Wolne krzesło [2000]

Kto skuteczniej ujmie się za rzeszą drobnych akcjonariuszy: niezależny autorytet, czy Skarb Państwa?

Kogóż nie wzrusza legenda o dworze padyszacha, gdzie na posła Lechistanu oczekiwało wolne krzesło? W radzie nadzorczej Banku Przemysłowo-Handlowego SA zabrakło krzesła dla przedstawicielki Skarbu Państwa. Gospodarzowi (w BPH jest nim Bayerische Hypo– und Vereinsbank) zabrakło kurtuazji, z jaką Osmańska Porta podejmowała posłów Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Lecz czy Skarb Państwa zasłużył na taką kurtuazję?

Skarb Państwa postąpił niedyplomatycznie, gdyż ponoć nie uprzedził o zamiarze wprowadzenia swojego człowieka do rady banku. Już toczą się obrady walnego zgromadzenia, już zgromadzenie podjęło uchwałę, że w skład rady wejdzie osiem osób, już zgłoszono osiem kandydatur, aż nagle – niespodzianka! – Skarb Państwa zgłasza dziewiątą. W głosowaniu odrzucono ją. Nic dziwnego, ponieważ Skarb Państwa reprezentuje 3,68 procent akcji BPH, a Bawarczycy 86,06 procent. Z arytmetyki wynika, że poza portfelami Bawarczyków i Skarbu Państwa pozostaje jeszcze ok. 10 procent akcji BPH. Są one rozproszone. Ta mniejszość nie jest w radzie reprezentowana. Jest to zgodne z zasadami gry. Godzi się jednak podnieść, że do rady nadzorczej BPH wybrany został, oprócz przedstawicieli banku monachijskiego, przewodniczący Rady Giełdy prof. Marek Wierzbowski. Zgłosiła go strona bawarska. To elegancki gest wobec drobnych akcjonariuszy.

Skarb Państwa uznał inaczej. Miał swoją kandydaturę. Jej szanse zależały od poparcia inwestora strategicznego. Skarb Państwa o poparcie, jak słyszę, nie wystąpił. Wolał zdezawuować kandydaturę przewodniczącego Rady Giełdy, co trudno pojąć. Obecność w radzie banku niezależnego eksperta jest przecież ważnym sygnałem dla rynku. Inwestor strategiczny daje do zrozumienia, że zamierza respektować interesy akcjonariatu mniejszościowego. Swoim postępowaniem Skarb Państwa konsekwentnie obala domniemanie, że jest orędownikiem rzesz drobnych akcjonariuszy. Przede wszystkim – traci miejsca w radach. Z każdą przegraną traci autorytet. Apelowałem więc do drobnych akcjonariuszy, by nie liczyli już na to, że Skarb Państwa ujmie się za nimi. Nie tak pojmuje on swoje zadania!

A szkoda. Przedstawiciel Skarbu Państwa w radzie nadzorczej spółki często odgrywa pożyteczną rolę. Bywa bezstronnym, rzetelnym arbitrem. Mam w tej dziedzinie dobre doświadczenia. Urzędnicy resortu, z którymi pracuję w radach nadzorczych, to najczęściej ludzie światli i odpowiedzialni. Na takich w każdej radzie powinno oczekiwać wolne krzesło.

Ale historia BPH dowodzi, że różnie z tym bywało. W tej spółce Skarb Państwa poczynał sobie bardzo nieszczęśliwie. Bank nie przestrzegał kanonów porządku korporacyjnego. Tracił niemałe pieniądze na konszachtach ze spółką „Telegraf”, na aferach z nieruchomościami. Udana oferta publiczna i debiut banku na giełdzie znalazły się w cieniu konfliktu między radą a prezesem. Przed walnym zgromadzeniem z udziałem nowych akcjonariuszy rada banku, w całości wyznaczona jeszcze przez Skarb Państwa, nieoczekiwanie odwołała prezesa Janusza Quandta. Jego obowiązki powierzyła wyłonionemu ze swojego grona fizykowi, może „quandtowemu”, lecz bez doświadczenia w bankowości. Na WZA zarząd banku (lub jego pozostałość) przedstawiał same sukcesy, rada – same nieprawidłowości, zaś akcjonariusze mieli wątpliwości, czy są to organy tej samej spółki. Radę rozpędzono. Na tym nie koniec. Na jednym z późniejszych zgromadzeń reprezentantka Skarbu Państwa zgłosiła kandydatury do rady banku, po czym oświadczyła, że przeprasza, bo odczytała z niewłaściwej kartki wcześniej uzgodnione nazwiska, ale ostatnie uzgodnienia są już odmienne, więc teraz sięga po aktualną kartkę i ostatecznie zgłasza inne kandydatury. Widocznie toczono o bank walki między ośrodkami władzy. Nic więc dziwnego, że kiedy jeden z członków kierownictwa banku został aresztowany, sprawie – skądinąd banalnej i nie mającej nic wspólnego z bankiem – nadano ogromny rozgłos.

Najbardziej niesympatycznym dla drobnych akcjonariuszy postępkiem Skarbu Państwa było sprzedanie akcji monachijskiemu bankowi po cenie znacznie wyższej, niż uzyskali ją inni. Prawa mniejszości należy szanować. Nie czynił tego Skarb Państwa. Ani wtedy, gdy w jego imieniu działał resort finansów, ani później, reprezentowany przez ministerstwo pod jego imieniem. Nie ma ono zresztą szczęśliwej ręki do instytucji finansowych. Ani do nieudanej fuzji BRE z Handlowym, ani do afery BIG BG, ani do PZU. Może w radzie BPH SA niezależny autorytet lepiej zadba o prawa mniejszości? O ile będzie miał po temu szansę. Zmieniono bowiem statut. Rada banku zbiera się teraz cztery razy do roku. I ani razu więcej. Nawet gdyby było to potrzebne…

Tekst ukazał się 15 maja 2000 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.
Wspomniany członek kierownictwa banku okazał się niewinny. Po latach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *