Archiwa tagu: split voting

O sztuce głosowania

Głosowanie jest sztuką. Sztuką wspierania przez głosującego jego poglądów (w wyborach powszechnych) lub interesów (w spółce). Nie umiemy głosować w wyborach, o czym świadczy zatrważająco wysoka liczba głosów nieważnych. Nie umiemy też głosować w spółce. Od 25 lat uważnie obserwuję głosowania w spółkach akcyjnych (przez poprzednie 25 lat uważnie obserwowałem głosowania w systemie Narodów Zjednoczonych i na konferencjach międzynarodowych). Kilka wpisów poświęcę sztuce głosowania.

W głosowaniu możliwe są różne postawy. Głosów oddanych ZA (ang. in favour) nie ma co komentować. Wszystko jest jasne.

Bardziej złożone bywają sytuacje, w których oddano głos PRZECIW (ang. against) uchwale. W spółce akcyjnej głos przeciw może zostać wzmocniony. Na walnym zgromadzeniu wzmocni go zgłoszenie po głosowaniu sprzeciwu wobec wyniku niekorzystnego dla głosującego przeciw, połączone z żądaniem zaprotokołowania sprzeciwu, co otwiera drogę do zaskarżenia uchwały. Nie każdy żądający zaprotokołowania sprzeciwu wytoczy później powództwo o uchylenie, lub o stwierdzenie nieważności, zaskarżonej uchwały, lecz to już inna historia.

Natomiast w zarządzie i radzie nadzorczej głos przeciwny uchwale, która została powzięta, może zostać wzmocniony zdaniem odrębnym. Wprawdzie nie zmieni ono wyniku głosowania, za to zwolni wnoszącego takie zdanie od odpowiedzialności za niekorzystne skutki kontestowanej uchwały. Niestety, zdanie odrębne bywa wnoszone rzadko, gdyż brakuje nam kultury głosowania, hołdujemy fałszywemu dążeniu do jednomyślności. Uwaga: komitety rady nadzorczej nie podejmują uchwał, więc nie zachodzi potrzeba przeprowadzania w nich formalnych głosowań.

Najwięcej nieporozumień dotyczy głosu WSTRZYMUJACEGO SIĘ (ang. abstention). Uważa się powszechnie, że głos wstrzymujący się nie jest głosem ani na TAK, ani na NIE; że jest neutralny jak Szwajcaria. Za ilustrację takiego myślenia niechaj posłuży przypadek znanego prawnika, autorytetu w zakresie prawa spółek. Po wejściu w życie przepisu Ksh dopuszczającego tzw. split voting (czyli możliwość głosowania odmiennie z każdej z akcji, którymi akcjonariusz uczestniczy w walnym zgromadzeniu) nabył on dla frajdy trzy akcje spółki notowanej na GPW i wziął udział w walnym zgromadzeniu, każdą z akcji głosując inaczej: z jednej oddał głos za, z drugiej przeciw, a z trzeciej wstrzymał się. Po czym oświadczył, że jego głosy zniosły się wzajemnie, przeto nie wpłynęły na wynik głosowania. Otóż nie zniosły się, ponieważ głos oddany jako wstrzymujący się był w istocie liczony tak samo jak głos oddany przeciw – z tą różnicą, że nie uprawniał do wniesienia sprzeciwu i żądania odnotowania tego w protokole.

GŁOS WSTRZYMUJACY SIĘ jest głosem oddanym i liczonym (podobnie jak głosy PRZECIW) przeciwko głosom oddanym ZA. Jest jednak w porównaniu z głosami przeciw ułomny, ponieważ nie otwiera możliwości zaskarżenia uchwały walnego zgromadzenia, ani wniesienia (w zarządzie lub radzie nadzorczej) zdania odrębnego, które pozwoli uchylić się od odpowiedzialności za szkodę spowodowaną kwestionowaną uchwałą. Przypuszczam, że większość członków zarządów i rad nadzorczych, nie wspominając już akcjonariuszy, nie zdaje sobie z tego sprawy.

Jest wreszcie czwarta postawa: uprawniony do oddania głosu jest w czasie głosowania NIEOBECNY (absent). Powody bywają różne. Ktoś spóźni się na głosowanie, ktoś nie weźmie w nim udziału, bo śpieszy się na samolot, ktoś wyjdzie z sali obrad, żeby telefonować. Jak pogodzić to z wymogiem kworum? Pewien profesor prawa, słynący z tego, że podczas posiedzeń rad nadzorczych większość czasu spędza z komórką na korytarzu, przed wyjściem z sali obrad zawsze prosi: „Gdyby było jakieś głosowanie, jestem za”. Czy to jest aby zgodne z prawem spółek? Oczywiście nie. Ale profesor jest lubiany, sympatyczny, któż śmiałby protestować?

Piąta możliwa postawa polega na tym, że uprawniony po prostu GŁOSU NIE ODDAJE, chociaż bywa obecny (present and no voting). Bo przysnął, zagapił się, albo nie zdążył w porę opuścić obrad, a zajmować stanowiska nie chce, gdyż jego interesom najlepiej służy milczenie. W polityce międzynarodowej zdarza się to dość często.

Bywają akcje uprzywilejowane co do głosu. Bywają dla odmiany akcje nieme, czyli bez głosu. Są tajne głosowania i zbędne komisje skrutacyjne do liczenia głosów, których policzyć nie można. Bywają głosowania imienne. Bywa, że statut przyznaje prezesowi zarządu i/lub przewodniczącemu rady nadzorczej głos decydujący (rozstrzygający – ang. casting vote). Bywa też osobliwość w postaci głosu oddanego przez członka rady nadzorczej na piśmie za pośrednictwem innego członka rady. Czy jeszcze ktoś może przeczyć tezie, że głosowanie jest sztuką?

Czytaj także:
2014.06.07 Głos kulawy i szkodliwy
2013.07.28 Za, a nawet przeciw

Komisja do niczego [2010]

Walne zgromadzenie wciąż bywa obrzędem z niepojętym rytuałem i bezmyślnie klepanymi formułkami. Porządek obrad większości walnych zgromadzeń w Polsce przewiduje wybór komisji skrutacyjnej. Jej zadaniem jest zliczanie głosów. Skrutatorami mogą być akcjonariusze uczestniczący w walnym zgromadzeniu. Kiedyś do komisji skrutacyjnej powoływano osoby darzone zaufaniem i szacunkiem; dzisiaj wybór w skład komisji już nie świadczy o prestiżu wybranego. Oznacza raczej, że skrutator nie będzie brany pod uwagę przy wyborach do rady nadzorczej…

W spółce akcyjnej, gdzie głosowanie prowadzone jest systemem tradycyjnym, komisja skrutacyjna ma wiele do roboty. Obecnie aż za wiele, skoro prawo dopuszcza split voting, czyli odmienne głosowanie z każdej z posiadanych akcji. Dlatego spółki, szczególnie publiczne, powszechnie zatrudniają firmy zapewniające elektroniczną obsługę systemu głosowania na walnym zgromadzeniu. Akcjonariusze głosują za pomocą kart do głosowania, komputer zlicza wyniki, zgromadzenie toczy się wartko.

Lecz, jak wspomniałem, zgromadzenie wybiera komisję skrutacyjną, najczęściej w składzie trzech osób. Po przeprowadzeniu głosowania komisja otrzymuje od operatora elektronicznego systemu głosowania wydruk z wynikiem, jej członkowie uroczyście składają na wydruku podpisy, że niby sprawdzili wynik i ręczą za jego prawdziwość, po czym doręczają uwiarygodniony przez siebie wynik głosowania przewodniczącemu, który go ogłasza. Jest to obrzęd zgoła bezsensowny. Zliczaniem głosów zajął się komputer. Za prawidłowość wyniku odpowiada firma obsługująca walne zgromadzenie. Członkowie komisji skrutacyjnej nie weryfikują wyniku głosowania, bo niby jak mieliby to robić? Służą oni za zbędnych pośredników między operatorem systemu głosowania a przewodniczącym zgromadzenia, co może tylko opóźnić przebieg obrad.

Wobec tego w wielu spółkach najpierw, bez zastanowienia nad celowością tego kroku, wpisuje się do porządku obrad walnego zgromadzenia wybór komisji skrutacyjnej, a następnie zgromadzenie podejmuje uchwałę o odstąpieniu od wyboru komisji skrutacyjnej. Gdyby jakiś krewki akcjonariusz zaskarżył taką uchwałę, sąd miałby dodatkową i niepotrzebną pracę.

Warto zważyć, że obecnie prawo dopuszcza głosowanie na walnym zgromadzeniu przez osoby przebywające poza miejscem obrad, nawet na końcu świata, korzystające w tym celu ze środków komunikacji elektronicznej. Komisja skrutacyjna miałaby ograniczone możliwości weryfikacji głosów oddawanych zdalnie. Być może mogłaby ona odnaleźć sens swojego istnienia w systemie głosowania korespondencyjnego – lecz wątpliwe, by rozsądne spółki korzystały z tej procedury. Przywiązanie do komisji skrutacyjnej wiąże się zapewne z nawykami nabytymi na zebraniach spółdzielni mieszkaniowych. Split voting nie wchodzi tam w rachubę, głosuje się najczęściej przez podniesienie ręki, głosy zliczane są „na piechotę”. Tamże wybiera się także komisję uchwał i wniosków. Nie należy przenosić takich wzorców na rynek kapitałowy!

Artykuł został ogłoszony 26 X 2010 r. w Gazecie Giełdy PARKIET
Czytaj także: 2011.04.29 W absurdach tajności