Archiwa tagu: społeczna odpowiedzialność biznesu

#COVID-19 w obliczu katastrofy Zaufania Krajowego Netto

  • W Polsce pandemia COVID-19 obnaża powszechny deficyt zaufania: nie ufa się państwu, rządowi, politykom; nie ufamy też sobie nawzajem;
  • I pandemia, i polityka – siła sprawcza widzialnej ręki rynku – dotkliwie szkodzą jakże potrzebnemu Zaufaniu Krajowemu Netto;
  • Wymyśliłem ten wskaźnik jako przeciwstawienie Produktu Krajowego Brutto, ale teraz oba, zgodnie, spadają w przepaść;
  • Za to biznes wykazuje zdrowe objawy społecznej odpowiedzialności, tylko brakuje mu zdecydowania w obcinaniu wynagrodzeń tłustych kotów.

Niedawno nazwałem ten blog kapsułą czasu: czas pędzi, świat zmienia się, a ja wciąż piszę to samo. O roli zaufania będącego fundamentem stosunków gospodarczych; o państwie będącym – w obecnych polskich realiach – widzialną ręką rynku szkodzącą gospodarce; o odpowiedzialności biznesu wobec społeczeństwa, oraz o odpowiedzialności społeczeństwa wobec biznesu.

Nadciągającej katastrofy gospodarczej nie należy wiązać wyłącznie z pandemią COVID-19. Kryzys, w jakim Polska właśnie się zanurza, ma wiele wymiarów: moralny, gospodarczy, finansowy, polityczny, społeczny… W znacznej mierze zawdzięczamy go obłudzie i zakłamaniu niemoralnych, nieudolnych polityków. Niedawno wydałem książeczkę ETYKIETA WARTOŚCI. Ubolewam w niej: „Żyjemy w okresie odwrócenia standardów. Praktykowane jest postępowanie wcześniej niedopuszczalne, wymóg kwalifikacji zostaje zastąpiony posłuszeństwem, kłamstwo staje się oficjalną prawdą stanu, przepełnia politykę, wdziera się między ludzi, dotkliwie szkodzi zaufaniu”.

Już przed kilkunastu laty zwracałem uwagę na potrzebę wypracowania umowy biznesu ze społeczeństwem. Chodzi o to, by biznes w całej pełni uświadamiał sobie, iż działa w społeczeństwie, w oparciu o jego pracę, zasoby, zaufanie. Zarazem, by społeczeństwo uświadamiało sobie powinności wobec biznesu, konieczność stwarzania mu otoczenia sprzyjającego działalności gospodarczej, przedsiębiorczości, zyskom.

Dzisiaj trudno nie dostrzec szlachetnych inicjatyw biznesu na rzecz dobra powszechnego poprzez wspieranie służby zdrowia, zdradzonej przez rządzących na rzecz wspierania propagandy sączącej kłamstwa i obłudę, pozbawianej pieniędzy i wyposażenia, fatalnie zarządzanej. Czytam, że ludzie biznesu, od Dominiki Kulczyk po Elżbietę Filipiak, nie szczędzą prywatnego grosza na wspieranie społecznych potrzeb. Czytam o wspaniałej akcji prywatnych przedsiębiorców pod przewodnictwem Leszka Gierszewskiego, energicznie koordynowanej przez Radosława Kwaśnickiego. Czytam o CCC, spółce obecnie pogrążonej w niewyobrażalnych kłopotach, przecież śpieszącej z pomocą innym.

Czytam o LPP, której menedżerowie radykalnie ograniczyli swoje wynagrodzenia do kwoty 1 zł. Powinni znaleźć wielu naśladowców, wszak płace menedżerów na świecie, lecz i w Polsce, znacznie wyrosły ponad przyzwoitość. Co więcej: niektóre spółki z udziałem Skarbu Państwa tracą zdolność emisyjną, notują ogromne straty (nie wirus wszystkiemu winien, także nieudolne zarządzanie!), lecz ich zarządcy nadal pobierają kwoty ogromne i niezasłużone. Dzieje się to w obliczu realnego zagrożenia utraty pracy i środków utrzymania przez miliony osób. Jeżeli biznes sam nie podejmie wyzwania związanego z koniecznością radykalnego ograniczenia wynagrodzeń tłustych kotów, zaleje nas fala populistycznej demagogii, wyklęty powstanie lud ziemi. Nie straszę gilotyną na Placu Zgody – zresztą w Polsce na zgodę niestety się nie zanosi.

Nie wystarczy odstąpić od wypłacania dywidend, przerzucając ciężar strat na akcjonariuszy. Należy dążyć do odbudowy wolnego rynku, zrezygnować z wielu regulacji ograniczających przedsiębiorczość, zdjąć z udręczonych kryzysem przedsiębiorców niektóre z ciążących na nich zobowiązań, spełnienie innych odroczyć na lata. Bez gospodarki państwo się zawali, za co obwinimy pandemię będącą raczej świadectwem, niż źródłem, ogólnej nieporadności.

Jeszcze jeden cytat z Etykiety Wartości: „Boję się widzialnej, wszędobylskiej, ręki państwa. Widzialna ręka dzierży kij bejsbolowy i bije nim w godność rynku i zaufanie do niego. Towarzyszy jej zatruta mowa. Niektórzy politycy za wzór cnót obywatelskich uważali posiadanie akcji lub obligacji, nawet czegokolwiek. Okazało się, że sami posiadają nieprzebrane zasoby. Jeden nawet głosił swoistą etykietę ubóstwa: nie mam rachunku bankowego, bo nie jestem aferzystą. Okazało się, że jest, a jakże! Politycy głoszą wartość państwa i krzewią awersję do rynku, w szczególności kapitałowego. Ukuli prostą receptę na niedomagania państwa i rynku: Wystarczy nie kraść! Okazało się, że sami kradną. Nie jestem zwolennikiem prostych recept na skomplikowane choroby, niemniej na pytanie, czym etykieta może wzbogacić Zaufanie Krajowe, odpowiem: najlepiej nie kłamać. To z pewnością nie wystarczy. Lecz pomoże. Prawda może nie wyzwoli, za to mowa zatruta, nasączona kłamstwem, zaszkodzi”.

Nieodległy kataklizm gospodarki wymaga nadzwyczajnych środków ratunkowych. Fiskus musi włączyć zaufanie do podatników, rząd musi zaufać przedsiębiorcom, społeczeństwo powinno okazać zaufanie inicjatywie, wolnemu rynkowi, prywatnej własności. Zaufanie do rynku sprzyja napływowi kapitału, koniunkturze.  

Czytaj także:

2003.10.20 W Alei Akcjonariuszy
2005.01.03 Zaufać niezależnym
2015.12.12 Owoce zatrutej aury
2019.09.24 Smutny powrót w Aleję Akcjonariuszy

 

 

Jak Siostry Franciszkanki wzbogacają rynek kapitałowy

<><> Zgromadzenie Sióstr Św. Franciszka prowadzi fundusz emerytalny zakonnic;
<><> Środki funduszu inwestowane są m.in. w spółki notowane na giełdzie;
<><> Nad inwestycjami czuwa jedna z sióstr sprawująca w zakonie funkcję dyrektora do spraw społecznej odpowiedzialności biznesu;
<><> Jako aktywny inwestor, zakon podejmuje inicjatywy dla dobra akcjonariuszy i interesariuszy spółek portfelowych.

Zbyt piękne to, by mogło być prawdziwe? Otóż nie, wszak rzecz nie dzieje się w Toruniu, a w Aston w stanie Pensylwania. O działalności Zgromadzenia, a zwłaszcza Siostry Nory Nash, pisze filadelfijski The Inguirer. Siostra Nora (śluby zakonne złożyła w 1961 r.) jest doświadczoną uczestniczką rynku kapitałowego, działa na rzecz poprawy corporate governance, a w szczególności – społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR) względem dotkniętych ubóstwem, skutkami zmian klimatycznych, plagami nierówności i niesprawiedliwości, itd.
Aktywność Nory Nash i jej zastępcy ds. CSR, Toma McCaney’a, dotyka ponad 70 spółek, w które zostały zainwestowane środki zgromadzenia. Obserwowana jest działalność spółek, nie tylko ich wyniki; zgromadzenie – czy to samodzielnie, czy wespół z Interfaith Center on Corporate Responsibility, w którym Sisters of St Francis korzystają z praw członkowskich – nie ogranicza się do zakulisowego lobbingu na rzecz akcjonariuszy i interesariuszy, także wnosi pod obrady walnych zgromadzeń projekty uchwał, przede wszystkim w sprawach społecznych. Podział zadań między dyrektorów zgromadzenia jest taki, że Siostra Nora zajmuje się głównie wydobyciem gazu i destylacją ropy, sprawami pracowniczymi i prawami człowieka, jej zastępca sprawami zdrowia i medycyny, żywności i leków.

Niektóre inicjatywy Siostry Nory odbiły się w Stanach głośnym echem. Brała udział w udanej akcji skłonienia Walt Disney Co. do złożenia w 2015 r. zobowiązania, że z filmów tego producenta zniknie palenie tytoniu. Przekonała Lowe’s Home Improvement i Hasbro (wytwórcę zabawek) do poprawy bezpieczeństwa produktów. Zabiegała, by osławiony bank Wells Fargo & Co zwiększył przejrzystość swoich działań na rzecz likwidacji skutków skandalu z 2016 r., kiedy pracownicy banku masowo otwierali klientom fałszywe rachunku, oraz innych nadużyć. Wobec braku należytej reakcji banku, złożono projekt uchwały walnego zgromadzenia – wycofany, kiedy bank zobowiązał się do wytropienia i ujawnienia złych praktyk.

Nie wszyscy są zachwyceni tymi przedsięwzięciami. W sprawozdaniu dla akcjonariuszy za rok 2016 CEO JPMorgan Chase & Co, Jamie Dimon, utyskiwał na aktywnych akcjonariuszy i wnoszone przez nich pod obrady walnych zgromadzeń projekty uchwał, które – w jego jaśnie prezesowskim przekonaniu – nie są nakierowane na dobro spółki, czyli zarabianie pieniędzy dla jej akcjonariuszy. To przy udziale takich szkodników – wywodził – doszło do dramatycznego (? – ASN) spadku liczby spółek notowanych. Radziłbym mu przyjechać do Polski.

Wrogość wobec akcjonariuszy nie kończy się na słowach. Do tej pory do zgłaszania projektów uchwał walnego zgromadzenia uprawnieni są akcjonariusze reprezentujący akcje o wartości co najmniej 2.000 USD. Wielki kapitał obstaje przy projekcie, by podnieść próg do 1 proc. kapitalizacji spółki. Siostra Nora słusznie protestuje: w przypadku JP Morgan Chase jej zgromadzenie musiałoby posiadać walory wyceniane na 3 miliardy USD. Wielkość to niebotyczna…

Działalność pensylwańskich franciszkanek nie jest jedynym przykładem zaangażowania związków religijnych na niwie corporate governance. Nie tak dawno Kościół Anglii zagroził wycofaniem się z inwestowania w spółki wydobywcze o wątpliwych praktykach corporate governance. Jest on reprezentowany na rynkach przez National Investing Bodies (NIB), koalicję złożoną z Church Commissioners, Church of England Pension Board i CBF Church of England Funds. Dezinwestycją zagrożone są spółki niechętne do współpracy z inwestorami i /lub rodzące ryzyko etyczne. Nie są to czcze pogróżki: Kościół Anglii, reprezentujący aktywa wartości 11 miliardów funtów szterlingów, wycofał się już z kilku spółek wydobywczych.

W Polsce związki religijne nie dały się dotąd poznać jako inwestorzy, nawet jako interesariusze rynku kapitałowego. Wyjątek czynił Tadeusz Rydzyk gromadząc świadectwa udziałowe NFI, a pozyskane środki trwoniąc, m.in. poprzez zakup akcji ESPEBEPE SA, która niebawem upadła. Mam jednak wątpliwości, czy miało to cokolwiek wspólnego z religią, jej posłannictwem, jej standardami etycznymi.

Reszta jest milczeniem.