Zanim pogrążą OFE, a z nimi gospodarkę

P_FunduszePomysł konsolidacji Otwartych Funduszy Emerytalnych pod zarządem państwowym jest tak niedorzeczny, że aż prawdopodobny. Nikt jeszcze oficjalnie tego pomysłu nie zgłosił, ale już zajęły się nim media. Nic w tym nadzwyczajnego, wiele przełomowych inicjatyw dojrzewa po cichu, w mroku, a później są, szast-prast, energicznie wprowadzane w życie, bez konsultacji społecznych, bez uzgodnień międzyresortowych, bez dyskusji w parlamencie – taka bowiem jest wola prezesa.

Niedorzeczność pomysłu scalenia wszystkich Otwartych Funduszy Emerytalnych i ich szybkiej nacjonalizacji polega na tym, że konsekwencje takiego kroku niechybnie prowadziłyby do marginalizacji znaczenia warszawskiej giełdy i znacznego osłabienia gospodarki w następstwie utraty zaufania pokładanego w niej przez krajowych i zagranicznych inwestorów. Wiarygodność Polski doznałaby znacznego uszczerbku, nie tylko w świetle ocen agencji ratingowych, także w oczach inwestorów i społeczności międzynarodowej. Dumne, obiecujące, rozwijające się pomyślnie państwo byłoby przyrównywane już nie do Białorusi, a do Korei Północnej.

Prawdopodobieństwo takiego niedorzecznego projektu można uzasadniać wielorako. OFE to instytucje prywatne, a koteria trzymająca władzę nie lubi własności prywatnej, szkodzi jej jak potrafi. Funduszom nie można narzucić inwestowania w wybrane gałęzie gospodarki, na przykład w górnictwo węglowe. Z punktu widzenia wspomnianej koterii w funduszach emerytalnych marnują się stanowiska, które można obsadzić swoimi, na przykład przedsiębiorczymi bohaterami afery madryckiej. Rząd próbuje reformować gospodarkę doraźnie łącząc różne organizmy, przyłączając słabszych do silniejszych, czego nauczył się chyba od menedżerów osławionych Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych: gdy jakaś SKOK chorowała, przyłączano ją do innej, zdrowej (rachunek za takie praktyki zapłaci system bankowy, a ściślej – jego klienci). Nie da się osiągnąć rentowności, poprawić efektywności, poprzez zabiegi pozorne. Fundusze emerytalne poważnie już ucierpiały na poczynaniach Jana Vincenta-Rostowskiego. Kolejny akt destrukcji prowadziłby do ich likwidacji.

Fundusze emerytalne są znaczącymi inwestorami w wielu spółkach giełdowych. Przejęcie funduszy przez państwo oznaczałoby w praktyce przejęcie owych spółek, lub – co na jedno wychodzi – znaczący wzrost pozycji Skarbu Państwa w ich akcjonariacie. Prowadzona przezeń polityka, którą uważam za katastrofalną, niechybnie prowadziłaby do spadku wartości tych spółek, czyli zmarnotrawienia części majątku pokoleń Polaków. Pisałem tu przed laty: „Nie inwestuję w spółki, w których wspólnikami nie są fundusze emerytalne. Nie ufam spółkom, którym nie ufają fundusze”. Skoro okoliczności zmieniły się radykalnie, radykalnie zmieniam też podejście do spółek z udziałem funduszy. W obawie przed ich nacjonalizacją wycofuję z nich swoje pieniądze. Nie ufam politykom gotowym przejąć fundusze i spółki z ich udziałem, pogrążyć je wraz z giełdą i polską gospodarką, ku czemu to wszystko zmierza. Co nie oznacza, że gloryfikuję fundusze emerytalne, że nie dostrzegam błędów w ich działaniach. Lecz to temat na inną okazję.

Czytaj także:
2011.01.26 Fundusze dobrych praktyk
2013.03.15 Sprzedawcy tęczy
2013.04.17 OFE, dobry wspólnik
2015.07.25 Powrót do macierzy

1 myśl w temacie “Zanim pogrążą OFE, a z nimi gospodarkę

  1. Maciej

    Pamiętam komentarze na kilku znanych blogach finansowych kilka lat temu przy okazji poprzedniej “reformy” OFE przez PO. Otóż już wtedy pisano, że to jest koniec OFE. Że po pierwszym kroku nacjonalizacji OFE już nie będzie takiej politycznej siły, która zatrzymałaby dalszą nacjonalizację.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *