Zysk z plusem [2000]

Nareszcie podważa się jedną z najpowszechniej wyznawanych zasad: pecunia non olet!

W słowniku menedżerów, analityków, członków rad nadzorczych, pojawia się nowy termin: socially responsible investment (SRI). W przekładzie: inwestycja społecznie odpowiedzialna. Korzystna w wymiarze społecznym. Warto przyswoić sobie to pojęcie, chociaż obce jeszcze i niszowe. Jak dotąd bowiem, ma ono praktyczne zastosowanie jedynie do brytyjskich funduszy emerytalnych, zobowiązanych od 3 lipca do ujawniania, czy biorą pod uwagę ekologiczne, etyczne i społeczne implikacje swoich inwestycji.

Czas pokaże, czy nowe przepisy okażą się zaczynem epokowego przełomu. Prawo o SRI nawet nie wymaga od funduszy, by zmieniały swoją politykę. Nie narzuca im żadnych wiążących reguł inwestowania. Nie mnoży organów nadzoru. Za to poddaje fundusze pod osąd opinii publicznej. Z natury rzeczy srogi, ale przynajmniej bezstronny. W przeszłości uważano, że biznes i etyka to „dwa na słońcach swych przeciwnych – bogi”. Ale z początkiem lat osiemdziesiątych w londyńskiej City dojrzał nowy klimat intelektualny. Pierwszy w Wielkiej Brytanii etyczny fundusz emerytalny powstał w 1984 r. Jego śladem wkrótce poszły inne. Dzisiaj jest ich kilkadziesiąt. Wartość zarządzanych przez nie środków szacuje się na 3 miliardy funtów szterlingów.

To tylko kropla, skoro pozostałe fundusze emerytalne mają w zarządzaniu 800 miliardów funtów. Lecz kropla drąży skałę. Skoro obecnie na wszystkich funduszach spoczywa obowiązek zdawania sprawy, czy kierują się wzorcem społecznej odpowiedzialności, skoro obecnie wszystkie będą oceniane pod tym kątem – można spodziewać się wielkiego czyszczenia portfeli i tłumnego przechodzenia przez fundusze pod modny sztandar etyki. Jest to niekiedy całkiem opłacalne. Ponieważ „inwestycje społecznie odpowiedzialne” omijały przemysł tytoniowy, przeto nie ucierpiały z powodu spadków notowań większości firm tej branży. Etyka podpowiada inwestowanie w te supermarkety, które najbardziej uczciwie etykietują towary (w Wielkiej Brytanii są takie!), lecz to samo podpowiada rozum, bo właśnie tam publiczność najchętniej czyni zakupy. Zamiast w energię jądrową, etyczni menedżerowie inwestują w przemysły przyszłości, czyli poszukiwania energii alternatywnych. Ostatnio dało to dobre wyniki.

Aczkolwiek słychać głosy, że najwyższym obowiązkiem powiernika jest troszczyć się o pieniądze, nie o zbawienie klientów, przecież fundusze będą omijały kontrowersyjne branże. Najpierw pod kątem zgodności z etyką oceni się praktyki największych spółek giełdowych (FTSE 350). Następnie rating etyczny zostanie rozszerzony na firmy średnie i mniejsze. Wprawdzie ostatnio łatwiej było osiągnąć zysk posługując się kanonem SRI, lecz nie wiadomo, czy tak będzie zawsze. Ale odtąd opinii publicznej już nie wystarczy sam zysk. Będzie się liczyć i to, czego policzyć się nie da: kwalifikacja zysku. Jego etyczna poprawność. Zysk etycznie czysty – to zysk z plusem. Jeżeli cynik powie, że plus jest bez znaczenia, ponieważ „pecunia non olet”, rozsierdzona opinia publiczna pośle go do Medellin. Z biletem w jedną stronę.

Pora, by z Wielkiej Brytanii przeskoczyć w rodzime realia. Nie dotarły jeszcze na nasz rynek skomponowane przed laty zasady corporate governance, czyli porządku korporacyjnego, więc kanon inwestycji społecznie odpowiedzialnych także nie zawita do nas jutro. Nie mamy na giełdzie nagannych etycznie gałęzi gospodarki: przemysłu zbrojeniowego, energetyki jądrowej, spółek pędzących sikacze (nie wiedzieć czemu nazywane „winem”), ani producentów papierosów. I na odwrót: bank noszący w nazwie ochronę środowiska nie jest krynicą etyki, o czym doskonale świadczy przebieg kolejnych walnych zgromadzeń.

Fundusze, które pragną etycznie inwestować (co ogłosił dotąd bodaj jeden), mają na ciasnym rynku niewielką swobodę manewru. Zapewne polskie kryteria odbiegną od światowych. Stąd akcje Unimilu, według powszechnych standardów etyczne jak najbardziej, nie trafią do portfeli niektórych inwestorów (trudno mieć też pewność co do Jelfy, skoro z jej rady ubył obserwator z rodzin katolickich).

Polskie prawo nie zna inwestycji społecznie odpowiedzialnych, ale etyka ma już swoją cenę. Wie o tym, kto złożył lokatę u Grobelnego, ubezpieczył się w Weście, utopił fortunę w akcjach Polisy, lub Universalu. Sądzę, że inwestorzy rychło wymuszą na spółkach giełdowych etyczne postępowanie. Fundusze emerytalne już pokazały się z najlepszej strony na walnych zgromadzeniach kilku spółek. Nadzieję wiążę i z tym, że ich przedstawiciele wchodzą do rad
nadzorczych. Natomiast zagraniczni inwestorzy bywają wielkoduszni: nie wymagają od nas, ale sami też nie przestrzegają, tych kanonów, jakie wiążą ich na macierzystych rynkach. Otóż czas położyć temu kres.

Tekst ukazał się 24 lipca 2000 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *