Archiwa tagu: wynagrodzenia menedżerów

Zapach podatku

Pomysł karnego podatku jest ze wszech miar fatalny. PiS chce objąć nim odprawy menedżerów oraz wypłaty z tytułu konkurencji. Sprawa cuchnie brzydko: polityką, obłudą, populizmem, demagogią. Pragnę zastrzec, że nie jestem zwolennikiem żegnania odchodzących menedżerów sutymi odprawami, ani kosmicznych wypłat pod pretekstem zakazu konkurencji. Wielu menedżerów otrzymuje odprawy niejako w nagrodę, że nareszcie przestali pracować. Zakaz konkurencji bywa fikcją: przecież niejeden prezes, przechodząc do konkurencji, doprowadziłby ją do katastrofy, a firmie, którą akurat opuścił, wyrządziłby najlepszą przysługę. Nie rozpaczałbym z powodu dotkniętych takim podatkiem portfeli menedżerów, oburza mnie natomiast wybiórczy charakter daniny, którą mieliby teraz płacić pierwsi z kręgu osób nielubianych przez obecną władzę, czyli menedżerowie z rozdania poprzedniej ekipy. Pierwsi, ponieważ za garstką nielicznych dotkniętych podatkiem na pokaz mogą niebawem pójść inni, spis nielubianych jest liczny, a z czasem jeszcze wzrośnie. Moja matka mądrze powiadała, że najgorszą formą poniewierki jest ta, na jaką słabsi skazują silniejszych od siebie.

Nie gorszą mnie wysokie zarobki menedżerów, póki są świadczone za pracę. W Sévres jest wzorzec metra, nie ma wzorca płacy menedżera, zwłaszcza takiego, który kreuje wartość firmy. Nie odpowiada mi filozofia stojąca za uchwaleniem szkodliwej ustawy „kominowej”. Nie godzę się z założeniem, że w spółkach ze znaczącym udziałem Skarbu Państwa zarobki menedżerów powinny zostać niskie. Sprzeciwiam się mierzeniu wszystkich menedżerów jedną miarką, przykrojoną na karzełka. Ale najbardziej oburza mnie psucie państwa w przyziemnym zamiarze pokarania rzekomego wroga. Teraz będą wymiatać prezesów, by zrobić miejsce dla swoich (nazywam to zjawisko alotażem, upamiętniając tym prezesa ZUS, wprawdzie bez niezbędnych kompetencji, za to z nadania kolesi), a wymiatanych jeszcze potraktować specjalną stawką podatku.

Postulat ograniczenia odpraw i odszkodowań w spółkach z przeważającym udziałem Skarbu Państwa łatwo spełnić dzięki właściwemu kształtowaniu składu rad nadzorczych. To przecież rady są pracodawcami zarządów. Natomiast umowy już zawarte powinny być dotrzymane. Podatki nie mogą działać wstecz. Jeszcze niedawno wstawiłbym tu zdanie o Trybunale Konstytucyjnym…

Dobra polityka podatkowa – pisał Jean-Baptiste Colbert (1619-1683) – powinna przypominać skubanie gęsi: dawać dużo pierza, mało krzyku. Ten podatek nie da dużo pierza, dotknie niewielu osób, spowoduje za to dużo krzyku, odezwie się pół Europy, w obronie nie jednostek, ale zasad. A menedżerom spółek Skarbu Państwa podpowiem dobry sposób na podatek. Większe spółki ze znaczącym udziałem Skarbu Państwa wydają mnóstwo pieniędzy na utrzymanie drużyny piłkarskiej. Nazywają to marnotrawstwo wyrazem społecznej odpowiedzialności biznesu. Niech się prezesi zatrudnią jako piłkarze.

Kiedy prezes zarabia miliony, tabloidy szczują ludzi przeciw jaskrawej niesprawiedliwości: ty, czytelniku, żyjesz z zapomogi i ze sprzedaży butelek po wódce, a prezes ma miliony i nurza się w luksusach. Kiedy te same miliony dostaje piłkarz, wszystko jest w porządku. Prezesa chcą teraz obłożyć specjalną stawką 65%, piłkarz płaci podatek liniowy. W ligach nie brakuje patałachów, więc gdyby pod koniec meczu puścić prezesa z ławki na boisko, nawet najbardziej patriotycznie nastawiony kibol nie pozna, kto zawodowy kopacz, a kto prezes.

Od przejrzystości do populizmu

Corporate governance traktuje o zaufaniu. Na nim opiera się pieniądz, gospodarka, rynek kapitałowy. Zaufanie jest pochodną przejrzystości, jak wiara jest pochodną tajemnicy. Im więcej wiadomo o spółce, tym bardziej racjonalna jest decyzja o wniesieniu do niej kapitału. Dlatego corporate governance dąży do ujawniania przez spółkę wszystkich informacji niezbędnych lub przydatnych w procesie podejmowania decyzji inwestycyjnych.

Jednym z obszarów wrażliwych jest system wynagradzania piastunów spółki oraz wysokość pobranych przez nich wynagrodzeń w rozbiciu na części składowe. Spółka woli zatrzymać te informacje dla siebie, nie ujawniać ich nawet swoim pracownikom, by nie wspomnieć o akcjonariacie i interesariuszach. Rynek domaga się pełnej jawności, ponieważ chciałby wiedzieć, ile pieniędzy należących do akcjonariuszy znika w kieszeniach menedżerów, oraz dlaczego tak dużo.

Dobre praktyki spółek notowanych zajęły stanowisko, że informacje o wynagrodzeniach powinny być ujawniane. Spółki potraktowały uczestników rynku jak przygłupów: zaczęły ujawniać kwoty, ale robiły to tak, by z tych ujawnień nic nie wynikało. Jakiż pożytek płynął dla nas z wiedzy, że spółka w ubiegłym roku wydała tyle-a-tyle milionów na „wynagrodzenia osób sprawujących funkcje kierownicze”? Nie ujawniano ani jak liczny był krąg tych osób, ani jakie piastowały stanowiska, ani ile kto otrzymał, ani za co; jaką pulę pieniędzy menedżer zarobił tytułem pensji, jaką tytułem odprawy, jaką w postaci bonusu, i za co komu bonusy przyznano, skoro wyniki były takie sobie? Gra toczyła się w-kółko-Macieju: my żądaliśmy ujawnień, oni wytrwale stawiali zasłony dymne, aż na scenę wkroczył regulator i wydał mrowie przepisów o obowiązkach informacyjnych. Ilekroć brak stosowania przez spółki dobrych praktyk po dobroci zaniepokoi regulatora, spółkom przyjdzie stosować te zasady, często znacznie obostrzone, pod przymusem.

Jawność wynagrodzeń menedżerów została więc wymuszona. Rynek stał się bardziej przejrzysty. Pod pióro ciśnie się sformułowanie, że stał się też bardziej przyjazny. Lecz mam w tej kwestii znaczne wątpliwości. Wynagrodzenia piastunów spółek kapitałowych stały się jawne, ale niekoniecznie racjonalne. Ich wysokość często budzi sprzeciw. Chciwość tłustych kotów napędza reakcję Oburzonych.

Otóż współcześnie jawność nie wystarcza. Wprowadzane są regulacje dotyczące odroczonych wypłat bonusów, by nie nagradzać za wynik zanim przyszłość zweryfikuje jego wartość i trwałość. Podejmowane są inicjatywy na rzecz zwiększenia wpływu akcjonariatu spółek na zasady wynagradzania ich piastunów (say on pay). Dopiero kombinacja wszystkich tych elementów może ucywilizować politykę wynagradzania menedżerów. Może, ale nie musi…

Lecz oto „widmo krąży nad Europą”. Widmo populizmu! Jego eksplozja jest ubocznym, fatalnym następstwem wzrostu przejrzystości. Ujawnienie wysokości płac dało pożywkę mediom. Informacji, ile zarabia prezes, nie towarzyszy komentarz, za co zarabia i dlaczego tyle. Towarzyszy jej natomiast wyliczenie, że na kwotę składającą się na roczne zarobki prezesa Kowalski musiałby pracować 47 lat. Wobec tego należy ukrócić tę jawną niesprawiedliwość, rozkułaczyć prezesów, wyznaczyć im limit zarobków (może wydatków też?), obłożyć wysokimi podatkami. Wprawdzie Kowalski na tym nie skorzysta, zapewne raczej straci, lecz będzie miał satysfakcję, że prezesowi zabrano. Piewcy ludowego poczucia sprawiedliwości społecznej nie zamierzają ograniczać się do spółek publicznych. Chcieliby także poskromić rzekome zwyrodnienia płacowe w przedsiębiorstwach prywatnych. Lada chwila wezwą wyklęty lud Ziemi, by powstał i zrobił porządek.

 

Czytaj także: 2002.05.27 Kominy i wiatraki, 2003.05.05 Jawność rodzi ufność