Wielki Zderzacz Andronów

W regulacjach dotyczących komitetu audytu tkwią trzy istotne szkopuły: obligatoryjność komitetu – niezależność jego członków – ich kwalifikacje.

Postulat wprowadzenia do rad nadzorczych spółek publicznych komitetów audytu pojawił się w Dobrych praktykach spółek publicznych 2005. Wyobrażano sobie, że w radach nadzorczych spółek notowanych na GPW powstaną co najmniej dwa komitety: audytu i wynagrodzeń. „W skład komitetu audytu powinno wchodzić co najmniej dwóch członków niezależnych oraz przynajmniej jeden posiadający kwalifikacje i doświadczenie w zakresie rachunkowości i finansów. Komitety rady powinny składać radzie nadzorczej roczne sprawozdania ze swojej działalności. Sprawozdania te spółka powinna udostępnić akcjonariuszom” [zasada 28].

Przykro stwierdzić: proponowane rozwiązanie nie przyjęło się na rynku. Owszem, niektóre spółki powoływały komitety audytu i / lub komitetu wynagrodzeń, ale niekoniecznie pod wpływem Dobrych praktyk 2005. Jedne uczyniły to pod naciskiem swoich zagranicznych inwestorów, inne w odpowiedzi na sugestie lub wymagania regulatora, lecz większość spółek nie była nawet w stanie rozsądnie zakomunikować rynkowi dlaczego nie stosuje tej zasady.

Sytuację miała naprawić ustawa z dnia 7 maja 2009 r. o biegłych rewidentach i ich samorządzie, podmiotach uprawnionych do badania sprawozdań finansowych oraz o nadzorze publicznym. Jestem starym, wyrozumiałym prawnikiem, tu i ówdzie widziałem niemało, sknociłem w życiu niejedno, niemniej niektóre postanowienia wspomnianej ustawy przekraczają nawet mojej tolerancję. To doprawdy Wielki Zderzacz Andronów. Tu zajmę się jedynie najważniejszymi z nich.

Otóż w regulacjach dotyczących komitetu audytu zawartych w ustawie o biegłych tkwią trzy istotne szkopuły. Pierwszy to brak konsekwencji w kwestii obligatoryjności komitetu audytu. Drugi to nonsensowne ujęcie niezależności jego członków. Trzeci to niejasności wokół wymogu ich kwalifikacji.

Szkopuł pierwszy: obligatoryjność

Ustawodawca wyszedł z trafnego założenia, że komitet audytu jest potrzebny. Nie tylko radzie nadzorczej, w której działa. Nie tylko spółce, którą rada nadzoruje. Jest potrzebny rynkowi. Nie wystarczy poddać spółki dorocznemu badaniu jej sprawozdań przez niezależnego biegłego rewidenta. Trzeba systematycznie przygotowywać spółkę do badania, współpracować z biegłym rewidentem, wyciągać wnioski z jego opinii i raportu. Cóż bowiem po wynikach, gdy nie są one uwiarygodnione? Robert Hodgkinson, wówczas przewodniczący Financial Reporting Council w Londynie ukuł frapujące powiedzenie, że biegły rewident jest jak kukułka wyskakująca z zegara: pojawia się w ustalonych odstępach czasu, zwięźle komunikuje, co ma do powiedzenia – i znika.

Przeto na jednostki zainteresowania publicznego, ze wskazanymi w ustawie wyjątkami podmiotowymi, nałożono obowiązek powołania w radach nadzorczych komitetu audytu. Ponadto w jednostkach zainteresowania publicznego, w których rada nadzorcza składa się z nie więcej niż pięcioro członków, zadania komitetu audytu mogą zostać powierzone radzie nadzorczej.

Ponieważ przynajmniej niektórzy z członków komitetu audytu powinni spełnić pewne warunki i reprezentować pewne przymioty, spółki chętnie omijają konieczność powołania w ramach rady nadzorczej komitetu audytu. Wiele rad nadzorczych jednostek zainteresowania publicznego jest przecież obsadzonych ornamentariuszami, czyli osobami pozbawionymi doświadczeń, kompetencji, autorytetu i zaangażowania (w tym zaangażowania czasowego) w sprawy nadzorowanej jednostki. Tyle z nich pożytku, co z paprotek więdnących na szafach w sekretariatach członków zarządu. Wygodniej zmniejszyć radę do pięciorga członków – w spółce publicznej jest to minimalna dopuszczalna prawem liczebność organu nadzoru – a odpadnie konieczność powoływania komitetu. Jego zadania tytularnie przejmie na siebie rada, a potem biuro zarządu wysmaży za radę stosowne sprawozdanie.

Właśnie; „przejmie”. Ustawa mówi, że zadania komitetu audytu mogą zostać powierzone radzie nadzorczej. Rada nie może powierzyć ich sobie sama, właściwym w tej materii jest walne zgromadzenie. Lecz walne zgromadzenia nie powierzają radom nadzorczym wspomnianych zadań. Komitet audytu powinien działać w interesie i dla dobra akcjonariuszy, ale akcjonariusze najczęściej nie są pytani o zdanie, czy rada nadzorcza powinna wyłonić z siebie komitet audytu, czy sama spełniać jego zadania. Nie chodzi o to, czy komitet audytu istnieje, ale czy jego zadania są należycie spełniane. Przez radę nadzorczą in pleno najczęściej spełniane nie są. Resumując: brak komitetu audytu najczęściej oznacza, że jego zadania nie są wykonywane.

Szkopuł drugi: niezależność

W myśl postanowień ustawy o biegłych w skład komitetu audytu powinno wchodzić co najmniej troje członków rady, w tym przynajmniej jeden powinien spełniać warunki niezależności. Jest to pojęcie bardziej wybuchowe niż trotyl.

Od kilkunastu lat uczestniczę w namiętnych dyskusjach, co oznacza niezależność członka rady. Kiedy już to uzgodnimy, nadejdzie spóźniony Dyzio, który nie jest obeznany z tematyką corporate governance, ale sądzi, że swój rozum ma, więc zaraz zacznie dociekać, co właściwie znaczy „niezależny”, ponieważ jego zdaniem…

Na różnych rynkach ów termin bywa rozmaicie rozumiany. Określanie kryteriów niezależności jest zresztą materią raczej dobrych praktyk niż legislacji. Lecz i na gruncie dobrych praktyk brak jednoznacznych kryteriów. W pierwszych redakcjach „Dobrych praktyk spółek publicznych” (2002 i 2005) określenie kryteriów niezależności pozostawiono spółkom, co prowadziło w praktyce do osobliwych rozwiązań. W późniejszych, począwszy od redakcji „Dobrych praktyk spółek notowanych na GPW” (2008) odesłano do definicji zawartej w Załączniku II do Zalecenia Komisji Europejskiej z dnia 15 lutego 2005 r. dotyczącego roli dyrektorów niewykonawczych lub będących członkami rady nadzorczej spółek giełdowych i komisji rady (nadzorczej), ale z koniecznymi wyjątkami. Albowiem za niezależnych zostali tam uznani m.in. członkowie rady nadzorczej / rady dyrektorów wybrani przez pracowników. U nas bywają to bitni liderzy związkowi; do niezależności im daleko.

Polskie prawo nie zna pojęcia niezależności członka rady nadzorczej. W ustawie o biegłych pojawia się jedynie wymóg niezależności członka komitetu audytu, szkodliwie zrównany z kryteriami niezależności biegłego rewidenta. Nic w tym dziwnego: projekt ustawy powstał w Departamencie Rachunkowości Ministerstwa Finansów, prawnik do niego nie przyłożył ręki.

W praktyce chodzi o kontrowersyjny zakaz posiadania przez niezależnego członka komitetu audytu akcji nadzorowanej spółki. Jest to słuszne w odniesieniu do biegłego rewidenta, nie istnieje natomiast żaden interes prawny, który zostałby naruszony posiadaniem przez członka komitetu audytu akcji nadzorowanej spółki w ilości mniejszej od ustawowo zdefiniowanego „znaczącego pakietu”. Przeciwnie: leży w interesie rynku, by członkowie rady nadzorczej, w tym komitetu audytu, byli związani z nadzorowaną spółka posiadaniem jej akcji. Na wielu dojrzałych rynkach jest to stan pożądany, spółki wręcz oczekują od członków rad dyrektorów, by przynajmniej znaczącą część swoich wynagrodzeń za prace w radzie lokowali w akcjach i nie pozbywali się ich do końca swojej posługi. Resumując: posiadanie akcji nie powinno dyskwalifikować przymiotu niezależności.

Szkopuł trzeci: co to kwalifikacje?

Zgodnie z ustawą o biegłych, członek komitetu audytu reprezentujący (fatalnie rozumiany) przymiot niezależności powinien zarazem „posiadać kwalifikacje w dziedzinie rachunkowości lub rewizji finansowej”. Lecz co w praktyce oznacza wymóg kwalifikacji? I czym „kwalifikacje” różnią się od „kompetencji”?

W potocznym rozumieniu „kompetencja”, „kompetencje”, to znajomość rzeczy oparta na wiedzy i praktyce, „kwalifikacje” to znajomość rzeczy udokumentowana stosownym dyplomem. Wiele osób reprezentujących kompetencje nie dysponuje kwalifikacjami. Tu dygresja osobista: nie aspiruję do członkostwa w komitecie audytu, niemniej mógłbym zostać przez kogoś uznany za osobę kompetentną, dysponującą znajomością rzeczy i znaczącym doświadczeniem, skoro przez lata pracowałem w radach nadzorczych wielu spółek, w tym w instytucji finansowej, a także spółki notowanej na GPW, w której pełniłem jakiś czas funkcję przewodniczącego rady. Uznaję wszakże na własnym przykładzie, że nabyte przed laty „kompetencje” nie predestynują mnie do członkostwa w komitecie audytu współczesnej rady nadzorczej. Mimo licznych zastrzeżeń środowiska członków rad nadzorczych dopuszczam wymóg posiadania przez członka komitetu audytu „kwalifikacji”, ale chętnie połączyłbym go z wymogiem „doświadczenia”.

Rzecz w tym jednak, o jakie kwalifikacje chodzi i kto miałby o nich orzekać. Nie można zacieśniać kręgu posiadaczy kwalifikacji do osób wykonujących zawód biegłego rewidenta. Nawet Ministerstwo Finansów dopuszcza inne rozwiązania. Na prośbę Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych ówczesna podsekretarz stanu w MF prof. dr hab. Elżbieta Chojna-Duch dopuściła do kręgu osób kwalifikowanych w rozumieniu ustawy o biegłych rewidentach także osoby posiadające „certyfikat księgowy wydawany przez Ministerstwo Finansów, upoważniający do usługowego prowadzenia ksiąg rachunkowych” lub „dyplom uczelni wyższej w zakresie rachunkowości”. Wszelako najważniejsze jest zawarte we wspomnianym piśmie stanowisko: „standaryzacja wymagań kwalifikacyjnych nie wydaje się być uzasadniona” (pismo z 27 V 2009 r.). Resumując: prawo wymaga czegoś, czego ani nie określa, ani określić nie umie.

Dlaczego jest tak źle?

Jest kilka przyczyn złego stanu rzeczy. Polskie prawo spółek jest rozpaczliwym przeżytkiem. Rady nadzorcze to najsłabsze ogniwo w łańcuchu przemian polskiej transformacji, tak gospodarczej, jak politycznej. Ale przyczynkiem do stanu corporate governance na polskim rynku jest także brak governance w państwie. Komitety audytu mechanicznie przypisano do biegłych rewidentów, biegłych rewidentów do Ministerstwa Finansów, które nie koordynuje swoich zamierzeń legislacyjnych z innymi resortami i instytucjami, a także uporczywie nie reaguje na krytykę. Potrzebny tam wnikliwy audyt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *