Archiwa tagu: zarządzanie ryrykiem

Grzęzawisko ryzyk [2003]

Społeczna odpowiedzialność to nie kaprys, kosztowny zbytek, a instrument kreowania wartości spółki.

Jedna z najpoważniejszych postaci polskiego rynku z niepokojem zareagowała na coraz częstsze w moich tekstach wtręty o społecznej odpowiedzialności spółek. W przesłanym do mnie listelu pyta, czy nie sądzę,

że skoro jesteśmy dopiero w szkole podstawowej ładu korporacyjnego, to zbyt dużym wymaganiem jest stawianie zadań na miarę uniwersytetu, czyli odpowiedzialności społecznej korporacji? Nie umiemy jeszcze porządnie obsadzić rady nadzorczej czy poprowadzić walnego zgromadzenia (a to zaledwie tabliczka mnożenia), a Pan pisze o corporate social responsibility i każe rozwiązywać całki… Rozumiem, że trzeba uczniom uświadamiać, co ich czeka w dalszej edukacji, ale czy nie należy zarazem dawkować materiału? Nie jestem wrogiem całek, ale wszystko w swoim czasie… Tylko kiedy ten ‘swój’ czas nastąpi i kto to określi?

Nie jest to pogląd odosobniony. Podobne stanowisko zajmują zarządy spółek. Wykonują one trudną pracę. Zmagają się z problemami, o których opinia publiczna nie ma nawet bladego pojęcia. Mozolnie walczą o wynik, bo od wyniku zależą ich płace, a nawet stanowiska. Mają na głowie przeróżne kontrole. Konkurencja nie daje spokoju. Związki zawodowe rozrabiają. Prasa się czepia. Nadto spółki są molestowane różnymi wymaganiami dotyczącymi jakiegoś tam „ładu” lub „porządku” korporacyjnego. Trzeba pogodzić się z nimi, ponieważ cały świat aż huczy na ten temat. Dlatego zarządy spółek (wcale nie tylko publicznych!) obecnie zatrudniają specjalistów do spraw porządku korporacyjnego. Wprawdzie porządku korporacyjnego w niektórych spółkach nie ma, a nawet ma go nie być, lecz specjalista – jest. Tyle, że rada nadzorcza jest po staremu tylko ornamentem, a walne zgromadzenie to w istocie walne zwyrodnienie.

Ledwo opędzono jeden problem, a tu pojawia się drugi: społeczna odpowiedzialność. Czy dorośliśmy już do niej? Co po społecznej odpowiedzialności, skoro gospodarka ledwo zipie? Najpierw ugaśmy pożary. Wtedy nastanie czas na pielęgnację róż. Wszak nawet banki, z natury liderujące wszelkim innowacjom, nadto obyte w świecie za sprawą obecności inwestorów strategicznych z pierwszej ligi, nie zawracają sobie jeszcze głowy jakąś społeczną odpowiedzialnością. W raportach rocznych wielu polskich banków albo nie ma na ten temat słowa, albo pod takim nagłówkiem wspomina się przedsięwzięcia natury charytatywnej…

Jedno nie ulega wątpliwości: spółka jest po to, by dawała zysk. Porządek korporacyjny, społeczna odpowiedzialność, etyka korporacyjna – to narzędzia wspomagania tego celu. Porządek korporacyjny oznacza bowiem taką organizację spółki i jej stosunków z akcjonariuszami, która umniejszy ryzyko, że ze spółki wyciekną aktywa. Społeczna odpowiedzialność oznacza, że spółka tak kształtuje stosunki z otoczeniem, by zmniejszyć wszelkie ryzyka czyhające na nią na tym polu.

Albowiem spółka działa na bezkresnych obszarach ryzyka. Jego niektóre postacie są już całkiem dobrze rozpoznane. Dotyczy to w szczególności ryzyk ekonomicznych. O innych wiemy mało. Dotyczy to w szczególności mnogości ryzyk na stykach spółki ze społeczeństwem. Tu rozpościera się prawdziwe grzęzawisko, przez które trudno przebrnąć. Spółka może stracić na nim impet, a nawet może całkiem się zatracić.

Albowiem społeczeństwo ma inne priorytety niż działające wśród niego podmioty gospodarcze. Dla niego wzrost gospodarczy jest zjawiskiem bardzo pożądanym, lecz nie jest absolutem. Za to liczą się prawa człowieka. Ochrona środowiska. Postęp społeczny i zrównoważony rozwój. Nie są to sprawy nowe. Świadomość ich znaczenia towarzyszy nam przecież od dawna. Lecz wcześniej brzemię odpowiedzialności za urzeczywistnienie płynących z nich postulatów nakładano wyłącznie na państwa. Na arenie międzynarodowej nie liczył się przecież nikt inny. Dzisiaj – na naszych oczach! – zmienia się ten stan rzeczy. Zmniejsza się rola państw, przede wszystkim w sferze gospodarki. Zwiększa się za to rola podmiotów gospodarczych. Globalne korporacje zyskały większy wpływ na losy naszej planety, na kształt cywilizacji, niż parlamenty lub rządy. Budżet niejednej takiej korporacji zdecydowanie przewyższa budżety większości państw świata.

Spółki zawsze działały pośród społeczeństwa. Zawsze też na spółkach spoczywała odpowiedzialność wobec społeczeństwa. Zmienia się natomiast wymiar sprawy. Rozrasta się współzależność spółki i społeczeństwa. W społeczeństwie dojrzewa świadomość, że na biznesie ciążą znaczące powinności wobec niego. Spółka, która nie dostrzeże powinności wobec otoczenia, w jakim działa, może utonąć w grzęzawisku ryzyk. Zostanie przez nie wessana bez reszty. Jeżeli spółka pragnie uchronić swoją wartość (a pomnażanie wartości jest przecież racją jej bytu), lepiej niechaj uświadomi sobie i zacznie spełniać swoją społeczną odpowiedzialność.

Tekst został ogłoszony 17 listopada 2003 r. w tygodniku Gazeta Bankowa

Czytaj także:
2014.03.15 (P)oszukiwanie sponsora
2004.03.15 Nie ma powinności bez wzajemności