Zakamuflowana opcja szkocka [2011]

Imć Jan Skrzetuski, porucznik usarski xięcia wojewody ruskiego dziwował się książeczce do nabożeństwa Longinusa Podpipięty h. Zerwikaptur, iż osobliwe w niej jest materii pomieszanie. Mnie przypada dziwować się drukowi pomieszanemu nad wyraz. Przyniósł mi go listonosz: z pokaźnej koperty wysunął się tom pod tytułem „Prospekt Emisyjny Akcji Spółki Akcyjnej KOMANDOR Osoba Mieszana z siedzibami w Opolu [G] i Drumlezierze [A]. Tłumaczenie z języka willamlans na Język Polski”. Formatem i układem materii pomieszanej rzecz zaiste przypomina prospekt. Widać, że autor wie sporo o rynku kapitałowym, ale tworzy mu na przekór. Czytam bowiem na okładce m.in., że: „Emitentem Akcji Komandora OM jest Komandor Osoba Fizyczna (OF). Emitent jest podmiotem dominującym w stosunku (1:1) do Komandora OM. Podmiotem dominującym w stosunku (c1.315:max95) do Emitenta (BrMI72.2EMI27.2) jest mózg Emitenta. Mózg uznano za źródło (a nie zbiornik a. odbiornik) treści Prospektu”. Dalej jest tak samo, tylko jeszcze bardziej. Wątpiłbym, czy z tym mózgiem jest wszystko aby w porządku, gdybym nie poznał kiedyś Autora, człowieka bardzo do rzeczy. Pragnie on zachować incognito, więc tylko ogólnie wspomnę okoliczności naszego kontaktu.

Przed kilkunastu laty zwrócił się do mnie – za pośrednictwem redakcji, z którą wiąże mnie do dzisiaj nić sympatii – pewien student prestiżowego kierunku poważnej uczelni. Jego zainteresowania były mocno skoncentrowane wokół tematu, który nie był mi całkiem obcy. Korespondowaliśmy, następnie student złożył mi wizytę. Trochę rozmawialiśmy, na koniec gość spędził kilkanaście godzin w mojej bibliotece, robiąc masę notatek. Nazajutrz, choć zachęcany do przedłużenia wizyty, wyjechał. Z czasem kontakt urwał się zupełnie. Aż przysłał mi ów prospekt, o którym nie wiem, co myśleć. Gdybym pana Krzysztofa (tyle wyjawię z jego wrażliwych danych osobowych) nie znał i nie polubił – pomyślałbym, że to jakieś wariactwo. Po lekturze, z której niewiele zrozumiałem, doszedłem przecież do wniosku, że chodzi o rzecz poważną, rangi racji stanu.

Prospekt liczy 189 stron zapisanych gęstym, drobnym drukiem. Tekst jest ubarwiony 668. przypisami, których nie ogarniam ani umysłem, ani siłą woli. Wydany został przez Korporację Ha!art. Nakład dzieła wynosi (co przepisuję z trzeciej strony okładki) „sześć +XXVIII+496+(50+36) oraz 50 powszechnych świadectw martyrologicznych dodanych do wybranych egzemplarzy”. Snadno mój egzemplarz (oznaczony numerem 015,–) nie został wybrany, bowiem świadectwa nie otrzymałem. Dzieło zostało zrealizowane ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego i ukazało się jako tom 14. serii Literatura wspomnianego wydawnictwa. Gdyby Witkacy dożył publikacji, poderżnąłby sobie gardło z zazdrości, iż Prospekt wzbił się na niedostępne nawet dlań wyżyny narracji niepojętej.

Najpierw rzecz wydaje się parodią sztuki klecenia prospektów emisyjnych. Następnie wkraczamy do Krainy Dziwnych Słów i Jeszcze Dziwniejszych Pojęć. Rynek kapitałowy schodzi na dalszy plan. Na pierwszym planie jawią się kosmiczne absurdy, acz dla niepoznaki przetykane myślami skądinąd słusznymi, jak ta Johna Maynarda Keynesa, że na dalszą metę to wszyscy pomrzemy (oby ta meta była jaknajdalsza!). Są tu dziwne wyliczanki, osobliwe dokumenty, obszerne fragmenty ustaw o literaturze i oraturze oraz o mieszańcach, utwory poetyckie mistrzów i ich domowe pastisze. GPW występuje jako Giełda Produktów Wyznaniowych, jest jakiś tajemniczy wykres notowań i „indeks wiarycelności dla spółek Ich-200”. Dowiemy się, dlaczego paryżanie palą (palili?) koty na placu Chătelet. Poznamy też sekret wymienionego w tytule języka willamslans:
„Willamlans to język mieszkańców gminy Wilamowice narodowości szkockiej. Historia języka wiąże się z lektem wymysojer używanym przez Wilamowian narodowości fryzyjskiej. Jedyne poważne badania na temat wymysojer przeprowadził w L. 1952-1953 profesor Bolesław Kwiatek z Krakowa. Z obserwacji profesora wynikało, że lektem mówi ok. 250 osób. Znając proporcje Fryzów do Szkotów z Wilamowic, można było ostrożnie stwierdzić, że lektem willamlans posługiwało się wówczas ok. 15 osób. Ponieważ Kwiatek prowadził badania na terenie całej gminy, a nie odróżniał wymysojer od willamlans – wolno przypuszczać, że część zgromadzonych materiałów opisywała ten drugi język. Dokumentację Kwiatka przechowywano w podkrakowskim Gońcu, ale po powodzi w 1958 R. została odratowana tylko szósta część materiałów (zarchiwizowana jako GK6). Przepadły m.in. nagrania wierszy starych Wilamowian” (s. 151).

Dalsza lektura wyjaśnia, skąd wzięli się tam Fryzowie i Szkoci z klanu Fox, jakie były ich stosunki, kiedy dochodziło do rozruchów i kto w nich uczestniczył, kiedy powstały na tym terenie ambasadorie Niderlandów w Wilamowicach i szkocka w Drumelzier, oraz ilu było po 1997 r. użytkowników willamlans (otóż 3 osoby, z lekkim trendem zwyżkowym do 2010 R.).
Wystarczy wytężyć uwagę, by przejrzeć, o co tu chodzi. Otóż prospekt wyraża zakamuflowaną silną opcję szkocką. Tak jest! Autorowi, co należy zdemaskować, przyświeca ukryte marzenie, iż wnet sprawi młodzież śląska – z poświęceniem i dewocją – żeby Polska – żeby Polska – żeby Polska była Szkocją. Egzemplarz prospektu kosztuje 31,40 zło. Tak napisano: 31,40 zło. Ani literki więcej. Wydawca i Gwarant Emisji, Korporacja Ha!art, ma siedzibę w Krakowie przy Placu Szczepańskim 3a (kod 31-011) i witrynę www.ha.art.pl. Warto zamówić dzieło, zanim obrońcy opcji prapolskiej ruszą do broni i zablokują emisję!

Tekst ukazał się w numerze 2/26/2011 kwartalnika Przegląd Corporate Governance (rubryka „W przerwie”).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *