Kiedy przerwa znaczy wstyd

Przed laty nazwałem walne zgromadzenie polskiej spółki giełdowej „walnym zwyrodnieniem”. Działo się wtedy wiele: brutalnie wyrzucana za drzwi mniejszość często, na wszelki wypadek, przychodziła z własnym notariuszem, więc odbywały się dwa walne zgromadzenia, jedno w wyznaczonej sali obrad, drugie na parkingu przed budynkiem, każde z nich wybierało swoją radę nadzorczą, każda rada powoływała swój zarząd, później w spółce działały dwie rady, dwa zarządy, dwie firmy ochroniarskie; silniejsza decydowała, kto przejmie w spółce rządy.

Bałaganu było co niemiara. Aby go poskromić, zaproponowałem by dobre praktyki spółek publicznych zacząć rozdziałem porządkującym walne zgromadzenie. W świecie dziwiono się takiemu rozwiązaniu: na przełomie stuleci wiele rynków przyjmowało dobre praktyki, nigdzie nie wysuwano walnego zgromadzenia na pierwszy plan, w niektórych zbiorach dobrych praktyk w ogóle o nim nie wspominano. My wyszliśmy jednak z założenia, że naoliwić trzeba wpierw to koło, które najgłośniej skrzypi. Nieprawidłowości na walnych zgromadzeniach szczególnie dawały się we znaki, podważały wiarygodność rynku, zaufanie do spółek i giełdy. Z samego Waszyngtonu zjechali wówczas do Polski mądrale – eksperci międzynarodowych organizacji finansowych, którzy sąsiednim rynkom podtykali gotowe wzorce dobrych praktyk, a mnie wypytywali, co oznacza „walne zwyrodnienie”. Po angielsku moje wyjaśnienie brzmiało mniej więcej tak: instead of general meetings of shareholders we often have general beatings of shareholders. Wspierałem to mową ciała uderzając pięścią w otwartą lewą dłoń.

Jedną z najbardziej zwyrodniałych praktyk walnego zgromadzenia było odraczanie obrad w nieskończoność. Wymyślili to bystrzacy z zachodnich kancelarii prawnych. Na ich wniosek walne zgromadzenie ogłaszało więc przerwę trwającą, na przykład, trzy miesiące. Bystrzacy natychmiast wnioskowali o zwołanie następnego walnego zgromadzenia, w którym także ogłaszano długa przerwę. W trakcie tej przerwy wznawiano poprzednie zgromadzenie lub zwoływano kolejne, czasem po to, by niebawem je odwołać. Poczciwi akcjonariusze tracili orientację, które walne i z jakim porządkiem wznawia akurat obrady (zresztą nierzadko po to, by niebawem odroczyć się znowu) – i o to właśnie chodziło. Gdy wśród akcjonariuszy znaleźli się kanciarze, zaraz żądali, aby dziennikarze opuścili walne zgromadzenie, ponieważ nie bano się Boga, komisji, giełdy lub prokuratora, za to bano się – i słusznie – prasy. Majstrowano przy regulaminie walnego zgromadzenia, przy wyborach przewodniczącego, z porządku obrad zdejmowano sprawy wnioskowane przez akcjonariuszy. Najbardziej dokuczliwy był jednak festiwal przerw.

Nic dziwnego, że ustawodawca postanowił ukrócić swawole. Ksh, owszem, dopuszcza, by walne zgromadzenie zarządzało przerwy w obradach, lecz stawia dwa warunki: przerwy uchwala się większością dwóch trzecich głosów, a łącznie przerwy nie mogą trwać dłużej niż trzydzieści dni. Jest to regulacja pożyteczna, lecz pozostawia przestrzeń dla zwyrodnień, o czym świadczą naganne praktyki związane z odraczaniem jednego z walnych zgromadzeń IDM SA. Czytam, że prezes tej spółki, tak brawurowo przezeń zarządzanej, nie wini o nic siebie, upatrując przyczyny upadku w koniunkturze, a także w karaniu spółki przez KNF. Na Komisję wyrzekają także i Platforma Mediowa Point Group, i niesławny inwestor Falenta, podobno zamieszany w aferę podsłuchową. Jak w kryminale złoczyńcy odsiadują kary „za niewinność”, tak KNF miałaby poniewierać niewinnych karami. Jest na takie skargi termin: chucpa!

Mam jednak Komisji za złe, że z takim namaszczeniem celebruje procedurę wydawania zgody Pawłowi Tamborskiemu na objęcie prezesury GPW. Komisja już zdążyła pokazać, jak jest ważna, nie musi demonstrować tego znowu. Ponieważ Paweł Tamborski pracował kiedyś w Londynie, Komisja chciałaby zlustrować i ten fragment jego życiorysu – niepomna, że gdyby kariera kandydata kryła jakąkolwiek mroczną sprawę, dawno wyszłaby ona przecież na jaw, był Tamborski lata na widoku jako aktywny podsekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa. W oczekiwaniu na decyzję Komisji już dwukrotnie zarządzano przerwy w obradach walnego zgromadzenia GPW. Inna sprawa, że Skarb Państwa pokpił przygotowanie walnego. Chcemy, by nasza giełda przewodziła rynkom regionu, a nie potrafimy zadbać o jej interesy. Wstyd.
Czytaj także: 2011.06.03 Walne zwyrodnienie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *