Archiwa tagu: walne zgromadzenie

Spółka z lufcikiem dla drobnicy

  • Sens rynku kapitałowego tkwi w obrocie walorami. Spółki, których akcjami nie handluje się systematycznie, są martwe;
  •  Jest to częsta przypadłość spółek o niskiej kapitalizacji z przeważającym udziałem akcjonariusza dominującego;
  • Michał Romanowski nazwał takie twory „spółkami zamkniętymi z lufcikiem dla drobnych inwestorów”;
  • Zdarza się, że drobnica nie korzysta z lufcika do handlowania swoimi akcjami, ponieważ nikt nie chce ich kupować…

Nie upały sprawiły, że nazywam ten sezon „spoconym czerwcem”. Otóż większość spółek notowanych na GPW właśnie na koniec czerwca zwołuje swoje walne zgromadzenia. Jednego dnia odbywa się po kilkanaście (lub więcej) zwyczajnych walnych zgromadzeń. Niekiedy akcjonariusze są zmuszeni dokonać wyboru, w zgromadzeniu której spółki uczestniczyć, które obesłać pełnomocnikiem, z którego zrezygnować. Życie inwestorów byłoby łatwiejsze, spółki miałyby z nich więcej pożytku, gdyby przynajmniej większość z nich organizowała walne zgromadzenia umożliwiając akcjonariuszom udział w obradach przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Lecz niektóre spółki notowane na New Connect sprawiają wrażenie, jakby nie słyszały o takiej możliwości, jakby nie korzystały z internetu – zresztą niektóre nie mają własnej strony internetowej.

W trakcie tego festiwalu walnych, w poniedziałek 28 czerwca o 14:29 notowana na NC spółka Median Polska SA ogłosiła raportem bieżącym 6/2001 o odwołaniu walnego zgromadzenia zwołanego na 29 czerwca, a to z powodu braku zainteresowania udziałem w tym zgromadzeniu jakichkolwiek akcjonariuszy. Brak zainteresowania akcjonariuszy uczestniczeniem w WZ znany był spółce wcześniej. Nie znam powodu ogłoszenia o tym dzień przed datą zgromadzenia.

Nie jest to pierwszy przypadek odwołania walnego zgromadzenia przez zwołującą je spółkę z powodu braku uczestników. Kiedyś odnotowywałem takie przypadki aż zrezygnowałem, ponieważ było ich zbyt wiele. Utkwił mi jednak w pamięci casus WZ zwołanego w 2010 r. do budynku przy ul. Okrzei 1a w Warszawie (otóż kiedyś mieszkałem tam i pracowałem) przez Infosystems SA. Nikt nie zarejestrował się na walne, nawet prezes Mariusz Sosnowski (59% udziału w głosach na WZ), ani też przewodniczący rady nadzorczej Tadeusz Sosnowski (22%). Walne miało uchwalić pokrycie sporej straty z zysków przyszłych okresów, udzielić absolutorium piastunom spółki (w tym kolejnym Sosnowskim) i dokonać zmiany statutu. Nie był to rekord niefrasobliwości, ten ustanowiła wcześniej EuroBud Invest SA (EBI) z Rybnika, która nie ogłaszała sprawozdań, nie zwoływała walnych, a giełdzie tłumaczyła, że jej na takie poczynania nie stać…

O Median Polska SA dowiedziałem się niewiele. Spółka prezentuje w internecie szeroki portfel produktów i usług, których w większości nie wykonuje i nie świadczy. Z informacji mojego biura maklerskiego wynika, że jej kapitalizacja to 8 687 866 zł (niewiele!), free float to 9,07% (czyli lufcik dla drobnicy jest maleńki), liczba akcji to 8 865 170, wskaźnik ceny do zysku wynosi 6,94, a relacja ceny do wartości księgowej 1,15. W dniu 28 czerwca, do chwili ogłoszenia wspomnianego raportu bieżącego, wolumen obrotu akcjami wynosił 50 sztuk, wartość obrotu to 49,20 zł, a kurs wzrósł o 2 grosze do 0,98 zł. Z innych źródeł wynika, że usługi animatora świadczy spółce Beskidzki Dom Maklerski. Ktoś sprytny chciał mi sprzedać raport o tej spółce za 19,95 USD (nie nabyłem) zawierający mniej obiecujące dane.

Spółka informuje, że w 2017 r. (późniejszych danych brak) jej największym akcjonariuszem był prezes zarządu Tomasz Serafin posiadający 6 845 000 akcji, dających 77,21% udziału głosów na WZ. Widać posiadacz takiego pakietu także nie zarejestrował go na zgromadzenie. Określa to stosunek dominującego inwestora do spółki, jej akcjonariatu (tego z lufcika), giełdy notującej akcje spółki, oraz rynku kapitałowego.

Żal mi akcjonariuszy takich spółek, lecz nie dziwię się ich niechęci do uczestnictwa w walnych zgromadzeniach. Nawet gdyby uczestniczyli, nie mieliby praktycznej możliwości wywarcia wpływu na spółkę i jej sprawy. Wielu z nich może uznać, że koszty dojazdu – nawet tramwajem! – na walne zgromadzenie byłyby wyższe od wartości ich pakietów. Zbyć akcji nie mogą, ponieważ nie ma komu. Sytuacja jest patowa, spółka wcale nie jest wspólnotą interesów jej akcjonariuszy, jedynie giełda czuje się zobowiązana do prowadzenia notowań. Cała ta zabawa jest bez sensu. Czas zastanowić się nad posprzątaniem tzw. małej giełdy. Warto było także pomyśleć o porządkach na głównym parkiecie.

Czytaj także:
2022.06.21 Spocony czerwiec

Ksh po 20 latach (III). Zawodna procedura

Może dojść do sytuacji, że wielu głosujących nie zda sobie sprawy, iż chyłkiem wprowadza do spółki głosowanie korespondencyjne.

  • Uchwalony w 2000 roku Kodeks spółek handlowych zawierał kilka błędów pierworodnych, poprawionych w kolejnych nowelizacjach;
  • Z kolei niektóre z rozlicznych nowelizacji wprowadziły do ustawy przepisy budzące wątpliwości;
  • Za przykład mogą służyć uregulowania głosowania korespondencyjnego na walnym zgromadzeniu;
  • Chociaż możliwość korespondencyjnego oddawania głosu jest korzysta dla inwestorów, obecna procedura nie budzi ich zaufania.

Wbrew nazwie, walne zgromadzenie często nie jest ani walnym, ani w ogóle zgromadzeniem. Gdyby ktoś użył skrótu błędnej nazwy „WZA” – skorygowałbym, że często w obradach nie uczestniczą fizycznie akcjonariusze spółki, lecz ich pełnomocnicy. Frekwencja na walnych zgromadzeniach bywa niska, co nie ma związku z pandemią. Drobni akcjonariusze często nie wykazują zainteresowania udziałem w walnych zgromadzeniach. Świadomie rezygnują z wykonywania swoich uprawnień korporacyjnych, zwłaszcza jeżeli walne zgromadzenie odbywa się w innej miejscowości; jeżeli w spółce trwa konflikt, wobec czego walne zgromadzenia stają się polem walki; jeżeli zachodzi obawa, że dojdzie do przerwy w obradach, lub nawet serii przerw, a uczestnik tylko straci czas.

W pierwotnym brzmieniu Ksh nie przewidywał możliwości głosowania na walnym zgromadzeniu ani przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej, ani w drodze korespondencyjnej. Zostało to zmienione przy okazji wprowadzania do prawa polskiego postanowień ważnej dyrektywy unijnej o prawach akcjonariuszy 2007/36/WE. Owocem tych zmian jest możliwość oddawania przez akcjonariuszy spółki publicznej głosu na walnym zgromadzeniu drogą korespondencyjną, jeżeli przewiduje to regulamin walnego zgromadzenia.

Głosowanie korespondencyjne jest na niektórych rynkach szeroko rozpowszechnione i ma bogate tradycje. Nierzadko wyniki głosowania nad poszczególnymi uchwałami zostaną przesądzone w głosowaniu korespondencyjnym. Mogą ich nie znać ci akcjonariusze, którzy na walne zgromadzenie przybyli osobiście, bądź uczestniczą w nim przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej – ale już zna je zarząd. W Polsce do roku 2009 nie dopuszczano głosowania korespondencyjnego, obecnie jest ono dopuszczone w niewielu spółkach publicznych. Warto zauważyć, że współczesne technologie zmieniają oblicze walnych zgromadzeń. Coraz łatwiej uczestniczyć w nich zdalnie, drogą elektroniczną, wobec czego znaczenie głosowania korespondencyjnego maleje. W niektórych jurysdykcjach, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, coraz więcej walnych zgromadzeń odbywa się w postaci wyłącznie wirtualnej, co w ogóle wyklucza możliwość fizycznego udziału w obradach akcjonariuszy i pełnomocników.

Szkopuł polega na tym, że o możliwości wprowadzenia głosowania korespondencyjnego na walnym zgromadzeniu niekoniecznie decyduje statut spółki – wystarczy regulacja przemycona w regulaminie WZ. Świadomie piszę „przemycona”: do regulaminów walnych zgromadzeń nie przywiązuje się w Polsce większego znaczenia, są one niemal bez reszty wypełnione powtórzeniami przepisów Ksh i statutu spółki, a nadto niekiedy zawierają osobliwe nonsensy. Przed dwudziestu laty ogłosiłem katalog takich kwiatków, od tego czasu wiele zmieniło się na lepiej, ale nie wszystko, niestety. Akcjonariusze nadal uchwalają regulaminy walnych zgromadzeń bez należytej refleksji nad ich treścią i konsekwencjami. Następuje to często pod koniec obrad, kiedy ich uczestnicy wykazują osłabioną czujność, zwłaszcza iż regulamin będzie dotyczył dopiero przyszłych zgromadzeń. Może dojść do sytuacji, że wielu głosujących nie zda sobie sprawy, że chyłkiem wprowadza do spółki głosowanie korespondencyjne.

Kolejny szkopuł tkwi w tym, że głos oddany korespondencyjnie można odwołać poprzez oświadczenie złożone spółce – byle nie później, niż w chwili zarządzenia głosowania na walnym zgromadzeniu. Oznacza to, że można odwołać oddany głos także poza walnym zgromadzeniem, na dziennik podawczy spółki. Ani przewodniczący zgromadzenia, ani jego uczestnicy, ani protokołujący uchwały notariusz mogą się nie dowiedzieć o tym w porę. Nieprzemyślany przepis otwiera możliwość obstrukcji: w zasygnalizowanym tu przypadku trzeba byłoby prostować protokół notarialny, nawet korygować informację, czy uchwały zostały powzięte. Procedury buduje się po to, by wykluczyć niepewność obrotu. Tu procedura zawodzi.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 17 maja 2021 r.                                           Czytaj także:

2021.04.26 Ksh po 20 latach (I). Z dystansu widać lepiej
2021.05.04 Ksh po 20 latach (II). Rozsądek zwycięża

 

 

 

 

Prawo spółek w trendzie bocznym

  • Prawo zazwyczaj nie nadąża za dynamiką rynku, rzadko twórczo ją kształtuje, wyprzedza rzeczywistość, pobudza przeobrażenia;
  • Wiele zależy od sztuki stanowienia prawa, umiejętności harmonizowania nowych przepisów ze starymi, umiaru w nowelizacjach;
  • Pandemia COVID-19 postawiła przed prawem nieoczekiwane i ważne zadania – nie ominęły one prawa spółek;
  • Pod ciśnieniem pilnych potrzeb pośpiesznie wzbogacono prawo spółek przepisami niedoskonałymi, których interpretacje grożą rynkowi zamętem.

Polskie prawo spółek wymaga delikatnego traktowania. Jest ono częścią korpusu prawa cywilnego wywodzącego się z prawa rzymskiego wzmocnionego pierwiastkiem Kodeksu Napoleona. Niemniej przepisy o spółkach noszą wyraźne piętno rozwiązań niemieckich, których zrąb został ukształtowany w XIX stuleciu i odbiega od tradycji romańskiej. W miarę rozwoju rynków uwydatniają się w nim coraz silniejsze wpływy anglosaskie. Kodeks spółek handlowych z 2000 roku powielił model niemiecki, jest niczym ufortyfikowana twierdza prawa (Festung Recht) oblegana przez rozpowszechnione na wielu rynkach instytucje wywodzące się z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Tego, co dzisiaj w spółce akcyjnej najważniejsze, zwłaszcza w spółce publicznej: komitetu audytu i innych komitetów rady nadzorczej, audytora wewnętrznego, niezależności członków rady nadzorczej, odpowiedzialności członków rady, na równi z „kierownikiem jednostki”, za sprawozdawczość spółki – w Ksh próżno szukać.

Do niedawna nie umożliwiano zarządom spółek kapitałowych podejmowania uchwał poza posiedzeniami. W czasach, kiedy Niemczech formowano zręby prawa spółek, czyli głęboko w XIX wieku, nie widziano potrzeby takiej regulacji, bowiem nie wyobrażano sobie jeszcze, by członkowie zarządu mogli pracować inaczej, niż przebywając stale w jednym miejscu. Trzeba było dopiero dramatu COVID-19, by w pośpiesznie kleconej doraźnej regulacji z 31 marca 2020 r. nareszcie umożliwić członkom zarządów spółek z o. o. i akcyjnych uczestniczenie w posiedzeniach przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, a także podejmowania w tym trybie uchwał. Należało wprowadzić te przepisy już przed laty, przy okazji którejś z niezliczonych – i koniecznych – nowelizacji Ksh, a nie zmieniać kodeks na chybcika w związku z potrzebą pilnej reakcji na pandemię.

Przy okazji: przyznając członkom zarządów możliwość korzystania z nowoczesnych środków łączności, jednym tchem wprowadzono przepis umożliwiający członkom zarządu oddawanie głosu na piśmie za pośrednictwem innego członka zarządu, co może miało sens zanim wynaleziono telegraf, telefon, internet z pocztą elektroniczną, a możliwość komunikowania się na odległość zapewniała tylko zawodna jeszcze poczta. Ustawodawca nie potrafił zdecydować, czy zmierzać ku współczesności, czy cofać czas o stulecia.

Jeszcze dziwniej uregulowano zgromadzenie w spółkach. Akcjonariuszom i udziałowcom spółek kapitałowych  przyznano prawo do uczestniczenia w zgromadzeniach przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej – lecz jednocześnie odebrano je, pozostawiając decyzję o użyciu tych środków zwołującemu zgromadzenia. Stworzono też możliwość odstąpienia od wykonywania przez akcjonariuszy tego prawa poprzez wprowadzenie stosownego postanowienia w statucie lub umowie spółki. Gdyby walne zgromadzenie lub zgromadzenie wspólników wprowadziło taką zmianę do statutu lub umowy spółki, nietrudno byłoby ją zaskarżyć jako sprzeczną z dobrymi obyczajami i mającą na celu pokrzywdzenie akcjonariusza / wspólnika poprzez odebranie mu prawa uczestnictwa w zgromadzeniu przy wykorzystaniu powszechnie stosowanych instrumentów współczesnej komunikacji elektronicznej.

Inny przepis ustawy z 31 marca 2020 r. głosi, że spółka publiczna zapewnia transmisję walnego zgromadzenia  w czasie rzeczywistym – kropka. Urząd Komitetu Nadzoru Finansowego twierdzi, moim zdaniem bezpodstawnie, że spółka ma zapewnić transmisję tylko w przypadku zgromadzenia umożliwiającego akcjonariuszom uczestnictwo przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Czyli, akcjonariuszu, masz prawo uczestniczyć w walnych zgromadzeniach przy wykorzystaniu tych środków, albo nie. Masz prawo korzystać z transmisji obrad zgromadzenia, ale tylko wtedy, gdy są one transmitowane. Jeżeli tak ma wyglądać współczesne prawo spółek, jeżeli urzędy mają pokrętnie interpretować przepisy tak klarowne, że interpretacji nie wymagają – można oczekiwać, że następnym krokiem będzie utrudnienie zwoływania walnych przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Polskie prawo spółek tkwi od lat w trendzie bocznym.

Tekst ogłoszony 19 maja 2020 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET

 

 

 

Ucywilizować walne zgromadzenie może przewodniczący. Jak ucywilizować jego?

Pora zmienić formułę wyboru przewodniczącego walnego zgromadzenia przez uczestników zgromadzenia. Ani to bowiem wybór autentyczny, ani demokratyczny.

  • Powodzenie walnego zgromadzenia w ogromnej mierze zależy od przewodniczącego prowadzącego obrady i kontrolującego nastroje;
  • Przewodniczącym nie powinien być, wyciągnięty jak królik z cylindra, kandydat nieoczekiwany, nieznany, niekoniecznie odpowiedzialny;
  • Ksh wymaga wyboru przewodniczącego spośród osób uprawnionych do uczestnictwa w walnym zgromadzeniu;
  • Najlepiej, by kandydata wskazał zarząd, przedstawił zawczasu, uzasadnił kandydaturę, poręczył za jego kwalifikacje i znajomość spraw spółki.

Skoro tak wiele zależy od przewodniczącego walnego zgromadzenia, warto poświęcić uwagę, kim on bywa i skąd się go bierze. Najczęściej przed walnym zgromadzeniem spółka ustala, kto będzie prowadził zgromadzenie. W niewielkiej spółce będzie to pan Marian, szef biura zarządu, bądź obsługujący spółkę radca prawny, jeżeli jest akcjonariuszem lub udzielono mu pełnomocnictwa. Duża spółka zatrudni doświadczonego prawnika, umówi się z nim zawczasu, ale nie ujawni kandydata przed przystąpieniem przez zgromadzenie do wyboru przewodniczącego.

Przed blisko dwudziestu laty próbowałem uporządkować tę materię. Z inicjatywy Krzysztofa Lisa, dobrego ducha corporate governance w Polsce, przygotowałem i przedstawiłem rynkowi projekt dobrych praktyk walnego zgromadzenia. Poświęciłem w nim wiele uwagi wyborowi przewodniczącego walnego zgromadzenia i sposobowi sprawowania przezeń funkcji. Jedna z propozycji zakładała, że otwierający walne zgromadzenie (art. 409 § 1 Ksh) dąży do niezwłocznego wyboru przewodniczącego i czuwa nad sprawnym przeprowadzeniem wyboru, powstrzymując się od jakichkolwiek innych rozstrzygnięć merytorycznych i formalnych. Takie postanowienie zostało z czasem przyjęte przez niezliczone statuty i regulaminy walnego zgromadzenia. Zdarzało się bowiem, że dokonujący otwarcia zgromadzenia – czynności błahej, formalnej, usiłował jeszcze przed wyborem przewodniczącego wymusić przyjęcie przez zgromadzenie uchwał przesądzających przebieg obrad.

W sprawie wyboru przewodniczącego proponowałem, by walne zgromadzenie wzięło pod uwagę fachowe kwalifikacje kandydata. Jeżeli zarząd zgłasza kandydaturę na przewodniczącego – daje tym rękojmię, iż kandydat reprezentuje nie tylko wysokie kwalifikacje, lecz także znajomość statutu i spraw spółki, w tym spraw objętych porządkiem obrad, oraz projektów uchwał. W rzeczywistości bywało z tym różnie. Zarząd umawiał kandydata na przewodniczącego, ale nie przyznawał się do niego, zgłaszał go ktoś z sali, więc zarząd wypierał się odpowiedzialności za jego ekscesy. Opisywałem wiele nieprawidłowości dokonywanych przez przewodniczących walnych zgromadzeń, nie szczędząc gorzkich słów: “Podręcznikowym przykładem poniewierania akcjonariuszami było zwołane na 13 września b.r., (2012 r.) i odbywane a jakże!, na raty, walne zgromadzenie IDM. Wystarczyło, że ktoś z sali zgłosił niedorzeczne pytanie, by przewodniczący zawnioskował o kilkudniową przerwę, rzekomo w celu przeprowadzenia konsultacji prawnych nad oczywistą kwestią. Zwyrodniałych kibiców piłkarskim traktuje się zakazem stadionowym. Niestety, prawo nie przewiduje możliwości objęcia takiego przewodniczącego zakazem zgromadzeniowym. Szkoda”.

Do wielu ekscesów na walnych zgromadzeniach dochodziło na tle prób odwołania przewodniczącego, niekiedy uzasadnionych. Walnym zgromadzeniom nawet poważnych spółek, w tym wielkich banków, przewodniczyli nawet osobnicy bez żadnych kwalifikacji, wykształcenia, obycia na rynku. Proponowałem układ: niech spółki wezmą odpowiedzialność za przewodniczących walnych zgromadzeń, wszak są ich pracodawcami, w zamian niech rynek przyjmie zasadę niewzruszalności przewodniczącego: nie będzie się go odwoływać, a on nie będzie składać rezygnacji przed zakończeniem obrad i podpisaniem protokołu.

Sprawa wymaga rozstrzygnięcia. Walne zgromadzenia, w których uczestniczy się za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej, odbierając transmisje obrad online, korzystając z możliwości dwustronnej komunikacji w czasie rzeczywistym i głosując zdalnie – wymaga od przewodniczącego szczególnych kwalifikacji i cech charakteru. Zgodnie z Ksh przewodniczącego wybiera walne zgromadzenie, lecz niechaj zarząd spółki przedstawi w jej imieniu kandydata i ogłosi na stronie internetowej spółki (przynajmniej w spółce publicznej) najpóźniej na 48 godzin przez terminem zgromadzenia:

  • imię i nazwisko kandydata,
  • reprezentowane przezeń kwalifikacje do przewodniczenia walnemu zgromadzeniu,
  • liczbę reprezentowanych przezeń (także w charakterze pełnomocnika) akcji spółki;
  • oraz jego oświadczenie o związkach ze spółką bądź posiadanym przezeń przymiocie niezależności.

Ponieważ zarząd, zgłaszając kandydata na przewodniczącego walnego zgromadzenia, bierze odpowiedzialność za jego kwalifikacje i zachowanie, utrudni to wybór kandydata przypadkowego, wyciągniętego podczas zgromadzenia niczym królik z cylindra. Skoro walne zgromadzenie należy w końcu ucywilizować, niech dokonuje tego cywilizowany przewodniczący korzystający z poręki zarządu.

POST SCRIPTUM:WALNE ZGROMADZENIE W CZASACH PANDEMII: nowe sytuacje, nowe regulacje, stałe problemy” to temat webinarium, jakie poprowadzę już 12 maja – szczegóły prezentuje zamieszczony powyżej baner. Zapraszam do udziału!

Czytaj także:

2000.10.30 Czarne chmury
2001.06.15 Zasady dobrej praktyki walnego zgromadzenia
2012.11.10 Do przerwy 1:0
2017.12.18 O niewzruszalność przewodniczącego walnego zgromadzenia

 

 

#COVID-19, czyli o zakaźnych walnych zgromadzeniach

  • Nigdy znaczenie walnego zgromadzenia dla spółki i dla jej akcjonariuszy nie było tak doniosłe, jak obecnie;
  • Pandemia COVID-19 sprawiła, że wzrosło zainteresowanie możliwością zdalnego uczestniczenia w walnych zgromadzeniach;
  • Lecz spółki notowane na GPW nie lubią akcjonariuszy, nie potrzebują ich obecności na walnych zgromadzeniach, potrzebują tylko ich pieniędzy;
  • Praktykowane są różne sposoby służące skutecznemu zniechęcaniu akcjonariuszy do uczestniczenia w walnych zgromadzeniach;
  • Do listy tych sposobów przybył ostatnio nowy: zwoływanie zgromadzeń podczas pandemii bez możliwości zdalnego udziału w obradach i głosowania.

W obliczu pandemii COVID-19 prawnicy wrócili do tematu uczestnictwa w walnych zgromadzeniach za pomocą środków porozumiewania się na odległość. Temat ma swoją historię. Możliwość pełnoprawnego zdalnego uczestnictwa w walnym zgromadzeniu, co obejmuje transmisję obrad w czasie rzeczywistym, możliwość zdalnego wypowiadania się w toku obrad oraz zdalnego wykonywania prawa głosu osobiście lub przez pełnomocnika – istnieje w polskim prawie od sierpnia 2009 r. Inspirację do zmian Ksh dała ustawodawcy w tej materii Dyrektywa 2007/36/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 11 lipca 2007 r. w sprawie wykonywania niektórych praw akcjonariuszy spółek notowanych na rynku regulowanym. Ksh uzależnił jednak udział w walnym zgromadzeniu przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej od dopuszczenia takiej możliwości przez statut spółki.

Z czasem możliwość ta została wprowadzona do statutów wielu spółek notowanych na GPW (nie bez oczywistych zachęt za strony warszawskiej giełdy), niemniej niewiele spółek zechciało z niej skorzystać. Netia, pierwotnie nastawiona do tej innowacji najbardziej entuzjastycznie, z czasem zarzuciła tę praktykę. Ostatnio sytuacja prawna zmieniła się zasadniczo: ustawa z 31 marca 2020 r. (zawierająca szczególne regulacje związane z COVID-19 – weszła w życie w dniu jej uchwalenia!) odwróciła wcześniejszą regulację w ten sposób, że organizacja walnego zgromadzenia przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej jest już możliwa nawet jeżeli statut nie przewiduje takiej możliwości, jeżeli jej nie wyklucza. Spółka nie może obecnie powołać się na statut jako przeszkodę do organizacji „elektronicznego” walnego zgromadzenia – chyba, że statut je wyłącza taką możliwość (a żaden statut spółki notowanej na GPW takiego przepisu nie zawiera).

Walne zgromadzenie prowadzone w formule mieszanej, to znaczy dopuszczającej zarówno fizyczną obecność akcjonariuszy w miejscu obrad, jak ich udział przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej, to rozwiązanie bardzo przyjazne inwestorom, a doraźnie – w obliczu pandemii – szczególnie przecież przydatne. Z jednej strony daje ono akcjonariuszom możliwość uniknięcia ryzyka zakażenia w następstwie fizycznego udziału w walnym zgromadzeniu. Z drugiej – daje ono akcjonariuszom możliwość zadawania piastunom spółki pytań dotyczących sytuacji i perspektyw spółki w obliczu kryzysu, kontynuacji działalności, płynności, wypłacalności… Daje ono wreszcie spółce szansę nawiązania i rozwijania bliższych kontaktów z akcjonariuszami, którzy już niebawem mogą być jej nadzwyczaj potrzebni. Ileż spółek notowanych na GPW nie dostrzega już szans na przeprowadzenie wtórnych emisji publicznych!

Argument, że organizacja „elektronicznego” walnego zgromadzenia będzie bardziej kosztowna od zgromadzenia w tradycyjnej postaci, jest niewątpliwie prawdziwy, ale nie do przyjęcia w świetle przyjętej przez Polskę i wiele innych państwa dotkniętych pandemią polityki zdecydowanego prymatu zdrowia publicznego nad interesami gospodarki.

Już po wejściu w życie zmian w Ksh niektóre spółki odbyły walne zgromadzenia w formie tradycyjnej, dopuszczając wyłącznie fizyczne uczestnictwo akcjonariuszy lub ich pełnomocników. Wspomniana ustawa z 31 marca b.r. dopuszcza taką możliwość względem walnych zgromadzeń zwołanych przed jej wejściem w życie, zarazem pozwalając na wprowadzenie udziału przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej, jeżeli spółka poinformuje o tym w trybie przewidzianym dla zwołania walnego zgromadzenia i nie później niż na 4 dni przed dniem jego otwarcia. Natomiast spółki zwołujące walne zgromadzenia po 31 marca b.r. są z mocy wspomnianej ustawy zobowiązane do umożliwienia udziału w walnym zgromadzeniu przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej – chyba, ze statut stanowi inaczej.

Wspomniana regulacja klecona była w pośpiechu, byle jak, pod presją pandemii. Lecz ta kiedyś przeminie, a przepisy zostaną. Nie można ich oceniać jednoznacznie. Pozytywem jest próba przełamania wstrętu spółek do dwupostaciowych walnych zgromadzeń, w których można uczestniczyć, na takich samych prawach, zarówno fizycznie, w miejscu wyznaczonym na obrady, i zdalnie, poza tym miejscem. Spółka może uniknąć obowiązku organizowania takiego walnego zgromadzenia wprowadzając do statutu przepis, że jej zgromadzenia nie dają uczestnikom możliwości zdalnego wypowiadania się w toku obrad i zdalnego wykonywania prawa głosu. Z brzmienia przepisu art. 406-5 § 4 wynika, że spółka publiczna ma obecnie obowiązek przeprowadzania transmisji obrad walnego zgromadzenia w czasie rzeczywistym.

Spółki nie lubią swoich inwestorów. Nie lubią ich uczestnictwa w walnych zgromadzeniach. Zniechęcają do tego wyznaczając osobliwe pory zgromadzeń: jak wigilię Bożego Narodzenia w godzinach popołudniowych, lub Sylwestra w godzinach popołudniowych, względnie w dni powszednie, ale o ósmej rano. Dezorganizując obrady odraczając je o wiele godzin, bądź przerywając je, nawet kilkakroć, w ramach ustawowego limitu 30 dni. Zwołując zbędne nadzwyczajne walne w sprawach bez znaczenia, co zniechęci inwestorów do udziału, by owo zniechęcenie weszło im w stały nawyk. Dlaczegóż wobec tego spółki oporne względem zdalnego udziału w walnych zgromadzeniach nie miałyby zmienić statutów, wyłączając taką możliwość? Zapewne wiele spółek tak postąpi.

Legislacja zna pojęcie vacatio legis, co oznacza czas między uchwaleniem przepisu a wprowadzeniem do w życie. Wprowadzenie obowiązku organizacji elektronicznych walnych zgromadzeń nastąpiło na łapu capu. Żadna spółka planująca swoje walne zgromadzenie w maju nie jest w stanie zapewnić mu formy dwupostaciowej. Owszem, Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych oferuje wygodną procedurę #eVoting. Owszem, jest na rynku firma doświadczona w organizacji walnych zgromadzeń prowadzonych przy wykorzystani środków komunikacji elektronicznej, lecz trzeba z nią (lub z jej konkurencją) negocjować nie tylko terminy, także warunki techniczne, nawet wybór miejsca zapewniający dostęp do łącz o wymaganej przepustowości. Ci, którzy wymyślili rozwiązanie przyjęte w ustawie, wykazali się brakiem doświadczenia i wyobraźni.

Spośród kilkunastu spółek zwołujących walne zgromadzenia po 31 marca możliwość udziału w nich przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej przewidziały Getin Holding i Elektrobudowa w upadłości, oraz Getback (zgromadzenie zwołane jeszcze 11 marca, formuła uczestnictwa rozszerzona 3 kwietnia). Warto odnotować, że kilka spółek z uwagi na pandemię odwołało zwołane już walne zgromadzenia. To Odlewnie Polskie, 4 Mass i Novaturas AB. Natomiast Fast Finance z uwagi na pandemię odmawia zwołania w najbliższym czasie walnego zgromadzenia na żądanie uprawnionych, a Pozbud informuje, że walne odbędzie się z zachowaniem środków ostrożności (duża sala, maseczki).

Spółki publiczne zwołujące po 31 marca walne zgromadzenia w postaci wyłącznie fizycznej nie zapewnią swoim inwestorom ochrony przed pandemią. Osiągną mizerną frekwencję i będą zadowolone. Zastrzegają, że ich statut nie przewiduje takiej możliwości (co w świetle nowej regulacji jest bez znaczenia), niekiedy dodając, że ryzyko elektronicznej formy komunikacji ze spółką leży po stronie akcjonariusza. Do spółek idących na zderzenie czołowe z pandemią należą: Prymus, Bit Evil, Cambridge Chocolate Technologies, AB Inter RAO Lietuva (zachęca do głosowania korespondencyjnego), Ergis, Larq, Ulma, Neuca, BSC Drukarnia Opakowań, APS Energy, Moonlit i Asbis Enterprises.

Akcjonariuszom tych spółek wyrażam szczere współczucie. 

Czytaj także:

2020.03.16 COVID-19 a organizacja walnego zgromadzenia

2020.02.13 Zalety i wady walnego zgromadzenia w formie virtual-only

#COVID-19 a organizacja walnego zgromadzenia

  • W obliczu pandemii COVID-19 walne zgromadzenie jest źródłem zagrożenia, które jednak można znacznie ograniczyć;
  • W tym celu należy zapewnić akcjonariuszom możliwość zdalnego uczestniczenia w walnym zgromadzeniu;
  • Należy ograniczyć zwoływanie nadzwyczajnych walnych zgromadzeń do przypadków rzeczywiście koniecznych;
  • Należyte przygotowanie walnego zgromadzenia pozwoli zrezygnować z przerw powodujących odraczanie obrad.

Sezon walnych zgromadzeń trwa w Polsce cały rok. Doznaje on wzmożenia w „spoconym czerwcu”, zwłaszcza w jego ostatnich dniach roboczych, niemniej wiele spółek zwołuje ponadto nadzwyczajne walne zgromadzenia, nieraz po kilkakroć w ciągu roku. Zbieg zwyczajnych – dorocznych – zgromadzeń zostałby rozładowany, gdyby spółki nie zwlekały z ich zwołaniem do ostatniej chwili. Krytyczne właściwości polskiego rynku to późne ogłaszanie przez spółki raportu rocznego i odraczanie zwołania walnego zgromadzenia jeszcze przez kilka tygodni po ogłoszeniu raportu. Do spółek nie dociera, że rok obrotowy nie musi – a dla niektórych branż wręcz nie powinien – pokrywać się z rokiem kalendarzowym. Już teraz niektórzy prawnicy nie przyjmują propozycji prowadzenia walnych zgromadzeń w czerwcu: kalendarz najbardziej wziętych został całkowicie wypełniony. Na domiar złego, pandemia kreuje niebezpieczeństwo pozarażania akcjonariatu…

Walne zgromadzenia rzadko bywają tłumne. Spółki uczyniły bardzo wiele, by zrazić uprawnionych do uczestnictwa w walnych. Wiele walnych zgromadzeń zasłużyło na ukute przeze mnie przed laty szydercze miano „walnego zwyrodnienia”. Lecz nawet pokojowe spotkanie kilkunastu osób może prowadzić do zarażeń. Spółka nie może odmówić osobie uprawnionej (akcjonariuszowi lub jego pełnomocnikowi) wstępu na walne, niemniej powinna zaoferować im możliwość zdalnego (pełnoprawnego!) uczestnictwa w obradach i głosowaniu uchwał. W ten sposób grono obecnych na zgromadzeniu można zredukować do osób obowiązanych, czyli przewodniczącego, notariusza, przedstawicieli zarządu i rady nadzorczej, oraz tych uprawnionych, którzy zdecydują się na fizyczny udział w wydarzeniu.

PO PIERWSZE: ZDALNE UCZESTNICWO W WZ. Prawo dopuszcza udział w walnym zgromadzeniu spółki akcyjnej (publicznej i niepublicznej) przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Obejmuje on (1) transmisję obrad w czasie rzeczywistym, (2) dwustronną komunikację w czasie rzeczywistym między zgromadzeniem a jego uczestnikiem przebywającym poza miejscem obrad, oraz (3) wykonywanie osobiście lub przez pełnomocnika prawa głosu przed lub w toku walnego zgromadzenia. Regulacja ta weszła w życie przed kilkunastu laty, niemniej spółki odniosły się do niej ze wstrętem, chociaż Dobre praktyki spółek notowanych na GPW początkowo obligowały spółki publiczne do organizowania e-WZ. Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych i Polski Instytut Dyrektorów organizowały symulacje elektronicznych walnych, by przekonać spółki, iż jest to wykonalne i nie rodzi ryzyka. Kilka spółek nawet takie walne organizowało, z symbolicznym udziałem zdalnych uczestników. Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych opracował nowoczesną technikę głosowań (e-Voting), redukującą ryzyko zakłóceń transmisji, komunikacji i głosowań. Może pandemia COVID-19 może nareszcie odmieni formę walnych zgromadzeń?

PO DRUGIE, NADZWYCZAJNE WZ. Często są one zwoływane w sprawach błahych, jak uzupełnienie składu rady nadzorczej lub podjęcie uchwały o nikłym znaczeniu. Jedna ze spółek z GPW zwołała nadzwyczajne walne, by nieco zredukować wynagrodzenie prezesa, zarazem głównego udziałowca. Spółka chwaliła się, że koszty zgromadzenia zwrócą się bardzo szybko. Chodziło o koszty spółki, nie akcjonariuszy uczestniczących w walnym – z nimi nikt się nie liczy. Wielu nadzwyczajnych walnych można uniknąć, gdyby statuty spółek redagował ktoś bardziej rozgarnięty od pomagiera w kancelarii prawnej. Może pandemia COVID-19 nareszcie uświadomi spółkom bezsens, zgoła szkodliwość, zwoływania nadzwyczajnych walnych?

PO TRZECIE, PRZERWY. Obyczaj ogłaszania przerw w obradach walnych zgromadzeń spółek publicznych wypłoszył z nich akcjonariuszy indywidualnych. Odraczanie obrad o kilka lub kilkanaście dni oznacza ponowne spotkanie w – być może – zmienionej sytuacji epidemiologicznej. Rzecz w tym, że owe przerwy spowodowane są zazwyczaj brakiem przygotowania do udziału w obradach pełnomocników Skarbu Państwa i / lub inwestorów instytucjonalnych. Podmioty te przysyłają na walne zgromadzenia osoby niedecyzyjne, które wolą wnioskować o przerwę na konsultację z przełożonymi, niż ryzykować głosowanie w sprawie, o której nie mają pojęcia. Może pandemia COVID-19 ograniczy lekceważenie przez wspomniane podmioty powagi walnego zgromadzenia?

NA MARGINESIE. Informacja ta zapewne nie zachęci spółek do organizowania zdalnych – czyli zdrowych! – walnych zgromadzeń, ale może zniechęci akcjonariuszy do fizycznego udziału w zgromadzeniach. Niegdyś uczestnicy walnych bywali podejmowani przez spółkę obiadem, bądź przynamniej poczęstunkiem. W Niemczech nawet można było rozliczyć podatkowo koszty dojazdu na walne. Teraz trzeba obejść się smakiem. Przed kilku laty na walnym Daimlera doszło do awantury o tradycyjne kiełbaski. Jeden z akcjonariuszy chciał zabrać je sobie do domu, co spowodowało kontrakcję innych, dla których mogło zabraknąć. Obyczaj poczęstunku dla uczestników walnego zgromadzenia dziwił Amerykanów, którzy zwracali uwagę, że koszt na osobę nie powinien przekraczać wartości jednej akcji. U nas spółek groszowych nie stać byłoby nawet na wodę mineralną.

WNIOSEK: ZOSTAŃCIE W DOMU BIORĄC ZDALNY UDZIAŁ W WALNYCH ZGROMADZENIACH!

Czytaj także, między innymi:

2020.03.13 COVID-19 a technika pracy zarządu i rady nadzorczej w spółce publicznej

2020.02.13: Zalety i wady walnego zgromadzenia w formie virtual-only

 

 

 

Zalety i wady walnego zgromadzenia w formie virtual-only

Walne zgromadzenia w formie virtual-only są zdecydowanie najtańsze, a przy tym dają możliwość pozyskania znacznie wyższej frekwencji – te argumenty zamykają wybór.

  • Od wirtualnego walnego zgromadzenie dzieli nas bariera prawna – polskie prawo nie dopuszcza takich zgromadzeń i zapewne nieprędko je dopuści;
  • Od wirtualnego walnego zgromadzenia dzieli nas także bariera językowa – często mylimy je z możliwością zdalnego udziału w zgromadzeniu;
  • Czas uporządkować terminologię i uświadomić sobie, czym naprawdę jest wirtualne walne zgromadzenie i co za tą formą przemawia…
  • …oraz co i dlaczego przemawia przeciwko wprowadzeniu takich zgromadzeń do Polski, czego zapewne i tak nie da się uniknąć.

Według polskiego prawa spółka akcyjna zobowiązana jest odbyć zwyczajne walne zgromadzenie w terminie sześciu miesięcy po upływie każdego roku obrotowego. Bywają z tym kłopoty: niektóre spółki odbywają walne po terminie, inne starają się ich nie zwoływać. Przypadłość ta dotyka nawet spółki giełdowe: notowana Euro Bud Invest SA nie ogłaszała raportów, nie zwoływała zgromadzeń tłumacząc, że „nie stać jej na to” (2002). Minęło sporo lat, lecz trwają wątpliwości, jak niektóre spółki znalazły się na GPW…

Prawo reguluje proces zwołania walnego zgromadzenia oraz uprawnienia jego uczestników, przy czym niezbędnym jest osadzenie walnego zgromadzenia w fizycznej rzeczywistości: odbywa się ono nie tylko w oznaczonym czasie, także w oznaczonym miejscu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, przy czym swoboda spółek w wyborze miejsca obrad jest ograniczona. Niemniej prawo dopuszcza pełnoprawny udział w walnym zgromadzeniu przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Praktyka ta zyskała miano e-WZ. W swoim czasie warszawska giełda wywierała silny nacisk na spółki notowane, by wszystkie umożliwiały uprawnionym do uczestniczenia w walnych zgromadzeniach możliwość udziału elektronicznego. Większość spółek odniosła się do tego z niechęcią, akcjonariusze nie okazali zainteresowania, powoływano się na ryzyka związane z możliwością zerwania połączenia, zerwania transmisji, itd.

TECHNOLOGIA ROZWIJA SIĘ SZYBCIEJ OD ZASTAŁYCH PRZYZWYCZAJEŃ. Niezawodny Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych od 30 września ub.r. udostępnia bezpieczną, opartą na technologii blockchain usługę e-Voting, umożliwiającą nie tylko zdalny udział i oddawania głosów w roku walnego zgromadzenia, także dającą dostęp do informacji o walnych zgromadzeniach zarejestrowanych w systemie KDPW. Nic w tej chwili nie stoi na przeszkodzie wykorzystywaniu tych możliwości na walnych zgromadzeniach, czyli szerokie upowszechnienie e-WZ; nic, prócz niechęci do nowości, ponad którą zdołały się wzbić ledwie nieliczne spółki. Inne bywają niechętne nawet transmisji online obrad walnego zgromadzenia w czasie rzeczywistym lub zamieszczania na swojej stronie internetowej (obowiązkowej od 1 stycznia 2020 r. dla wszystkich spółek akcyjnych i komandytowo-akcyjnych) pliku z transmisją obrad.

Walne zgromadzenie jest najważniejszym spoiwem spółki z jej akcjonariatem. Kształtuje ono zaufanie do spółki wśród jej obecnych i przyszłych inwestorów, zwiększa lub zmniejsza ich gotowość do zasilania spółki kapitałem. Niechęć wielu spółek publicznych do ułatwiania uprawnionym udziału w walnym zgromadzeniu dzięki zastosowaniu współczesnych technologii zapewne bierze się z ich przekonania, że utraciły już one możliwość pozyskania z rynku kolejnej porcji kapitału, a to bądź z powodu braku zainteresowania dawców kapitału inwestowaniem w te spółki, bądź także z powodu utraty przez nie zdolności emisyjnej. Dochodzi do tego wtedy, gdy notowania spółki ustabilizują się na poziomie niższym od wartości nominalnej jej akcji.

KIEDY JĘZYK LEPIEJ PORZĄDKUJE RZECZYWISTOŚĆ NIŻ PRZEPISY. Nasz język nie jest w tym przedmiocie należycie precyzyjny. Posługujemy się pojęciami zwyczajnych i nadzwyczajnych walnych zgromadzeń, przy czym wiele (być może większość, warto byłoby policzyć!) polskich spółek publicznych odbywa walne zgromadzenia więcej niż raz do roku. I nadzwyczajne walne zgromadzenia są na polskim rynku bardziej zwyczajne niż te ważniejsze – zwyczajne. Szeroko rozpowszechniony na światowych rynkach język angielski operuje jednoznacznym pojęciem Annual General Meeting (AGM), czyli doroczne walne zgromadzenie, co sprowadza nadzwyczajne zgromadzenia na pozycję rzeczywiście nadzwyczajnych, zwoływanych jedynie w obliczu okoliczności nagłych, nadzwyczajnych i nieprzewidzianych.

Współczesna terminologia dotycząca charakteru walnych zgromadzeń wywodzi się ze Stanów Zjednoczonych. Wyróżnia się tam In-person AGMs, zgromadzenia tradycyjne z fizycznym uczestnictwem akcjonariuszy lub ich pełnomocników. Ich przeciwieństwem są Virtual-only shareowner meetings, dające uprawnionym możliwość wyłącznie zdalnego udziału; w użyciu znajdują się też terminy Virtual Annual Meeting, VAM, oraz Virtual Shareholder Meeting, VSM. Formą pośrednią, lecz zanikającą, są Hybrid AGMs, dające uprawnionym możliwość wyboru między fizyczną obecnością w miejscu obrad a uczestnictwem zdalnym.

Dyskusje na temat formy walnych zgromadzeń sprowadzają się w Stanach Zjednoczonych do dwóch kwestii: kosztów operacji oraz liczby uczestników. Walne zgromadzenia w formie virtual-only są zdecydowanie najtańsze, a przy tym dają możliwość pozyskania znacznie wyższej frekwencji – te argumenty zamykają wybór. Mogą być one odbywane w trybie audio-only lub video. Spółki chętnie wybierają ten pierwszy: jest tańszy, prostszy, wymaga głównie identyfikacji akcjonariuszy oraz udostępnienia im możliwości bezpiecznego głosowania. Niekiedy transmisja dźwiękowa wzbogacana jest prezentacją z wykorzystaniem slajdów. Organizacją wydarzenia zajmują się tzw. service providers, dysponujący technologią i doświadczeniami.

NIEMNIEJ TRWAJĄ DYSKUSJE ZA I PRZECIW VIRTUAL-ONLY MEETINGS. „ZA” przemawiają koszty. Najdroższe są zgromadzenia hybrydowe, już stopniowo zarzucane. Zgromadzenia wirtualne są najtańsze nie tylko dla spółek, także dla inwestorów rozproszonych po kraju i świecie, wiele spółek ma przecież prawdziwie globalny akcjonariat. „ZA” przemawia także brak obaw, że zawiedzie technologia, do niedawna kapryśna, współcześnie już pewna, spolegliwa. Oraz frekwencja, dramatycznie spadająca na walnych tradycyjnych, odbudowywana na wirtualnych. Czy można chcieć czegoś więcej? Otóż owszem.

„PRZECIW” przemawia tradycja. Uczestnik traci sposobność spojrzenia w oczy dyrektorom spółki, odczytania kodu ich zachowań, wymuszenia możliwości zadania pytania, zgłoszenia wniosku, czytelnego zademonstrowania niezadowolenia. Dla tych wartości niektórzy gotowi są udać się w podróż, ponieść koszty. Dojrzewa przekonanie, że wirtualne zgromadzenia dają menedżerom więcej możliwości unikania kłopotliwych pytań, podejmowania niewygodnych kwestii. Bywało, że na walne zgromadzenie akcjonariusz wybierał się z tubą, by nie dać się zagłuszyć, by głos swój wzbić ponad harmider, by dopaść zarząd pytaniem, uwagą, komentarzem. W dobie zgromadzeń wirtualnych tuby stały się bezużyteczne.

ZACZĘŁO SIĘ W DELAWARE. W 2000 r. stan Delaware dopuścił w swoim General Corporation Law możliwość odbywania „elektronicznych walnych”. Było to śmiałe posunięcie, szerokopasmowy dostęp do internetu nie był jeszcze rozpowszechniony, nie korzystała z niego większość gospodarstw domowych. Chociaż rośnie liczba stanów dopuszczających VAM, jeszcze nie wszędzie w USA są one dozwolone. I chociaż rośnie liczba spółek odbywających VAM, wiele innych jest nadal związanych wewnętrznymi przepisami (by-laws) wymagającymi fizycznego miejsca odbywania walnych.

Gdzie zatem odbywają się virtual-only meetings? Najkrótsza odpowiedź: gdzieś w sieci. Uprawnieni do udziału korzystają z adresu URL, przedstawiają się numerem kontrolnym otrzymanym wraz z dokumentacją zgromadzenia (proxy materials) i zostają przekierowani do internetowej sali obrad (online location of the meeting). Niepowtarzalny numer kontrolny daje akcjonariuszom / pełnomocnikom prawo zadawania pytań i oddawania głosu po otwarciu głosowań. Menedżerowie spółki korzystają z prywatnego URL umożliwiającego kierowanie przebiegiem obrad. Ich dashboard pozwala im monitorować w czasie rzeczywistym, ilu uprawnionych uczestniczy w „zgromadzeniu”, ile akcji jest reprezentowanych, jakie pytania są wnoszone przez zweryfikowanych uczestników – głosem lub tekstem.

NIE MA CEREGIELI, DO JAKICH NAWYKLIŚMY W POLSCE. Nie zdarzą się przepychanki, kto ma otworzyć walne zgromadzenie, jak stwierdzić prawomocność jego zwołania i zdolność podejmowania uchwał, nie wybiera się przewodniczącego, nie ma komisji do sprawdzenia listy obecności, nie zatwierdza się porządku obrad. Nie ma ochroniarzy, nie kręcą się pracownicy spółki i firmy obsługującej głosowania. Nie ma poczęstunku, a przy okazji – wysoko cenionej możliwości zamienienia paru zdań z menedżerami. Nie ma konkurencyjnych zgromadzeń na parkingu.

Akcjonariusz nie ma sposobności, by odczuć swoją podmiotowość w spółce, w jej akcjonariacie. Znajduje się przed niewidoczną ścianą, o którą mogą rozbić się jego pytania, uwagi, wnioski. Od której mogą także odbić się jego pieniądze. Już wie przecież, lub dowie się wkrótce, że na współczesnym rynku zmienia się pozycjonowanie dawców kapitału: ubiegłoroczny manifest Business Roundtable, którego przesłanie rozchodzi się po świecie jak kamień rzucony w wodę, dowartościowuje innych interesariuszy, jak pracownicy spółek, ich klienci, uczestnicy łańcucha dostaw, lokalne społeczności, nawet społeczeństwa i ich zasoby.

DOBRE PRAKTYKI WIRTUALNYCH WALNYCH ZGROMADZEŃ. Gdzie na rynku powstaje pustka, rynek wypełnia ją dobrymi praktykami. Best Practices Committee for Shareowner Participation in Virtual Annual Meetings opracował pięć zasad i dwanaście dobrych praktyk. Zasady głoszą potrzebę (1) zachęcania akcjonariatu do uczestnictwa w VAMs (2) zapewniających równe traktowanie uczestniczących inwestorów, (3) do owocnych kontaktów inwestorów z dyrektorami, (4) do uświadamiania akcjonariatowi zalet VAMs wykorzystywanych (5) jako płaszczyzna dialogu akcjonariuszy ze spółką. Ładne to, lecz zbyt ogólne.

Praktyki przewidują, że spółka ustali formułę zgromadzenia przed jego zwołaniem, uwzględni w agendzie obrad sprawy interesujące akcjonariuszy, będzie usprawniać technologię i procesy VAMs, zapewni wszystkim akcjonariuszom równy dostęp do zgromadzeń, przyjmie formalne procedury przebiegu zgromadzenia, przyzna każdemu z zainteresowanych akcjonariuszy odpowiedni czas na wystąpienie, określi zasady przyjmowania i uchylania pytań, będzie działać na rzecz zwiększenia przejrzystości, ogłosi treść pytań wniesionych podczas obrad, zapewni akcjonariuszom dostęp do dyrektorów, uruchomi pomoc techniczną, zarchiwizuje przebieg zgromadzeń i udostępni je akcjonariuszom.

Dobre praktyki wypełniają lukę między enigmatycznym w tej materii prawem a prawdziwymi potrzebami rynku. Kiedy powstaną nowe regulacje, dobre praktyki zajmą się nowymi potrzebami rynku. W Polsce legislatorzy, emitenci, nawet inwestorzy,  nie wykazują jeszcze zainteresowania reformą walnych zgromadzeń i wprowadzeniem ich w erę wydarzeń wirtualnych. Kiedy jednak, z czasem, także polskie prawo dopuści możliwość odbywania wirtualnych walnych zgromadzeń (a będzie musiało dopuścić, inaczej zamkniemy rynkowi dopływ światowego kapitału), także ten obszar będzie mógł doświadczyć dobrodziejstw dobrych praktyk. GPW ma na tej niwie bogate doświadczenia i dorobek.

Tekst ogłoszony 3 lutego 2020 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET

 

 

 

Łomża: kandydat do rady nadzorczej pilnie poszukiwany

Jeden z dzienników zamieścił ciekawe ogłoszenie: inwestor poszukuje kandydata do rady nadzorczej niewielkiej spółki giełdowej i oczekuje od niego wysokich kwalifikacji, które zostały jasno określone. To rzadki powiew profesjonalizmu na rynku kapitałowym. W dzisiejszej Polsce profesjonaliści nie są w cenie. Do rad nadzorczych spółek z udziałem Skarbu Państwa często powołuje się karierowiczów bez kwalifikacji. Jest więc zjawiskiem krzepiącym, że na miejsce w radzie ktoś publicznie ogłosił otwarty nabór; do tej pory inwestorzy słali do rad albo pracowników, albo znajomych z notesu. Praktyka poszukiwań odpowiednich kandydatów inseratami w gazetach jest w świecie znana od lat. Na łamach The Economist często widuję takie ogłoszenia, chodzi tylko nie o rady fundacji, szpitali, wyższych uczelni, klubów sportowych, nawet o obsadzany przez Koronę Court of the Bank of England. Nasz bank centralny także ma swój „dwór”, lecz nie obsadza go przez ogłoszenia.

Ogłoszeniodawcą jest Saturn TFI, które w imieniu jednego ze swoich funduszy, Epsilon FIZ AN poszukuje kandydata do rady Pepees SA. Jest to niewielka spółka z siedzibą w Łomży, od ponad dwudziestu lat notowana na warszawskiej giełdzie. O spółkę i wokół niej toczyły się w przeszłości liczne spory – gorszące, zaciekłe i głośne. Obecnie Epsilon, będący największym akcjonariuszem, zamierza poszukiwanego profesjonalistę wprowadzić do rady w wyborach przeprowadzonych w drodze głosowania oddzielnymi grupami, by następnie delegować go do stałego indywidualnego wykonywania czynności nadzorczych. Z chwilą dokonania takiego wyboru wygasną mandaty obecnych członków rady nadzorczej, co może zaowocować zmianą układu sił w spółce.

Od kandydata oczekiwane są „wysokie kompetencje w zakresie ekonomiki przedsiębiorstw, zarządzania przedsiębiorstwami oraz analizy inwestycyjnej potwierdzone wynikami w praktyce. Dodatkowym atutem kandydata będą posiadane tytuły naukowe z dziedziny ekonomii lub zarządzania oraz doświadczenia w pełnieniu funkcji w organach spółek akcyjnych, w tym notowanych na GPW”. Poprzeczkę ustawiono więc wysoko, ale jest w Polsce liczne grono osób z nadwyżką spełniających wspomniane wymagania. Widzę tu jednak trzy ważne szkopuły. Po pierwsze, termin zgłoszeń mija już 14 stycznia (z uwagi na termin walnego). Po drugie, członek rady z należytymi kwalifikacjami powinien oczekiwać stosownego wynagrodzenia, w szczególności w związku z indywidualnym wykonywaniem nadzoru, a spółka wygląda na biedną, nie stać jej na fachowca (koszty poniesie zatem TFI). Po trzecie, spółka ma marną opinię; chodzi nie tylko o sprawy z przeszłości, także o komiczne zacofanie w stosunku do współczesności.

Spółka nie zamieszcza na swojej stronie internetowej tekstu statutu (link do statutu nie działa), co bardzo utrudnia jej ocenę. Jeżeli spółka ukrywa swój statut, rodzą się dwojakie przypuszczenia. Albo spółka nie zdaje sobie sprawy, jak ważny to dokument, co podważa zaufanie do niej, albo w statucie są dziury, przez które wyciekają pieniądze akcjonariuszy, co w pełni przekreśla zaufanie. Nie inwestuję w spółki, póki nie poznam ich statutów. Natomiast z materiałów przygotowanych na najbliższe nadzwyczajne walne zgromadzenie w sprawie zamierzonych zmian w statucie dowiaduję się, że spółka wciąż odwołuje się w tym dokumencie do przepisów kodeksu handlowego (od 1 stycznia 2001 roku obowiązuje kodeks spółek handlowych!) i ustawy o NFI; czyżby dopiero teraz do Łomży dotarły wiadomości o uchyleniu tych aktów? Spółka deklaruje, że ponadto nie stosuje 3 rekomendacji i 13 zasad szczegółowych zbioru Dobrych praktyk 2016. Ale w praktyce jest gorzej: Dobre praktyki na przykład wskazują na potrzebę udostępnienia na stronie internetowej spółki podziału zadań i odpowiedzialności członków zarządu – spółka na to, że owszem, zasada jest stosowana, bo podział obowiązków wynika z regulaminu zarządu, ale regulaminu na stronie także nie ma…

Nadzwyczajne walne zgromadzenie zostało zwołane na 15 stycznia. Akcjonariuszem nie jestem, więc w zgromadzeniu nie wezmę udziału, nie zobaczę też transmisji wydarzenia na stronie internetowej, ponieważ spółka jej nie przewiduje. Nie oglądnę także pliku z zapisem przebiegu obrad, ponieważ go nie będzie. W dyskusjach na temat Dobrych praktyk często słyszę głos Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych, żeby dać spółkom spokój, bo nadmiar regulacji może skłonić je do delistingu. Lecz dobre praktyki to tylko elementarne zasady należytego zachowania na rynku giełdowym; której spółce się nie podobają, niech wyjdzie z notowań, a za takimi jak Pepees SA mało kto będzie płakał. Chyba, że inwestorzy, którzy zaufali jej na zapas. Ale już uczestnicy funduszy inwestycyjnych mogą nigdy nie dowiedzieć się, gdzie zniknęły ich pieniądze.

Na marginesie pochwał dla Saturna: wcześniej w mediach pojawiały się wyłącznie komunikaty o naborze na kursy na członków rad nadzorczych. W latach mojej posługi w Polskim Instytucie Dyrektorów nagabywano mnie często, dlaczego nie urządzam takich kursów, skoro zarabia się na nich wybornie. Brak zgody motywowałem twierdzeniem, że to oszustwo. Szkolono powierzchownie, liczba rozdanych świadectwo po wielekroć przekraczała liczbę miejsc w radach nadzorczych, a do rad trafiali, bez kursów i egzaminów, protegowani resortu. Gdyby szybciej prywatyzowano, oszustw byłoby mniej.

 

 

 

Walne zgromadzenie: strata czasu, czy święto spółki?

Jamie Dimon, szef zarządu i rady dyrektorów JPMorgan Chase poruszył rynki wypowiedzią, że walne zgromadzenia to „zupełna strata czasu”. Chociaż wielu w skrytości podziela tę opinię, niewielu ma odwagę wyrażać ją publicznie. Dimona stać na szczerość: jest uznanym menedżerem, miliarderem, a zarządzany przezeń bank jest największy w USA pod względem aktywów. Niemniej pogarda dla walnych zgromadzeń, na których traci się czas, jest nie do pogodzenia z fundamentem corporate governance. Walne zgromadzenie służy temu, by akcjonariusze, dostawcy kapitału, corocznie mogli stanąć oko w oko z piastunami spółki i sumiennie rozliczyć ich z realizacji strategii i prognoz.

Dimon wygłosił przytoczoną tezę po walnym zgromadzeniu JPMorgan Chase & Co. Dodał, że walne zgromadzenia stały się wydarzeniami zagarniętymi (hijacked) przez tych, którzy kierują się interesami wyłącznie politycznymi i za nic mają zdrową przyszłość spółki. Jego gorycz wywołały przytyki akcjonariuszy do poparcia udzielonego przezeń prezydentowi Trumpowi, a także krytyka zaangażowania banku w finansowanie prywatnego więziennictwa.

Im wyższe mniemanie o sobie, tym bardziej boli krytyka. Lecz wielki książę rynku nie ma racji. Walne zgromadzenia nie zostały „zagarnięte” przez stronników interesów politycznych, którzy za nic mają dobro spółki. Aktywni akcjonariusze często potrafią dojrzeć interes spółki w szerszej perspektywie, niż jej piastuni, nadmiernie zajęci zliczaniem swoich dochodów. Bodaj najważniejszym wyzwaniem stojącym współcześnie przed korporacyjną Ameryką jest rozliczanie się spółek z ryzyka, jakie ich działalność powoduje dla przeobrażeń klimatu. Akcjonariusze zdają sobie sprawę z ciążącej na spółkach odpowiedzialności klimatycznej. Biały Dom nie jest jeszcze świadomy tej odpowiedzialności, a Donald Trump skłonny jest uznawać efekt cieplarniany za chory wymysł lewaków.

Do nowych wyzwań, nakreślonych przed rynkiem przez opinię publiczną wzburzoną tragicznymi strzelaninami szaleńców, należy finansowanie producentów agresywnych broni palnych. W marcu b.r. BlackRock, największy w świecie zarządca aktywów, wezwał firmy prywatne i sektor publiczny do współdziałania w tej sprawie. Na walne zgromadzenia mogą zostać wnoszone wnioski o zaprzestanie finansowania producentów broni; chociaż zapewne przepadną, zawarty w uzasadnieniach ładunek emocjonalny może z czasem wywrzeć pewien skutek. Bankierzy inwestycyjny, którym roi się, że „czynią robotę Boga”, widzą w tym jedynie politykę – zamach na drugą poprawkę do konstytucji Stanów Zjednoczonych o prawie do posiadania i noszenia broni.

Trudno zaprzeczyć, że walne zgromadzenia amerykańskich spółek zmieniają swoje oblicze. Niektóre spółki urządzają wirtualne walne zgromadzenia, pozbawiając inwestorów możliwości spotkania twarzą w twarz piastunów spółki. Wielu uczestników rynku nie jest zainteresowanych uczestnictwem w walnych zgromadzeniach, ani uprawnionych do tego, ponieważ nie inwestują w spółki bezpośrednio, a poprzez inwestorów instytucjonalnych. Z drugiej strony – rośnie liczba i znaczenie aktywnych inwestorów indywidualnych, stanowczo dochodzących podczas walnych zgromadzeń poszanowania ich praw. Ich sytuację komplikuje fakt, że wiele walnych zgromadzeń zostaje rozstrzygniętych jeszcze przed formalnym ich otwarciem. Za sprawą popularnego głosowania korespondencyjnego i skomplikowanego systemu proxy voting wyniki głosowania nad uchwałami są znane zawczasu. Nie bez znaczenia jest wreszcie, że w wielu sprawach głos akcjonariuszy nie jest decydujący. Aktywiści mogą zyskać poklask, ale piastuni spółki i tak będą działać po swojemu.

Chociaż na walnych zgromadzeniach w USA można dostrzec wzrost aktywności inwestorów, przecież zarazem słabnie ich pozycja. Niemniej dla inwestorów, ani dla piastunów spółki, walne nie jest stratą czasu. Ma ono z konieczności bardzo pobieżny przebieg. Rzecz w tym, że na radach dyrektorów, ani na ich członkach, nie ciąży obowiązek systematycznego komunikowania się z akcjonariatem, nawet z największymi, długoterminowymi inwestorami. Brakuje mechanizmu uregulowanej i przejrzystej współpracy dyrektorów z akcjonariuszami: największymi, długoterminowymi, aktywnymi (są to odrębne grupy). Najwięksi inwestorzy zazwyczaj unikają korzystania z walnych zgromadzeń do komunikowania się ze spółką. Piastuni spółki także unikają wykorzystania walnego zgromadzenia do komunikacji z akcjonariuszami.
Niegdyś nazywano walne zgromadzenie „świętem spółki”. Może dlatego, że spółka obficie karmiła i poiła uczestników zgromadzenia. Lecz to nie wróci już…

Czytaj także, m.in.:
2018.03.10 Wirtualne walne zgromadzenie, czyli opcja nuklearna
2017.06.14 Odpowiedzialność klimatyczna
2017.06.24 Rynek z klimatem, polityka przeciw
2016.07.10 Walne na antypodach

O niewzruszalność przewodniczącego walnego zgromadzenia

Jestem za przyjęciem zasady niewzruszalności przewodniczącego walnego zgromadzenia. Z sal obrad walnych zgromadzeń znikną wtedy wnioski o odwołanie przewodniczącego – ich celem najczęściej bywa zakłócenie przebiegu obrad, obstrukcja walnego zgromadzenia. Z sądów znikną pozwy o uchylenie uchwały o wyborze przewodniczącego walnego zgromadzenia – intencją takiego powództwa jest w istocie zaskarżenie wszystkich uchwał zgromadzenia. Podważanie pozycji przewodniczącego WZ przywodzi na myśl praktyki lat dziewięćdziesiątych, kiedy walne zgromadzenie bywało przeobrażane w walne zwyrodnienie; kiedy usiłowano odwoływać przewodniczącego, albo on sam ustępował by unieważnić zgromadzenie, bądź dla takiego skutku odmawiał podpisania protokołu walnego zgromadzenia; kiedy wreszcie, pośród tumultu, zgromadzenie obierało przewodniczącym kogoś z sali, kto nawet nie był uprawniony do uczestnictwa w walnym (w czym nawet upatrywano gwarancję bezstronności delikwenta).

Obserwowałem takie przypadki w młodzieńczych latach polskiego rynku kapitałowego. Na podstawie tych obserwacji opracowałem pierwszy polski projekt dobrych praktyk: „Dobre praktyki walnego zgromadzenia” (2001). Na ich kanwie powstały „Dobre praktyki spółek giełdowych w 2002 roku”. Przewodniczącego walnego zgromadzenia dotyczyły bezpośrednio dwie moje zasady, wspominały o nim jeszcze dwie – z piętnastu ogółem.

Zasada VI: Walne zgromadzenie wybiera przewodniczącego biorąc pod uwagę fachowe kwalifikacje kandydata. Walne zgromadzenie nie dokonuje wyboru zastępcy lub zastępców przewodniczącego. Jeżeli zarząd zgłasza kandydaturę przewodniczącego – daje tym rękojmię, iż kandydat reprezentuje nie tylko wysokie kwalifikacje, lecz także znajomość statutu i spraw spółki, w tym spraw objętych porządkiem obrad, oraz projektów uchwał.

Dzisiaj poszedłbym dalej: zobowiązałbym zarząd do przedkładania walnemu zgromadzeniu kandydatury przewodniczącego. Wiadomo przecież, że przewodniczący nie jest królikiem niespodzianie wyciąganym z cylindra, że jego kandydatura została zawczasu uzgodniona, że jest on przygotowany do powierzanego mu zlecenia.

Zasada VII: Przewodniczący sprawuje funkcje w sposób bezstronny, z należytą fachowością i starannością, mając na względzie sprawny przebieg obrad i poszanowanie praw mniejszości. Przewodniczący nie uczestniczy w poczynaniach zmierzających do utrudnienia albo opóźnienia przebiegu walnego zgromadzenia, ani nie sprzyja im. Ponadto przewodniczący
• nie uczestniczy w pracach komisji zgromadzenia, w tym komisji dla sprawdzenia listy obecności;
• nie składa bez ważnych powodów rezygnacji ze swojej funkcji;
• nie opóźnia podpisania aktu notarialnego – protokołu walnego zgromadzenia.

Od chwili przedłożenia tamtego projekty rynkowi (w maju 2001 r., podczas konferencji Corporate Governance V) upłynęło w Rudawie wiele wody, lecz sprawa jest nadal aktualna. Oto PGNiG SA oświadcza 13 grudnia, że uczestnik walnego zgromadzenia z 13 września wniósł do warszawskiego Sądu Okręgowego o stwierdzenie nieważności / uchylenie uchwały walnego o wyborze przewodniczącego. W systemie common law wnioskodawca mógłby zostać ukarany za obrazę sądu (contempt of court) – u nas wolno bezkarnie zawracać sądom głowę takimi fantazjami. Uchwała została powzięta 4 695 507 848 głosami, przeciw oddano 11 głosów, głosów wstrzymujących się nie oddano. Jestem pełen szacunku dla jedenastu głosów w proporcji do czterech miliardów sześciuset dziewięćdziesięciu pięciu milionów i jeszcze pięciuset tysięcy z okładem; mniejszość zawsze zasługuje na szacunek. Lecz po cóż łamać krzesła, względnie uchylać uchwałę? Przewodniczącym wybrano znanego prawnika z bogatą praktyką w przewodniczeniu walnym zgromadzeniom, obeznanego dobrze ze spółką i jej sprawami. Dochowano przy tym prawa i dobrych obyczajów.

Gdybym uczestniczył w owym zgromadzeniu, oprotestowałbym raczej uchwałę o usprawiedliwieniu nieobecności na walnym zgromadzeniu sześciorga członków zarządu spółki (!!) i ośmiu panów członków rady nadzorczej (!!). Ich nieobecność jest jawną obrazą uczestników walnego zgromadzenia, dobrych obyczajów i Dobrych praktyk spółek notowanych na GPW. Lecz ewentualne uchylenie tej uchwały nie spełniłoby ukrytego celu omawianego powództwa: udaremnienia innych uchwał walnego zgromadzenia. Dotyczyły one zmian statutu, wyrażenia przez zgromadzenie zgód na nabycie środków trwałych oraz – i tutaj pies został pogrzebany! – zgody walnego zgromadzenia na dochodzenie od (wybranych) byłych członków zarządu spółki odszkodowania za wyrządzone jej szkody. Nie wiem, czy słuszne są zarzuty, iż roszczenia o odszkodowanie są gierką polityczną – na szczęście nie ja o tym wyrokuję.

PGNiG SA to spółka o bogatym życiu wewnętrznym. W ciągu dwunastu miesięcy odbyła sobie cztery walne zgromadzenia, w tym trzy nadzwyczajne (24 XI 2016, 13 IX 2017 i 21 X 2017). Wszystkie dokonały zmian statutu, aż spółka nie nadąża z ogłaszaniem jego tekstów jednolitych. Od zmian w składzie organów może zakręcić się w głowie. W tle toczy się spór z wytypowanymi przez spółkę byłymi członkami zarządu. Stąd osobliwy pozew w sprawie uchwały o wyborze przewodniczącego walnego zgromadzenia. Podpowiem: szkoda zachodu. Sąd Najwyższy już uznał, iż nawet wadliwy wybór przewodniczącego nie skutkuje wadliwością uchwał walnego zgromadzenia. Przyjęcie postulatu niewzruszalności przewodniczącego pomoże oczyścić atmosferę na walnych zgromadzeniach.

Czytaj także:
2000.10.30 Czarne chmury
2000.11.20 Festiwal złych obyczajów
2001.06.11 Walne zgromadzenie: o dobrą praktykę
2001.06.15 Zasady dobrej praktyki walnego zgromadzenia (II redakcja projektu)