Złamany grosz

4 stycznia 2013 r. media poinformowały, że Narodowy Bank Polski rozważa zaprzestanie bicia monet o najniższych nominałach, jedno i dwugroszowych, oraz wycofanie ich z obiegu.

Czy decyzje NBP w tej sprawie będą miały związek z corporate governance? Otóż tak.

Wiadomość o odesłaniu jednogroszówek na emeryturę puentuje artykuł, jaki dopiero co wysłałem do redakcji Parkietu. Dotyczy on minimalnej wartości nominalnej akcji. Zgodnie z Kodeksem spółek handlowych (Ksh), wynosi ona obecnie 1 gr. Słownie: jeden grosz.

Grosz, jak każda moneta, ma trzy strony: awers, rewers i kant. Ustanowienie minimalnej wartości nominalnej akcji na tak niskim poziomie, najniższym przecież z możliwych, było swoistym kantem legislatora.

Pierwotnie uchwalony w 2000 r. Ksh przewidywał, podobnie jak poprzednio obowiązujący Kodeks handlowy (Kh), że wartość nominalna akcji, ustalona w statucie każdej spółki akcyjnej, wynosi co najmniej 1 zł (1 PLN). Nowelizacja Ksh z 2003 r. sprowadziła tę wartość do 1 gr. Obniżenie minimalnej wartości nominalnej akcji w stosunku 100:1 uważam za poważny błąd.

Uzasadnienie projektu ustawy zapowiadało „usprawnienie funkcjonowania spółek”, a jego przejawem miało być ułatwienie spółkom obniżania kapitału zakładowego z pominięciem umarzania akcji. Spodziewano się, że praktyka wykorzysta obniżenie wartości nominalnej akcji „jedynie w niezbędnym dla niej zakresie”.

Stało się całkiem inaczej. Obniżanie wartości nominalnej akcji weszło w nawyk marnym spółkom. Wchodziły one do giełdowych notowań po zawyżonych cenach z oferty pierwotnej, kurs ich akcji z czasem mocno spadał, aż stabilizował się na poziomie poniżej ówczesnej minimalnej wartości nominalnej akcji. W rezultacie, spółki te traciły zdolność emisyjną: potrzebowały pilnie kapitału na przetrwanie, nie mogły emitować akcji po cenie niższej od wartości nominalnej, a obejmowanie akcji oferowanych po cenie wyższej od tego progu nie miało ekonomicznego uzasadnienia. Następstwem obniżenia progu jest przedłużanie agonii nieszczęśników, ponuro egzystujących w dolnych stanach tabeli notowań. Przy okazji pojawiły się argumenty, jakoby splity wartości akcji, owocujące wysypem groszówek, miały pobudzić obrót… Zjawiska te występują szczególnie wyraziście na rynku New Connect.

Lekceważenie znaczenia wartości nominalnej akcji dopuszczonych do obrotu skutkuje degeneracją rynku. Jej przejawem znaczący i rosnący udział śmieci na giełdzie.

Grosz ma dzisiaj nikłą wartość, monety o tym nominale występują jeszcze w obiegu głównie jako reszta wydawana przy zakupie towarów, których cena zawiera końcówkę 99 gr.  Gdyby nie akcje niskowartościowych spółek, nie można byłoby w Polsce niczego kupić za grosz. Natomiast akcje za grosz maja swoich amatorów: otóż wiadomo, że nie potanieją, a każdy wzrost ich wartości to co najmniej 100 procent. Na takich fundamentach optymizmu opiera się polska giełda.

A kiedy wreszcie (czy tego dożyję?) walutą polską stanie się euro, napotkamy na problemy związane z przeliczaniem wartości akcji z groszy na centy. Małe są szanse na to, że wymiana walut nastąpi po kursie 1:1. Przyjdzie nam więc przeliczyć minimalną wartość nominalną akcji na, powiedzmy, 0,0024 centa, by poprzestać na czwartym miejscu po przecinku; na szczęście, wartość nominalna akcji nie musi być wyrażana w kwotach okrągłych. Albo przyjdzie nam wymusić na spółkach tzw. odwrotny split, czyli złożenie kilku (kilkunastu, kilkudziesięciu, kilkuset) akcji w jedną. Koszt takiej operacji byłby zapewne wyższy od korzyści uzyskanych w swoim czasie przez rozdrobnienie akcji, nawet jeżeli dało ono jakieś prawdziwe korzyści.

 

Czytaj także:

Grosz z dziurką

Bezwartość nominalna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *