną – jakże bez niej pozyskiwać środki, planować budowę elektrowni atomowej? To szkopuł, o którym minister zapewne nie pomyślał.

KIEDY NASTANIE CIEMNOŚĆ
Pojęcie zdolności emisyjnej traci znaczenie w warunkach odbiegających od praktyki rynku. Nawet kiedy wartość nominalna akcji trwale przekracza bieżące notowania, spółka może przeprowadzić udaną emisję akcji, jeżeli obejmą je inwestorzy gotowi zapłacić wyższą cenę. Mogą się oni kierować różnymi motywacjami, na przykład działać pod naciskiem państwa. Przypuszczam, że Skarb Państwa sam nie wspomoże w ten sposób spółek pozbawionych zdolności emisyjnej, ponieważ nie ma pieniędzy. Mógłby natomiast skłonić spółki ze swojej domeny do obejmowania akcji innych spółek z tej domeny emitowanych w cenie przewyższającej ich bieżące notowania, ale odpowiadającej papierowej wartości nominalnej. Przecież niejednokrotnie pieniądze spółek z udziałem Skarbu Państwa płyną na cele ekonomicznie wątpliwe. Można tu wskazać niektóre inwestycje surowcowe, zwłaszcza górnictwo węgla kamiennego. Zdaniem wielu – także repolonizację banków.

W teorii przywracaniu zdolności emisyjnej służy obniżanie wartości nominalnej akcji poprzez ich podział. Spółki dokonujące częstych splitów akcji są istną plagą rynku. Nie sądzę, by w przypadku spółek energetycznych taka praktyka licowała z przypisywaną im powagą podmiotów o znaczeniu strategicznym. Gdyby jednak Skarb Państwa zdołał – do czego dąży – pozbyć się z tych spółek niechcianych akcjonariuszy mniejszościowych, mógłby przywrócić spółkom ich zdolność emisyjną poprzez przeniesienie części kapitału zakładowego z powrotem na zapasowy. Tak postąpiono na mocy ustawy z 30 kwietnia 1993 r. o narodowych funduszach inwestycyjnych i ich prywatyzacji. Losu spółek uczestniczących w programie narodowych funduszy inwestycyjnych zabieg ten w sposób trwały nie polepszył. Lecz gdyby kapitał zapasowy spółek energetycznych został takim sposobem wydatnie pomnożony, mógłby sobie Skarb Państwa wypłacać dywidendy nawet w sytuacji, kiedy zabraknie zysku do podziału. Proceder mógłby trwać do czasu, aż owe spółki upadną. Naonczas nastanie ciemność.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów Parkiet 4 października 2016 r.
Uważny i kompetentny Czytelnik zwrócił mi uwagę, że split akcji nie przywraca automatycznie zdolności emisyjnej, może to nastąpić dopiero pod wpływem „galopady” kursu w następstwie zwiększenia płynności. Tak jest!

Czytaj także:
2013.01.26 Bezwartość nominalna
2013.09.14 Przestrzeń dla spadków
2013.12.16 Awers, rewers i kant
2013.12.18 Głupoty są wolne od podatku