Walne imieniny [2001]

Jeden przepis mówi tak, drugi siak, trzeci nie mówi nic, życie toczy się, prawnicy zarabiają.

W kodeksie spółek handlowych zazębiają się z sobą przepisy wyrażające ducha różnych epok. Zazębiają się źle. Mechanizm zgrzyta. Nie może być inaczej. Absolutnie zborny system prawa można spotkać jedynie w Utopii. Z dawnych czasów wywodzi się przepis dopuszczający odbycie walnego zgromadzenia bez formalnego zwołania. Jest to tryb wybitnie uproszczony, pozwalający omijać niemal wszystkie formy i terminy. Nie wymaga on więc ogłaszania o walnym zgromadzeniu, oznaczania szczegółowego porządku obrad, w tym ewentualnie treści zamierzonych zmian statutu. Nie wymaga wykładania list akcjonariuszy uprawnionych do uczestnictwa w walnym zgromadzeniu itd., itp.

Za to konieczne jest spełnienie innych wymogów. Walne zgromadzenie może podejmować uchwały tylko wtedy, jeżeli jest na nim reprezentowany cały kapitał. Tylko wtedy, jeżeli nikt z obecnych nie zgłosił sprzeciwu dotyczącego odbycia walnego zgromadzenia. A nadto tylko wtedy, jeżeli nikt z obecnych nie wniósł sprzeciwu w kwestii wniesienia poszczególnych spraw do porządku obrad. Za obecnych uważa się tych, którzy podpisują listę obecności, a podpisują ją akcjonariusze i ich pełnomocnicy, nie zaś osoby spoza tego grona.

W tym trybie każdy akcjonariusz, nawet najmniejszy, może zablokować uchwałę zgromadzenia, albo nawet zerwać zgromadzenie, stosując liberum veto, jak zrywano sejmy i sejmiki. Może nie przybyć na tak zwołane zgromadzenie i nie obesłać go swoim pełnomocnikiem – a zgromadzenie nie dojdzie do skutku. Może przybyć, ale nie zezwolić na odbycie zgromadzenia. Może wnieść sprzeciw w kwestii postawienia danej sprawy na porządku obrad.

Nieformalny tryb zwołania i przygotowania walnego zgromadzenia ma niewątpliwe zalety. Pozwala oszczędzić koszty, a przede wszystkim czas. Umożliwia szybkie reagowanie na potrzeby chwili. Chętnie korzystają z niego spółki, których akcjonariat jest nieliczny i panuje w nim harmonia interesów. Jest to zjawisko w naszych czasach rzadkie. Ostatnio panuje moda na wchodzenie do spółki nie po to, aby działać wespół z innymi akcjonariuszami, lecz aby działać wbrew im.

Jest jeszcze jeden warunek, który bezwzględnie musi być spełniony, by zbiórka akcjonariuszy lub ich pełnomocników mogła przekształcić się w walne zgromadzenie: uchwały muszę być protokołowane przez notariusza. Bywa, że zamysł powzięcia uchwały dojrzewa pod wpływem impulsu, u cioci na imieninach lub podczas kolacji w lokalu. Wzywa się wtedy zaprzyjaźnionego rejenta. Ważne, by ciocia wyprawiała imieniny w siedzibie spółki, czyli w miejscowości uwidocznionej w rejestrze. Chyba, że statut spółki wskazuje inne miejsce na terytorium Rzeczypospolitej.

Opowiadał mi przed laty ojciec, przedwojenny notariusz, że owszem, kiedyś odmówił pomocy, gdy został nagle wezwany na walne zgromadzenie we frywolnym przybytku pod miastem (złą sławę tego miejsca zdążył poznać kilka nocy wcześniej, spisując tam testament sędziwego fabrykanta, który zasłabł; ojciec nie trudził się darmo, gdyż fabrykant, bodaj mydła, wkrótce skonał). Jeżeli walne zgromadzenie ad hoc balowało w restauracji hotelowej, rejent w akcie notarialnym pisał po prostu, że obrady odbywały się w hotelu. Też prawda, a brzmiało poważniej.

Walne zgromadzenie odbywane ad hoc, bez formalnego zwołania, to tryb stary, nieczęsto używany, mocno już przerdzewiały. Ostatnio zazębiono z nim tryb nowy, dający prawo członkom organów spółki do uczestniczenia w walnym zgromadzeniu. Każdym, więc nawet zwołanym ad hoc, na imieninach lub w knajpie z wyszynkiem. Nierzadko prawo uczestniczenia w walnym zgromadzeniu przysługuje także byłym członkom zarządu i rady nadzorczej. W tym odwołanym, może już skłóconym z gronem akcjonariuszy. Walne zgromadzenie ad hoc może być zwoływane bez dochowania ustawowej formy zawiadamiania o nim akcjonariuszy spółki. Jak zawiadomić o nim członków organów spółki, względnie także uprawnionych byłych członków? Ustawodawca milczy na ten temat. Wystarczy tryb niepubliczny, przewidziany dla zawiadamiania o posiedzeniach zarządu i dla zapraszania na posiedzenie rady nadzorczej. Jest to tryb uregulowany w regulaminach zarządu i rady, a gdy ich nie ma (bowiem być nie musi) – ukształtowany praktyką. Jest to wszelako tryb, co przecież uniemożliwia zawiadamianie ich w ostatniej chwili, wzywanie ‘na gwizdek’.

Ustawodawca zapomniał także rozstrzygnąć, jakie będą następstwa sytuacji, w której ‘uprawnieni do uczestniczenia’ w walnym zgromadzeniu członkowie organów spółki nie zostaną w takim trybie, lub w ogóle, powiadomieni o walnym zgromadzeniu odbywanym bez formalnego zwołania. Procesy o stwierdzenie nieważności uchwał takich zgromadzeń nabiją kieszenie prawnikom i zainspirują sądy do kreatywnego orzekania.

Tekst ogłoszony 7 maja 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka
Czytaj także:
2001.04.30 Od słowa do chaosu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *