Archiwa tagu: sprawozdanie roczne

Kultura raportu rocznego [2003]

Spółka jest winna rynkowi i akcjonariuszom rzetelną informację o swoich poczynaniach i zamierzeniach.

Wzrasta znaczenie raportu rocznego. Ambitne spółki widzą w nim sposobność do rzetelnej autoprezentacji. Zyskują na tym względem konkurencji, która po staremu śle na rynek ociekające lukrem broszury marketingowe. Dobry raport sytuuje spółkę nie tylko na tle jej historii, także na tle sektora i rynku; wnikliwie i krytycznie przedstawia jej otoczenie, sytuację i perspektywy. Wynik oczywiście też się liczy, lecz wcale nie jest jedynym kryterium oceny spółki. Dzisiaj rynkowi nie wystarcza wiedza, ile spółka zarobiła lub straciła. Nie bez znaczenia jest także, jak spółka zarobiła, albo dlaczego straciła. Same liczby tego nie powiedzą. Dlatego w raporcie rocznym nad kolumnami liczb, wykresami i ilustracjami, górują słowa.

Raport roczny z natury wychodzi poza ciążące na spółce obowiązki informacyjne. W komunikatach bieżących spółka ogłasza to, co musi; tutaj może ponadto ogłosić, co uzna za stosowne. Jest to najlepsze miejsce dla przedstawienia przez spółkę jej misji, strategii, corporate governance, etyki działalności, oceny krajobrazu gospodarczego, pozycji konkurencyjnej, porównania osiągnięć z zamierzeniami, wrażliwości i odpowiedzialności społecznej, innowacji i nowych produktów, osiągnięć w dziedzinie badań i rozwoju, relacji ze spółkami zależnymi, a także ich struktury i dokonań, wynagrodzenia biegłego rewidenta (oraz kwot wypłaconych firmie audytorskiej tytułem innych usług), indywidualnych wynagrodzeń członków zarządu i rady nadzorczej wraz w wszelkimi ubocznymi świadczeniami (i z uwzględnieniem bieżącej wartości przyznanych im kiedyś opcji), wyzwań, ryzyk, niepewności, oraz błędów i złych wiadomości. Raport nie musi być hymnem pochwalnym. Nic nie uwiarygodni spółki bardziej, niż sumienne przedstawienie negatywnych wydarzeń, zagrożeń, niepowodzeń. Sam Warren Buffet przyznaje się do błędów (jest w tym zresztą odrobina kokieterii) i mocno akcentuje niesprzyjające okoliczności.

Niektóre spółki publiczne są najwyraźniej zmęczone obowiązkami informacyjnymi (ponieważ przychodzi im odsłaniać niekorzystne informacje) i emocjonalnymi reakcjami analityków na ich raporty kwartalne. Lecz kwartał jest tylko częścią cyklu gospodarczego, którego jednostką jest rok. Nie jestem orędownikiem ogłaszania sprawozdań kwartalnych, lecz nisko cenię spółki, które nie ogłaszają raportów rocznych, albo usiłują wykorzystać ten instrument dla agresywnej reklamy. W Polsce nie mamy bogatej tradycji raportów rocznych. Mamy też do czynienia z biernością rad nadzorczych. Stąd przyjęte przez giełdę zasady dobrej praktyki przewidują, że spółka publiczna ogłasza raport roczny i zamieszcza w nim dokonaną przez radę nadzorczą, niezależną od zarządu ocenę sytuacji spółki. Zmusi to rady do samodzielności i uświadomi ich członkom, że za każde słowo tej oceny – oraz za brak właściwego słowa – poniosą odpowiedzialność.

Spółki nauczą się odpowiedzialnie traktować swoje raporty roczne dopiero wtedy, gdy rynek nauczy się z nich korzystać. Warto studiować raporty, by poznawać spółki, ich produkty, oraz rynki na jakich działają. Oto kilka przykładów na kanwie raportów za 2002 rok. Raport fińskiej spółki Setec może służyć za świetny przewodnik po innowacjach technicznych i tendencjach w dziedzinie kart o najwyższych parametrach bezpieczeństwa i urządzeń służących identyfikacji wizualnej. Raport ING Banku Śląskiego zawiera cenne wyznania na temat kierunków rozwoju banku. Ciekawskim polecam zdjęcie prezesa na s. 10, a raczej – widok za oknem (Warszawa to, czy raczej Katowice?).

Cenny użytek z raportu rocznego potrafią czynić spółki niepubliczne. W raporcie Samopomocy bardzo ważna jest deklaracja zawarta w liście prezesa rady nadzorczej, że inwestor strategiczny, HDI, będzie w miarę wzrostu sprzedaży obejmował akcje następnych emisji. Takie przyrzeczenie waży tu znacznie więcej, niż w oświadczeniu dla prasy, albo nawet w liście intencyjnym. W raporcie rocznym Ergo Hestii nie ma ani słowa o działalności rad nadzorczych obu towarzystw. Za to wyraziście przedstawiono społeczną odpowiedzialność i obywatelską aktywność grupy. Wysublimowane artystycznie wydawnictwa Ergo Hestii dowodzą, że raport roczny jest jak mężczyzna z piosenki Jacka Fedorowicza: nie musi być piękny, ale wcale nie szkodzi gdy jest. Tym razem grupa zaskakuje nas chłodną ascezą alfabetu Braille’a.

Na rozwiniętych rynkach kształtuje się już kultura raportu rocznego. Finansiści dokładają starań, żeby dla dobra spółki odsłonić jak najwięcej, bo wtedy raport może dać oparcie decyzjom inwestycyjnym. Dlatego spółki konkurują nie tylko wynikami, także ich prezentacją. Coraz więcej znaczy przekonanie, że przyszłość rynków zależy od zaufania pokładanego w nich przez inwestorów, a źródłem zaufania jest dostęp do informacji: rzetelnych, zrozumiałych, kompletnych, porównywalnych.

Tekst ogłoszony 21 lipca 2003 r. w tygodniku Gazeta Bankowa.

Frontem do audytora [2002]

Pora, by w radach nadzorczych – szczególnie spółek publicznych! – tworzyć specjalistyczne komisje do spraw audytu

W wigilijną noc nawet bydlątka ponoć przemawiają ludzkim głosem. Chciałbym natomiast, by przez cały rok zrozumiale przemawiały liczby, zaklęte w sprawozdaniach finansowych. Wystarczy, by na rynku znalazło się kilka spółek, których sprawozdania finansowe budzą wątpliwości – a kapitał ominie ten rynek. Niestety, sprawozdania niektórych polskich spółek nie są dostatecznie wiarygodne. Wina za taki stan rzeczy leży po stronie nadzoru, który w praktyce bywa nazbyt płynny, bierny, niekompetentny.

Płynność nadzoru wynika z częstych zmian w jego składzie. Polskie rady nadzorcze są jak drzwi obrotowe: stale ktoś przez nie wchodzi, ktoś wychodzi, nie zagrzewając miejsca. Inwestorzy nie ufają nadzorowi, więc kiedy wchodzą do spółki, walczą o miejsca w radzie, a kiedy ze spółki wychodzą, skazują swoich ludzi (z takim trudem do rady przepchniętych) na los hinduskiej wdowy, czyli spalenie na stosie. Członkowie rad ‘z ramienia’ inwestorów instytucjonalnych składają więc niezwłocznie rezygnację, nie tylko by uchylić się od pracy, lecz przede wszystkim z myślą o uniknięciu odpowiedzialności. Znam z własnej praktyki przypadki, że ktoś wchodził do rady nadzorczej, by wyjść z niej już po jednym posiedzeniu. Bywało, że rada nadzorcza jeszcze nie odbyła posiedzenia, a już kolejne walne zgromadzenie dokonywało w niej zmian. Swoją drogą, wiele znanych spółek kompromituje się, formalnie odwołując członka rady ‘w związku ze złożoną rezygnacją’. Tylko czekać, aż zaczną odwoływać nieboszczyków ‘w związku ze śmiercią’.

Bierność nadzoru polega na tym, że rada tylko incydentalnie zajmuje się sprawozdaniem finansowym. Dobrze, jeżeli rada ma rzeczywisty wpływ na wybór audytora. Jeszcze lepiej, jeżeli zmienia go co kilka lat. Bywa, że statut powierza wybór audytora zarządowi. Bywa, że zanim zmieni się audytor, cały skład rady nadzorczej zmieni się kilkakrotnie. Najczęściej rada nadzorcza spotyka się z audytorem raz w roku, przed walnym zgromadzeniem, żeby przez pół godziny przedyskutować jego opinię o sprawozdaniu.

Niekompetencja nadzoru sprowadza się do tego, że rada nie potrafi wnikliwie zbadać sprawozdania. Zresztą dostrzegł to ustawodawca zdejmując z rady powinność badania sprawozdania, a w zamian wymagając od niej tylko dokonania jego oceny, cokolwiek to oznacza. Zresztą nic w tym dziwnego: sprawozdanie to przeszłość, którą trzeba zbadać pod mikroskopem, natomiast współcześnie nadzór zajmuje się raczej przyszłością, niekiedy tak odległą, że przydatny jest raczej teleskop. Nierzadko rada nadzorcza aspiruje do przywództwa w spółce, żłobi jej misję, kreuje strategię i nie ma głowy do takich drobiazgów, jak zestawienie przepływów pieniężnych.

Zatwierdzenie sprawozdania leży w wyłącznej gestii walnego zgromadzenia, które czyni to najczęściej mechanicznie, przyjmując lub odrzucając projekty kolejnych uchwał; pośpiech nie sprzyja wnikaniu w ich treść, a klimat zgromadzenia często do tego zniechęca. Jeżeli zarząd wybrał audytora, albo jeżeli już skumał się z nim, bo audytor jest od lat ten sam, a jego firma zarazem świadczy usługi doradcze; jeżeli rada nadzorcza pobieżnie oceniła sprawozdanie i opinię audytora wraz z raportem, a walne zgromadzenie bez dyskusji zatwierdziło je – sprawozdanie nie jest wiarygodne, ze szkodą nie tylko dla spółki, lecz także całego rynku.

Należy usprawnić współpracę nadzoru z audytorami. Ta profesja nie ma dobrej prasy. O jej przedstawicielach mówi się często, że bywają drodzy, przemądrzali, niekomunikatywni, nadmiernie asekuranccy, nawet niedouczeni, niekompetentni i niewiarygodni. Czasem wcale nie starają się ogarnąć specyfiki rewidowanej spółki. Niekiedy są bezczelni. Bywają uwikłani w konflikty interesów. Ale to samo, niestety, dotyczy wielu członków rad nadzorczych. Dlatego spółki nie obędą się bez zewnętrznych biegłych rewidentów. Co więcej: taka rewizja nie jest dolegliwością, ale kreuje wartość dla spółki i inwestorów.

Można tę wartość pomnożyć. Skuteczna rada nadzorcza wybiera audytora lub wywiera wpływ na jego wybór przez walne zgromadzenie, po czym ustawia się do niego frontem i czuwa nad tokiem rewizji. Ponieważ członkowie rady często ani nie reprezentują stosownych kwalifikacji, ani nie wykazują niezbędnej staranności, współpracą z audytorem może zająć się nie cała rada, lecz wyłoniona z niej komisja specjalistów. Niestety, w polskich radach nie utarł się jeszcze zwyczaj pracy w komisjach roboczych. Kształtowaniu takiego zwyczaju nie sprzyjają niemądre pomysły, by wynagrodzenie nadzorców zależało od liczby posiedzeń odbywanych przez radę in pleno. Zniechęci to członków rady do pracy problemowej w komisjach i zespołach. A przecież stamtąd właśnie może wyjść najbardziej wartościowy składnik dorobku rady. Pod warunkiem, że do komisji audytu wybierze się osoby z należytymi kwalifikacjami.

Tekst ogłoszony 24 grudnia 2002 r. w tygodniku Gazeta Bankowa

Opakowanie zastępcze [2000]

Spółkom opłaca się wydawać sprawozdania roczne, dbać o ich wartość merytoryczną i poziom estetyczny.

O spółce świadczy jej wynik. Jest to stwierdzenie nazbyt oczywiste, by mogło być jednoznaczne. Wiadomo, że wynik nie ma czasu teraźniejszego, jedynie przeszły i przyszły. Który z nich dominuje nad wizerunkiem spółki? Przeszły jest faktem, przyszły obietnicą; przeszły historią, przyszły niewiadomą. Dlatego inwestorom nie wystarcza poznać wynik spółki, względnie także opinię i raport biegłego rewidenta z badania tego wyniku. Dopiero kompetentna interpretacja wyniku tchnie życie w suche liczby. Inwestor sam dokonuje takiej interpretacji, lecz potrzebuje do niej wielu danych. Jednym ze źródeł bywa raport roczny, przez eleganckie spółki nazywany sprawozdaniem rocznym.

Od sprawozdania rocznego nie można oczekiwać rewelacji. Sprawozdanie finansowe spółki i sprawozdanie zarządu można wcześniej poznać z innych źródeł. Cała reszta jest opakowaniem. Lecz wiadomo, że opakowanie ma wyjątkowe znaczenie. Wywiera ono istotny wpływ na to, jak towar jest postrzegany, a także czy znajdzie nabywcę. Spółki, nawet publiczne, nie są obowiązane wydawać pokaźne, kosztowne, nierzadko bardzo szykowne tomy sprawozdań rocznych. Zatem niektóre spółki sprawozdań nie wydają. Czyli nie dbają o to, by swój wynik właściwie opakować. Puszczają go w obieg luzem, jak na jarmarku chłop sprzedaje wprost do ręki czerpane z beczki ogórki kiszone.

Warto zachęcać spółki do ogłaszania sprawozdań. Za rzetelne i klarowne sprawozdania z czasem nagrodzi je rynek. Już teraz za najlepsze sprawozdania doroczne nagrody przyznaje Fundacja Rozwoju Rachunkowości. Należy się jej uznanie za znakomity pomysł, sprzyjający krzewieniu na rynku najlepszych obyczajów i porządku korporacyjnego. W ubiegłorocznej, pierwszej edycji konkursu, zwyciężyło sprawozdanie Banku Handlowego w Warszawie. Tegorocznym laureatem jest Bank Pekao. Drugie miejsce przypadło Wielkopolskiemu Bankowi Kredytowemu, trzecie – Bankowi Rozwoju Eksportu. Przyznano też wyróżnienia za wartość informacyjną sprawozdania zarządu, zastosowane zasady rachunkowości oraz wartość informacyjną i marketingową sprawozdania finansowego.

Dobrze opracowane i elegancko wydane sprawozdanie roczne przydaje spółce wartości, ponieważ pomaga ocenić jej przeszły wynik, bieżącą sytuację i perspektywy rozwoju. Polskie sprawozdania jeszcze daleko odbiegają od światowych standardów. Posłania przewodniczących rad nadzorczych i prezesów zarządów bywają jeszcze sztampowe i nudne (na najważniejszych rynkach prowadzone są klasyfikacje oceniające wartość informacyjną listów władz spółki do akcjonariuszy), bowiem nie odsłaniają tego, co najważniejsze, czyli strategii spółki. Mało w nich faktów, dużo lukru.

Nie może budzić zdziwienia, że w konkursie na najlepsze sprawozdanie wśród polskich spółek publicznych zdecydowanie zwyciężają banki. Wprawdzie trzej tegoroczni laureaci to banki z udziałem inwestorów strategicznych z pierwszej światowej ligi, lecz ocenione najwyżej sprawozdanie Banku Pekao utrzymane jest w dobrej tradycji sprawozdań z lat poprzednich, kiedy nikt jeszcze nie wiedział, kto dostanie ten bank w swoje ręce. Co ważne: wszystkie trzy banki mają zostały nagrodzone za sprawozdanie z roku szczególnie dla nich trudnego. Bank Pekao mozolnie scalał cztery różne banki w jeden, WBK zręcznie torował drogę swojemu inwestorowi do przejęcia Banku Zachodniego, BRE poniósł fiasko w staraniach o dobrze pomyślaną, korzystną dla rynku, lecz niemiłą oszołomom fuzję z Bankiem Handlowym.

Świat przywiązuje coraz większe znaczenie nie tylko do wymowy zawartych w sprawozdaniach kolumn liczb – także do słów, oszczędnie i prawdziwie towarzyszących liczbom. Składają je artyści. Przywiązany do branżowego lub środowiskowego żargonu urzędnik lub finansista nie potrafi jasno i skutecznie komunikować się z inwestorami. Ze względu na potrzebę dochowania wierności faktom nie można powierzyć opracowania tekstu bezwstydnym specjalistom od reklamy. Zatrudnia się do tego świetne pióra, i to wcale nie anonimowo. Na przykład autorem obszernego i ciekawego rozdziału sprawozdania spółki DaimlerChrysler za 1999 r. jest pisarz Paul Bell.

Na tle światowej praktyki, sprawozdania polskich spółek wyróżniają się wartością estetyczną. Sprawozdanie jest bowiem jak mężczyzna z piosenki Jacka Fedorowicza – nie musi być piękne, chociaż wcale nie szkodzi, gdy jest. Do najpiękniejszych tradycyjnie należą kolejne tomy rocznych sprawozdań obu Hestii. Bank Pekao pochwalił się prawdziwym klejnotem – pieczołowicie restaurowanym oddziałem przy Szpitalnej w Krakowie, z pięknym witrażem samego Józefa Mehoffera. Można wydać sprawozdanie pozbawione akcentów artystycznych, ale przy innych, wspaniałych, będzie ono wyglądało jak przaśne opakowanie zastępcze…

Tekst ogłoszony 16 października 2000 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka