Walne zwyrodnienie [2011]

Najważniejszym organem w spółce nie jest już firma ochroniarska, ale policja!
Przez lata polskie dobre praktyki spółek giełdowych były pod jednym względem ewenementem w świecie. Otóż w innych krajach na plan pierwszy wysuwano kwestię przejrzystości spółek, niezależności członków rad nadzorczych, kwalifikacji menedżerów i jawności ich wynagrodzeń. U nas było inaczej: zbiór dobrych praktyk zaczynał się od kilkunastu zasad dotyczących walnego zgromadzenia. Ponieważ ja napisałem pierwszy projekt tych zasad, do mnie zwracali się zagraniczni eksperci z prośbami o wyjaśnienie takiego stanu rzeczy. Odpowiadałem, że w naszych warunkach najpilniejsze były walne zgromadzenia. Podczas nich często dochodziło do ekscesów. W wielu spółkach walne zgromadzenie przeistaczało się w walne zwyrodnienie. Co po angielsku brzmiało: “instead of general meeting of shareholders” (zamiast walnego zgromadzenia akcjonariuszy) często zdarzało się nam „general beating of shareholders” (ogólne obijanie akcjonariuszy).

Akcjonariusze, którym odmawiano prawa uczestniczenia w zgromadzeniu, zbierali się na parkingu i w przytomności swojego notariusza wybierali tam swoją radę nadzorczą, która wybierała swój zarząd. W wielu spółkach działały więc dwie rady, dwa zarządy, a Elektrim miał nawet swój sąd rejestrowy. Dwoistość organów nie miała wszakże znaczenia, ponieważ o tym, kto kontroluje spółkę, decydował organ najważniejszy, acz pozakodeksowy: firma ochroniarska. A ściślej: ta firma ochroniarska, która wypchnęła z placu boju, czyli siedziby spółki, firmę ochroniarską wynajętą przez konkurencyjny zarząd.

Dobre praktyki wykazały znaczną skuteczność. Walne zgromadzenia cywilizowały się, przestawały być matecznikiem zwyrodniałych obyczajów. W kolejnych redakcjach dobrych praktyk (od 2008 roku) zasady dotyczące walnego zgromadzenia wróciły na swoje miejsce, na szary koniec zbioru. Lecz od niedawna dochodzi do recydywy złych praktyk. Walne zgromadzenie staje się areną przepychanek. Odżywa obyczaj pozbawiania niektórych akcjonariuszy przez zarządy spółek tytułu do uczestnictwa w zgromadzeniu. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest nieudolność sądów, latami roztrząsających sprawy, które powinny zostać rozstrzygnięte pilnie. Innym powodem jest hucpa demonstrowana i przez same spółki, i przez akcjonariuszy.

Najważniejszym organem w spółce nie jest już firma ochroniarska, ale policja wzywana do ostudzenia zapału akcjonariuszy lub ich pełnomocników. Dobrze, że liga piłkarska właśnie skończyła rozgrywki, teraz wzmocnione siły policyjne, zamiast na meczach, mogą zaprowadzać porządek na walnych zgromadzeniach. Niedawno doszło do tego, że policję wezwano do… adwokata, który ponoć zakłócał przebieg zgromadzenia (za moich czasów policja wzywała adwokata, kiedy ujęła jego klienta). W zgromadzeniu ogłoszono przerwę. Innego zgromadzenia nie odbyto, ponieważ nawet policja nie zdołała opanować sytuacji.

Krewkich kibiców traktuje się teraz zakazem stadionowym. Czy krewkich akcjonariuszy i ich pełnomocników będzie można wkrótce potraktować zakazem zbliżania się do sali obrad walnego zgromadzenia? Lub meldowania się na posterunku w czasie wyznaczonym na jego obrady? Częste konflikty w spółkach, bojowi akcjonariusze, ich sprawy latami zawisłe przed niezawisłymi sądami, nieudolni przewodniczący walnych zgromadzeń, zarządy spółek angażujące się w spory między inwestorami – to wszystko szkodzi polskiemu rynkowi. I odstręcza od niego kapitał.

Artykuł ukazał się 3 czerwca 2011 r. w Gazecie Giełdy PARKIET
Czytaj także: 2014.07.17 Kiedy przerwa znaczy wstyd

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *