Zostawcie Giełdę w spokoju!

Już dzielą łupy po likwidowanym resorcie Skarbu Państwa. Największy apetyt ma imperium Morawieckiego, czyli ministerstwa rozwoju i finansów. Podobno „bierze” Azoty, LOT, PZU, coś jeszcze. Oraz Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych, wymieniany jednym tchem z Totalizatorem Sportowym; zapewne politycy zakładają, że te dwie firmy coś łączy. Czytam, że zapytany o los GPW wicepremier Morawiecki udzielił osobliwej odpowiedzi, iż „nadzór merytoryczny” sprawował będzie resort rozwoju, ale kwestia „nadzoru właścicielskiego” nie została jeszcze rozstrzygnięta. Coś dużo tych nadzorów… Ciekawe, jaką wartość merytoryczną mogą przysporzyć Giełdzie Papierów Wartościowych pracownicy resortu rozwoju… Dyrygowanie rynkiem spoza biurek Igor Postuła nader trafnie nazwał nadzorem urzędniczym.

Obejmując resort Skarbu Państwa, Dawid Jackiewicz zapowiadał „wygaszanie” prywatyzacji i likwidację ministerstwa. Akcje z portfela Skarbu Państwa miały zostać wniesione do agencji, nazywanej niekiedy holdingiem, „który pozwoli prezesom spółek (z udziałem – przyp. ASN) Skarbu Państwa realizować interesy państwa bez ponoszenia konsekwencji wynikających z Kodeksu spółek handlowych” – mówił min. Jackiewicz. Sam siebie widział na czele nowego podmiotu, „jednej dużej grupy kapitałowej spółek Skarbu Państwa”. Zapowiadał nieustające zmiany personalne. I ukrócenie dywidend. Skoro zuchy wygasiły konstytucję, wygaszą też Ksh. Hulaj dusza, piekła nie ma.

Włodarze majątku z domeny Skarbu Państwa nie rozumieją swojego mandatu. Nie przyjmują do wiadomości, że mają respektować także prawa i interesy innych akcjonariuszy. Oto jak Filip Grzegorczyk, podówczas wiceminister skarbu, objaśniał spadek akcji PZU: „Spadek kursu akcji nie oznacza spadku realnej wartości spółki, ale jest emanacją niezadowolenia części akcjonariuszy z faktu, że Skarb Państwa chce realizować swoją politykę. (…) Po to Skarb Państwa jest akcjonariuszem, żeby mieć z tego efekty”. Po co ja miałbym być akcjonariuszem, skoro efektów z tego ani nie mam, ani mieć nie będę, uczony minister nie wyjawił.

Martwi mnie przyszłość Giełdy Papierów Wartościowych. Dopóki była ona wyłączną domeną państwa, państwo trzymało się od niej na przyzwoity dystans, najwyżej od czasu do czasu na walnym zgromadzeniu surowa urzędniczka demonstrowała władztwo uderzając prezesa po premii. Od kiedy GPW została upubliczniona i wprowadzona na parkiet, państwo jakby przebudziło się, zaczęło dokazywać na szkodę rynku kapitałowego. Politycy oraz urzędnicy nie poczuwają się do odpowiedzialności za pomyślność pokoleń Polaków, do której Giełda może się przyczynić – jeżeli państwo zdoła poskromić swój aparat, nie mnożąc bez potrzeby instytucji mających ją nadzorować. Nadzór „merytoryczny” niewiele wniesie, ponieważ nie będzie merytoryczny, nadzór „właścicielski” zapewne tylko zaszkodzi, ponieważ państwo z natury jest dla giełdy kiepskim właścicielem. Niech ją zostawi w spokoju, a wszyscy skorzystamy.
Czytaj także:
2015.02.17 Widzialna ręka rynku
2013.07.09 Nadzór urzędniczy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *