Wielbłąd chwilami trójgarbny

Wiele spółek odwraca się tyłem do zasad Dobrych praktyk deklarując ich niestosowanie, a Skarb Państwa lekceważy je totalnie, dając zły przykład rynkowi.

Powiada się, że wielbłąd to koń zaprojektowany przez komitet. Przed kilku miesiącami weszły w życie Dobre praktyki spółek notowanych na GPW 2016. Redagował je – długo, mozolnie – komitet powołany przez warszawską giełdę. Długo (2 lata i 3 dni), ponieważ wszyscy uczestnicy zespołu redakcyjnego mieli na głowie wiele innych spraw, prace nad Dobrymi praktykami nie były dla większości priorytetem. Mozolnie, ponieważ w zespole ścierały się różne poglądy dyktowane partykularnymi interesami uczestników. Reprezentowaliśmy wszystkie ważne środowiska rynku, więc nasze stanowiska, punkty widzenia, niejednokrotnie różniły się znacznie, stąd w pracach nad dokumentem pojawiały się rozliczne wrzutki, bo ktoś zapragnął ugrać coś dla siebie, dla swojej instytucji, branży, profesji. Zanosiło się, że jak komitet z cytowanego wyżej powiedzonka, zamiast konia – stworzymy wielbłąda. Na szczęście GPW nie puściła sprawy na żywioł, na czele komitetu postawiła Agnieszkę Gontarek wspieraną przez Janusza Sochańskiego, więc ktoś pracował za nas…

Dorobek komitetu trafił przed Radę Giełdy, która na oślep wprowadziła zmiany. Miała do tego prawo, wszak jest najwyższą instancją. Wielbłąd zmienił kształt sylwetki, stał się dwugarbny. Warto jednak pamiętać, że wielbłąd ma przecież bezsporne zalety. Jest silny, wytrzymały, daje radę w warunkach pustynnych, obywa się długo bez wody, potrafi celnie pluć, a jego sierść jest surowcem cenionym przez elegantów. Porównanie Dobrych praktyk 2016 do wielbłąda wartości dokumentu nie uwłacza. Jest to dzielny wielbłąd z karawany, która konsekwentnie idzie naprzód oszczekiwana przez psiarnię. Dorobek komitetu też bywa oszczekiwany, wiele spółek odwraca się tyłem do zasad Dobrych praktyk deklarując ich niestosowanie, a Skarb Państwa lekceważy je totalnie, dając zły przykład rynkowi. Niemniej karawana pójdzie dalej.

Przyjęta przez giełdę procedura była najlepszą z możliwych. Pierwsza redakcja Dobrych praktyk (2002) była inicjatywą prywatną, przygotowaną przez zapaleńców, którym udało się zarazić prezesa giełdy Wiesława Rozłuckiego przekonaniem o słuszności przedsięwzięcia. Zostało ono zdominowane przez prawników z doświadczeniami na rynku, niekiedy ubogaconych stosowaniem praktyk bardzo złych. Druga redakcja (2005) coś wygładziła, coś dodała, nie odbiegając daleko od pierwszej. Trzecia (2008) była już zupełnie inna: giełda wyszła z roli kibica z pewną rezerwą obserwującego, co mędrcy klecą dla rynku, przejęła inicjatywę, zorganizowała serię spotkań z udziałem różnych środowisk, na koniec powstał tekst zasad spisanych przez prezesa Ludwika Sobolewskiego. Obejmowały one nie tylko zbiór wskazówek, jak spółki powinny postępować, także procedurę sprawozdawania o stosowaniu Dobrych praktyk. W następnych latach GPW coś dopisywała, coś zaniedbywała, coś dopisanego rozsądnie skreślała, ale substancja Dobrych praktyk 2008 zasadniczym zmianom nie uległa.

Obecna (2016) redakcja Dobrych praktyk jest lepsza od poprzednich. Zachowuje należyty umiar, nie reguluje wszystkiego. Jej zalety poznałem najlepiej w trakcie prac nad zleconym przez giełdę podręcznikiem (www.gpw.pl/pub/files/PDF/GPW_Poradnik_CG.pdf). Rzecz w tym, że napisałem, jak spółki powinny stosować Dobre praktyki, a wiele z nich wolałoby czytać, jak te zasady omijać, za to w sprawozdaniach wykazywać ich stosowanie. Chodzi zwłaszcza o to, w której rubryce postawić krzyżyk. Dzięki takiej postawie Dobre praktyki stają się zadaniem dla specjalistów relacji inwestorskich, zarządy i rady nadzorcze nie zajmują się tą tematyką.
Spółki niechętne Dobrym praktykom powinny błogosławić Giełdę Papierów Wartościowych, dziękować jej za łagodność, ponieważ gdyby – nie daj Boże! – GPW została przejęta przez którąś z większych giełd, spółki notowane na parkiecie byłyby poddane znacznie bardziej surowemu reżymowi zarówno stosowania Dobrych praktyk, jak sprawozdawania o ich stosowaniu. Na rozwiniętych rynkach problematyka corporate governance traktowana jest poważnie – nas też to z czasem czeka.

Zanim do tego dojdzie, muszą nastąpić radykalne zmiany w polityce Skarbu Państwa. Spółki z przeważającym udziałem Skarbu Państwa często Dobrych praktyk nie stosują, lub wycofują się z ich stosowania. Członków rad nadzorczych i zarządów dobiera się podług zaufania pokładanego w nich przez partię trzymającą władzę, nie podług kwalifikacji, doświadczenia, przymiotów zawodowych i osobistych. Niezależność członków rad nadzorczych nie mieści się w ciasnych głowach polityków. Wynagrodzenia piastunów spółek mają zostać przeregulowane, jak gdyby prawdziwą wartością była regulacja, nie umiar w niej dyktowany przez zdrowy rozsądek. Za sprawą Skarbu Państwa nasz wielbłąd chwilami staje się trójgarbny, dziwnie spokraczały. Gdyby otwarcie powiedzieć, że spółki z udziałem Skarbu Państwa nie podlegają pod Dobre praktyki, atmosfera stałaby się zdrowsza. To nawet pomogłoby oczyścić rynek z tych spółek, do czego wnet może dojść. Jucznemu wielbłądowi będzie lżej.
Tekst ogłoszony 14 maja 2016 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET
Czytaj także:
2016.01.03 Zanim nastąpi odpływ
2016.01.10 Trzecia strona medalu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *