Wycinanie w pień [2005]

Jednoczesna zmiana wszystkich członków zarządu może dotkliwie godzić w dobro spółki!

Niedawno byłem świadkiem, jak doświadczony prawnik naśmiewał się z przepisu kodeksu spółek handlowych dopuszczającego… losowanie członków zarządu. Rzecz jasna nie chodzi o to, by członkowie zarządu spółki akcyjnej mogli być wyłaniani w drodze losowania. Chodzi natomiast o to, że kodeks nie wymaga, by kadencja wszystkich członków zarządu rozpoczynała się i kończyła w tym samym czasie. Dopuszcza on natomiast, by statut spółki ustanowił częściowe odnawianie zarządu w ten sposób, że pewna liczba członków zarządu kolejno ustępuje. O kolejności, w jakiej członkowie zarządu mieliby kolejno ustępować, może przesądzić właśnie losowanie. Albo starszeństwo wyboru. Albo inna metoda selekcji.

Nie przypominam sobie, by losowano kolejność ustępowania członków zarządu spółki akcyjnej. Znam za to inny przypadek. Mianowicie w Międzynarodowym Trybunale Sprawiedliwości, głównym organie sądowym Narodów Zjednoczonych, po wyborze pierwotnego składu w osobach piętnastu sędziów rozstrzygnięto w drodze losowania, którym sędziom kadencja wygaśnie po trzech latach, którym po sześciu, a którym po dziewięciu, by potem co trzy lata – rzecz jasna, bez losowania! – odnawiać jedną trzecią trybunału, wybierając sędziów już na równe, dziewięcioletnie kadencje. Wynika z tego, że losowanie wcale nie jest rozwiązaniem śmiesznym. Jest ono natomiast rozwiązaniem praktycznym i niemniej sprawiedliwym niż jakiekolwiek inne.

Dlaczego wobec tego wspomniany prawnik obśmiał taką praktykę? Otóż przepis o częściowym odnawianiu składu zarządu spółki akcyjnej, czy w drodze losowania, czy w inny sposób – jest martwy. Przeszedł on do Ksh, z niewielkimi zmianami, z dawnego kodeksu handlowego. Lecz w Polsce utarło się już, że wszyscy członkowie zarządu powoływani są na wspólną kadencję. Nie korzystamy z dobrodziejstw przepisu dopuszczającego częściowe odnawianie składu zarządu. Wszystkie zarządy bywają powoływane wespół, a potem wespół są odwoływane. Szkoda.

Częściowe odnawianie składu zarządu ma bowiem wiele zalet. Dla prostoty przykładu założę, że zarząd liczy sześć osób, jego kadencja wynosi trzy lata, a statut ustanawia, że co roku ustępuje z zarządu dwóch członków, których kadencja rozpoczęła się przed trzema laty. Zatem kadencje zazębiają się. Jeżeli nie dojdzie do zmian w zarządzie z powodu śmierci, rezygnacji, odwołania, każda para członków zarządu odsłuży w nim dwa lata z jedną parą, a po roku z dwoma. Zatem nawet wymiana ustępujących członków zarządu na nowe osoby (zresztą niekonieczna, ponieważ w Polsce powszechnie przyjęto praktykę dopuszczającą ponowny wybór do zarządu na nieograniczoną ilość kolejnych kadencji) nie oznacza, że w skład zarządu wejdą sami nowi, pozbawieni znajomości spółki, a może i doświadczenia.

Otóż w sytuacji obranej za przykład w zarządzie niekoniecznie znajdą się nowicjusze, ale za to zawsze są w nim tacy, którzy już pracują na rzecz spółki i zdążyli poznać jej problemy. Pozwoli to zapewnić ciągłość zarządzania. Służy pewności obrotu. Utrudni nadużycia. Pozwoli przyjąć, że spółka nie zarzuci z dnia na dzień strategii i planów rozwojowych. Liczy się także wartość płynąca ze znajomości historii korporacyjnej. Wiele polskich spółek traci przewagę nad konkurencją, kiedy do zarządzania nimi biorą się menedżerowie nie tylko nowi, lecz także pełni lekceważenia dla wszystkiego, co było przed nimi.

Nie znam racjonalnych argumentów przemawiających przeciwko praktyce częściowego odnawiania składu zarządu. Dlaczego wobec tego nie jest ona stosowana w Polsce? Jakie zalety tkwią we wspólnej kadencji zarządu? W mojej opinii – żadne. Zapewne liczy się to, że w Polsce długość kadencji nie ma większego znaczenia. Członków zarządów można odwołać w każdej chwili – i odwołuje się ich, często znienacka i bez dania racji, by zrobić miejsce dla swoich. Kiedy do władzy dorwie się orientacja inna od poprzedniej, zaraz wycina w pień menedżerów powołanych przez poprzedni rząd. I powołuje swoich stronników politycznych (nazwałem to zjawisko alotażem). Nie bierze się pod uwagę, że X solidnie pracuje, ma doskonałe wyniki, jego kadencja upływa za rok, przeto niech dosłuży do jej końca, zresztą z korzyścią dla spółki.
Mnożą się zresztą głosy, że do najbliższych wyborach dojdzie do licznych zmian w organach spółek, w których Skarb państwa ma coś do gadania.

Częściowe odnawianie składu można stosować także w przypadku rady nadzorczej. Z tą różnicą, że jeżeli dojdzie do wyboru przynajmniej jednego członka rady w drodze głosowania oddzielnymi grupami, mandaty dotychczasowych członków rady wygasają przedterminowo. Rytm częściowego odnawiania składu rady zostałby zatem zburzony. Zresztą w przypadku rad nadzorczych jeszcze częściej niż w przypadku zarządów mamy do czynienia z politycznym manipulowaniem ich składem.

2005.06.13 artykuł został ogłoszony w tygodniku Gazeta Bankowa
Czytaj także:
2013.11.30 Kadencja krocząca (zębata)
2010.05.18 Zębata kadencja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *