W Alei Akcjonariuszy [2003]

Spółki sumienie wywiązują się z powinności wobec otoczenia, kiedy otoczenie podobnie odpłaca spółkom.

Idea corporate governance zrodziła się z potrzeby ochrony interesów inwestorów. Nie tylko mniejszości przed większością, większości przed mniejszością, inwestorów stabilnych przed spekulantami, albo na odwrót – lecz inwestorów jako społeczności o wspólnych interesach. Albowiem spółka akcyjna (w Polsce niestety wciąż prostacko postrzegana jako pole walki, często przybierającej postać zapasów w błocie) jest zawsze przede wszystkim wspólnotą interesów. Wyraża się ona dążeniem do wzrostu wartości akcji. Chodzi o wzrost racjonalny, systematyczny, długoterminowy. Spółka istnieje więc po to, by tworzyć wartość dla akcjonariuszy.

Lecz spółka nie działa w próżni, a pośród nas – w społeczeństwie. Na mapie jej interesów Aleja Akcjonariuszy krzyżuje się z wieloma ulicami przynależnymi interesariuszom. Na skrzyżowaniach często dochodzi do kolizji. Akcjonariusze sądzą, że oni mają pierwszeństwo, że ulice interesariuszy są im bezwzględnie podporządkowane. Poturbowani interesariusze nie mogą się z tym pogodzić, więc urządzają blokady Alei Akcjonariuszy. Często dochodzi do nieporozumień na rogu Pracowniczej. Niespokojnie jest na skrzyżowaniu z ostatnio poszerzaną ulicą Ekologów. Za bardzo niebezpieczne uchodzi skrzyżowanie z nieoświetloną, krętą, dziurawą Aleją Fiskusa. W okolicy Ronda Związków Zawodowych, gdzie zbiega się wiele arterii, podczas częstych w tych stronach ekscesów zniszczono wszystkie lampy, barierki, kosze na śmieci.

Wybrukowana ryzykiem Aleja Akcjonariuszy nie jest szczególnie atrakcyjnym traktem. Swobodę ruchu krępują liczne ograniczenia. Mnóstwo tu znaków nakazu, a jeszcze więcej – zakazu. Na skrzyżowaniach najczęściej palą się światła czerwone. Aleja jest rzęsiście oświetlona, co służy przejrzystości, a przy tym ułatwia pracę srogim patrolom KPWiG. Ruch jest rejestrowany przez czujne radary giełdy. Pod murami przemykają się ekipy służb specjalnych wyczekujące okazji do spektakularnego zatrzymania prezesa którejś ze spółek.

Ale dość już żartów, alegorii, bowiem sprawa jest bardzo poważna. Od spółek wymagamy coraz więcej. Wymagamy od nich już nie tylko poszanowania prawa. Od spółek publicznych ponadto domagamy się jasnego stanowiska, czy zamierzają one kierować się dobrą praktyką (a jeżeli tak – to jak, zaś jeżeli nie – to dlaczego). Nie dość i na tym, skoro na rozwiniętych rynkach nasila się nacisk na spółki, by brały pod uwagę także skutki, jakie ich działalność wywiera na otoczenie, na społeczności lokalne, pracowników, środowisko naturalne. Mnożą się przeto apele o uwzględnianie przez spółki ich społecznej odpowiedzialności (corporate social responsibility), o zajmowanie przez nie postawy obywatelskiej (corporate citizenship). Co więcej: owe apele zyskują szeroki posłuch nie tylko w opinii publicznej, lecz także pośród oświeconych spółek, które na tym polu dostrzegają możliwość uzyskania przewagi nad konkurencją.

W skali globalnej materia społecznej odpowiedzialności spółek obejmuje kwestie powszechnego dostępu społeczeństwa (lub nawet całej ludzkości) do drogich medykamentów, ograniczenia emisji substancji wywołujących zmiany termiczne w środowisku, czytelnego oznaczania genetycznie zmodyfikowanej żywności, przeciwdziałania praniu pieniędzy, ograniczania ekscesów płacowych menedżerów. W skali lokalnej od spółek oczekuje się poszanowania miejscowych interesów i wartości. Przy czym akcjonariusze nie widzą w tym uszczerbku dla swoich interesów. Coraz więcej liczących się spółek sprawozdaje akcjonariatowi nie tylko o wynikach finansowych – także o przedsięwzięciach podejmowanych z poczucia odpowiedzialności względem społeczeństwa i środowiska. Tradycyjny raport roczny spółki bywa uzupełniany wnikliwym raportem społecznym, który niekiedy próbuje ująć zjawiska społeczne w karby liczb. Ukuto już nawet termin odzwierciedlający to zjawisko: triple bottom line accounting.

Prawda, że w owych raportach społecznych zdarzają się frazesy, powabne ogólniki, niekompletne zestawienia albo dane, których nie poddano rzetelnej weryfikacji. Lecz nie zmienia to postaci rzeczy, że spółki pragną się zmierzyć ze społeczną odpowiedzialnością. Dotyczy to w szczególności spółek działających w otoczeniu przyjaznym dla biznesu, zysków, przedsiębiorczości. Otóż takie spółki nie traktują swojej społecznej odpowiedzialności jako jeszcze jednej powinności, uciążliwej i niezawinionej, lecz jako rewanż należny społeczeństwu – sprzymierzeńcowi w dążeniach do zysków i sukcesu.

Polskie spółki nie przywiązują jeszcze należytego znaczenia do powinności społecznych, ale też społeczeństwo nie uświadamia sobie swoich powinności wobec spółek. Związki zawodowe, pracownicy, lokalne władze, fiskus, ekolodzy – potrafią na wyścigi, do tego całkiem bezinteresownie, utrudniać spółkom działalność. Czas wypracować umowę biznesu ze społeczeństwem!

Tekst ogłoszony 20 października 2003 r. w tygodniku GAZETA BANKOWA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *